Weszłam do biura dokładnie o dziewiątej trzydzieści. Trzydzieści minut spóźnienia. Znowu. Wiedziałam, że Marek już na mnie czeka, bo jego gabinet był przeszklony i widziałam, jak wpatruje się w monitor, nie odrywając wzroku od wykresów. Serce waliło mi w piersi jak młot. Weszłam do środka, próbując wyglądać na zrelaksowaną, ale moje dłonie lekko drżały. Kiedy zamknęłam drzwi za sobą, usłyszałam ten charakterystyczny dźwięk przekręcanego klucza w zamku. To był sygnał, że dzisiaj nie będzie zwykłego opierdolu przy kawie. Marek wstał z fotela, powoli, z tym swoim chłodnym spokojem, który zawsze mnie wyprowadzał z równowagi. Jego wzrok był ostry jak brzytwa. Podszedł do mnie tak blisko, że czułam zapach jego drogie wody kolońskiej i tytoniu.
- Znowu spóźniona, Anka. To już trzeci raz w tym tygodniu. Chyba wiesz, że za to nie będzie tylko słownego upomnienia, co nie?
Pokiwałam głową, nie mogąc wydobyć z siebie słowa. Marek wskazał ręką na swoje biurko. Było potężne, z ciemnego drewna, zawalone papierami i laptopem.
- Wchodź pod spód. Teraz. Zaraz zaczynam telekonferencję z zarządem. Masz być cicho, ale masz robić dokładnie to, co ci każę. Jeśli choć raz piśniesz albo przerwiesz mi w trakcie prezentacji wyników, to wylatujesz z pracy z wilczym biletem. Zrozumiałaś?
Nie protestowałam. Wiedziałam, że to chore, ale coś we mnie pękło. Wślizgnęłam się pod masywny blat, czując na kolanach zimną wykładzinę. Marek usiadł na fotelu, poprawił marynarkę i założył słuchawki z mikrofonem. Po chwili usłyszałam głos prezesa w głośnikach laptopa. Marek zaczął mówić profesjonalnym, chłodnym tonem o zyskach i stratach, a ja klęczałam między jego nogami. Widziałam jego drogie buty i nogawki spodni od garnituru. Wtedy poczułam na głowie jego stopę. Docisnął mnie do podłogi, a potem surowym gestem nakazał mi rozpiąć rozporek. Moje dłonie były mokre, kiedy dotykałam suwaka. Szybko wypuściłam jego twardego kutasa na zewnątrz. Był gorący i pulsujący. Marek nawet nie mrugnął okiem w stronę monitora, podczas gdy ja zaczęłam go brać do ust.
Czułam się jak zwierzę. On mówił o prognozach na kolejny kwartał, a ja musiałam się starać, żeby nie wydawać żadnych dźwięków, mimo że on co chwilę mocniej przyciskał swoją stopę do mojego karku, wymuszając rytm. Jego penis był coraz twardszy. Czułam, jak wpada w moje gardło z każdym ruchem jego bioder. W pewnym momencie zaczął mnie szarpać za włosy, zmuszając do głębszego ssania. Czułam jego pot na dłoniach, widziałam, jak zaciska zęby, żeby nie wydać z siebie żadnego jęku do mikrofonu, kiedy moja buzia zaczęła pracować szybciej. To było upokarzające i jednocześnie tak cholernie podniecające, że czułam jak moje własne majtki stają się wilgotne.
- Słuchajcie, to rozwiązanie jest absolutnie kluczowe dla naszych dalszych działań - powiedział Marek do mikrofonu, podczas gdy jego ręka zsunęła się pod biurko i złapała mnie za kark, przyciągając jeszcze mocniej do swojego członka.
Wyczułam, że zaraz będzie koniec. Marek przyspieszył ruchy, a ja próbowałam nadążyć, dusząc się jego kutasem. Jego oddech stał się ciężki, przerywany. W końcu poczułam, jak jego nasienie wystrzeliwuje mi wprost do gardła. Przełknęłam wszystko, nie mając wyjścia. Marek jeszcze przez chwilę utrzymywał profesjonalną gadkę, kończąc zebranie jakimś bezsensownym podsumowaniem, po czym w końcu zdjął słuchawki i rzucił je na blat. Wstał z fotela, poprawiając spodnie, i spojrzał na mnie z góry. Wyglądałam fatalnie, z rozmazanym makijażem i mokrymi ustami.
- To była tylko kara za spóźnienie. Następnym razem postaraj się być na czas, bo za takie numery będę wymagał czegoś znacznie gorszego niż zwykłe ssanie pod biurkiem. Teraz wypierdalaj do pracy i nie daj się więcej złapać na spóźnieniu.
Wstałam z kolan, nogi mi się trzęsły, a w ustach wciąż czułam jego smak. Wyszłam z gabinetu, nie patrząc mu w oczy, podczas gdy on już otwierał kolejny plik w Excelu, jakby nic się nie stało. Następnym razem naprawdę będę na czas. Albo wcześniej. Zależy, co wymyśli.
Jeśli dotarłeś aż tutaj, to znaczy, że ta historia wciągnęła Cię tak samo jak jej bohaterów. Chcesz, żebym kontynuował tę lub inną serię? Zostaw wsparcie przez link w moim profilu! Ci, którzy wspierają, dają mi znać, że warto pisać dalej i mocniej.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz