Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Harry Potter 18+Spinner's End

Andrew Boock     

Harry Potter 18+
Spinner's End

     Głośne syknięcie spanikowanego kota wypełniło mroczną alejkę, w której deportowały się dwie smukłe postacie. Jedna z nich poprawiła kaptur skrywając twarz przed zacinającym deszczem. Druga rozejrzała się po zaułku podejrzliwie unosząc wykrzywioną różdżkę celując w kota. Syczące zwierzę nastroszyło sierść wpatrując się w płowe szaty zakrywającą twarz. Zielony błysk na chwile rozświetlił mroczny zaułek, a zwierze padło martwe.
     - Narcyzo nie rób tego - rzuciła Bellatriks próbując chwycić ramie odchodzącej siostry.
     Kobieta wyszła na główną ulicę nie zwracając uwagi na truchło kota. Puściła mimo uszu uwagę siostry, która nazbyt nerwowo zareagowała na jej desperackie posuniecie. Pokonała drogę zdeterminowanym krokiem ku domowi numer 13. Zapukała w drzwi, a następie zsunęła kaptur, by gospodarz mógł ją rozpoznać. Obok pojawiła się Bellatriks oddychając ciężko przez zaciśnięte zęby z grymasem wściekłości na twarzy. Po chwili w mlecznej szybie pojawił się zarys postaci, którą było trudno rozpoznać, ale zamek momentalnie otworzył się. Skrzydło drzwi uchyliło się wpuszczając kobiety do środka. Wyminęły niskiego mężczyznę ze szczurzą twarzą w znoszonych ubraniach. Narcyza Malfoy stanęła dumnie wypinając pierś patrząc z wyższością na Glizdogona. Bellatriks wyszczerzyła pożółkłe zęby w szyderczym uśmiechu sycząc pogardliwie.
     - Zaprowadź nas do niego - zażądała władczo Narcyza. Glizdogon skinął posłusznie wskazując drogę prowadzącą do salonu.
     Severus Snape siedział na fotelu z założonymi nogami wpatrując się w tańczące płomienie w kominku. W dłoni trzymał otwartą książeczkę, gdzie pożółkłe kartki pokryte były symbolami w starym języku, który z ledwością mógł odczytać. Zastanawiał się nad mocą tajemniczego przedmiotu oprawionego w ludzką skórę. Zupełnym przypadkiem znalazł tomik w bibliotece Hogwartu wciśnięty w dziale Ksiąg Zakazanych. Uwagę przykuła wypukłość na grzbiecie, w której rozpoznał sutek, a także fakt, że książka nie była zabezpieczona przed zabraniem z półki. Z ciekawości obejrzał okładkę, na której wytłoczony był ledwo widoczny symbol, który przypominał trzy sierpy ułożone w okrąg ostrzami zwróconymi do zewnątrz. Otworzył wtedy stronice na chybił trafił i natknął się na szczegółowy szkic przedstawiający nagą kobietę oplecioną mackami. Wokół rysunku dziwne symbole układały się w słowa, których do tej pory nie potrafił odczytać.
     Z rozważań wyrwał go kobiecy głos należący do żony Luciusza Malfoya. Zacisnął zęby zatrzaskując książeczkę, gdy stukot obcasów zaczął zbliżać się do salonu. Do środka wkroczyła Narcyza dumnie prezentując swoją postawę w długiej sukni z wyprofilowaną talią. Czarne włosy z blond końcówkami opadały na ramiona. Zaciśnięte usta tworzyły wąską bladą linię nie ujmując piękna, a zielonkawe oczy wpatrywały się badawczo w Snape'a. Tuż za nią pojawiła się Bellatriks, ubrana w czarną spódnicę do połowy łydek, a talię przepasał gorset z głębokim dekoltem. Lekko przygarbiona trzymała w pogotowiu dłoń, by w razie potrzeby sięgnąć po różdżkę. Prychnęła widząc nauczyciela Hogwartu spokojnie siedzącego w fotelu.
     - Zapraszam - mruknął Snape. Zerknął na szczurzowatego mężczyznę, który skulił się z przestrachem. - Glizdogonie przynieś wina. Goście z pewnością są spragnieni.
     Snape wskazał dłonią kanapę znajdującą się naprzeciwko fotela. Narcyza usiadła nie spuszczając wzroku z mężczyzny, a Bellatriks przeszła się po salonie marszcząc nos jakby wyczuwała jakiś przykry zapach. Glizdogon pozostawił na stoliku tacę z karafką i kieliszkami. Oddalił się, a gdy znalazł się za progiem, drzwi zatrząsnęły się z hukiem, a zamek zaryglował się. Na drewnie pojawiła się mgiełka oznaczająca rzucony czar przeciw podsłuchom. Wykrzywił twarz w grymasie złości i poczłapał do piwnicy.
     Snape machnął ponownie różdżką, a karafka wypełniona winem, uniosła się i rozlała trunek po kieliszkach, które pofrunęły ku dłonią kobiet. Sam swój podniósł do ust upijając łyk. Poczuł cierpki smak na języku zmieniający się powoli w delikatną słodycz. Wpatrywał się intensywnie w żonę Lucjusza, która nerwowo uniosła swój kieliszek. Snape dostrzegł na serdecznym palcu rodzinny sygnet Blacków przedstawiający węża oplatającego czaszkę. Domyślał się, z jakiego powodu odwiedziła go, ale zastanawiał się, do czego jest zdolna się posunąć zdesperowana kobieta.
     - Nie powinnam tu przychodzić - zaczęła Narcyza. - Czarny Pan niestety zabronił mi o tym mówić...
     - Jeśli Czarny Pan zabronił, to bądź mu posłuszna - przerwał Snape mocniej zaciskając dłoń na książce, którą chciał ukryć przed kobietami, ale ruch ten zobaczyła Bellatriks przerywając krążenie po pokoju. Wpatrywała się czujnie w mężczyznę dużymi ciemnymi oczami pragnąc przejrzeć jego myśli, ale wiedziała, że stosowanie takich sztuczek przeciwko niemu się nie uda. - Akurat ta sytuacja jest mi dobrze znana, Narcyzo - kontynuował nauczyciel patrząc na blondynkę. Dostrzegł w jej oczach wyraz ulgi i narastającą potrzebę. Zobaczył to co chciał - kobietę zdolną do wszystkiego, żeby ratować syna. Jakże upokorzyłby Lucjusza Malfoya wieścią, że jego ukochana żona poddała mu się i z własnej nieprzymuszonej woli wykonała jego lubieżne polecania. Pomyślał o szkicu zamieszczonym w książeczce. W wyobraźni zobaczył nagą Narcyzę oplecioną sznurami, które zaciskałyby się na skórze. Uśmiechnął się nieznacznie zaciskając mocniej dłoń na książce.
     - Tobie?! Czarny Pan to powiedział - prychnęła pogardliwie Bellatriks ignorując ruch ręki mężczyzny ściskający niepozorny tomik.
     - Twoja siostra mi nie wierzy? - żachnął mistrz eliksirów. - To dowodzi temu, że dobrze odegrałem swoją rolę. Tak dobrze! Że oszukałem największego czarodzieja na świecie. Dumbledore jest wielkim czarodziejem i tylko głupiec by to kwestionował!
     - Ja ci wierzę Severusie - odparła Narcyzna z nadzieją w głosie.
     - To zaszczyt dla ciebie i Dracona - rzuciła Bellatriks.
     - Jest taki młody - kontynuowała Narcyza patrząc prosto w oczy Snapa starając przekazać mu myśl, że dla syna jest w stanie zrobić wszystko i wszystko poświęcić bez względu na cenę.
     - Nie zmienię woli Czarnego Pana - odparł Snape wstając z fotela. Przeszedł przez pokój ku oknu, gdzie krople deszczu leniwie spływały po brudnej szybie. - Ale może uda mi się pomóc Draconowi.
     - Severisie - westchnęła Narcyza z głęboką ulgą w głosie.
     - Ale... - przerwał mężczyzna odwracając się ku kobiecie. - Będzie to... kosztowało.
     Narcyza dobrze zrozumiała dyskretne zerknięcie na talię. Położyła dłonie na udach powoli podnosząc suknię odsłaniając lśniące czarne szpilki.
     - Nie - przerwał Snape uśmiechając się pogardliwie kącikiem ust i przenosząc spojrzenie ku siostrze Narcyzy. - Ona - dodał zajadle.
     Bellatriks poczuła nagłą falę wściekłości i obrzydzenia widząc lubieżny błysk o czarnych oczach mężczyzny. Syknęła przez zaciśnięte zęby przygotowana sięgnąć po różdżkę, by zetrzeć ten parszywy wyraz z twarzy. Nagle zmrużyła oczy wykrzywiając wargi w pogardliwym uśmiechu. Nie trzeba rzucać zaklęcia by odstraszyć tchórza, pomyślała.
     - Niech przysięgnie - prychnęła pogardliwie podchodząc do nauczyciela, który napiął się zaciskając mocniej szczęki. Bellatriks uśmiechnęła się pogardliwie. - Niech złoży wieczystą przysięgę - zaczęła krążyć wokół mężczyzny obniżając swój głos do szeptu. - To tylko puste słowa. Może uda mu się pomóc. A jak przyjdzie, co do czego. Ucieknie jak zwykle do swojej nory. Jak tchórz! A jak przysięgnie to... dostanie moje ciało, jeżeli tego pragnie - dodała głośniej będąc pewną, że mężczyzna wystraszy się poważnego zaklęcia wiążącego jego życie z innym życiem.
     - Gdzie jest twoja różdżka - wycedził Snape.
     Ballatriks spojrzała na niego zaszokowana, a Narcyza uniosła się z kanapy mając wilgotne oczy. Ochrona w szkole magii i czarodziejstwa przyda się jej synowi, który musi płacić za błędy ojca. Nie zdawała sobie sprawy, że i ona będzie musiała spłacić dług zaufania zaciągnięty przez męża.
     Matka Dracona podeszła do nauczyciela wyciągając dłoń, którą ujął w połowie przedramienia. Bellatriks zaśmiała się wyciągając różdżkę. Końcówką stuknęła w złączone ręce. Nagle wokół nadgarstków pojawiły się ogniste pętle oplatające przedramiona.
     - Czy ty, Severusie Snape, przysięgasz strzec i bronić Dracona Malfoya, gdy ten będzie wypełniał wolę Czarnego Pana. A jeśli zawiedzie przysięgasz osobiście dokończyć to czego pragnie nasz Pan?
     - Przysięgam - powiedział Snape zaciskając mocniej dłoń na przedramieniu Narcyzy, która niepewnie cofnęła sie. - A ty, Narcyzo Malfoy, przysięgasz dać mi to czego zażądam w zamian dzisiejszego wieczoru?
     Kobieta spojrzała na siostrę, która obnażyła pożółkłe zęby w grymasie wściekłości. Narcyza była gotowa poświęcić wszystko dla swojego dziecka - nawet siostrę i męża. Bellatriks gotowała się wewnątrz, gdyż będzie musiała się ukorzyć przed mężczyzną, którym gardzi odkąd zaczął kręcić się obok Dumbledora. Skinęła lekko głową zgadzając się nie widząc z sytuacji wyjścia awaryjnego.
     - Przysięgam - szepnęła Narcyza, a ogniste pętle rozmyły się w powietrzu potwierdzając zawarcie wieczystej przysięgi.
     - Bellatriks rozbierz się, proszę - powiedział Snape. Matka Dracona odwróciła się robiąc krok w stronę wyjścia. - Zaczekaj Narcyzo! Będziesz się wszystkiemu przyglądać - dodał.
     Narcyza Malfoy opadła na kanapę zrezygnowana patrząc z przestrachem na mężczyznę, którego poważną twarz wykrzywił demoniczny wyraz. Oddychała głęboko przygotowując się na lubieżne obrazy, które za chwile ujrzy. Dopiero teraz doszło do niej, że oddała siostrę na łaskę potwora w ludzkiej skórze, który miał wiele twarzy.
     Bellatriks stała przy kominku patrząc na siostrę z zdegustowaną miną. Sprzedała jej ciało wiążąc się wieczystą przysięgą, której niedopełnienie wiązało się ze śmiercią. Zerknęła na Snape'a ściskając mocniej w dłoni rękojeść różdżki, z której posypały się iskry.
     - Widzisz, Narcyzo - zaczął z satysfakcją Snape. - Nie można sprzeciwiać się woli Czarnego Pana.
     Machnął różdżką, a Bellatriks poczuła paraliż we wszystkich kończynach. Zupełnie jakby jej ciało zamieniło się w kamień. Rękojeść drzewca wyślizgnęła się z dłoni upadając na podłogę. Wytrzeszczyła zaskoczone oczy skierowane na mężczyznę, który kolejnym czarem spętał nadgarstki. Gwałtowne szarpnięcie poderwało ją do góry tak, że ledwo dotykała podeszwami butów podłogi. Wrzasnęła głośno czując smagnięcie niewidzialnego ostrza rozcinającego sznurówki gorsetu. Snape oblizał nerwowo wargi patrząc na grymas wściekłości na twarzy kobiety. Kolejne zaklęcie spowodowało, że spódnica została rozszarpana na strzępy odsłaniając bladą skórę. W kilka sekund zostały odsłonięte pełne piersi z różowymi brodawkami oraz łono pokryte ciemnymi kędziorkami włosów. Snape prychnął pogardliwie mierząc nagie wdzięki zaskoczonej kobiety. Mimo długoletniego pobytu w Azkabanie jej ciało zachowało sprężystość i smukłość.
     - Widzę Bellatriks, że dementorzy byli dla ciebie łaskawi - powiedział Snape.
     - Ty plugawy...
     Niewerbalne zaklęcie rzucone przez nauczyciela wyciszyło kobietę, która mogła tylko patrzeć z wściekłością na drwiącego oprawcę. Mężczyzna delikatnie przesunął różdżką wzdłuż torsu. Po chwili jego ubranie zmieniło się w czarną mgiełkę odsłaniające sprężyste umięśnione ciało. Sterczący penis prężył się w gotowości. Uwypuklone żyły oplatały sztywny trzon zwieńczony czerwoną głowicą. Snape zrobił krok do przodu. Zszokowana Narcyza mierzyła nagiego mistrza eliksirów nie mogąc wyjść z podziwu jego dobrej formy ukrytej pod czarnymi szatami.
     - Teraz weźmiesz w usta kutasa - zwrócił się do blondynki. - A ja pobawię się twoją siostrą.
     Snape machnął energicznie różdżką sycząc zaklęcie pod nosem. Bellatriks jęknęła zaciskając zęby czując piekący ból na piersi, która zafalowała od uderzenia niewidzialnego cieniutkiego bata. Na bladej skórze tuż nad sutkiem pojawiła się czerwona kreska. Brunetka patrzyła z nienawiścią w stronę oprawcy, który z szyderczym wyrazem oglądał jej ciało. Wraz z pieczeniem poczuła pewne ukucie przyjemności płynącej z obnażenia. Nienawiść, gniew i narastające podniecenie mieszały się w umyśle kobiety doprowadzając ją do szaleństwa.
     Narcyza przysłoniła usta drżącą dłonią przyglądając się sprężystemu ciału nauczyciela eliksirów. Fala podekscytowania na widok prężącej się męskości wywołała napływ podniecenia mimo zaszokowania, które ogarnęło ją. Opanowała się odzyskując przytomność umysły, gdy usłyszała wrzask siostry. Zerknęła na wiszącą tuż nad podłogą siostrę wytrzeszczającą oczy pełne wściekłości na oprawcę. Narcyza zsunęła się z kanapy na kolana i wyprostowała plecy spoglądając na krocze mężczyzny, gdzie dyndał prężący się fallus. Spane podszedł do niej patrząc pogardliwie w oczy Bellatriks. Narcyza rozchyliła zaciśnięte usta, w które wsunęła sterczącego penisa i zaczęła ssać słysząc głośne sapnięcie mężczyzny.
     Mistrz eliksirów wykrzywił usta w uśmiechu widząc oczy przepełnione nienawiścią oraz cieniem podekscytowania swojej ofiary. Wiedział, że próbuje wyrwać się z mocy zaklęcia. Czuł przyjemny napływ podniecenia z delikatnych ruchów ciepłych warg kobiety ssącej fallusa. Cofnął się do tyłu słysząc głośne cmoknięcie. Machnął różdżką, a ciało Bellatriks szarpnęło ku górze. Niewidzialne więzy wrzynały się w nadgarstki pozostawiając czerwone ślady na skórze. Kobieta dyszała ciężko przez zaciśnięte pożółkłe zęby.
     - Przyjrzyj się siostrze - powiedział zajadle Snape ku Narcyzie.
     Kobieta z trudem zmusiła się do spojrzenia w stronę kominka, gdzie Bellatriks wisiała nie dotykając stopami ziemi. Nagie piersi falowały w szybkim oddechu, a ciemne oczy przepełnione były nienawiścią i utkwione w mężczyźnie zupełnie jakby samym wzrokiem chciała go zabić.
     Snape uniósł różdżkę, z której końcówki wsunął się srebrny cieniutki sznur.  Mężczyzna machnął dłonią, a pejcz uderzył w bladą skórę pozostawiając czerwony ślad. Bellatriks szarpnęła się wykrzywiając usta w niemym krzyku. W jej ciemnych oczach zamajaczył strach. Snape prychnął pogardliwie zaczynając energicznie machać różdżką raz po raz, a na skórze kobiety pojawiały się nowe zaczerwienienia. Narcyza przyglądała się biczowanemu siostry, która wiła się na niewidzialnym sznurze. Przetłuszczone włosy oprawcy falowały mu wokół twarzy wykrzywionej szaleństwem. Narcyza przysłoniła usta drżącą dłonią uświadamiając sobie, że wydała siostrę sadyście.
     Nagle różdżka przestała się poruszać, a Snape stał w rozkroku dysząc ciężko z włosami opadającymi na zaczerwienioną twarz. Bellatriks wisiała bezwładnie niemal bez życia. Całe ciało pokryte było cieniutkimi czerwonymi pręgami. Po policzkach spływały łzy rozmazując tusz do rzęs i tworząc czarne strumienie na bladym licu. Nagle Bellatriks szarpnęła głowę do tyłu odsłaniając dzikie spojrzenie przepełnione nienawiścią i pożądaniem.
     - Na tyle cie stać? - wydyszała przez zaciśnięte zęby.
     Kącik ust mężczyzny podniósł się w uśmiechu wykrzywiającym twarz w grymasie. Uniósł głowę patrząc na ponętne ciało umęczonej kobiety. Machnął różdżką, a w kominku zapłonął większy ogień od którego oderwały się płomienie. Wijące ogniste węże popełzły w stronę stóp zwisających nad podłogą pozostawiając za sobą wypalone ślady. Uformowana głowa gada uniosła się rozchylając paszczę, a syk płomienia wypełnił pomieszczenie. Ukąszenie w stopę było bolesne pozostawiające po sobie poparzoną skórę. Bellatriks poderwała nogi starając się obronić przed bólem zrywając moc zaklęcia paraliżującego. Snape śmiał się widząc uniki przestraszonej kobiety, która starała uchronić się przed ognistymi węzami.
     Narcyza odwróciła wzrok wlepiając spojrzenie w podłogę. W pierwszej chwili sądziła, żę w spojrzeniu siostry widzi zadowolenie z traktowania, ale głośne krzyki spowodowały ponowne rozterki, ale musiała ratować syna przed niewykonalnym zadaniem. Zacisnęła mocno szczęki tłumiąc łzy napływające do oczu.
     Snape podszedł do kulącej się blondynki wsuwając końcówkę różdżki pod brodę. Wijące ogniste węże poruszały się po podłodze w obłokach dymu próbując dosięgnąć swojej ofiary. Uniósł końcówką drzewca piękną twarz blondynki, która spojrzała załzawionymi oczami w czarną otchłań źrenic nauczyciela eliksirów.
     - Jeszcze nie skończyłem - szepnął zajadle Snape.
     Wyciągną dłoń w stronę kobiety broniącej się przed ognistymi wężami. Ponownie sparaliżował jej ciało zaciskając palce w pieść, którą przekręcił ustawiając bezwładne ciało Bellatriks równolegle do podłogi. Ogniste węże otwierały swoje paszcze gotowe do kąsania. Powoli ciało brunetki opadało ku szalejącym płomieniom. Krzyczała przerażona czując coraz gorejący żar. Nagle jeden z węży wyprężył się wbijając ogniste zęby w zwisającą pierś. Kobieta wydarła się ochrypłym głosem. Kolejny wąż wbił się w brzuch pozostawiając spalony płat skóry. Snape machnął różdżką, a płomienie rozpłynęły się w powietrzu pozostawiając po sobie swąd spieczonej skóry. Bellatriks łkała, a czarne kręcone włosy opadały ku podłodze.
     Snape uwolnił zaklęcie sparaliżowania i lewitacji. Umęczone ciało gruchnęło o podłogę pozbawiając ją tchu. Narcyza szybko podczołgała się ku siostrze. Odgarnęła z jej twarzy włosy, które kleiły się do mokrych policzków. Dotknęła drżącą dłonią spieczonej skóry na piersi. Głośne syknięcie wydobyło się z ust brunetki. Spieczona skóra pod sutkiem była pokryta bąblami przepełnionymi ropą. Gorzej wyglądała rana na brzuchu, która odsłaniała spory płat mięśni.
     - Severusie - wydyszała Bellatriks rozchylając powieki. Uśmiechnęła się do mężczyzny. - Nie wiedziałam, że umiesz się bawić.
     Snape prychnął macając różdżką, a ciało Bellatriks wyrwało się z objęć siostry szybując ku niemu. Nagle zatrzymało się szeroko rozłożonymi rękoma i nogami jakby zostało rozciągnięte. Włosy Bellatriks zafalowały, a jej spojrzenie wpatrywało się w czarną otchłań oczu Snape'a. Załkała cicho przygotowując się na kolejną falę męczących tortur. Ból i podniecenie falowały w jej ciele ogłupiając wszelkie inne zmysły.
     Nagle mężczyzna podszedł do niej przykładając różdżkę do skroni. Ciemne oczy Bellatriks uciekły wewnątrz czaszki pokazując białka, a zamiast łez popłynęły krople krwi. Ciało zaczęło się trząść naprężając wszystkie mięśnie.
     - Severusie błagał! Przestań - krzyczała Narcyzna niemogąca wytrzymać widoku torturującej siostry.
     Mężczyzna uśmiechał się pogardliwie przekręcając różdżkę przy skroni. Unoszące ciało zaczęło drgać w konwulsjach, a krew zaczęła płynąć z uszu. Snape chwycił sterczącego penisa w dłoń i zaczął się masturbować. Przesunął drewnianą końcówką po policzku kobiety pozostawiając głębokie rozcięcie odsłaniające zęby. Z rany płynęła gęsta krew spływająca po smukłej szyi i bladych piersiach. Utworzyła kilka odnóg na brzuchu, gdzie po udzie dotarła do stopy i zaczęła skapywać na podłogę. Snape przesunął różdżką po zranionej piersi otwierając głęboką ranę, która uwydatniła żebra. Ściskał mocniej w dłoni penisa, którego energicznie pompował. Zacisnął zęby czując nadchodzące spełnienie. Znów przesunął różdżką po brzuchu tworząc kolejne głębokie nacięcie.
     Nagle wepchnął w ranę drgającego fallusa. Jęknął uwalniając z siebie ogromną falę nasienia, która została wystrzelona w gorące wnętrzności umęczonej kobiety. Wyprężył biodra unosząc się na palcach wbijając się głębiej. Główka członka ocierała się o parujące jelita doprowadzając go do ekstazy. Poczuł niemal paraliżującą falę spełnienia. Wycofał się gwałtownie z rany, z której wyciekła gęsta krew zmieszana z nasieniem. Dysząc ciężko cofnął się na drżących nogach. Spojrzał ku Narcyzie Malfoy, która przerażona patrzyła na czerwoną posokę spływającą po bladej skórze siostry.
     Mistrz eliksirów machnął różdżką zwalniając Bellatriks z paraliżującego zaklęcia. Ciało upadło w kałużę krwi, która zaczęła w magiczny sposób wracać do ciała zalepiając za sobą rany. Po chwili kobieta ocknęła się łapiąc gwałtowny haust powietrza w płuca. Przycisnęła dłoń do nagich piersi patrząc na opadającego penisa umazanego krwią i nasieniem. Wykrzywiła pożółkłe zęby w grymasie zadowolenia.
     - Umiesz się bawić - szepnęła.
     Snape odwrócił się od nagiej Bellatriks przesuwając wzdłuż torsu swoją różdżką. Na skórze zaczęła materializować się czarna mgła formująca się w ubranie. Podszedł do kominka wbijając spojrzenie w tańczące płonienie.
     Narcyza podniosła dyszącą siostrę z podłogi zerkając na nieruchome plecy mężczyzny o demonicznej naturze. Poczuła strach, który mógł dorównywać tylko strachowi przed gniewem Czarnego Pana.

Toruń, 11.11.2020

1 komentarz

 
  • likeadream

    O nieee😁 nawet pamiętam ten moment w książce! Nieźle podkręciłeś 🤣

  • andrewboock

    @likeadream dzięki :) man nadzieję, że uda mi się troszeczkę rozbudować Uniwersum XXX Harry'ego Pottera