Beata cz II

Beata cz II

Powiastkę niniejszą dedykuję I.

Gospodarz zaprosił "miłe panie" do na wpół wykończonej letniej kuchni, w której praktycznie jeszcze nikt ze wsi nie gościł, wstawił wodę w czajniku elektrycznym, wyciągnął na stół kawę, herbatę, słodzik cukier i jakieś ciasteczka i poprosił panią Genię o czynienie honorów pani domu ze względu na kontuzję Beaty.
- A na cóż oni hodują te konie. Zwierzaki jak smoki, aż strach przy nich chodzić! - zagaiła sąsiadka zza płotu.
- No tyle lepiej, że już po wsi konie nie łażą! - dodała sołtyska. - Wiedziałam, że to musi skończyć się wypadkiem! Pani uwierzy, że oni przez całą zimę codziennie konie na dwór wyganiali? Tylko czasem przykrywali je byle jakim kocykiem?
- Tego Sławka już nie gadaj! - Genia wzięła w obronę nieobecnego gospodarza. - Mają różne derki: przeciwdeszczowe i takie grube, ciepłe. Mają też siatkowe przeciw muchom i gzom. O woda wrze! Zrobię dla nas kawę albo herbatę.
Genia zajęła się szykowaniem napoi, a sołtyska (jak to władza) musiała poznać przebieg wypadku Beaty. Dziewczyna odpowiedziała krótko:
- Wie pani dlaczego człowiek ma tak duże stopy? Nie wie pani? Po to, aby konie, krowy miały po czym deptać. Od nastu lat zajmuję się końmi, a tak uczył mnie mój pierwszy trener. A pani to chyba nie ze wsi jest, prawda? Każda znana mi gospodyni była kiedyś nadepnięta przez zwierzaka!
- Ale ci się Sławka dostało! Co prawda, to prawda! Teraz, od lat, jesteś władzą, całe podwórko wyłożone kostką kolorową, wcześniej też więcej w sklepie pracowałaś niż w obejściu! - Genia była ucieszona, że przyjezdna tak oceniła Sławkę.  
- Nie wiecie, czy tu gdzieś jest ciotka Sławka? Wuj ją szuka pilnie... - głos Jurka postawił sołtyskę na nogi.
- Dzieńdoberek wszystkim! - Jurek już był w letniej kuchni. - Ciotka, chodź szybko, wuj popił i upiera się, aby jechać gdzieś ciągnikiem. Unieruchomiłem mu ursusa odłączając dopływ ropy...
- Dziękuję za kawkę, będziemy musiały jeszcze porozmawiać pani Beato - chodź Jurek!  
Zamykając drzwi sołtyska ochrzaniała Jurka:
- Na co było gadać, że mój pijany? Co kogo to obchodzi? Jesteś Jurek papla gorsza niż baba!
- Toż cała wieś słyszała naszą kłótnię z wujem. Jak się swego obejścia nie pilnuje, tylko po chałupkach cudzych lata, szuka się później winnego. Nie muszę za tobą ciotka latać po wsi, jak nie chcesz! - Jurek był wyraźnie wnerwiony.
- Cichaj Jurek! Na co obcy mają wiedzieć, że u nas gryziemy się wszyscy na kupę.- Sławka zakończyła dyskusję i prawie truchtem pobiegła do swej chałupy.

***************

Pomijając kwadrans na zjedzenie szybkiego obiadu, Wojtek do zachodu słońca zajęty był przy zwierzakach. Karolek pomagał do południa, pozostałe prace mieli wykonywać wspólnie z Beatą. Słońce chyliło się ku zachodowi, gdy pryncypał zakończył wieczorny obrządek. Wcześniej, tak co godzinę, sprawdzał czy kontuzjowanej nie potrzeba czegoś i czy Beata nie odczuwa bólu, lub obrzęku przygniecionej stopy.
- Jak poszkodowana teraz się czuje! - zapytał Wojtek wchodząc do pokoiku Beaty. - Wreszcie ogoniaste zwolniły mnie do domu! Bardzo jesteś znudzona samotnością? Pokaż panno nogę!
Beata wysunęła stopę spod kocyka, odwinęła bandaż elastyczny i zdjęła ze stopy okład. Dziewczyna w miarę swobodnie mogła poruszać palcami, lekkie uciskanie stopy palcami dłoni też nie powodowało nadmiernego bólu.  
- Mieliśmy szczęście, że w przejściu pomiędzy boksami leżało sporo siana i słomy z paśników końskich. Pod naciskiem kopyta końskiego stopa miała się gdzie się schować, nie była dociśnięta do betonu! - gospodarz z ulgą ocenił poranne zdarzenie.
- Daj mi proszę kwadrans na prysznic i przebranie się, potem zapraszam na kolację, do knajpki w sąsiedniej wiosce. - zakomunikował Beacie.
Po kilkunastu minutach zupełnie odmieniony Wojtek zajrzał do lokum Beaty:
- Zapraszam Szanowną Panią do mego wehikułu! - powiedział z uśmiechem teatralnym gestem "zamiatając czapką" podłogę przed dziewczyną.
- No to pajeechali! - Beata również wczuła się w sposób zachowania gospodarza.

***********

Jechali drogą przez szeroką w tym miejscu dolinę rzeki Kamiennej, drogą wijącą się pośród łąk i zagajników czarnej olszy rosnących wokół stawów na starorzeczu. Droga była dłuższa i bardziej dziurawa, ale celem gospodarza było zaprezentowanie Beacie możliwie dużej ilości dzikich zwierząt żyjących na tym terenie. Już po chwili wskazał jej palcem koziołka i cztery sarenki biegnące przed samochodem, jakby stanowiły eskortę honorową. Po chwili skręciły w prawo chowając się w zagajniku.
- Należy ci się całus za ten widok! - powiedziała pomocnica promieniując wręcz radością.  
- Nie godzę się na takie hurtowe rozliczenia! - odpowiedział z przebiegłą miną Wojtek. - Jak całus to za każdego zwierzaka!
- A masz inne oczekiwania Wojtku? - Widać, że Młoda też jest mocna w negocjacjach.
Od odpowiedzi zwolnił kierowcę widok lisa niosącego w przemyślny sposób dużego koguta. Kogut leżał na lisim karku przytrzymywany zadartym pyskiem za skrzydło.
- Czy to aby Wojtku nie twój kogut? - Beata starała starała się zachować powagę, choć drgające kąciki ust świadczyły jak bliska jest wybuchnięcia śmiechem nad przemyślnością chytrusa.
- Moje koguty poszły do niego, lub jego ciotki już miesiąc temu, część gęsi takoż! - nie były to dla Wojtka zbyt radosne wspomnienia. - Teraz, jak nam szczęście dopisze, będzie nas czekać scena finałowa.  
Mówiąc to skręcił w wąziutką dróżkę, która doprowadziła ich do zrujnowanej szopy nad spory staw. Polecił Beacie zachować ciszę, nie ruszać się gwałtownie w pojeździe... Dziewczę miało swoje zdanie, co to jest "gwałtowne poruszanie się", zmusiła więc przewodnika do unieruchomienia jej na swych kolanach trzymając ją za jej skrzyżowane na piersiach ręce. Czuł dokładnie ciepło ciała dziewczyny, jej zapach i nie byłby sobą, gdyby nie zaczął pieścić delikatnie jej karku wargami.
Wtem Beata drgnęła i brodą wskazała w kierunku oświetlonego poświatą księżyca stawu. Dał tam zauważyć się jakiś ruch. Początkowo widać było jeden łebek potem kolejno jeszcze dwa lub trzy. - Co to za zwierzaki? - Czy to za głośno zapytała towarzyszka, czy też jej ruch usłyszały płochliwe zwierzaki, rozległo się donośne klaśnięcie o wodę i "nocne zjawy" zniknęły pod powierzchnią.
- To były bobry Wojtku? - pytanie Beaty było z tych retorycznych.
- Tak... Mieliśmy i szczęście i pecha zarazem. Szczęście, bo w tej ruinie gospodarze zostawiają jakieś maszyny do siana, więc ruch maszyn nie płoszy aż tak bobrów, pecha zaś, że nawet siedząc na męskich kolanach musisz się wiercić!
- To nie całkiem wina kolan... - odpowiedziała z lubieżnym uśmieszkiem.
Nie było sensu czekać na pojawienie się bobrów, pojechaliśmy na pieczonego barana do niby góralskiej karczmy. Z wymienianych spojrzeń, półsłówek i półuśmiechów wynikało, że czeka ich długi proces wzajemnych rozliczeń za pokazane zwierzęta. W drodze powrotnej spotkali jeszcze parę zajęcy oraz dwie pary "na humorku" dziewcząt i chłopców ze wsi. Pomimo ciekawych ewolucji wykonywanych przez owych sąsiadów Beata odmówiła doliczenia ich popisów do rozliczenia "dzikiej przyrody".
Wojtek podjechał przed dom, zamknął bramę wjazdową, zaświecił światło dla ułatwienia Beacie dostania się do jej "apartamentu" i poszedł zwyczajowo sprawdzić co ciekawego słychać u zwierzaków. Beata czekała przed drzwiami na jego powrót. Poprosiła, aby odwiedził ją za kilkanaście minut celem życzenia jej "Dobrej nocy". Czas ten gospodarz wykorzystał na szybki prysznic i przygotowanie paru prezentów dla miłego gościa.
Z grządki przed domem uciął jeszcze bukiecik pąsowych róż i tak wyekwipowany wkroczył do pokoju Beaty. Kobieta - zrobiona na bóstwo z rozczesanymi włosami i leciutkim makijażem - wyglądała atrakcyjnie i super smakowicie, o ile takie określenie byłoby do przyjęcia. Pomógł jej zasłonić prowizoryczne zasłonki wiszące na kijkach bambusowych, a gdy je wyrównywała podszedł od tyłu, chwycił ręką za włosy unieruchamiając jej głowę na swym ramieniu i mocno pocałował. Pieszcząc delikatnie jej plecy, pupę i biust poznawał przygotowane przez Beatę "zasieki obronne" z ubranych ciuszków. Odkrył jedynie majteczki pod zwiewną sukienką. Następny pocałunek zainicjowała dziewczyna rozpoczynając go serią delikatnych poszczypywań warg mężczyzny swymi ustami. Po chwili takiej zabawy Wojtek ponownie unieruchomił ją w swych ramionach, następnie obrócił partnerkę tyłem do siebie i zaczął pieścić jej biust co chwila sięgając dłońmi aż do wzgórka łonowego.
- Rozbierz się, do naga!
Dziewczyna była jakby zaskoczona tym poleceniem.  
- Na figle przyjdzie czas, gdy twe kopytko całkiem wydobrzeje!- mówiąc to obrócił Beatę nieco skosem do siebie i zaaplikował jej dwa soczyste klapsy w pupę.
- Czy teraz jest jasne o co cię prosiłem przed chwilą?
Dziewczyna skinęła głową.  
Beata ślicznie wyglądała: smukła, wysoka kobieta, mierząca około 175 cm wzrostu, cudowna figura, piękny, choć nieprzesadnie obfity biust... Po prostu wspaniała dziewczyna. Położył swą panią na łóżku i z kubełka stojącego koło posłania wziął dwie kostki lodu, o których dziewczyna nie wiedziała. Jedną z kostek włożył sobie do ust i takim zimnym okładem pieścił sutki kochanki, druga zaś trzymana w dłoni penetrowała krocze, muszelkę i zwieracz pupy. Po początkowym lekkim szoku partnerka zaakceptowała te zabawy, przymknęła oczy i tylko po westchnieniach i głębokości jej oddechu można było ocenić jak reaguje na działania kochanka.
Po chwili Wojtek obrócił Beatę tak, że znaleźliśmy się w pozycji 69. Mając w zasięgu warg i języka skarby dziewczyny żal byłoby z tego nie skorzystać. Dziewczynie musiało to też sprawiać rozkosz sądząc po ilości soczków wypływających z jej norki. Śluz ten zachęcał do pieszczot analnych, na które Beata zgodziła się z niejakimi oporami. Pieszczoty waginy i anusa najlepiej były przez nią przyjmowane, gdy cipkę "atakowały" palce wskazujący i wielki, pupę zaś serdeczny i mały. Kciuk zaś zajmował się czule łechtaczką. Po paru minutach takich równoczesnych pieszczot dziewczyna głośnym jękiem oznajmiła o przeżyciu orgazmu.
Przed nimi były trzy tygodnie współpracy (co by to nie oznaczało), zasnęli przytuleni do siebie jak dwie łyżeczki marząc o kolejnych szaleństwach.

Ramol

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1940 słów i 10906 znaków, zaktualizował 10 sie 2015.

3 komentarze

 
  • nefer

    Smakowite i z humorem napisane. Gratulacje.

  • nienasycona

    Wiesz, co mi się podoba? To, że poza wątkiem erotycznym, to prawdziwe studium wiejskiego życia. A za " nie przesadnie", zacznę Was, chłopaki, lać po tyłkach :whip: Bardzo mi się podobało:)

  • Ramol

    @nienasycona jam jest rolnik małorolny i mało rozgarnięty. Szukałem w sieci, ot co znalazłem: [link nie pójdzie, wyjaśniano zasady na forum gazety].
    Z tej nowomowy wynika moim zdaniem, że winno pisać się oddzielnie, bo "biust [bohaterki] nie {jest} specjalnie obfity. Wiem, że nie chodzi naszej Pani o czyjeś-tam cycki, lecz dąży do kontaktów cielesnych z naszymi zadkami. Osobiście z chęcią poszedłbym na handel wymienny w tej dziedzinie.... :rolleyes:

  • nienasycona

    @Ramol, mój drogi, Ty nie szukaj, tylko zaufaj swej królowej- tu dwie różne zasady potwierdzają moje słowa. primo: partykułę "nie" z przysłówkami (jak?) odprzymiotnikowymi( jaki?-przesadny) piszemy łącznie; secundo:ona biust ma permanentnie "nieprzesadny", zatem pisownia łączna. I nie pyskować mi tu, nie kusić zadkami:P

  • Ramol

    @nienasycona - słodkie są dyskusje z Tobą o Pani, ale nawet taki temat jak czyjś przesadny, czy nieprzesadny biust. Nigdy jednak nawet tak pasjonującej dyskusji nie przedłożę nad pieszczotę - powiedzmy trzcinką - Twych pośladków. Każdy ma swe priorytety!

  • nienasycona

    @Ramol, nie lubię bólu, bo mnie boli ból boleśnie:P

  • Ramol

    @nienasycona - a to dziwny przypadek!   :rolleyes:

  • I...a

    I ślicznie dziekuje i jest wdzięczna;)