Beata cz. 1

Beata cz. 1


- A niech to szlag!- czy da się tu pracować normalnie. Gospodarz (nie cierpi nazwy "farmer” twierdząc, że farmery to wkręty samogwintujące) chodzi po gospodarstwie jak chmura gradowa.
- Ale ja już obiecałam, mówiłeś, że da się załatwić to wolne... - Dziewczyna w roboczym ubraniu nie odpuszczała szefowi.
- Mała, rozumiem cię świetnie. Skąd miałem wiedzieć, że szanowni panowie dyskusję sąsiedzką doprowadzą aż do walki MMA? Z potencjalnych twych zastępców został jedynie Karolek, który był już wtedy zbyt pijany, aby wdać się w "buzioklepy”! Dając ci wolne podczas sianokosów założyłbym sobie pętle na szyję. Czy ty tego nie rozumiesz?
Dziewczyna schyliła się biorąc na ręce maleńkiego kotka.
- No i co ja mam zrobić z takim nerwusem, Kulko? Jak go przekonać, że ja muszę jechać? Pomóż Ali kociaku, poradź coś...
Nagle pracownica przypomniała sobie rozmowy z szefem z przed paru tygodni.
- Wojtek, a ty rozmawiałeś ostatnio z tą panią miłośniczką zwierząt z okolic Kostrzyna? Dziewczyna była chyba mocno zainteresowana pracą z twymi zwierzakami.
- Alu, sama wiesz jak tu jest: rozpoczęty remont, tyle, że łazienka działa, meble upchnięte w izbie... Zwierzaki mają lepiej niż ludzie...ale hmmm... Niech ci będzie, zadzwonię do Beaty – tak chyba ma na imię – ale nie liczyłbym na nią zbytnio... choć dwa tygodnie z Karolkiem i ową Beatą powinniśmy dać radę. A jeżeli nie – będę musiał odnowić tradycje tych ziem i zrobić wyprawę po jasyr...
- No, wracasz szefie do normy: zaczynasz głupio gadać, czyli złość ci już przeszła! - Ala uśmiechnęła się do wciąż fukającego jeszcze pryncypała.
Dziewczyna umówiła się ze swą siostrą, że zastąpi ją w opiece nad starszym kuzynem, aby siostra mogła jechać do sanatorium.  

***************
  Szybka rozmowa telefoniczna z Beatą, ustalenie najważniejszych spraw, informacja o stanie domu (przebudowa), oferta zakwaterowania "w kuchni letniej” pomyślanej jako stołówka-świetlica dla przyszłych gości "wczasów pod gruszą” po uruchomieniu tej działalności.
  Ala chciała osobiście przekazać berło, symbol dowodzenia, Beacie, pokazać gdzie co trzyma, zaznajomić ze zwierzakami, tak jakby gospodarz nie nadawał się do tak skomplikowanej czynności.
Panie spotkały się, obejrzały się wzajemnie, obgadały szefa i potencjalnych pomocników i umówiły się na następny sabat za trzy tygodnie. Widać więc od razu, że hasło "dwa tygodnie wolnego” miało się tak do realiów, jak każde inne. Szef był zadowolony, że to tak logiczne tłumaczenie dziewczyny załatwiły między sobą, a on został tylko o fakcie poinformowany.  
  Rankiem Ala spakowała się szybko i po wczesnym śniadaniu została odwieziona przez Wojtka na dworzec. Poranny obrządek mieli zrobić nieco później niż zwykle, po powrocie gospodarza z miasta. Beata wyszła na podwórze, otaczający krajobraz niewiele różnił się rodzinnej Ziemi Lubuskiej. Może jedynie znacznie wyższe są tu wzgórza nad Kamienną, gdzieniegdzie wystają z ziemi skałki wapienne, pola też są usiane odłamkami wapieni, kamienie te są ostrokrawędziowe, widać, że nigdy nie były toczone przez wodę. No i jeszcze jedna różnica z glebą na terenie moren dennych: tu są wapienie, trafiają się też krzemienie i skamienieliny, na terenie moren przeważają obłe, obrobione przez wodę otoczaki z granitu skandynawskiego... Myśli Beaty, powtórkę z geografii, przerwał warkot wjeżdżającego na podwórze auta. Wysiadł z niego uśmiechnięty Wojtek dzierżąc w ręku reklamówkę z bułkami.
- Patrz co zdobyłem w piekarni. Mówią, że to najlepsze pieczywo w okolicy. Osobiście wolę co prawda swojski, tradycyjny chleb wypiekany w domu, ale masz prawo wyboru! - zwrócił się do dziewczyny.
- Plan na dzisiaj: zwierzaki na pastwisko, konie na dolny padok, gęsi takoż, owce i kozy wraz z młodymi uwiązane w lasku, aby miały nieco cienia.
- Dzień dobry panie Wojtku! - do furtki podeszło dwóch mężczyzn wyglądających jak po sparingu z niedźwiedziem. Obaj mieli opatrunki i plastry na głowie i rękach, podbite oczy, mętny wzrok, a na nogach trzymali się dzięki oparciu się o płot.
- A witam, witam szanownych panów. - powitanie przybyłych przez gospodarza podkreślone jeszcze przesadnie niskim ukłonem przepełnione było sarkazmem. - Panowie na kontrolę do nas, czy też w innej służbowej sprawie?
- My do roboty przyszli, mieli my być wczora, ale...no tego...
- … ale nas na pogotowie wzieli – dokończył drugi
- To aż tak biją na pogotowiu? - z troską zapytał Wojtek - na pewno policja ujmie się za wami...
- My już tam byli – niepewnie przyznał się jeden z przybyłych.
- No chłopy, powiem krótko: umowa była jasna. Jest robota, chcecie pomóc to zapominacie o wódce i przyjemnościach z nią związanych. Wolicie wódke, wasz wybór, ale tracicie zajęcie.
- Ale pani Ala pojechała, a samemu będzie panu trudno...
- Po pierwsze nie wasz kłopot, po drugie mam na kontroli instruktorkę z zakresu hodowli, która ma mnie przeszkolić w nowych trendach. Macie jeszcze jakieś pytania? Jak nie, to wybaczcie, pani nie może czekać! - Wojtek na poczekaniu leciutko zmodyfikował rzeczywistość płosząc nieco obu sąsiadów.
Niedoszli pracownicy wycofali się w okolice sąsiedniego domu i zaczęli wywoływać mieszkającego tam kamrata, po chwili cała trójka udała się na dyżur pod wiejski sklep w sąsiedniej wiosce.
- No Beato, jeden problem z głowy. No to do roboty! Karolek powinien zaraz przyjść. Zabieramy się za konie. Gospodarz przypomniał Beacie imiona wszystkich trzech wierzchowców, opowiedział o indywidualnych zwyczajach i kaprysach każdego z nich, podczas tej pogawędki oboje czyścili szczotkami konie, potem kopystkami czyścili kopyta. Wojtkowi podobała się zarówno figura i zgrabne ruchy Beaty jak i profesjonalne podejście do wykonywanej pracy.
- Beatko, otwórz proszę boksy Shoguna i Prosny, gdy ja wypuszczę Sandrę, pamiętaj, że Shogun zawsze spieszy się do wyjścia, więc uważaj i usuń się mu z drogi! - po tym ostrzeżeniu otworzył furtkę do boksu Sandry i zakomenderował - Sandra, dalej! Hajda kobyłka! Hajda!
W tym samym czasie Beata wypuściła Prosnę i Shoguna, który będąc zły, że jest na końcu tabunika ruszył z impetem potrącając dziewczynę i stając jej na stopę.
Na okrzyk bólu Beaty Wojtek zareagował natychmiast: doskoczył do dziewczyny i starał się ocenić sytuację.
- Hmmm... Dzień dobry somsiadowi! - to wreszcie dotarł do pracy Karolek
- Karol! Włącz pastucha na dolnym pastwisku, tylko uważaj co włączasz! Nie wytnij takiego numeru jak ostatnio! Odprowadzę panią do domu, zobaczę co z nogą i razem potem upalujemy kozy i barany.
- Się robi szefuńciu!  
- Możesz iść? Weź mnie pod ramię! Spróbujemy... - Beata powoli i ostrożnie mocno opierając się na ramieniu Wojtka i przyciskając do niego zaczęła stawiać drobne kroki.
- Wojtek, przepraszam! Ostrzegałeś, a ja myślałam, że to tylko taka gadka... Shogun to świr... ale słodki świr!
- Shogun jest ambitny, mądry i cwany. Walczy ze swą matką, Sandrą, o przywództwo w stadzie. Jest od obu klaczy większy, silniejszy i szybszy... - rozmowę przerwało potknięcie się Beaty. Wojtek nie namyślając się kazał jej trzymać się za jego szyję i wziął dziewczynę na ręce. Do lokum Beaty było już tylko parę kroków. Gdy dotarli do drzwi, Wojtek postawił poszkodowaną na nogi zza płotu usłyszeli głos:
- Dzień dobry panie Wojtku! Czy to takie swawole, czy Alusi coś się stało?  
- Nie pani Geniu, dwa błędy w jednym pytaniu! Będę miał czas to wyjaśnię.  
Wojtek otworzył łokciem drzwi i weszli do środka uważnie obserwowani przez ciekawską sąsiadkę.
- No to sobie mój gospodarz zapaprał papiery! - Z szelmowskim uśmiechem skomentowała ostatnie  spotkanie Beata.
- Siadaj na krześle, zdejmę ci buta i zobaczymy twe kopytko. - Wojtek delikatnie rozwiązał sznurówkę, poluzował ją maksymalnie i chwycił za buta dwoma rękoma.  
- Beatko, próbuj delikatnie wysunąć nogę! - Po paru próbach udało się zdjęcie adidasa. Szef delikatnie zdjął skarpetkę z nogi dziewczyny. Smukła, kształtna stopa z zadbanymi paznokciami wyglądała bardzo atrakcyjnie.  
- Poruszaj palcami stopy! - Z widocznym trudem Beata wykonała polecenie.  
- Są dwie opcje: chirurg na ortopedii lub próbujemy okładów. Decyzja należy do pacjentki.
- Myślę, że okłady będą wystarczające... - z wahaniem powiedziała Beata.
- Dobrze! Zobaczymy po południu. Jak nie będzie poprawy wizyta u lekarza Cię nie minie!
Idę po kwaśną wodę, bandaże itp, a ty wyskakuj z tych rurek i włóż jakieś spodnie dresowe. Masz, czy mam jakieś znaleźć?
- Mam, mam. Nie rób sobie większego kłopotu.
Po paru minutach Wojtek wrócił z kasetką plastikową opisaną "Stłuczenia, złamania, oparzenia". Beata siedziała na krześle z dziwną miną.
- Coś się stało? - zapytał mężczyzna.
- Nie dam rady sama ściągnąć spodni...
- Są dwie, jak zwykle, opcje: nożyczki, lub pomoc drugiej osoby. Spodnie nowe... hmmm... jako pomocnik w grę wchodzi Karolek, pani Genia, no i ja... Twa decyzja?
- Wojtku... wstydzę się... ale proszę... pomóż mi zdjąć spodnie!
- Sprawa załatwiona! - powiedział gospodarz. Chwycił palcami za sam brzeżek nogawki na bolącej prawej nodze i powolutku zaczął ściągać spodnie. Po chwili szło już łatwiej. Gdy prawa noga była już uwolniona, Beata miała podziękować za krępującą pomoc, drzwi się otworzyły i do pomieszczenia wtarabanił się Karolek.
- Szefuńciu... - zaczął zdanie. Wojtek złapał, za lewą nogawkę, szybko ściągnął spodnie z Beaty, która nie zdążyła ich przytrzymać, dziewczyna została tylko w podkoszulce i stringach.
- O ku*wa! - z zachwytem wyszeptał Karolek.  
- Gościu! Spływaj na padok, puść koniom wodę, przyjdę jak zrobię pani okład! No ruszaj się Karol!
Pracownik niechętnie opuścił pomieszczenie mrucząc coś pod nosem.
- Jesteś podwójnie bez serca Wojtku! Po pierwsze tak zedrzeć ze mnie spodnie i to przy drugim facecie, po drugie zostawić Karola w stanie takiego niedosytu! - łobuzerskie półuśmieszki Beaty przeczyły jej słowom.
- A szanowna pani nie bierze pod uwagę mego niedosytu... - zapytał Wojtek z ponurą miną. - Beatko wskakuj w dresy, gdyż znając Karola i sąsiadów zaraz będziemy mieli masę gości!
Gdy Beata ubrała dresy, a okład był w połowie założony, pozostało bandażowanie stopy, moje trzy psy podniosły alarm.  
- No i mamy gości! Stawiam na sołtyskę, albo na Genię, bo one są najciekawsze w całej wsi. - gdy zakończyłem bandażowanie wyszedłem otworzyć furtkę, za którą były obie wymienione panie.
- Panie Wojtku! Co się stało?
- Jak to: Co? Umówiłem się z pewną panią, chciała uciec, podrzuciłem ją orczykiem, więc zmieniła zdanie i teraz siedzi cichutko i potulnie. Trzeba mieć podejście do kobiet. A panie to do pomocy czy dla szukania tematów do bajek?
- Panie Wojtku! Proszę zaprosić panie do mnie. Chętnie z kimś porozmawiam. - poprosiła Beata.


c.d.n.

Ramol

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 1998 słów i 11303 znaków, zaktualizował 29 lip 2015.

4 komentarze

 
  • Obserwator

    Poproszę jeszcze o informację czy jest maneż?  :O

  • Ramol

    @Obserwator - może nawet być zwijany... Dla ludzkiej wyobraźni nie ma przeszkód! Nie wiem, czy wiesz, że "maneż" ma też znaczenie "kierat". W przygotowywanym obecnie opowiadaniu takie ustrojstwo występuje i to w niecnych celach!  :jupi:

  • Oserwator

    @Ramol Czyżby zamiast ogierów, będą klacze? :lol2:

  • Ramol

    @Oserwator - Czyż to aż tak zaskakujące, że zjadasz literki ze swego nicku? :rotfl:

  • Obserwator

    @Ramol Wybacz! brak podzielności uwagi, zaprzątnąłem całą widokiem klaczy w kieracie.

  • Obserwator

    Poproszę adres tej agroturystyki.

  • Ramol

    @Obserwator - Wyraźnie jest napisane, że agroturystyka jest "in statu nascendi", co wyrażono w opowiadaniu w pięknej polskiej mowie.

  • Oserwator

    @Ramol To jeszcze lepiej , toż prawie jak szkoła przetrwania, super :yahoo:

  • Sareth28

    Zgadzam sie z Nienasycona Wyczekuje 2 czesci

  • nienasycona

    Ależ  przyjemnie się  to czyta! Wciągająca  historia i nie mogę się doczekać  części  drugiej:) Bardzo mi się  podoba

  • Ramol

    @nienasycona  - dziękuję za wspaniałą ocenę. Piszę to co znam i rozumiem: kobiety, zwierzęta, pijacy i mentalność sąsiadów. Nie wyśmiewam nikogo, choć w wielu sytuacjach dostrzegam masę komizmu.

  • nienasycona

    @Ramol, ale ja tu absolutnie nie widzę  naśmiewania się,  dostrzegam za to wyczulone i bystre oko:)