Strach cz3

Powoli otworzyłam oczy, jednak miałam nadzieję że to tylko zły sen, ale nie. To działo się na prawdę. Naprawdę przeżyłam to piekło i na prawdę miałam w sobie wszczepiony śmiertelny narkotyk, czułam go.Bałam się co będzie dalej i nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Nagle poczułam ogromny ból rozciętego brzucha, ale to mnie nie powstrzymało. Rozejrzałam się po pokoju, nikogo nie było oprócz mnie i mojego cierpiącego tak samo jak ja towarzysza Krystiana. Miałam rozwiązane ręce, pomyślałam że moi oprawcy zapomnieli o mnie, ale to wydawało się zbyt realne. Wiedziałam że w każdej chwili mogą wejść do pokoju, dlatego postanowiłam nie użalać się nad sobą. Jeszcze raz spojrzałam na krwawiącego przyjaciela. - Co oni nam zrobili.. - Pomyślałam. Nadal kręciło mi się w głowie, ale postanowiłam doczołgać się do chłopaka. Był nieprzytomny i stracił bardzo dużo krwi, jednym słowem było z nim bardzo źle. Sprawdziłam czy oddycha - Tak! - Wykrzyknęłam w duchu, po czym sprawdziłam jego puls, ale był mało wyczuwalny. łzy zamazywały mi obraz, byłam bardzo słaba, ale i tak postanowiłam się nie poddawać.
- Nie martw się, wyciągnę Cię z tego - Wyszeptałam, a następnie wzięłam go na ręce. Chłopak nie był ciężki, ale moje nogi i tak odmawiały posłuszeństwa, lecz nie upadłam za bardzo byłam zajęta nasłuchiwaniu głosów z obok położonego pokoju. Położyłam chłopaka koło rozchylonych drzwi tak, aby nie było go widać i sama do nich podeszłam. Moim oczom ukazały się trzy postacie. Pierwszą z nich był szef gangu, niski i opanowany. Drugą i trzecią byli jego ochroniarze, z którymi miałam przyjemność zamienić zdanie, gdy mnie porywano.  
- Nie mamy innego wyjścia. Sądziłem, że chłopak przeżyje operację, ale myliłem się. Za nie długo i tak umrze, więc musimy się go pozbyć, najlepiej razem z dziewczyną, ona też nam się tu nie przyda. Powiem wam co zrobicie. Macie mało czasu bo za chwilę się obudzą. Rysiu - Spojrzał na faceta z brodą - Idź tam i wyciągnij z nich skopolaminę, bo to najważniejsze... Hmmm... Piotrek, znamy się dość długo - Zwrócił się do potężniejszego mężczyzny - Wiem że mnie nie zawiedziesz. Zrobimy tak.... Masz weź moją broń - Podał mu ją - Łopatę z piwnicy i auto. Zabierz kobietę i dziecko do lasu nie mniej niż 3km drogi stąd. Zaparkuj gdzieś na uboczu i idź z nimi do lasu, tam zastrzel jeśli będą jeszcze żywi i zakop. - Zapewne zrobiłam się blada jak ściana. Za chwilę miałam umrzeć... - Rozumiesz? - Spytał szef
-Tak Panie!  
- No to do roboty ku*wa!!! A ja teraz idę do burdelu, bo podobno mają jakieś problemy. Tylko mnie nie zawiedźcie, bo wiecie jak to dla was się skończy. - Pogroził.
Usłyszałam kroki i trzask drzwiami. Wiedziałam że jeśli nic nie zrobię zginiemy oboje, szybko rozejrzałam się po pomieszczeniu w poszukiwaniu czegoś do obrony. I tak w moje ręce dostała się metalowa wielka taca na opatrunki. Schowałam się za drzwi i nie było już ani chwili do namysłu. Do pokoju wszedł napastnik, a ja zamachawszy się uderzyłam go w głowę, tym sposobem zupełnie bez grawitacji upadł na podłogę. Odetchnęłam z ulgą, ale zapomniałam o jednym. Za ścianą czekał 2-gi oprawca, który właśnie szedł sprawdzić co się stało. Spokojnym krokiem wszedł do pokoju.
- Spokojnie, nie bój się. Nie zrobię Ci krzywdy - Mówiąc to włożył rękę do kieszeni i wyciągną z niej odznakę - Widzisz? Proszę rzuć tą tacę, jestem z policji. Nie zrobię wam krzywdy - Powtórzył
- Nie wierzę Ci! - Krzyknęłam
Naszą rozmowę przerwało wejście alfonsa, który był zniecierpliwiony. Ja szybko rzuciłam naczynie, a ''policjant'' schował ''odznakę''
- I jak wam idzie Piotrek? - Teraz szefa gangu widziałam z bliska i od razu serce podskoczyło mi do gardła. - Co tu się stało??!!
- Spokojnie szefie. Rysiu dobierał się do naszej księżniczki, więc go obezwładniłem. Sam Pan mówił że nie wolno nam dobierać się do Pana specjalnego towaru.  
- Zgadza się - Spojrzał na leżącego człowieka, po czym wyciągnął broń i zaczął strzelać mu prosto w głowę, aż ta zostanie zmasakrowana. - Nigdy więcej gnido!!! - Wykrzyczał szef.
Potem spojrzał na mnie, przykucnął i pocałował mnie w policzek - Poczułam wielką odrazę.
- Nie martw się Karolinko, za chwilkę nie będziesz czuła już nic, bo mój człowiek się Tobą zaopiekuje. Pozwoli Ci odejść skąd przybyłaś złotko - Uniósł dłoń i palcem wskazał na sufit, po czym zażartował - Z Raju do RAJU! - Wychodząc śmiał się w głos, ale przedtem zwrócił się do mojego wybawiciela.
- Pamiętaj co Ci mówiłem, oni nie mogą przeżyć. - Powiedział cichym i spokojnym głosem.
Byłam przerażona, nie życzę tego największemu wrogowi, tak bardzo się bałam... Najgorsze w tym wszystkim było to, że mój przyjaciel za moimi plecami umierał, powoli wykrwawiał się.
- Musimy stąd uciekać - Powiedział Piotrek - Kiedy otworzą się drzwi udawaj że się mnie boisz, będę Cię szarpać, choć bardzo bym tego nie chciał, ale muszę bo zaczną coś podejrzewać. A i trzymaj się mnie blisko - Dodał jednocześnie chwytając Krystiana i przewieszając go sobie przez barki, byłam pod wrażeniem - Idź pierwsza.  
Wyszliśmy. Ledwo stałam na nogach, dopiero teraz dokładniej na siebie spojrzałam. Czułam przywierający do siebie pistolet na plecach. Nie miałam bluzki, z rany na dole brzuchu lała się krew. Jedyne co mogę powiedzieć to to że była ona zszywana nie starannie i to że bardzo bolało. Przechodząc korytarzem słyszałam jakieś krzyki. Krzyki kobiet wołające o pomoc i okrzyki mężczyzn na mnie.
- Mmmm.. Jaka ładna ta twoja dziunia - Powiedział jeden z zabawiających się w burdelu, gdy już zbliżaliśmy się ku wyjścia.
Wreszcie... Poczułam świeże powietrze, odetchnęłam głęboko, na pół przytomna. Ugięły mi się kolana i poleciałam jednak nie na podłogę tylko na Piotrka, oprócz tego pamiętam tylko tyle że wślizgnęłam się do środka auta i jechaliśmy bardzo długo.  
Kiedy się obudziłam jeszcze jechaliśmy, nadal nie miałam bluzki, a na brzuchu miałam jakieś zimne okłady. Było o wiele lepiej, mniej bolało. Domyśliłam się że mój wybawca dał mi jakies mocne leki przeciw bólowe. Rozejrzałam się, spałam oparta o ramię Piotrka i znów byłam pod wrażeniem, tak swobodnie poruszał ramionami, jakbym była lekka jak piórko. Szybko oparłam się o swój fotel i spojrzałam czy jest z nami Krystian, był siedział na tylnych siedzeniach. Wyglądał dosyć dobrze jak na chłopaka po zabiegu wszczepiania narkotyków, był blady jak ściana, ale gdy tylko popatrzał na mnie uśmiechnął się. Próbowałam odwzajemnić uśmiech, ale nici z tego...
- Jak się czujesz? - Spytał Piotrek
- Dobrze - Skłamałam ledwo wypowiadając literkę w literkę.
- Prześpi się jeszcze, Ty także Krystian - Nawet nie wiem kiedy zdążyli się poznać - Długa droga przed nami. Jesteśmy w Brazylii, tutaj będziecie bezpieczni, teraz jedziemy do mojej dobrej znajomej, studiowała medycynę więc wam pomoże. O nic się nie martw, jesteście w dobrych rękach... - Po tych skierowanych do mnie słowach odpłynęłam.
Kiedy otworzyłam oczy było ciemno, nie wiedziałam gdzie jestem. Czy to wszystko był sen? Czy ja tylko śniłam że się stąd wydostaliśmy? Nie to nie możliwe. Zaczęłam krzyczeć, w tym momencie zapaliło się światło.
- Co się stało??? - Pytał zdezorientowany Piotrek, ale ja nie umiałam odpowiedzieć. Za miast tego wybuchłam płaczem. - Spokojnie, już nic nie mów, rozumiem. - Dopiero w tedy poczułam się bezpiecznie, objął mnie, a ja instynktownie się do niego wtuliłam. Było tak przyjemnie. Po chwili ochłonięcia w końcu odezwałam się:
- Myślałam, że wróciłam do tamtego miejsca...
- Już dobrze nic nie mów...
W tamtym momencie do sypialni wbiegła szczupła rudowłosa kobieta z zielonymi oczami i piegami na nosie, oraz Krystian.
- Coś się stało? Jak się czujesz? - Spytała - Mam na imię Agata, miło mi Cię poznać. Na razie musisz odpocząć, ale nie długo wyciągniemy z ciebie to świństwo i z Krystiana także.
- Nie potrzebuje pomocy! Poradzę sobie! - Wyrwałam się z objęć i raptownie wstałam, gdy poczułam niesamowity ból brzucha. - AŁA! - Wyrwało mi się  
- Agata idźcie poszukać jakiś leków przeciw bólowych. - Poprosił Piotrek. I tak zostaliśmy sami.
Chciał odwrócić moją uwagę od wielkiego bólu, ale w tamtym momencie nie był to najlepszy pomysł. Bez namysłu powiedział:
- Nie zdążyłem się przedstawić, mam na imię Sebastian a Ty to Karolina zgadza się?
- Tak, zgadza się, tamto imię to tylko przykrywka? - Spytałam
- Tak, o idą leki - Do pokoju weszła Agata z chłopakiem podała mi leki i wodę do popicia.
- Dziękuję - Odparła
Dalej nie mogłam uwierzyć w to co się stało. Miałam wyrzuty sumienia, że opiekują się mną, ale co mogłam zrobić, właściwie to nic, bo nie byłam w stanie. Nadal miałam w sobie narkotyk, który w każdej chwili mógł mnie zabić. Na szczęście byłam tu, w Brazylii, pod dobrą opieką. Ja i dzielny Krystian. To było piękne. Martwiło mnie tylko to iż gang będzie nas szukał, będą chcieli się na nas zemścić i myślę, że już się zorientowali co zrobiliśmy, ale o tym pomyślę później, na razie muszę zbierać siły.

709 czyt.
92%7091
kajtula03

opublikowała opowiadanie w kategorii science fiction, użyła 1816 słów i 9570 znaków. ·

Komentarze (1)

 
  • JustiJusti

    JustiJusti 21 kwietnia

    Z każdą kolejną częścią coraz lepsze Super