Bajki z przyszłości

Przez pokój leciało kuliste urządzenie przypominające oko. Dostrzegło zepsutego robota, nieudolnie próbującego przejść przez ścianę, wszędzie dookoła walały się porozbijane naczynia i porzucone niedbale śmieci. Nieco dalej, przy niewielkim stoliku w sypialni, siedział facet, przeglądający świerszczyki.
- Co ty wyprawiasz? – rozległ się kobiecy krzyk, wydobywający się z wnętrza urządzenia.
- Ja? Eee… Znalazłem to przypadkiem na strychu. Wspomnienia z młodości.
Jim zrobił niewinną minę, mając nadzieję, że utnie tym nadciągającą kłótnię.
- Tak myślałam. Cały czas sprawdzam, co kupujesz. Znalazłeś, tak? A ja uważam, że celowo poszedłeś na strych i je tu przytargałeś.
- Ależ…
- W tej chwili ma tu być wielkie ognisko. Zresztą sama się tym zajmę.
Coś błysnęło i kupka przez wiele lat gromadzonych pornosów zajęła się ogniem. Jim szybko odskoczył od stolika i z przestrachem popatrzył na oko.
- Podpaliłaś nasz dom! Zaraz wszystko spłonie. Ugaś to teraz.
- Sam się o to prosiłeś. Nie martw się, to inteligentny ogień, spali tylko to, co potrzeba. Posłuchaj mnie teraz. Robot zdemolował całe mieszkanie, widocznie się zepsuł. Jedź do Freda, niech go naprawi. Pamiętaj, cały czas cię obserwuję.
- Tak, wiem.
Oko odleciało. Ogień na stoliku rzeczywiście zgasł, zostawiając tylko kupkę popiołu. Jim udał się do kuchni. Robot nadal próbował sforsować ścianę, szukając wyjścia z pomieszczenia. Nie reagował na jakiekolwiek polecenia. Jim sam musiał zebrać leżące na podłodze szkło i śmieci. Gdy skończył, podszedł do maszyny i ją wyłączył. Robot znieruchomiał, mrugające na obudowie światełko zgasło.
- Co za złom. Będę musiał wydać fortunę na naprawę.
Jim otworzył drzwi wyjściowe i znieruchomiał. Przed jego domem stało bowiem z tuzin robotów. Wszystkie zwróciły swoje sztuczne ślepia na wychodzącego człowieka.
- Co próbujesz zrobić? – zapytał największy z nich, wydając chrzęszczące odgłosy.
- Co to ma być? Przesłuchanie prowadzone przez durne blaszaki? – zaśmiał się Jim.
- Zadałem pytanie. Odpowiedz.
- Oddaję mojego robota do naprawy. A co, nie wolno?
- Zabieramy go.
- Tak? Ciekawe po co?
- Nie będziemy pytać o zgodę.
Przywódca maszyn wysunął długie ramię i uderzył nim Jima w brzuch. Pozostałe roboty przewróciły go i przedostały się do mieszkania.
- Co wy robicie?
Jim zasłonił głowę rękami, gdy kilka maszyn zaczęło go okładać swoimi metalowymi kończynami. Dookoła rozlegały się huki i trzaski, na szczęście po chwili wszystko się uspokoiło. Jim z trudem otworzył oczy. Mieszkanie wyglądało, jakby przeszła po nim nawałnica. Praktycznie wszystko było zniszczone. Robot sprzątający zaś zniknął.
Co teraz? Zazwyczaj po podobnym bałaganie wystarczyło wydać komendę i po krótkim czasie dom lśnił czystością. Jim postanowił udać się do Freda i poprosić o pomoc. Nim wyszedł, nadleciało oko, zwabione hałasami.
- Co to ma znaczyć? – wrzasnęło kobiecym głosem. – Coś ty tu robił?
- To nie moja wina. Te roboty… one wszystko zniszczyły.
- Ty kretynie! Zaraz ma tu lśnić! Zabieraj się do roboty!
Z oka wystrzelił promień, który trafił w Jima. Rozległo się skwierczenie, a po chwili mężczyzna stwierdził, że brakuje mu kawałka ucha. Wyskoczył czym prędzej z mieszkania i udał się do Freda.

fanthomas

opublikował opowiadanie w kategorii science fiction, użył 601 słów i 3441 znaków.

1 komentarz

 
  • Jo

    Wincyj proszę, wincyj!  :D