Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Zapiski pirata, część 1

Zapiski pirata, część 1Miałem 16 lat i pracowałem w tawernie portowego miasta we wschodniej Anglii. Zjawiali się u nas różni ludzie, głównie marynarze. Czasem także żołnierze, bo trwała właśnie wojna z Napoleonem Bonaparte. Nigdy jednak nie zapomnę dnia, gdy pojawili się u nas piraci.

Był wieczór, na dworze robiło się powoli ciemno. W gospodzie ciągle jednak było sporo klientów. Nagle drzwi otwarły się gwałtownie na oścież i do środka weszło dwóch jegomościów. Pierwszy miał długie czarne włosy oraz pokaźną brodę, ubrany był w dość mocno obłocony oraz poniszczony płaszcz i buty. Drugi nosił zielony płaszcz, również bardzo poniszczony. Był znacznie starszy od swego towarzysza, na oko miał 60-70 lat, łysy i widocznie poniszczony przez życie.

- Jestem Czarny Pies, a to mój kolego Stary Pugh - odezwał się młodszy z przybyszów - Gospodarzu, dawaj nam zaraz jajecznicę na boczku i dużo rumu.

Obserwowałem wszystko bardzo uważnie. Po chwili podszedłem do stołu, przy którym siedzieli, aby przetrzeć blat, który był brudny. Po chwili staruszek złapał mnie mocno za rękę. Byłem zaskoczony siłą, jaką miał w łapie.

- Uważaj mały, bo jak mnie zdenerwujesz, to ci za karę urwę pytę i wypruje flaczki - od tego człowieka ewidentnie czuć było zapach alkoholu i to jakiegoś mocniejszego od piwa.

- Ja nic Panu nie chcę... - odezwałem się zdezorientowany.

- Zostaw tego dzieciaka, Pugh. Niech spierdala i lepiej przyniesie nam szybko rum - powiedział jego towarzysz.

Poszedłem do kuchni i właściciel podał mi tacę z posiłkiem oraz alkoholem, abym zaniósł je obu mężczyznom.

- Uważaj Jim, ci ludzie to najpewniej piraci - powiedział do mnie.

- Piraci?

- Tak mi się wydaje. Powinienem wezwać milicję, ale boję się o bezpieczeństwo klientów. Lepiej dajmy im zjeść i niech po prostu sobie pójdą.

Po chwili obaj przybysze zaczęli jeść i pić, głośno krzyczeli, ostro przeklinali, intonowali również bardzo nieprzyzwoite pieśni. Coraz ciężej było wszystkim na to patrzeć. Czara goryczy się przelała, gdy zaczęli oddawać mocz na środku tawerny. Właściciel, Pan Bones, miał już tego wszystkiego serdecznie dość. Podszedł do ich stolika i uderzył pięścią w stół.

- Dość tego, panowie! Zachowujecie się skandalicznie, a ponadto nie uiściliście nawet pensa opłaty. Jeszcze trochę i wezwę milicję jeżeli się nie opanujecie.

Piraci wybuchnęli śmiechem. Czarny Pies podszedł do gospodarza.

- Do stu tysięcy odciętych kutasów, odważny jesteś.

- Ty nędzna gnido - odezwał się Pugh - Zaraz poucinam ci wszystkie członki, cholero.

- Pirackie szumowiny - odparł Pan Bones.

Nagle Pugh wyjął spod płaszcza muszkiet i wystrzelił w brzuch gospodarza. Ten padł po chwili martwy na podłogę. Byłem zszokowany obrotem wypadków.

- Wszyscy spierdalac z tej tawerny. Zostajesz tylko ty, chłopcze - Czarny Pies wskazał na mnie palcem.

- Dobrze... Ale czego wy właściwie chcecie...?

- To nie twój interes, gnojku - syknał Pugh dając mi soczysty cios w twarz - Jedno jeszcze słowa i cię patroszyć będę jak śledzie.

- Zostaw go, niech lepiej szczeniak sprzątnie tę krew i truchło. My poczekamy na Billa.

Nie miałem pojęcia, na kogo chcą oni zaczekać. Chwyciłem za ściere i zacząłem zmywać krew Pana Bonesa z podłogi. Z oczu leciały mi łzy, nie mogłem uwierzyć że oni go zabili. Na moich oczach. Jego ciężkie zwłoki nadal leżały na podłodze i latały wokół nich muchy. Piraci nadal pili rum, który kazali mi sobie przynosić.

Minęło już trochę ponad dwie godziny. Drzwi do karczmy znowu się otworzyły. Liczyłem że to milicja. Byłem jednak w błędzie. Do środka wszedł otyły mężczyzna w średnim wieku. Wygląd jego świadczył o dużym zniszczeniu alkoholem. Miał na sobie ubłocone i poniszczone ubranie oraz buty o odpadających podeszwach.

- O, proszę. Bill - odezwał się Czarny Pies - Przyszedłeś stary przyjacielu. Rozgość się. Chcesz napić się flaszki rumu?

- Nie jestem twoim przyjacielem, podły śmieciu. Widzę, że zabiłeś już człowieka. Będziesz w końcu wisiał, Psie. Za twoje podłe występki spotka cię wreszcie zasłużona kara.

- Czarny Psie, jeśli łaska. A poza tym mamy do ciebie interes. Nie udawaj jednak takiego szlachetnego, sam byłeś piratem. Ty niby nie masz krwi na rękach?

- Powiedz, gdzie jest skarb Rogera, zapijaczony szczurze - wtrącił się nagle do rozmowy Pugh - Byłeś przy nim prawie do śmierci. Wiesz, gdzie schował złoto. Powiedz nam, albo cię zakurwimy.

Z kuchni przysłuchiwałem się ich rozmowie. Nie dużo z tego wszystkiego rozumiałem. Byłem jednak pewny że za chwilę dojdzie do rozlewu krwi.

- Nic wam nie powiem, bo sam nie wiem.

- Nie ładnie tak kłamać bliźniemu, nie ładnie - mlaskał Czarny Pies - Pismo karze robić inaczej, stary przyjacielu.

Pugh rzucił się teraz z pięściami na Billa. Chwycił mocno za jego szyję i próbował dusić.

- Wyduszę z ciebie, gdzie ten skarb jest...

- Zejdź ze mnie pijaku... - charczał podduszany mężczyzna, krztusząc się i charkając.

Bill jednak po chwili odepchnął napastnika, który upadł na podłogę. Czarny Pies wyciągnął nóż i także zaatakował pirata. W odpowiedzi na to tamten zza pazuchy wyjął nieźle naostrzony kordelas. Doszło do bardzo brutalnego pojedynku. Pies zarysował ostrzem ranę na twarzy Billa.

- Niech cię, Psie... - jęknął upadając na kolana.

- Ostatnia szansa, Bill... Jeśli nie zaczniesz gadać, podzielisz los tamtego karczmarza.

To był impuls z mojej strony. Chwyciłem za pistolet, który Pan Bones trzymał w kuchni i podniosłem go. Wycelowałem w pirata i ostrożnie nacisnąłem spust. Kula przebiła dłoń Czarnego Psa. Nie wiem w sumie, dlaczego to zrobiłem. Widocznie nie chciałem, aby ci bandyci zabili kolejnego człowieka. Chociaż bynajmniej zapewne wcale nie niewinnego...

- Pierdolony dzieciak!!! Co za ból! Kurwa jasna!! - krzyczał ranny pirat.

- Wyparuje ci flaki! Już nie żyjesz, psi pomiocie - krzyknął Pugh i podbiegł do mnie z nożem w dłoni. Nie miałem się jak bronić.

Ranny Bill chwycił za kordelas i rzucił nim w starca. Pirat w ostatnich drgawkach życia złapał za moją szyję, jednak po chwili skonał. Czarny Pies na widok śmierci swojego kompana szybko rzucił się do ucieczki z gospody. Uciekając zostawiał krwawe ślady. Podszedłem do rannego mężczyzny.

- Uratowaliśmy siebie nawzajem chłopcze. Ale ja za mocno oberwałem... Zaraz zdechnąć przyjdzie...

- Czego oni chcieli?

- Szukali skarbu Rogera... 10 tysięcy złotych Gwinei. Myśleli że wiem gdzie jest schowany... Ale nie wiem...

- Co to za skarb? Nic nie wiem...

- Szukaj starego Lenny'ego, sternika u Rogera... On będzie wiedział gdzie jest schowany... Znajdziesz go w Liverpoolu...

Skonał. Nie umiałem zrozumieć wszystkiego, co mi powiedział. Niedługo później w tawernie zjawiła się milicja, którą wezwali jacyś miejscowi wieśniacy. Opowiedziałem im pospiesznie o wszystkim co tu zaszło. Trzy trupy i tawerna zniszczona przez piratów. Lokalne gazety będą miały o czym pisać.

- Sherman Roger był piratem. Mówiono że jest nawet Królem Bukanierow. Okradał głównie okręty francuskie w Nowym Świecie - opowiedział mi porucznik milicji - Kilka lat temu został schwytany przez marynarkę i miała miejsce jego egzekucja. Większość załogi schwytano i powiększono również.

Ciekawe, czy ten skarb naprawdę gdzieś istnieje. W końcu nigdy nie można wierzyć piratom.

toppo

opublikował opowiadanie w kategorii przygoda, użył 1332 słów i 7572 znaków. Tagi: #piraci #skarb #morderstwo

Dodaj komentarz