Padłeś, powstań i walcz cz.1

Hejka jestem Moreloff, to moje pierwsze opowiadanie w życiu i chciałbym was prosić o konstruktywną krytykę. Opowiadanie jest o tematyce piłkarskiej, przeplatającej się z różnymi motywami. Wstawiam tylko pierwszą część, która jest mini prologiem. Pozdrawiam i zapraszam do czytania.  

                              Padłeś, powstań i walcz.

     "Największym powodem do chwały nie jest to, że nigdy nie upadamy, ale to, że potrafimy się po upadku podnieść" ~Konfucjusz


                                   Rozdział I

- Barman, to samo poproszę.
- Już się robi, może dodać coś od siebie dla smaku?  
- Nie trzeba. Lubię poczuć smak dobrej, zmrożonej wódki na gardle.
- Jak Pan sobie życzy.
     Siedząc tak przy barze i sącząc raz za razem zimną Finlandię rozmyślałem o swoim życiu. To co się właśnie w nim stało. Wszystko obróciło się o 180 stopni przez jeden głupi błąd, którego ciągle nie potrafiłem sobie wybaczyć. W myślach nasuwało mi się jedno pytanie. "Dlaczego?" Dlaczego ciąglę piję i nie potrafię przestać? Z rozmyślania skutecznie wyrwał mnie barman.  
- Przepraszam ale jest już 22 w dni robocze pracujemy krócej i chcieli byśmy już zamknąć, a jest Pan naszym ostatnim gościem.
- Już 22? - zapytałem zdziwiony.
- Dokładnie 21:58. - odparł grzecznie barman szczerze się do mnie uśmiechając.
- Ojej, faktycznie zasiedziałem się już uciekam. - Wypowiadając ostatnie słowo, przed oczami stanęłam mi butelka Czystej Finlandii, która po ostatnim rozlaniu została na blacie baru.
- Młodzieńcze, jak byś był tak miły nalał byś mi ostanią 50?  
- Oczywiście klient nasz Pan. - Odparł barman po czym nalał ostatnią 50 czystej.
- No to na zdrówko, złoty człowieku.
     Ostatni kieliszek, ledwo przeszedł mi przez gardło, nawet jak na 45 letniego weterana 0.7 to za dużo. Wiedziałem co zaraz może się stać. Chwiejnym ale szybkim krokiem udałem się w stronę drzwi, na których wisiała już tabliczka ZAMKNIĘTE. Na szczęście zdążyłem opuścić lokal zanim stało się to co było nieuniknione, zwróciłem ostatnią 50 w pobliskie krzaki.  
- Cholera, moje nowe buty. - zaklnąłem pod nosem wycierając twarz chusteczką.
- Wiedziałem, że to się źle skończy, zawsze się tak kończy.
      Kontynuowałem monolog wewnętrzny idąc powoli w stronę swojego nowego domu, który wynajmuje od swojego kuzyna, który miesiąc temu wyjechał za zarobkiem na zachód. Dom jak to dom na wsi, stara budowa z kamienia wapiennego, standardami odbiegała od mieszkań, które wynajmowałem jeszcze kilka miesięcy temu w wielkiej Stolicy. Ciasne ale własne, najważniejszy dla  mnie w tym momencie był fakt, że dom wynajmowałem za grosze a przy obecnej sytuacji finansowej to dla mnie ogromny plus.  
     Chodząc od rowu do rowu powoli zbliżałem się do swojej willi. Gdy dotarłem już pod furtkę byłem wyczerpany ale bardzo szczęśliwy, że nareszcie dotarłem i zaraz będę mógł polożyć się do łóżka. Jednak szczęście to nie trwało długo bo przedmna jak spod ziemi wyrosło 10 stopni schodów, które musiałem pokonać, żeby otworzyć drzwi. Powoli, mozolnie wdrapywałem się do góry. Wchodząc na ostatni schodek byłem tak zmęczony jak bym właśnie w tej chwili zakończył wspinaczkę conajmniej na Giewont. Ale przedmna stało jeszcze jedno, najtrudniejsze zadanie. Włożenie klucza do zamka. Niby nic w tym trudnego, ale alkohol zaczął działać z potrójną mocą przez co zamiast jednego klucza widziałem aż trzy. Po kilku minutach nieudolnych prób wreszcie usłyszałem charakterystyczny szczęk zamka.  
- Jest Kurwa! - wykrzyknąłem szczęśliwy.
Euforia nie trwała zbyt długo, przekraczając próg drzwi runąłem jak kłoda zachaczając o wycieraczkę leżącą przed drzwiami. Chwilę to trwało zanim pozbierał swoje obolałe ciało z podłogi. Nie była to moja pierwsza wywrotka tego wieczoru. Wcześniej tocząc się od rowu do rowu kilka razy wylądowałem w jednym z nich przez wirujący wokół świat i ciężką głowę.  
- Muszę z tym skończyć, to mnie zabija. - powtarzałem to jak mantrę przed snem.
     Helikopter w głowie nie dawał mi zasnąć. Łóżko falowało na wszystkie strony, a ja czułem się jakby Alladyn zabrał mnie na wycieczkę swoim czarodziejskim dywanem. Leżąc tak i zastanawiając się jak zasnąć wpadłem na genialny pomysł. Zamiast zasnąć na leżąco, spróbowałem zasnąć na siedząco w fotelu, który stał tuż obok łóżka. Faktycznie metoda z lat młodości sprostała zadaniu i pokonała skutki uboczne picia alkoholu.  
     Budząc się rano próbowałem sobie przypomnieć co działo się dzień wcześniej. Powoli kolekcjonowałem fakty idąc tropem porozrzucanych ubrań po całym domu. Zamarłem gdy doszedłem do głównego korytarza gdzie znajdowały się drzwi wejściowe, które były otwarte. Pierwsza myśl "włamywacz, pewnie okradł mnie z resztek pieniędzy", jednak szybko odpędziłem tę myśl, widząc klucze w zamku.
- Cholera jak można być tak głupim.
- To wszystko przez tą wódkę. Pora z tym skończyć! - wykrzyknąłem na cały głos.  
     Pełen zapału i motywacji zacząłem sprzątać po swoich wczorajszych wojażach. Poszło całkiem szybko, na szczęście niczego nie stłukłem, kuzyn by mnie zabił gdyby się dowiedział, że coś z jego kolekcji Chińskiej porcelany uległo zniszczeniu. Miał bzika na tym punkcie, nawet swojej żonie nie pozwalał czyścić ich z kurzu bo bał się, że coś porysa. No cóż, każdy ma na jakimś punkcie przysłowiowego "bzika", on kochał porcelanę ja kochałem piłkę, od małego dziecka kopałem futbolówkę. Pamiętam jak teraz, swoją pierwszą "profesionalną" piłkę dostałem od wujka z Kanady.  
To były czasy. - rzekłem zatopiony w spomnieniach.
     Po sprzątaniu czas na jakieś śniadanie. W głowie przemknęło mi milion pomysłów co do dania, które sobie zaserwuję. Był tylko jeden mały problem. W lodówce zobaczyłem tylko światło i jednego Żywca, zostawionego na dzisiejszego porannego kaca. Do sklepu nie miałem daleko, więc postanowiłem połączyć przyjemne z pożytecznym. Z walizki wyciągnąłem strój do biegania, który o dziwo pachniał nowością. Musiał być to jeden z tych, których jeszcze nie używałem. Wcześniej byłem zbyt leniwy i raczej nie prałem swoich ubrań tylko kupowałem nowe. Niestety takie życie się skończyło a ja musiałem uczyć się nowych standardów.

2 komentarze

 
  • agnes1709

    Ładny język, nieźle z przecinkami, lecz liczebniki pisemnie, zaimki osobowe małą literą. Jest znikoma ilość błędów ortograficznych, które należałoby wyprać. No i "Chwilę to trwało (przecinek;) ) zanim POZBIERAŁ swoje obolałe ciało z podłogi." Pozbierał??? "Porysa":woot2: Co to jest "porysa"? Nie wiem, czy był to celowy zabieg autora, ale drapie w Łoczy:D Ale Łogólnie ładnie, więc łapa ode mnie;)

  • Moreloff

    @agnes1709  Dzięki za cenne uwagi. Błędy postaram się wyeliminować i mam nadzieję, że w kolejnej części już nie będzie się do czego przyczepić. :D

  • agnes1709

    @Moreloff :kiss:

  • Somebody

    Całkiem udany debiut. Zostawiam łapkę w górę i zobaczymy, co będzie dalej.

  • agnes1709

    @Somebody Nie rozumiem, dlaczego my wszędzie się spotykamy?:rotfl: Coś w tym jest, więc chyba naprawdę musimy założyć CAT, tudzież CUT (patrz. komenty ZW 2):lol2:

  • Somebody

    @agnes1709 No popatrz... Jesteśmy jak dobry i zły glina.   :smiech2:

  • agnes1709

    @Somebody Ja wybieram złego;)

  • Somebody

    @agnes1709 Wiedziałam  :lol2: