Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Dyrektorze, przestań

Dyrektorze, przestańJego dłonie wpięły się w moje biodra z taką siłą, że aż poczułam lekkie pieczenie na skórze.

Stałam oparta o blat kuchenny, jedna noga uniesiona wysoko, oparta o jego przedramię, a druga drżąca na czubkach palców. Spódniczka mini, ta krótka, granatowa, którą ubrałam dziś rano do pracy, była teraz zadarta prawie do pępka, zwinięta w nieładną fałdę materiału.  
Majtki... cóż, one już dawno zsunęły się na jedną kostkę, wisząc tam jak symbol mojej kapitulacji.  
Biała koszula służbowa, ta z kołnierzykiem, którą zawsze zapinam pod szyję, była teraz rozchełstana, a koronkowy stanik w kolorze miętowym ledwo powstrzymywał moje piersi przed całkowitym wyskoczeniem na wierzch.  

Czułam, jak mi sutki twardnieją boleśnie pod materiałem, ocierając się o koronkę przy każdym moim oddechu.

On stał za mną, blisko, zbyt blisko – jego oddech parzył mi kark, a jego penis... Boże, ten twardy, pulsujący czubek opierał się o wejście do mnie, śliski od mojej własnej wilgoci, która zdradzała mnie bardziej niż cokolwiek innego.

– Panie dyrektorze... nie... proszę, nie róbmy tego – wyszeptałam drżącym głosem, próbując złapać oddech.  

Moje ręce drżały na blacie, palce ślizgały się po zimnym granicie. Próbowałam odepchnąć jego dłonie, ale on tylko ścisnął mocniej, uniemożliwiając mi jakikolwiek ruch.
Zatrzymał się na chwilę, ale nie cofnął. Ten czubek wciąż tam był – drażniący, prowokujący, na tyle głęboko, że czułam jego ciepło, ale na tyle płytko, że mogłam jeszcze łudzić się, że mam jakąkolwiek kontrolę nad sytuacją.

– Nie? – powtórzył wolno, jego głos był niski, ochrypły, z lekką nutą rozbawienia, która tylko bardziej mnie wściekała. – Naprawdę mówisz „nie”, Marto? A może po prostu chcesz, żebym cię przekonał?

Próbowałam się wyprostować, szarpnęłam biodrami do przodu, ale on nie pozwolił mi na to.  
Jego ciało przycisnęło mnie jeszcze mocniej do blatu, a ja poczułam, jak jego klatka piersiowa ociera się o moje plecy przez cienki materiał koszuli.

– Puść mnie... natychmiast! – powiedziałam głośniej, choć mój głos załamywał się w połowie zdania. – To nie jest żart. Jestem nauczycielką w twojej szkole, a ty jesteś moim szefem. Proszę, przestań, zanim będzie za późno.

Jego dłoń zsunęła się z mojego biodra, powędrowała powoli w górę – po boku piersi, aż zatrzymała się na sutku przez materiał stanika. Ścisnął lekko, bardzo świadomie, kręcąc palcami w taki sposób, że aż westchnęłam mimo woli.

– A jednak nie krzyczysz po pomoc – mruknął, jego usta prawie dotykały mojego ucha. – Nie biegniesz do drzwi. Nie dzwonisz na policję. Stoisz tu, z zadartą spódniczką i mokrymi majtkami na kostce, i mówisz mi „proszę, przestań”. Ale twoje ciało... ono mówi coś zupełnie innego. Czuję, jak jesteś mokra, Marto. Czuję, jak drżysz. Cała drżysz... I twoja cipka też...

Zacisnęłam zęby, czując, jak rumieniec zalewa mi całą twarz, szyję, a nawet dekolt. Wilgoć między moimi udami była zdradziecka – ciepła, lepka, spływająca powoli po wewnętrznej stronie nogi.

– To nie znaczy, że chcę – wyszeptałam słabo, próbując brzmieć przekonująco. – To reakcja ciała, stres, zaskoczenie... ale ja mówię „nie”. Puść mnie, panie dyrektorze.  

Przez chwilę milczał. Jego palce wciąż bawiły się moim sutkiem.  
Potem, nagle, jedną ręką złapał mnie za nadgarstek i przytrzymał go za plecami, uniemożliwiając mi dalsze szarpanie.

– Powiedz to jeszcze raz – szepnął, jego głos stał się ostrzejszy, bardziej rozkazujący. – Powiedz „przestań” i patrz mi w oczy. Odwróć głowę i powiedz to prosto w twarz.  

Zawahałam się. Serce biło mi jak szalone, a w głowie kłębiły się myśli:  
Co jeśli tego chcę, mimo wszystko?

Powoli odwróciłam głowę, żeby spojrzeć na niego.  
Jego twarz była blisko mojej – oczy ciemne, skupione, bez cienia wahania. Wargi lekko rozchylone, oddech przyspieszony.

Otworzyłam usta.
– Przestań... – wyszeptałam, ale zabrzmiało to jak pytanie, nie jak rozkaz.

Cisza trwała może pięć sekund. Może dziesięć. Jego wzrok wiercił mi dziurę w duszy.

A potem – bez ostrzeżenia, bez litości – wszedł we mnie jednym zdecydowanym, głębokim pchnięciem. Aż do końca.  

Poczułam, jak wypełnia mnie cały, rozciągając, docierając do miejsc, które sprawiały, że kolana mi zmiękły.
Krzyknęłam – krótko, ostro, zanim zdążyłam zatkać sobie usta wolną dłonią.

– Cicho, do cholery! – syknął, zakrywając mi usta swoją dłonią. – Chcesz, żeby sąsiedzi usłyszeli, jak nauczycielka historii jęczy na kutasie swojego dyrektora? Jak pani profesor dochodzi na kuchennej ladzie, z zadartą spódniczką i cyckami na wierzchu?

Próbowałam się wykręcić, szarpnęłam głową, ale on trzymał mocno. Zaczął poruszać się powoli, głęboko – każde pchnięcie było jak tortura, jak prowokacja.  
Czułam, jak jego biodra uderzają o moje pośladki, jak blat wibruje pod moimi dłońmi.– Powiedz, że tego nie chcesz – rzucił niskim głosem, nie przerywając ruchów.  

Milczałam. Gryzłam wargę pod jego dłonią, czując, jak wilgoć spływa mi po udach, jak sutki ocierają się o koronkę, jak całe ciało mnie zdradza.  

Próbowałam powtarzać sobie w głowie: „To złe, to niebezpieczne, odepchnij go...”, ale ręce same złapały się blatu mocniej, a biodra – mimo wszystko – zaczęły wychodzić mu naprzeciw, bardzo delikatnie, prawie nieświadomie.

Kiedy to zauważył, jego oddech przyspieszył.  
Przyspieszył też tempo – mocniej, głębiej, z takim impetem, że blat zaczął uderzać o ścianę w regularnym, hałaśliwym rytmie. Cholernie hałaśliwym rytmie...

– Widzisz? – wysapał mi do ucha, zdejmując dłoń z moich ust. – Protestujesz słowami, ale ciało się poddaje. Powiedz mi, Marto... dlaczego nie krzyczysz?  

– Bo... bo to szaleństwo – wyszeptałam zdyszana, czując, jak orgazm zbliża się powoli, falami. – Bo... ale proszę... zwolnij... nie tak mocno...

Uśmiechnął się – poczułam to po jego oddechu.  
Złapał mnie mocniej za włosy, odchylił głowę do tyłu i wszedł we mnie tak głęboko, że aż zabrakło mi powietrza.

– Widzisz? – powtórzył chrapliwie, nie zwalniając. – To dlaczego dochodzisz, Marto? Dlaczego twoja cipka zaciska się na mnie jak w imadle? Powiedz mi... chcesz, żebym przestał? Naprawdę?

Nie odpowiedziałam od razu.  
Nie mogłam.  

Orgazm nadchodził, coraz bliżej – mniejszy, ale ostry, jak szpilka wbijająca się w ciało.

– Nie... tak... nie wiem... – wyjęczałam w końcu, łamiąc się. – Proszę... nie, przestań... Boże...

I wtedy to się stało. Zacisnęłam się na nim mocno, nogi ugięły się pode mną, a z gardła wyrwał mi się długi, zdławiony jęk.  

Fala przyjemności przewaliła się przeze mnie, zostawiając mnie drżącą i słabą.
Ale on nie przestał. Nawet na sekundę.  
Kontynuował, teraz wolniej, ale głębiej, jakby chciał przedłużyć moją agonię.

– Pierwszy orgazm – mruknął z satysfakcją. – A mówiłaś „nie”. Co teraz, Marto? Chcesz, żebym wyszedł? Czy chcesz drugi?

Próbowałam złapać oddech, oprzeć się o blat mocniej.

– Wyszedł... – wyszeptałam słabo, ale nawet ja słyszałam, że to kłamstwo.

On tylko zaśmiał się cicho, nisko.

– Kłamiesz. I wiesz co? Lubię, kiedy kłamiesz. To sprawia, że chcę cię rżnąć jeszcze mocniej.

Złapał mnie obiema dłońmi za biodra, dając z całej siły kilka brutalnych pchnięć. Poczułam, jak dochodzi – gorąco, głęboko, wypełniając mnie całą, aż czułam, jak przelewa się i spływa po moich pośladkach na blat.

Przez długą chwilę staliśmy tak – on wciąż we mnie, ja oparta o blat, spódniczka pomięta w pasie, koszula rozchełstana, piersi na wierzchu, nogi drżące jak galareta.

W końcu powoli się ze mnie wysunął. Ciepło spłynęło mi po udzie, zostawiając lśniący, lepki ślad.
Odwrócił mnie bardzo powoli twarzą do siebie. Spojrzał na moją rozmazaną szminkę, na zarumienione policzki, na piersi wciąż falujące po orgazmie.

– Następnym razem... – powiedział cicho, z lekkim uśmiechem, ocierając kciukiem moją dolną wargę – ubierz tę spódniczkę jeszcze krótszą. I nie zakładaj majtek. Zrozumiano?

Chciałam go uderzyć.  
Zamiast tego tylko zamknęłam oczy i wyszeptałam:
– To był ostatni raz. Nigdy więcej.

Ale oboje wiedzieliśmy, że kłamię. I że następny raz będzie jeszcze bardziej... intensywny.

Historyczka

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 1491 słów i 8681 znaków.

3 komentarze

 
  • Użytkownik Niegrzeczny

    Chyba Ci się podoba jak ktoś ktoś w ciebie wchodzi :sex:

    12 godz. temu

  • Użytkownik RomeT

    No masz! To męska młodzież wzdycha do do pięknej profesorki, ma ją za bóstwo i ucieleśnienie cnót wszelakich, a ona z tym capem! Nie wiem co bym zrobił gdybym się dowiedział tego o swojej nauczycielce. Ale wiem na pewno, co chciałbym zrobić! :rotfl:

    12 godz. temu

  • Użytkownik japanlover

    Jednak praca w szkole też niesie ze sobą liczne niebezpieczeństwa i... przygody.

    12 godz. temu