Dziedzic: Rozdział II

Dziedzic: Rozdział IIPo rozmowie z ojcem w gabinecie, gdzie powietrze gęste było od zapachu cygar i whisky, a słowa o firmie wisiały jak groźba nad głową, Alex poczuł potrzebę wyładowania napięcia. "Kurwa, staż w IT? Jakby to miało zmienić cokolwiek w tym pieprzonym imperium", pomyślał, wychodząc z pomieszczenia. Dom wciąż pulsował przepychem: marmurowe korytarze, obrazy na ścianach warte fortuny, ale on skierował się prosto do prywatnej siłowni w piwnicy – ogromnego pomieszczenia z lustrami od podłogi do sufitu, sprzętem wartym tyle co mały dom, i oświetleniem, które podkreślało każdy mięsień. Rozebrał się do bokserek, jego blond włosy opadły na spocone czoło, a wysportowane ciało – szerokie ramiona, wyrzeźbiony tors z sześciopakiem, umięśnione nogi – lśniło w blasku świateł. Chwycił sztangę, ciężką jak jego myśli o Lenie, i zaczął pompować: klatka piersiowa napięta, bicepsy pulsujące, pot spływający po plecach w gorących strużkach. Wyobrażał sobie jej ciało pod sobą, te pełne piersi, które ściskał wczoraj, ale skupił się na treningu – każdy podciąg, każdy przysiad palił w mięśniach, oczyszczając umysł. Po godzinie, zlany potem, czuł ulgę: penis drgnął lekko w bokserkach na wspomnienie jej jęków, ale to było wszystko – na razie.
Ruszył do łazienki przylegającej do siłowni, ogromnej jak apartament, z jacuzzi i prysznicem z deszczownicą, gdzie woda lała się strumieniami z chromowanych dysz. Zdjął bokserki, jego penis zwisający luźno, ciężki po treningu, a ciało parujące od wysiłku. Woda uderzyła w skórę gorącym strumieniem, spłukując pot – sunęła po torsie, po umięśnionych udach, po penisie, który zaczął się budzić pod dotykiem strumieni, ale Alex zacisnął zęby, myśląc o jutrzejszym dniu w szkole. Mydło pachniało drzewem sandałowym, gęsta piana oblepiała każdy centymetr, a on masował mięśnie, czując, jak napięcie odpływa. Wyszedł, owinął się ręcznikiem, patrząc w lustro: blond włosy mokre, oczy błyszczące, ciało gotowe na więcej. Ubrał się w luźne spodnie i poszedł spać, sny pełne Leny i jej krągłości.
Następnego ranka dom budził się powoli: służba krzątała się po kuchni, zapach świeżo parzonej kawy unosił się w powietrzu, a słońce wpadało przez ogromne okna, rzucając blask na marmurowe podłogi. Alex ubrał mundurek prestiżowego liceum – prywatnej szkoły dla dzieci bogaczy, gdzie edukacja mieszała się z networkingiem: biała koszula opinająca tors, granatowa marynarka z herbem szkoły, krawat zawiązany luźno, spodnie dopasowane do umięśnionych nóg. Zszedł na dół, zjadł szybkie śniadanie – jajka na bekonie, świeże owoce, kawę czarną jak jego myśli o firmie – i wyszedł przed dom. Czekała tam limuzyna, czarna jak noc, z przyciemnianymi szybami, a obok stał kierowca – starszy facet w uniformie, z kamienną twarzą.
– Dzień dobry, panie Alex. Do szkoły?
Alex kiwnął głową, wsiadając do środka: skórzane fotele miękkie jak aksamit, zapach nowej skóry i perfum, mini-bar z wodą i sokami. Samochód ruszył gładko aleją, mijając ochroniarzy przy bramie, a Alex patrzył przez okno na miasto, planując dzień: zobaczyć Lenę, poczuć to napięcie znów.
Liceum było jak forteca elit: ogromny budynek z czerwonej cegły, otoczony parkiem z fontannami, gdzie parkowały Porsche i Mercedesy rodziców. Mundurki obowiązywały wszystkich – dla chłopaków proste, ale dla dziewczyn... cholera, to było widowisko. Alex wysiadł, kierowca skinął głową i odjechał, a on ruszył przez bramę, mijając grupy uczniów. Dziewczyny w granatowych spódniczkach plisowanych, kończących się tuż nad kolanami, odsłaniających gładkie uda w zakolanówkach – tych czarnych, opinających łydki, wspinających się wysoko, aż do krawędzi spódniczki. Białe bluzki zapinane pod szyję, ale guziki naprężone na pełnych biustach, podkreślających krągłości – niektóre miały duży biust, falujący lekko przy każdym kroku, dekolt subtelnie odsłaniający linię stanika. Lena stała przy wejściu z grupką koleżanek: jej spódniczka rozwiana lekkim wiatrem, zakolanówki idealnie dopasowane, a bluzka opinająca te pełne piersi, które pamiętał z wczoraj. Uśmiechnęła się do niego figlarnie, jej oczy błyszczące, a on poczuł, jak penis drgnął w spodniach na ten widok.
– Cześć, Alex. Wyglądasz... zjawiskowo – powiedziała, a jej głos brzmiał jak obietnica.
Obok Leny stały inne dziewczyny – ruda Sara o długich, smukłych nogach i gibkiej, niemal atletycznej sylwetce, która sunęła z kocim, leniwym wdziękiem, jakby każdy krok był cichym zaproszeniem, by spojrzeć dłużej, głębiej. Blond Emily, wyższa, z obfitym, ciężkim biustem, który falował miękko przy każdym oddechu, ramiona i biodra zaokrąglone w sposób, który budził pragnienie powolnego, badawczego dotyku, jakby jej ciało samo prosiło o dłonie wędrujące po krągłościach; brunetka Kate, pulchna  z dużymi biodrami i zaokrąglonym brzuchem, jej sylwetka emanowała ciepłą, zmysłową obfitością, jakby zapraszała, by zanurzyć się w niej palcami, ustami, całym sobą – patrzyły na niego z zainteresowaniem, ich ciała pulsujące naturalnym ciepłem, lekkim rumieńcem i ruchem, który zdawał się szeptać obietnice.
Sara miała delikatny tatuaż – cienką, czarną gałązkę róży wijącą się od nadgarstka w górę po wewnętrznej stronie przedramienia, kończącą się tuż pod łokciem; Emily nosiła w lewym uchu trzy małe srebrne kolczyki-hoops, które delikatnie brzęczały przy każdym ruchu głowy, a w prawym – pojedynczy, większy, czarny onyks; Kate, oprócz swojej pulchnej, miękkiej sylwetki, miała farbowane końcówki włosów w głęboki, wiśniowo-czerwony odcień – kontrastował z naturalnym ciemnym brązem u nasady, a pasma opadały jej na ramiona i dekolt w luźnych, zmysłowych lokach, przyciągając wzrok jak plama krwi na śniegu.
Szkoła czekała: lekcje, korytarze pełne szeptów, ale w głowie Alexa wirowały plany – nie tylko na firmę, ale na to, co mogłoby się wydarzyć po lekcjach, w tym pieprzonym świecie elit. Nagle dzwonek rozległ się echem po korytarzach, a uczniowie ruszyli do sal. Ale zanim Alex zdążył wejść, drzwi główne otworzyły się z hukiem, i wkroczyła dyrektorka – pani Victoria Lang, kobieta po czterdziestce, w dopasowanym kostiumie, który podkreślał jej figurę: spódnica ołówkowa opinająca biodra, bluzka z dekoltem odsłaniającym linię biustu, włosy upięte w kok, twarz surowa, ale oczy pełne zmartwienia. Powietrze w holu zgęstniało, uczniowie zamarli, a ona stanęła na środku, jej obcasy stukając o marmurową podłogę.
– Uwaga, uczniowie! Mam ważną wiadomość – oznajmiła głosem, który nie znosił sprzeciwu, a jej biust falował lekko z każdym oddechem pod bluzką.
– Zaginęła jedna z naszych absolwentek, Zoe Harlan. Była w klasie wyżej  – ukończyła szkołę rok temu, ale nadal była częścią naszej społeczności. Ostatnio widziano ją w mieście dwa dni temu, i od tamtej pory ślad po niej zaginął. Policja prowadzi śledztwo, ale my, jako szkoła, organizujemy poszukiwania – plakaty, grupy przeszukujące okoliczne parki i ulice. To nasza Zoe – wysoka brunetka o niebieskich oczach, zawsze w tych swoich zakolanówkach i spódniczkach, z dużym biustem, który... cóż, wyróżniał ją w tłumie. Jeśli ktoś ma informacje, zgłoście się do mnie natychmiast.
Szept przeszedł przez tłum: "Zoe? Ta seksowna laska z zeszłego roku? Kurwa, co się stało?", pomyślał Alex, pamiętając ją mgliście – starsza o rok, zawsze w mundurku, który podkreślał jej krągłości: spódniczka plisowana, zakolanówki czarne, biust duży i pełny, falujący przy każdym kroku, włosy opadające na ramiona. Była popularna, zawsze otoczona chłopakami, ale zniknęła po maturze, podobno wyjechała studiować. Teraz zaginęła? Dyrektorka kontynuowała:
– Potrzebujemy ochotników. Będą grupy poszukiwawcze po lekcjach – kto się zgłasza?
Ręce podniosły się powoli: Lena kiwnęła głową, jej biust uniósł się z westchnieniem; Sara i Emily też oraz kilku chłopaków, w tym przyjaciel Alexa, Mark. Alex poczuł impuls – nie tylko z litości, ale z ciekawości, może nawet z nudy w tym pieprzonym życiu bogacza. Podniósł rękę.
– Ja też pomogę.
Dyrektorka skinęła głową, jej oczy błysnęły aprobatą.
– Dobrze, Alexie Harringtonie. Twoja rodzina ma wpływy – może to pomoże. Spotkanie po lekcjach w auli.
Lekcje minęły w napięciu: matematyka, historia, ale myśli Alexa wirowały wokół Zoe – jej wyglądu, zaginięcia, i tego, co mogłoby się kryć za tym. Lena siedziała obok, jej udo ocierające się o jego pod ławką, zakolanówki gładkie w dotyku, ale on skupił się na notatkach. Po dzwonku ruszyli do auli, gdzie dyrektorka rozdawała plakaty: zdjęcie Zoe w mundurku.
– Podzielcie się na grupy. Szukajcie w parku, na ulicach – i bądźcie ostrożni.
Alex znalazł się w grupie z Leną, Sarą i Markiem – ich mundurki lśniły w słońcu, gdy wychodzili ze szkoły.
– Kurwa, to brzmi poważnie – mruknął Alex.
Aula wypełniła się szmerem rozmów, plakaty z wizerunkiem Zoe leżały na stołach – jej zdjęcie w mundurku przyciągało wzrok: wysoka brunetka o niebieskich oczach, uśmiech figlarny. Alex patrzył na to, czując lekkie ukłucie ciekawości – pamiętał ją jako starszą laskę, zawsze otoczoną wianuszkiem adoratorów. Dyrektorka Lang krążyła między grupami, jej głos brzmiał ostro.
– Pamiętajcie, bezpieczeństwo przede wszystkim. Jeśli coś znajdziecie, dzwońcie na policję – przypominała.
Lena stała obok Alexa, wyglądając na zmartwioną, jej oczy błyszczały wilgotno, a ona gryzła wargę.
– Alex... zanim wyjdziemy, mogę cię prosić na chwilę? Na osobności? – wyszeptała, jej głos drżący, a dłoń dotknęła jego ramienia.
On kiwnął głową, czując, jak jej bliskość budzi wspomnienia – zapach jej perfum, słodki i owocowy, mieszający się z powietrzem auli.
– Jasne. Chodźmy.
Opuścili grupę, mijając Sarę i Emily.
– Nie spóźnijcie się na poszukiwania! – zawołała Sara z uśmiechem, ale Lena nie odwróciła się.
Weszli do pustej klasy obok – pomieszczenia z ławkami w rzędach, tablicą pełną wzorów z matmy, powietrzem przesiąkniętym zapachem kredy i książek. Lena zamknęła drzwi cicho, opierając się o nie plecami.
– Alex, ja... znałam Zoe. Byłyśmy przyjaciółkami. Nie tylko z widzenia – spotykałyśmy się poza szkołą, gadałyśmy o wszystkim.
Jej głos załamał się, oczy spuściła na podłogę, a Alex podszedł bliżej, czując jej ciepło.
– Kurwa, serio? Co się działo? Dlaczego zaginęła?
Lena podniosła wzrok, łzy błyszczące w kącikach.
– Ona... miała problemy. Narkotyki. Zaczęło się niewinnie – jakieś tabletki na imprezach, żeby się wyluzować, ale potem coraz mocniejsze rzeczy. Mówiła, że to pomaga jej radzić sobie z presją – bogaci rodzice, oczekiwania, ta pieprzona szkoła dla elit. Ostatnio widziałyśmy się tydzień temu, była dziwna, gadała o jakimś facecie, który dostarczał jej stuff. Bałam się o nią, ale nie chciała słuchać. A teraz... zniknęła.
Jej dłonie drżały, a Alex poczuł mieszankę współczucia i ciekawości – wyobraził sobie Zoe, ale teraz z oczami zaczerwienionymi od dragów.
– Cholera, Lena. Dlaczego nie powiedziałaś wcześniej? Może to ma związek.
Objął ją ramieniem, jej ciało miękkie i ciepłe, zapach perfum uderzający w nozdrza, ale powstrzymał się – to nie był moment.
– Bo bałam się. Zoe prosiła, żebym nikomu nie mówiła. Ale teraz... musimy ją znaleźć. Może ten facet coś wie.
Skinął głową, jego umysł już pracował: firma ojca, kontakty, może mógłby pomóc więcej niż zwykłe poszukiwania.
– Dobra, powiedzmy to dyrektorce dyskretnie. I chodźmy – grupa czeka.
Wyszli z klasy, a w głowie Alexa wirowały myśli: Zoe, narkotyki, tajemnice w tym prestiżowym świecie, gdzie luksus maskował ciemne sekrety. Poszukiwania właśnie stały się osobiste.
Po rozmowie z Leną w pustej klasie, gdzie powietrze było ciężkie od jej wyznania, wrócili do auli. Dyrektorka Lang skinęła głową na ich widok, rozdając kolejne plakaty. Lena dyskretnie podeszła do niej, szepcząc o sekrecie Zoe – narkotyki, ten facet-dealer, presja elitarnego życia. Lang uniosła brew, jej twarz napięta, ale kiwnęła głową.
– Dziękuję, Lena. Przekażę to policji anonimowo. A teraz – grupy na zewnątrz.
Alex dołączył do swojej ekipy: Lena, Sara, Emily i Mark. Ruszyli przez park szkoły, plakaty w rękach, słońce prażące na ich mundurkach – spódniczki dziewczyn falowały lekko na wietrze.
Podczas przeszukiwania parku, mijając fontanny i ławki, grupa zaczęła rozmawiać.
– Kurwa, Zoe zawsze była taka... dzika – mruknął Mark, chłopak o ciemnych włosach, w marynarkce opinającej ramiona.
– Pamiętacie te imprezy u niej w domu? Rodzice wyjechali, a tam pełno ludzi, alkohol, dragi.
Sara kiwnęła głową, jej ruda czupryna błysnęła w słońcu, spódniczka podjechała lekko, odsłaniając zakolanówki.
– Ja wiem coś więcej. Zoe nie była jedyna. Ja... próbowałam z nią raz tych tabletek. Na jednej imprezie, żeby się wyluzować. Presja w tej szkole jest chora – oceny, rodzice, przyszłość. Ale przestałam, bo bałam się, że mnie wciągnie.
Jej głos drżał, biust uniósł się z westchnieniem, a grupa zamarła.
Emily, blondynka z dużym biustem naprężającym bluzkę, westchnęła.
– Ja też mam sekret. Zoe opowiadała mi o swoich... romansach. Nie tylko z chłopakami z naszej szkoły, ale z jakimś starszym facetem – bogatym, z koneksjami. Mówiła, że daje jej prezenty, ale żądał coraz więcej. Może to ten dealer? Albo ktoś inny. Bałam się powiedzieć, bo to brzmiało niebezpiecznie.
Lena skinęła głową, jej zakolanówki szeleszczące przy kroku.
– Pasuje do tego, co mi mówiła. A ty, Mark? Wiesz coś?
Mark poczerwieniał, patrząc w ziemię.
– Ja... byłem z nią raz. Po imprezie, w jej pokoju. Ale to było dawno, i nic poważnego. Mówiła wtedy o dragach, że to ucieczka od ojca – ten sukinsyn cisnął ją o studia w Ivy League. Może uciekła przed tym wszystkim?
Alex słuchał, jego umysł wirujący: sekrety sypały się jak domino – narkotyki, romanse, presja bogatych rodzin.
– Kurwa, ta szkoła to pieprzony kocioł. Jeśli Zoe wplątała się w coś głębszego, musimy to rozwikłać.
Grupa kiwnęła głowami, plakaty w rękach, ale atmosfera zgęstniała – tajemnice innych uczniów, ukryte pod mundurkami i uśmiechami, wychodziły na jaw. Poszukiwania trwały, ale Alex czuł, że to dopiero początek – w tym świecie elit, gdzie luksus maskował mroki, każdy miał coś do ukrycia.
Grupa szła wolniej niż powinna. Park szkoły rozciągał się za budynkiem jak prywatny las dla bogatych dzieciaków – idealnie przystrzyżone trawniki, aleje z ławkami z kutego żelaza, fontanny szumiące cicho w tle. Słońce prażyło, odbijając się od plakatu z Zoe, który Alex trzymał w dłoni. Jej twarz na zdjęciu była taka... żywa. Niebieskie oczy, lekkie piegi na nosie, ten figlarny uśmiech, jakby wiedziała coś, czego inni nie wiedzą. A pod spodem napis: „Zaginiona. Ostatnio widziana 16 stycznia. Każda informacja cenna.”
Mark szedł z przodu, kopiąc kamyk butem. Sara i Emily trzymały się razem, szeptem wymieniając spojrzenia. Lena była tuż obok Alexa, na tyle blisko, że co chwilę jej ramię ocierało się o jego. Czuł zapach jej szamponu – coś owocowego, słodkiego, dokładnie takiego samego jak wczoraj, gdy jej włosy rozsypały się po jego poduszce.
– Wiesz co mnie najbardziej wkurwia? – powiedziała nagle Sara, zatrzymując się przy jednej z ławek.
– Że nikt z nas nie jest zaskoczony. Serio. Zoe zawsze była tą, która poszła za daleko. Imprezy, dragi, faceci dwa razy starsi od nas... myślałam, że po maturze się ogarnie. Że wyjedzie na jakieś studia do Londynu czy Nowego Jorku i tam się wypali. A nie... że po prostu zniknie.
Emily usiadła na ławce, zakładając nogę na nogę. Spódniczka podjechała jej odrobinę za wysoko, ale nawet nie próbowała poprawić. Wyglądała na zmęczoną. Bardzo zmęczoną.
– Ja raz z nią byłam u tego typa – powiedziała cicho.
– Tego, o którym Lena mówiła. Miał może trzydzieści parę lat, garnitur, rolex, apartament w centrum. Powiedział, że jest „inwestorem”. Dał nam po tabletce. Zoe wzięła trzy. Pamiętam, jak siedziała na jego kanapie w samej bieliźnie i śmiała się, że w końcu czuje się wolna. Że nie musi być idealną córeczką tatusia. A on tylko się uśmiechał. Jakby już wiedział, jak to się skończy.
Mark prychnął, ale bez przekonania.
– Ja pierdolę, ja też tam byłem raz. Nie w tym apartamencie, ale na innej imprezie. Zoe przyszła z nim. Trzymał ją za tyłek przy wszystkich. A ona... kurwa, ona się tym jarała. Mówiła, że w końcu ktoś traktuje ją jak dorosłą. Nie jak lalkę, którą trzeba wystawić na balu dobroczynnym.
Lena zatrzymała się gwałtownie. Odwróciła się do nich, oczy błyszczące.
– Przestańcie mówić o niej w czasie przeszłym, do chuja wafla. Ona żyje. Musi żyje. Po prostu... się zgubiła. Jak my wszyscy.
Alex milczał przez całą drogę. Słuchał. I układał sobie w głowie puzzle. Bo nagle okazało się, że Zoe nie była wyjątkiem. Była tylko tą, która poszła najdalej.
– A wy? – zapytał w końcu, patrząc na nich po kolei.
– Co wy ukrywacie?
Cisza. Długa. Aż nieprzyjemna.
Sara pierwsza się odezwała.
– Ja... od pół roku biorę antydepresanty. Tata wie. Mama nie. Mówi, że to słabość. Że rodziny jak nasza się nie załamują. – Uśmiechnęła się gorzko.
Emily bawiła się bransoletką na nadgarstku.
– Mój ojciec ma kochankę. Od pięciu lat. Wszyscy wiedzą. Mama udaje, że nie. Ja raz ich przyłapałam. W naszym domu. Na kanapie w salonie. Miałam piętnaście lat.
Mark wzruszył ramionami.
– Mnie ojciec bije. Jak byłem młodszy. Teraz już nie, bo jestem wyższy. Ale czasem... jak wracam pijany, to wciąż patrzy na mnie tak, jakby chciał. I wiem, że jakby mógł, to by znowu zaczął.
Lena spojrzała na Alexa. Długo.
– A ty? – zapytała cicho.
– Pan idealny. Blond włosy, sześciopak, miliardy na koncie. Co ty ukrywasz, Alex?
Zatrzymał się. Spojrzał na nią. Na nich wszystkich.
– Że się boję – powiedział w końcu.
– Boję się, że jak wejdę do tej firmy ojca, to już nigdy nie będę sobą. Że stanę się dokładnie taki jak on. Zimny, bezwzględny. Że pewnego dnia obudzę się i nie będę wiedział, kim jestem. Tylko ile wart.
Stali tak chwilę w ciszy. Pięcioro dzieciaków w mundurkach wartych więcej niż roczna pensja nauczyciela. Z plakatem zaginionej dziewczyny w ręku.
– Zoe była jedyną osobą, która mi powiedziała, że to okay – dodała Lena cicho.
– Żeby się bać. Że nie muszę być idealna. Że mogę być po prostu... sobą.
Sara wyciągnęła paczkę papierosów z plecaka. Zapaliła jednego. Podała dalej.
– To co teraz? – zapytała, zaciągając się głęboko.
Alex spojrzał na plakat. Potem na telefon.
– Teraz znajdujemy tego typa w garniturze – powiedział.
– I pytamy, gdzie jest Zoe. Nawet jeśli będziemy musieli wejść do jego pieprzonego apartamentu i wywrócić go do góry nogami.
Lena uśmiechnęła się. Po raz pierwszy tego dnia. Słabo, ale szczerze.
– Wiedziałam, że jesteś po naszej stronie, dziedzicu.
Ruszyli dalej. Ale już nie szukali Zoe na ślepo.
Szukali jej razem.
I po raz pierwszy od bardzo dawna – czuli, że nie są sami.

Dodaj komentarz