Zapach truskawki

Zapach truskawki

,,Zapach truskawki’’
    Ile trzeba mieć lat, żeby móc się zakochać? Czy jest jakaś granica wiekowa, między ilością naszych lat, zauroczeniem, a miłością prawdziwą? Nie wiem, kogo się o to zapytać. Mamy? Nie za bardzo, bo zacznie się śmiać ze mnie. Taty? Też nie, bo wciąż pracuje na delegacji i nawet gdybym chciał go o to spytać, to i tak by powiedział, żebym z tym poszedł do mamy. Siostra też odpada. Może i jest ode mnie rok starsza, ale ją takie rzeczy jak prawdziwa miłość w ogóle nie interesują. Dla niej najważniejsze są jeszcze maskotki, z którymi śpi, ale które ukrywa pod łóżkiem. Zupełnie jakby uważała, że tam nikt ich nie znajdzie, a przecież widać je gołym okiem, gdy tylko przemierzy się próg jej pokoju. I do tego sam kolor pokoju- różowy, też moim zdaniem świadczy o niedorosłości. Tak, więc nie mam nikogo w domu, kogo mógłbym się zapytać o miłość.
Tak sobie siedzę i myślę, że kiedyś babcia Zosia chyba powiedziała mi coś o miłości. Jak to było…
,,Szanuj brata swego, bo masz tylko jednego’’.
Tak, to było to, tyle, że ja nie miałem brata, a siostrę Anię. I nie wiem, co to znaczy szanować. Lubić, czy też dbać o kogoś, to tak, ale szanować? Tu chyba chodziło jej o miłość. Tak, więc poczekam na przyjazd babci i wtedy się ją o to zapytam.
Babcia, jako jedyna prawdę mi powie.

                                     &

Dziś był poniedziałek. Do szkoły miałem na godzinę dziewiątą, ale powiedziałem, że idę na ósmą, bo tak idą wszyscy. Mama pokręciła nosem, jak to zawsze robi, gdy jej coś nie pasuje, ale kanapki zrobiła mi wcześniej, w takim razie poszedłem na wcześniejszy autobus. Po drodze, kilka razy się zatrzymywaliśmy, co trochę mnie denerwowało, ale w końcu dotarliśmy do szkoły. Szybko przebrałem buty w szatni i niby przypadkiem, niby celowo, nie mogłem się powstrzymać i przeszedłem koło niej mówiąc:
- Dzień dobry.
- Dzień dobry Michasiu. Dzisiaj wcześniej zaczynasz lekcje?
- Tak- doparłem wiedząc, że właśnie ją okłamałem. Ale było to w dobrej intencji, więc się nie liczyło.
- I jaką lekcję masz pierwszą?
Pachniała tak ładnie, że zaraz wyobraziłem sobie jak razem biegamy po łące i ja zbieram dla niej kwiaty. Ona uśmiecha się i całuje mnie w policzek. Potem ja też całuję ją w policzek i jest po prostu cudownie!
- Matematykę- odparłem na szybko.
- Cześ Michał! Nie wiedziałam, że dzisiaj masz lekcje od ósmej- powiedziała Mela podbiegając do nas, czym zasłużyła sobie na złą minę z mojej strony.
- Do zobaczenia na języku polskim- powiedziała moja luba i odeszła zostawiając mnie z Melą.
- To teraz już wiesz- odparłem wzburzony i odszedłem od niej kierując się do męskiej toalety.
Głupia dziewczyna musiała akurat wtedy do nas podejść. Czy ona nie rozumiała, że nie przerywa się rozmowy dwojga osób? Jak ją matka wychowała, że tak od razu wparowała między mnie, a moją ukochaną i rozdzieliła nas. Do języka polskiego miałem cztery godziny, bo był przed ostatnią lekcją, więc znowu będę musiał szukać pretekstu, aby się z nią spotkać na przerwie. A mało tego, właśnie zadzwonił dzwonek sugerujący, że całą godzinę przesiedzę w toalecie na próżno, bo przecież nie miałem teraz lekcji.
Wszystko przez tą głupią Melę!

                                  &

Czas, który dłużył mi się nieskończenie do spotkania z moją ukochaną był nie do zniesienia. Na dodatek nigdzie na przerwach nie mogłem jej zobaczyć. Zupełnie jakby wsiąknęła w szkolne mury, lub specjalnie chowała się przede mną. Na trzeciej lekcji nawet nie spisałem pracy domowej z tablicy, bo skończył mi się wkład od długopisu. Mogłem przecież pożyczyć go od kolegi z sąsiedniej ławki, ale specjalnie tego nie zrobiłem, bo pomyślałem sobie, że na języku polskim pożyczę długopis od niej. Na pewno by mi go pożyczyła, bo przecież jest taka dobra. Ma piękne jasne włosy, które często zaczesuje w kucyk i małą fajną grzywkę uciętą trochę po skosie. Gdy się pochyla pisząc w zeszycie grzywka lekko wpada jej na niebieskie oczy, łaskotając ją w nosek. Potem dmucha na grzywkę, aby odgarnąć ją z czoła, lecz ona wciąż powraca. Lubię na to patrzeć, bo wygląda wtedy tak niewinnie. Oczyma wyobraźni widzę jak zwija usta w rulonik wydmuchując cudowny zapach truskawek, który pozostaje na jej grzywce. Bo ona zawsze pachnie truskawkami. Ma chyba takie perfumy, albo po prostu bardzo lubi jeść truskawki i dlatego nimi pachnie. Ja też lubię truskawki, dlatego uważam, że do siebie pasujemy. Przecież nic tak nie łączy ludzi jak wspólne zainteresowanie jedzeniem, a przynajmniej tak kiedyś powiedział mój kolega Rafał. A pamiętam dokładnie jak to powiedział.
,,Kiedy dziewczyna i ty lubicie jeść to samo, to znaczy, że jesteście sobie przeznaczeni. Jest przecież takie przysłowie, przez żołądek do serca’’.
Teraz widzę, że miał rację.
Historia minęła tak szybko, że nie martwiłem się pracą domową. Potem spiszę ją od Karola. Może nawet pójdę do niego do domu. To nie jest ważne, bo teraz zaczyna się lekcja języka polskiego.
Przyszła. Siedzi w pierwszej ławce zwróconej do nas i pisze coś w zeszycie. Zapach truskawek jeszcze do mnie nie dotarł, ale nie czekam na niego, tylko od razu podchodzę i mówię, że skończył mi się wkład od długopisu.
- Ja ci pożyczę!- Krzyczy Mela, która bacznie nam się przyglądała.
Nie powiedziała ani słowa, bo zaraz Mela podeszła do mnie i podała mi czarny zwykły długopis. Prawie z odrazą wziąłem go od niej i nawet nie próbowałem go wąchać, bo wiem, co bym poczuł.
Mela ma duże gospodarstwo i prawie całymi dniami przesiaduje w oborze przy małych prosiaczkach. Wiem, bo raz zaprosiła mnie do siebie i widziałem te małe prosiaczki. Niby fajne, ale brudne i śmierdzące. Potem przez resztę dnia sam pachniałem oborą, więc skoro wszystko od Meli pachniało oborą, to i długopis pewnie też. Usiadłem przy swoim stoliku i przeklinałem Melę za to, że z jej ławki mnie widać. I na dodatek wciąż się do mnie uśmiechała. Jakby prąd ją poraził. Z odrazą odwróciłem się od niej i spojrzałem na tablicę, gdzie teraz stała ona.
Jak ja ją kochałem!
Po skończonych lekcjach wsiadłem do autobusu i usiadłem przy oknie wypatrując samochodu mojej ukochanej. Nigdzie go nie było. Być może odjechała wcześniej i będę musiał zachować w pamięci tylko tą godzinę wspólnej lekcji. Smutno mi się zrobiło, ale pocieszał mnie fakt, że jutro mam aż dwie godziny języka polskiego, więc wciąż miałem siłę, aby żyć. Niespodziewanie jednak z zamysłów wyrwał mnie głosik Meli.
- Usiądę z tobą, bo nie będę się przepychać. Zresztą widok z pierwszego siedzenia jest dużo lepszy od tamtych.
Usiadła posyłając mi szeroki uśmiech z brakiem jednego zęba. Rozweselił mnie nieco ten widok, choć postanowiłem nie pokazywać tego po sobie. Starałem się z całych sił nie wdychać powietrza z jej strony, aby nie poczuć zapachu obory, który zostałby mi w pamięci na bardzo długo, a na ubraniach może i jeszcze dłużej. Odsunąłem się więc nieco od niej i spojrzałem przez szybę w stronę ulicy, którą toczył się nasz autobus.
- Mówiłam, że tutaj widok jest ładniejszy!
- Acha- dodałem praktycznie mrucząc nie odpowiadając.
- Ten długopis możesz sobie zatrzymać. Mama kupi mi drugi. Ona zawsze kupuje mi ich więcej.
I wtedy sobie przypomniałem o długopisie, który roztaczał niebezpieczną woń w moim plecaku.
- Nie, zaczekaj. Zaraz ci go oddam.
W szybkim tempie zacząłem szukać go w różnych przegródkach i na moje nieszczęście nigdzie nie potrafiłem go znaleźć.
- Nie szukaj go, naprawdę. Ważne, że ci się przydał.
- Ale musi tu gdzieś być.
Przerzucałem plecak na wszystkie strony, gdy nagle ona wstała i podeszła do drzwi.
- Już wysiadam. Do zobaczenia jutro.
Nie zdążyłem jej odpowiedzieć nic, bo autobus zatrzymał się i ona wysiadła. Spojrzałem tylko za okno, gdzie stała czekając aż autobus ruszy. Pomachała mi, a ja szybko odwróciłem głowę. Znów powróciłem do szukania długopisu, którego nigdzie nie było. Najwyraźniej musiałem go gdzieś zgubić. Zamknąłem plecak i wysiadłem na swoim przystanku. Zacząłem iść w stronę domu i na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech, gdy na podjeździe zauważyłem czerwonego malucha.  
Było to auto babci. Najwyraźniej los miał dla mnie dobre nowiny, bo zamierzałem pogadać z babcią o tej miłości. Tylko ona mogła mi ją wytłumaczyć nie śmiejąc się ze mnie. Wpadając do domu rzuciłem plecak pod stół w kuchni i pobiegłem uściskać babcię.
- Umyj najpierw ręce!- Krzyknęła mama nakładając ziemniaki na talerz.
- Zaraz! Najpierw muszę przywitać się z babcią!
- Bo nakładam obiad!- Odkrzyknęła mama, gdy rzucałem się babci na szyję.
- Cześć babciu! Nawet nie wiesz jak super jest, że do nas przyjechałaś!
- Nawet nie wiesz jak ja się cieszę, że ty się cieszysz- powiedziała babcia przytulając mnie mocniej.
- Dzieciak!- Rzuciła zazdrosna Ania widząc, że babcia cieszy się na mój widok. Sama siedziała przy stole naprzeciwko babci, a nie obok niej, więc była zwyczajnie zazdrosna.  
- Z ciebie jest- dokończyłem za nią dając babci całusa w policzek, aby jej zazdrość urosła jeszcze bardziej.
- Umyłeś ręce?- Zapytała mnie babcia z uśmiechem.
- Jeszcze nie, ale już idę to zrobić. Mama nakłada obiad, więc zjesz z nami?  
- Zje, zje- zapewniła mnie mama ustawiając talerze z obiadem na stole.
Postanowiłem, że jak tylko babcia zje z nami obiad ja zaproszę ją do swojego pokoju i tam odbędziemy tą tajemniczą rozmowę. Oczywiście najpierw musi mnie zapewnić, że nikt się o niej nie dowie, bo gdyby tylko Anka się dowiedziała, o co pytam, to zaraz by wypaplała całej szkole, a wtedy miałbym już przechlapane. Na szczęście babci można wierzyć. Nie to, co mamie, która mówi, że nikomu nie powie, a potem wszystko wygaduje tacie. Mama to papla, ale na szczęście mam babcię.

                                   &

Sam nie potrafiłem w to uwierzyć, ale zjadłem cały talerz ziemniaków, całą nogę od kurczaka i nawet dwie łyżki surówki z marchewki i kapusty pekińskiej. Do tego jeszcze była maślanka, której wypiłem pół szklanki, bo więcej nie mogłem, ale i tak był to niezły wyczyn. Nic tak nie napędza żołądka, jak miłość. To przysłowie wymyśliłem właśnie teraz. Więc gdy i babcia skończyła jeść zapytałem jej się na ucho, czy mogę z nią pogadać o ważnej sprawie. Znacząco kiwnęła głową, ale nic nie odpowiedziała. Musiała tak zrobić, bo to był nasz szyfr. Gdyby odpowiedziała normalnie, to każdy by potem zamęczał ją pytaniami, a tak to nikogo nie obchodziło, dlaczego babcia kiwa głową. Pewnie pomyśleli, że to ze starości.
Zaraz po umyciu rąk wpadłem do swojego pokoju i usiadłem grzecznie na zaścielonym przez mamę łóżku czekając na zjawienie się babci. Przyszła praktycznie zaraz po mnie również siadając na łóżku.
- I co to za tajemnica wnusiu?
- Oj, bardzo ważna babciu. Musisz mi tylko obiecać, że nikomu jej nie wyjawisz- powiedziałam ściszonym głosem tak, aby wzięła mnie poważnie.
- Przecież wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć. Gadaj, więc, co cię tak trapi.
Gdyby nie fakt, że babcia urodziła moją mamę mając osiemnaście lat, a ona mnie też mając osiemnaście lat, to nikt by nie pomyślał, że może być babcią. W wieku czterdziestu sześciu lat wyglądała na trzydzieści. Włosy wciąż długie i lśniące nosiła rozpuszczone. Nie były aż tak długie jak włosy mojej siostry, która miała je do pasa, ale jej kończyły się gdzieś na połowie pleców. Farbowała je na blond, choć jej naturalnymi były brązowe. Powiedziała mi kiedyś, że to przez te siwe włosy musi je rozjaśniać, ale ja tam nigdy nie widziałem u niej żadnego siwego włosa. Dla mnie była super młodą babcią, za którą oglądali się faceci, gdy dziadek nie patrzył. Ona przesyłała im wtedy oczko, a potem udawała, że nie wie, dlaczego się na nią patrzą. Dziadek się wtedy denerwował, ale ja się z tego tylko śmiałem. Wiem, po co to robiła, bo mi powiedziała.
,,Ja tylko chcę, żeby dziadek był o mnie zazdrosny. Bo gdy jest zazdrosny, to wiem, że mnie nadal kocha’’.
Nie ma, więc co porównywać babci z moimi rodzicami, bo ona była po prostu wyjątkowa!
- Bo ja się chyba zakochałem babciu.
- Ojej! To wspaniale!- Powiedziała trochę za głośno, więc uciszyłem ją kładąc swój palec na moich ustach.
- Ale mam dużo pytań. Chcę, żebyś mi pomogła na nie odpowiedzieć.
- Naturalnie moje dziecko, pytaj. Babcia jeszcze nie taka stara, więc co nieco się wie- odparła z uśmiechem odgarniając swoje włosy z ramion.
- Bo wiesz co, ja tak na prawdę, to nie wiem czy ją kocham, ale chyba tak. Bo pachnie truskawkami, a ja przecież lubię truskawki, w takim razie czy jesteśmy sobie przeznaczeni? No i nie wiem ile powinienem mieć lat, żeby ją kochać. Bo mogę być za mały, ale gdy będę za mały, to znaczy, skoro jestem za mały na to, aby kochać, to, co ja do niej czuję?
Babcia zaśmiała się cicho powodując we mnie małe uczucie zażenowania, ale zaraz doprowadziła się do porządku i zaczęła opowiadać mi prawdę, którą znała tylko ona.
- Skarbie, to, że ktoś pachnie truskawkami, które ty akurat lubisz wcale nie znaczy, że jesteście sobie przeznaczeni. Przecież wiele osób może tak właśnie pachnieć, więc będziesz kochał każdą kobietę, która będzie tak pachniała?
- No chyba nie. Każda, to trochę dla mnie za dużo.
Babcia przeczesała ręką włosy i rozejrzała się po pokoju.
- Masz może długopis? I weź sobie też kartkę, na której zapiszesz sobie wszystko, co będziesz chciał, a potem wszystko co ja ci powiem i potem sam odpowiesz sobie na pytanie, które ci zadam, dobrze?
- Dobrze.
Zacząłem przeszukiwać plecak i nie mogłem uwierzyć w to, że zaraz w moje ręce wpadł właśnie długopis Meli. Odrzuciłem go jedna na bok, bo zapach obory mógł przejść na mnie szybciej niż choroba. Babcia na moje nieszczęście zauważyła całe zajście.
- A dlaczego wyrzucasz tamten długopis?
- Bo jest od Meli, a ona pachnie oborą.
- Jak to?
Babcia sama schyliła się po długopis i podłożyła go sobie pod nos.
- On wcale nie pachnie jak obora.
- Na pewno tak pachnie- mówiłem nie podchodząc.
- A ja ci mówię, że nie. Sam zobacz. Zresztą- znów go powąchała.- on pachnie truskawkami.
- Truskawkami? To nie możliwe. Ten długopis pożyczyła mi Mela, bo mój się wypisał. A ona ma przecież dużą oborę, w której trzyma świnie, krowy…- zacząłem wyliczać na palcach.-  Wiem, bo byłem tam kiedyś. Cały dzień śmierdziałem świniami.
Mimo swojego wstrętu podszedłem do babci i z niechęcią przyłożyłem go do nosa.
- On pachnie truskawkami! Tak jak moja nauczycielka od języka polskiego! Ale to nie może być prawda, bo tak pachnie tylko ona!
Babcia chyba domyśliła się moich intencji względem mojej ukochanej i osoby, która nią jest, lecz jak na babcię przystało nie powiedziała nic, co by mogło mnie zdenerwować.
- Będziesz wobec tego pisał tym właśnie długopisem?
Nie mogąc uwierzyć w zapach wkładu, który pisał na niebiesko, a pachniał truskawkami nie wiedziałem, co począć. Nie pachniał oborą, jak powinien, tylko słodziutkimi truskaweczkami zebranymi wprost z pola.
- Mogę w sumie pisać tym.
Wieść, że moja ukochana pachnie tak jak długopis Meli nie była dobra nowiną, ale za to dużym zaskoczeniem. Dziewczyna, którą uważałem za śmierdziucha miała cudowny długopis. Choć był czarny, to jednak kolor obudówki nie był teraz istotny. Ważne, że pachniał truskawkami.
- Więc zaczynajmy- powiedziała babcia.- Napisz sobie teraz na kartce słowo ,,PRZEZNACZENIE’’.
Napisałem i potem narysowałem wokół niego kreski, na których babcia miała mi napisać, co to słowo może oznaczać.
- I teraz pisz. Lepiej pisz ty, bo wtedy będzie łatwiej to zrozumieć. Ale zanim zaczniemy na drugiej kartce napisz słowo MIŁOŚĆ. I też narysuj do niego odnogi.
Zaczekała aż zrobię to, o co prosiła i dopiero potem zaczęła mówić dalej.
- A teraz posłuchaj. Kiedy kogoś kochasz, to pierwsze, co czujesz, to dziwne łaskotanie w brzuchu. O tu- pokazała mi palcem na sobie.- I potem jest takie maleńkie ściskanie w żołądku.
- Coś jak trema? Bo ja mam coś takiego, kiedy odpowiadam z historii na środku klasy.
- O tak. To dokładne ściskanie przypominające tremę, tylko nie przed pytaniem od nauczyciela, ale na sam widok osoby, którą uważamy, że kochamy. Ciągle myślimy o tej osobie i przez to nieraz nie możemy jeść, ani spać. To tak, jakby niekończąca się trema trzymała nas, ilekroć ta osoba jest w naszej głowie. Potem staramy się robić wszystko, aby tą osobę widzieć jak najczęściej. Przypatrujemy się jej z ukrycia. Zapamiętujemy jak wygląda, jak się ubiera. Nieraz pytamy znajomych o jej zainteresowania, aby wiedzieć o tej osobie jak najwięcej. Chcemy znać jej ulubiony kolor, ulubioną potrawę, ulubione miejsce i często nawet zapominamy o swoich zainteresowaniach, bo chcemy je podzielać właśnie z tą osobą. Choć naszym ulubionym kolorem był czerwony, a dowiadujesz się, że ona woli niebieski, to potrafisz nawet zaczynać ubierać się niebiesko, aby tylko ta osoba zwróciła na ciebie uwagę. Starasz się jej pokazać z jak najlepszej strony. Gdy potrzebuje pomocy, pomagasz jej. Gdy czegoś nie ma, pożyczasz jej, aby tylko niczego jej nie zabrakło. Nawet stajesz w jej obronie, gdy ktoś chce zrobić jej krzywdę i przyjmujesz na siebie ciosy przeznaczone dla niej. Pozwalasz się bić, aby tylko ona była bezpieczna. A gdy już zwróci na ciebie swoją uwagę, robisz wszystko, aby stała się tobą zainteresowana. Nosisz jej plecak, możesz nawet stawiać jej jedzenie, choć wiesz, że pieniędzy wystarczy tylko dla jednej osoby. Po prostu poświęcasz się dla niej. Jej dobro musi być ważniejsze od dobra twojego.
- To bardzo dużo babciu. Nie wiem, czy chciałbym, aby ktoś mnie pobił, tylko, dlatego, żeby nie pobili jej. Przecież to by bolało.
- Bo miłość boli, skarbie. Istnieje przecież prawdopodobieństwo, że jej się nie spodobasz i wszystkie twoje wysiłki będą na marne.
- Czyli, że ja dam się pobić, a ona znów nie będzie na mnie zwracała uwagi?
- Właśnie tak. Bo nie każdy, kogo ty pokochasz musi kochać ciebie. Nieraz inna osoba jest ci przeznaczona.
- No właśnie!- Ożywiłem się.- Co to znaczy nie jest mi przeznaczona?
- Znaczy to, że ty możesz ją kochać, a ona ciebie nie. Ona może mieć kogoś innego, którego będzie kochała i który będzie kochał ją. Trzeba wtedy szukać kogoś innego, choć nieraz to bardzo boli. Z miłości często człowiek cierpi. I nieraz nawet nie zauważamy kogoś, kto kocha właśnie nas. Ta osoba może być tuż obok, a my jesteśmy tak zaślepieni tamtą miłością, że nie zauważamy, iż nasza prawdziwa miłość, czyli prawdziwe przeznaczenie jest tuż obok.
- To ktoś może mnie kochać, a ja tego nie widzę?
- No tak.
- Ale skąd mam wiedzieć, że jest ktoś, kto mnie kocha?
Babcia uśmiechnęła się pokrzepująco.
- Tym samym sposobem, który ci opowiedziałam, po którym ty poznasz, że kogoś kochasz. Tylko, że to ty będziesz obdarowywany. To tobie ktoś będzie pomagał. To z tobą ktoś będzie chciał rozmawiać i to tobie ktoś będzie się przyglądał.
Moja ukochana nie wypatrywała mnie. Nawet nie zawsze odpowiadała, gdy zadawałem jej pytanie. Nie szukała mnie, ani mnie nie broniła. A po za tym… ona miała już męża. Czyli miała osobę, która ją kochała i którą kochała ona.  
Więc moja ukochana nie była mi przeznaczona.  
Posmutniałem na sama myśl, że nie ja byłem jej wybrankiem.
- A ile muszę mieć lat, żeby kochać?
- Tego nikt nie wie. Każdy z nas może kochać w różnym wieku. No zobacz sam, twoja mama cię kocha od urodzenia, więc miałeś zero lat, gdy już kochała cię, jako maleństwo w brzuszku.
- Ale mi chodzi o takie inne kochanie. Nie mamy i dziecka, tylko na przykład mamy i taty.
Babcia podrapała się po brodzie zanim odpowiedziała.
- Tego też nie da się określić. Mam pewną znajomą, która wyszła za mąż za swojego sąsiada, z którym mieszkali obok siebie już jak małe dzieci. Ona przyszła miesiąc później na świat, ale zawsze razem się bawili, chodzili do tej samej szkoły, siedzieli w tej samej ławce, a potem się pobrali. Praktycznie chyba kochali się już od urodzenia. No, ale moja druga psiapsiółka zakochała się w swoim mężu mając dwadzieścia dziewięć lat i on był od niej młodszy o pięć lat. No a moja mama? Aż wstyd przyznać, ale wyszła za mąż za mojego ojca mając czterdziestkę na karku.
- I już nie żyje- dodałem poważnie.
- To prawda, ale nie o to tutaj chodzi. Chcę ci pokazać, że miłości nie szuka się na zawołanie, bo to ona sama cię znajduję. To jest właśnie to przeznaczenie, które samo ciebie dosięgnie. Ty nie musisz go wypatrywać. Jeśli twoim przeznaczeniem będzie zakochać się w wieku dwudziestu lat, to się zakochasz. A być może zakochasz się w miłości swojego życia mając już piętnaście lat, kto wie?
- Czyli, że teraz jestem za młody?
- Nie, tylko, że może nie tyle kogoś kochasz, co jesteś nią zafascynowany, zauroczony.
- Ale na pewno?
Zapytałem, bo sam już nie byłem niczego pewny.
- Dobrze, więc odpowiedz mi na tytanie, czy jesteś gotów skoczyć w bagno, aby ratować swoją ukochaną?
To pytanie całkowicie mnie zamurowało. Skoczyć w bagno, aby uratować swoją ukochaną? No przecież bagno, to wciągające piaski. Gdybym tylko tam wskoczył, to ja bym stracił życie. Co z tego, że ona by żyła i się uratowała, skoro mnie by nie było?
- Chyba nie. Ja nie chcę jeszcze umierać babciu. Nawet gdyby to ona leżała w tym bagnie.
- No widzisz synku. Teraz sam sobie odpowiedz na pytanie, czy rzeczywiście ja kochasz.

                                         &

Babcia miała rację. Jeśli nie byłem gotowy skoczyć do tego bagna, to chyba rzeczywiście nie kochałem swojej nauczycielki od języka polskiego. I ona też mnie nie kochała, bo przecież miała już swojego męża. I może też była dla mnie za stara? Koledzy mówili, że miała dwadzieścia osiem lat, więc całe osiemnaście lat była ode mnie starsza. A gdyby nawet czekała aż ja urosnę, to sama stałaby się staruszką, a przecież staruszki nie mogły mieć dzieci. Musiałem, więc poszukać sobie inną osobę do kochania, albo zwyczajnie poczekać na przeznaczenie.

                                      &
Następnego dnia w szkole na pierwszej lekcji języka polskiego zacząłem przyglądać się bardziej mojej nauczycielce, którą się stała, gdy porzuciłem jej miano mojej ukochanej. Jak zawsze pisała na tablicy czekając, aż każdy z nas przepisze wszystko, co do słowa. I gdy upadł mi zeszyt nie podeszła i nie podniosła mi go, za to Mela schyliła się i mi go podała.
- Dzięki- powiedziałem jej nieśmiało.
- Nie ma za co. Musisz bardziej uważać. Przysuń sobie książki bardziej do środka ławki, to już ci nie spadną. Siedzisz sam, to masz pełno miejsca. Ja siedzę z Adą, więc miejsca mam mniej.
- Dzięki, tak zrobię.
- A tak w ogóle, to, dlaczego siedzisz sam?
Mela pytała śmiesznie otwierając buzię, przy czym było widać jej ubytek w postaci braku jednego zęba.
- A, bo tak jakoś wyszło. Każdy siedzi, z kim chce.
Zaczęła coś tam przemyślać, ale nic już nie dodała. Resztę lekcji już coraz mnie zwracałem uwagę na nauczycielkę. Ona też ani razu się do mnie nie uśmiechnęła, więc na pewno mnie nie kochała. Za to na drugiej lekcji Mela podeszła do nauczycielki i coś jej się spytała. Nauczycielka odpowiedziała jej twierdząco, więc zadowolona usiadła w swojej ławce, spakowała swoje książki i przysiadła się do mojej ławki.
- Gdzie ty idziesz Mela?- spytała ją Ada, która nie rozumiała, dlaczego koleżanka od niej odeszła.
- Do Michała. On wciąż siedzi sam, więc trochę mu potowarzyszę- odparła nie patrząc w moją stronę.
- Ale obiecałaś, że zawsze będziesz siedziała ze mną! Jak sobie chcesz! Już nie jesteśmy przyjaciółkami!
Zdenerwowana Ada obróciła się do nas tyłem, a mnie w głowie zaświtała pewna myśl.
Czy to nie było poświęcenie ze strony Meli?
A potem zadowolona zapytała, czy może tak ze mną siedzieć. Odparłem, że może, więc zaczęła wyciągać z plecaka wszystkie swoje przybory. O dziwo prawie wszystko w jej plecaku było zielone. Nawet piórnik i długopisy. Tylko jeden z długopisów był czarny. Ten o zapachu truskawek.
- Wszystko masz zielone- powiedziałem zdziwiony, że wyszło to na głos.
- Tak, bo to mój ulubiony kolor. Tylko jeden długopis jest czarny, ale mam go, dlatego, bo pachnie truskawkami. Bo truskawki są moimi ulubionymi owocami i lubię ich zapach.
- Ja też lubię kolor zielony.  
Na potwierdzenie tego pokazałam jej swój piórnik i plecak.
- I też lubię truskawki.
- Wiem- odpowiedziała Mela i posłała mi piękny uśmiech.
Nagle przypomniały mi się słowa babci:
,,…zapamiętujemy jak wygląda, jak się ubiera. Nieraz pytamy znajomych o jej zainteresowania, aby wiedzieć o tej osobie jak najwięcej. Chcemy znać jej ulubiony kolor, ulubioną potrawę, ulubione miejsce i często nawet zapominamy o swoich zainteresowaniach, bo chcemy je podzielać właśnie z tą osobą. Choć naszym ulubionym kolorem był czerwony, a dowiadujesz się, że ona woli niebieski, to potrafisz nawet zaczynać ubierać się niebiesko, aby tylko ta osoba zwróciła na ciebie uwagę…’’.
Jak widać moje przeznaczenie było bliżej niż sądziłem.
               KONIEC!

742 czyt.
92%7421
Ewelina31

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i szkolne, użyła 4932 słów i 26008 znaków

Komentarze (1)

 
  • Amina

    Amina 3 sie 2018

    Historia bardzo prosta a jednocześnie ukazująca czym tak naprawdę jest miłość. Czytam już któryś raz i nie mogę się oderwać.