Zaczarowana melodia, rozdział 2

Zaczarowana melodia, rozdział 2Promienie słońca przebijające się przez okno, delikatnie pieściły swym pięknem moje łóżko, twarz i podłogę. Przetarłam dłonią powieki i podniosłam się do pionu.Przeciągając się spoglądałam na ruch za oknem. To był ten dzień, festiwal plonów. Uśmiechnęłam się, szybko odsunęłam pierzynę i wyskoczyłam z łóżka. Gołymi stopami muskałam rozgrzane drewniane panele. Lekkim, a zarazem tanecznym krokiem podeszłam do szafy. Otworzyłam ciężkie bure drzwi. Przeglądałam swoje suknie, przykładając je do siebie na przemian. W pewnym momencie  dostrzegłam różową sukienkę, przyciśniętą do boku wnętrza szafy. Wyciągnęłam w jej kierunku dłoń i zorientowawszy się co to za suknia jedynie pogładziłam jej materiał. Należała do mojej mamy. Zabrałam ją zbliżając się do łóżka by po chwili ją na nim odłożyć, a sama przycupnęłam obok. Palcami błądziłam po jej fakturze. Sięgała przed kostki u stóp. Rękaw był trzy- czwarty. Przy jej końcu prezentowały się kwiaty, a raczej ich pole. Niczym by wyrastały z jej rąbka. Mama umarła kiedy miałam sześć lat, dokładnie dwanaście lat temu. Zachorowała niespodziewanie, a każdego dnia stawała się coraz słabsza. Jej rumiana cera stała się perlista, a twarz niczym dziesięć lat w przód, zestarzała się. Jednak do końca się uśmiechała. Zawsze migocze mi w głowie jej obraz. Miodowe włosy, jasna cera, mocne i wyraźne oczy, które pomimo swej łagodności mówiły o jej stanowczości. Delikatne rysy, małe różowe usta ułożone w uśmiech. Westchnęłam, była pewną siebie kobietą. Ojciec nie raz opowiadał mi o ich wspólnych wspomnieniach. Jednak dziś, był wyjątkowy dzień, smutki musiały pójść w kąt. Poderwałam się szczęśliwa i zaczęłam przebierać.

~~
- Wychodzisz z kimś?- zagaiła jedna z naszych kelnerek, siedząca przy stole z dwoma innymi.
- Idzie na randkę!- zakrzyknął ojciec, wychylając się zza baru, z dwuznacznym uśmiechem.
- Tato!- naburmuszyłam się, a moją twarz momentalnie oblał rumieniec.
- W takim razie chodź.- blondynka poklepała drewniany taboret obok siebie.- Sprawimy, że będziesz wyglądać jeszcze piękniej.

~~
- Piękne…- wyszeptałam oglądając się w lustrze.
Z prawego ramienia spływał gruby i długi warkocz, sięgający do biodra, zaś w niego zostały wplątane polne kwiaty.
- Wyglądasz przepięknie.- stwierdził stojący obok tata z ciepłym uśmiechem.- Przypominasz matkę, jak dwie krople wody.- prawdopodobnie przywiódł do głowy obraz kobiety.- Szkoda, że Klary nie ma już z nami…- dokończył cicho, pusto wpatrując się w podłogę.
- To ja lecę.- rzuciłam szybko i cmoknęłam jego policzek.- Jeszcze raz dziękuję.- zwróciłam do dziewczyn, jeszcze się uśmiechnęłam i na odchodne pomachałam.
Do moich uszu dotarł jeszcze tylko krzyk jednej z nich:
- Czekamy na zdanie relacji!
Byłam już na zewnątrz. Napawając się wietrzykiem.Stojąc na schodkach wzięłam głęboki oddech. Odetchnęłam i zeskoczyłam na dół.
~~
Na ulicach panował gwar, ludzie wylewali się z domów. Stoiska knębiły się w każdym możliwym miejscu. Na twarzach przechodniów widniały uśmiechy, każdy czerpał z tego dnia ile mógł. W końcu można było odpocząć. Prace na polu można było zastąpić tańcem, gorzką whisky, lub rozmowami z przejezdnymi.
Wkroczyłam na Sun Place. Jako jedyny znajdował się centralnie w środku miasta. Otaczały go domy, tworząc odcięty od świata azyl. Pośrodku widniała podobizna słońca z rozlanymi promieniami w kierunku każdej uliczki doprowadzającej do tego miejsca. Im bliżej było się centrum, tym wyraźniej można było usłyszeć muzykę. W oddali dostrzegłam już kobiety z wiankami na głowach, tańczące wokoło podobizny gwiazdy. Zatrzymałam się przy szyldzie z napisem “U pijanego Jimmiego”. Nie musiałam długo czekać by dostrzec tę jakże dobrze znaną rudą czuprynę. Szybko się do mnie zbliżył i pochwycił mą dłoń, żwawym tempem ciągnąc ku środkowi. Obrócił mnie dwa razy, położył dłoń na moim biodrze, a drugą rękę, dalej utrzymywał w uchwycie. Zaczęliśmy tańczyć wraz z innymi parami. Zaśmiałam się lekko.
- Rudi co ci tak spieszno?- mówiłam widocznie rozweselona.
Odwzajemnił uśmiech.
- Pięknie wyglądasz.- spoglądał zielonymi tęczówkami w moje oczy, z czułym spojrzeniem.
Wyjątkowo dzisiaj, ubrany był jak zwyczajny młodzieniec. Lniana koszula, ciemne spodnie i skórzane wysokie buty. Sprawnie prowadził mnie w tańcu. Jego rudawe kosmyki ochoczo fruwały pod wpływem ruchu. Uwielbiałam na niego patrzeć, można nawet było się pokusić o stwierdzenie, że był moim autorytetem. Wykształcony, inteligentny i światowy. Zazdrościłam mu tych wszystkich podróży, jednocześnie o niego się martwiąc. Byłam zachwycona jego poświęceniem, jakim był dobrowolny udział w militarność państwa. Westchnęłam, byłam z niego dumna, niczym matka z dziecka. Niespodziewanie, oparł swoją głowę na moim ramieniu. Wtedy naszło mnie przeczucie, że coś jest nie w porządku, które szybko zbyłam prawdopodobnym zmęczeniem po podróży. Lekko zarumieniona czułością przyjaciela, w dalszym ciągu poruszałam się do rytmu muzyki.  
- Adalain, musimy porozmawiać.
Te słowa zmroziły moje ciało. Spojrzałam na niego niepewnie, jego twarz nie wyrażała żadnych uczuć. Pociągnął mnie w stronę zachodu.
- Rudi coś się stało?- spytałam patrząc na jego plecy.- Rudi…?
Nie odpowiadał, jego uścisk, zrobił się mocniejszy. Przestraszyłam się.
~~
- O czym chcesz porozmawiać…?- spytałam kiedy znaleźliśmy się na miejscu.
Staliśmy na klifie. Ciszę panującą pomiędzy nami przerywał jedynie odgłos rozbijanych fal o skałę. Spoglądał na horyzont. Niepewna sytuacji, stałam za nim, w pewnej odległości. Jego plecy się napięły. Gwałtownie się odwrócił. Jego twarz była spokojna. Szybkim tempem się do mnie zbliżył. Chwycił za łokieć. Przestraszyłam się, zrobiłam kilka kroków w tył. Jednak on nie puszczał. Niespodziewanie przybliżył się i wpił w moje usta. Jego wargi były rozgrzane. Pocałunek zarazem delikatny, a i namiętny. Przymknęłam powieki i oddałam temu uczuciu. Kiedy prysło to nagle jak bańka mydlana. Jego twarz w dalszym ciągu była blisko mej. Spoglądał na mnie skoncentrowany. Oddalił się. Przykucnął przy przepaści. Przeczesał dłonią włosy i powiedział:
- Wkrótce się żenię.

____________________
Fragment tego opka zalegał mi na kompie, o dziwo pomimo mojemu artystycznemu zniechęceniu dokończenie tej części przyszło mi z nie lada przyjemnością.

xnobodyperfectx

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1219 słów i 6721 znaków.

4 komentarze

 
  • Nieznana55

    Proszę Cię pisz dalej

  • xnobodyperfectx

    @Nieznana55 postaram się coś naskrobać przez weekend. :)

  • ola3508

    Te opowiadanie jest wspaniale, takie wyrozniajace sie od innych... Bardzo mi sie podoba :) A akcja sie juz rozkreca, prosze pisz dalej  :wstydnis: Pozdrawiam i trzymam kciuki <3 Ola

  • Yamaha

    Po prostu większość osób jest w wieku nastoletnim i typowe szkolne love story to dla nich wyobrażenie miłości. Mi opowiadanie bardzo się podoba, pisz dalej ;)

  • xnobodyperfectx

    @Yamaha ale ja również jestem w tym wieku. :D I wcale mnie to nie jara, myślę, że trzeba po prostu mieć styczność z literaturą by to dostrzec. :D Dziękuję. =^u^=

  • xnobodyperfectx

    84 czytań, zero komentarzy, zero ocen. No heloł, czy ludzi już jara tylko typowe love story szkolne, czy to ja nie umiem już pisać? xD