Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Wiedeński Sen-Rozdział 1

-Halo !  Eliza !! Jesteś tam???-Krzyczała przez telefon jej przyjaciółka Tamara. Z Tamarą znają się już od szkoły podstawowej, chodziły razem do tej samej klasy. Przechodziły trudne momenty w przyjaźni , kłóciły się i godziły. Jak na to przystało. Ich znajomość od tamtej pory przetrwały aż stały się właśnie dorosłe. Przyjaciółka Elizki nie była już samotną singielką z czego cieszyła się bardzo,ale nie chciała dobijać swojej przyjaciółki. Widziała nieraz nie dwa jak męczy ją ta samotność, chciała jej pomóc ,nie wiedziała jak się do tego zabrać.  

Eliza budząc się  w łóżku odwróciła się na bok i usłyszała krzyczącą kumpele przez telefon "Pewnie podczas snu musiałam jakoś przesunąć ręką i odebrać" . Usiadła i tym samym wzięła komórkę do ręki. A na jej głowie pojawiła się wielka szopa z prostych ,długich blond włosów.

-Halo!! Tama to ty ??- Odezwała się zaspana jak to jej się dość często zdarzało.  

-Zamierzasz dziś cały dzień przespać hah? Jest już wpół do dwunastej- zaśmiała się Tama wiedząc,że jej kumpela ma skłonności do długiego snu. Coś w rodzaju niedźwiedzia ,który zapada w sen zimowy.  

-Wiesz,dziś sobota,więc nawet i mogę przespać calutki dzień , nie mając gdzie iść, a na dodatek miałabym iść bez nikogo?? Nie dziękuję.  

-Nie rób z siebie takiej frustratki. Dziś ok 16:00 idziemy na ciuchy ,kupimy sobie coś , zobaczysz będzie fajnie.-Zakomunikowała jej Tamara dość poważnym tonem, nie zawsze się jej to udawało. Ale tym razem wyszła z tego z twarzą.  

-Dobra już. Pójdziemy , oby twój chłopak nie był zły,że to z nim nie spędzasz czasu-zaznaczyła dla pewności Eliza. Miała tendencję do troszczenia się o kogoś kogo bardzo lubi.  

-Nie martw się o to. To przyjdę po Ciebie. Narazie.  
- Narazie.  

"No cóż trzeba będzie się oporządzić , w sumie nie można tak spać cały dzień. Co zrobić jak nie ma się dla kogo wstać? ". - pomyślała. Wstała z łóżka i udała się do łazienki. Podeszła do rustycznej ,jasnodrewnianej szafki na której była umywalka. Spojrzała się w okrągle lustro wiszące nad umywalką "O niee jak ja wyglądam.. Jak francuska księżniczka mieszkająca w Luwrze, pięknym zamku, która dopiero obudziła się w dużym łożu ". Wybuchnęła śmiechem. Podobała jej się ta fryzura, fikuśna i na dodatek niczego sobie. Umyła twarz i postarała się o jakieś ludzkie ułożenie włosów. "Może loki, może kok,albo koński ogon. Trudny wybór.". Dochodziła dwunasta. Zawiązała włosy w koński ogon. Ubrała się w żółtą sukienkę,a do jej talii wspaniale się ułożyła. Do jej niebieskich oczu ,żółty kolor sukienki pasował jak ulał.  Poszła do kuchni by zjeść śniadanie jakkolwiek by to nazwać. Otworzyła lodówkę,a w niej prawie nic nie było oprócz paru jajek. Pozostało jej tylko zrobić i zjeść jajecznicę. Po zrobieniu jajecznicy , nałożyła ją na talerz. Jadła . Myślała co chciała sobie kupić. Może kolejna sukienka. Choć ich miała w szafie z co najmniej 9 sukienek. Kolejna by zawisła mając numer 10. Lubiła swoją kolekcje sukienek czym nowsza tym bardziej ładniejsza od poprzedniej. Jedne eleganckie inne w kolorach bardziej weselszych.

16:00

Rozległ się dźwięk domofonu. Poszła do domofonu i odebrała.

-Tak? - zapytała totalnie zapominając ,że miała pójść z Tamą na zakupy.

- Jesteś gotowa? Bo już czekam na Ciebie pod klatką.  
- A tak już schodzę.- powiedziała i odkładając słuchawkę wzięła torebkę z portmonetką w której już były odłożone pieniądze.  Zeszła na dół i widząc swoją przyjaciółkę , podbiegła do niej ,i przytuliła.  

- Hej!!!
-Hej. Długo nie musiałam czekać -zaśmiała się Tamara. - To chodź idziemy. Masz koncepcję co chcesz kupić czy raczej to będzie spontan?
-No przecież to jasne ,że wiem co chce kupić. - zaśmiała się Eliza. W mieście roiło się od ludzi i samochodów, młodzieży idącej grupkami . W końcu tętniło życiem. Słońce jeszcze się wysilało doskwierać mieszkańcom Poznania swoim gorącym światłem. Jednak każda z tych osób miała swoją strategię na pokonanie gorąca. Czy to jakiś zimny napój , sukienki, gołe torsy i krótkie spodenki u mężczyzn, jedzenie lodów włoskich i gałkowych. Zaszły do jednego ze sklepów mieszczących się przy rynku w Poznaniu. Weszły do środka. Od razu zaczęły buszować i szukać czegoś na siebie.  Czegoś co będzie pasować . Poszły szybko na stronę ciuchów kobiecych.  Eliza już była w swoim świecie i patrzyła na jedną z sukienek. "Jaka piękna w takie czerwone kwiatki i biały fason. Po prostu złoto. Muszę ją przymierzyć. "- wzięła swój rozmiar i szybko poszukała swojej przyjaciółki, która zapewne zaginęła w ciuchach. Dość szybko ją odnalazła .  

-Kochana ja idę przymierzyć tą sukienkę. - oznajmiła z uśmiechem na twarzy.  

-Oo wspaniale. Śliczna sukienka. Pójdę z tobą, chce zobaczyć jak będziesz w tym wyglądać. Ja to nic narazie nie znalazłam.

Poszły obie do przymierzalni. Dziewczyna weszła do jednej z kabin i ubrała się w sukienkę białą z czerwonymi kwiatkami. Wyszła, popatrzyła się w lustro. Pewien wysoki brunet, z włosami postawionymi na cukier przechodząc obok z żoną spojrzał się w jej kierunku. Stanął. Pożerał ją wzrokiem ,całą sylwetkę Elizy , nawet z tą sukienką. Tamara z zachwytem klaskała w dłonie.  

- Ślicznie w niej wyglądasz. Weź tą sukienkę. -W tym momencie spojrzała się na tego mężczyznę ,który właśnie pożerał wzrokiem jej przyjaciółkę. Zjadał ją tak jakby była jakimś pysznym ciastkiem z kremem bitej śmietany. Do tego mężczyzny podeszła kobieta i zaczęła szarpać go za rękę  

-Gabriel idziemy, przestań gapić się na tą młodą dziewczynę. Nie masz dość już tych młodych kobiet??

Kiedy już poszli. Tamara powiedziała do przyjaciółki

-No no no nawet porywasz żonatych mężczyzn swoją urodą, a już nie wspomnę o tej sukience. Zawróciłaś mu w głowie bo jego kobieta szarpała za rękę by wychodzili już ze sklepu.  

- To co z tego,że się patrzył , jak ma oczy to niech się patrzy  -stwierdziła ze znudzeniem w głosie.  

- Nie było to zwykłe spojrzenie. On Cię dosłownie pożerał. Jak jakiś koneser ciast z kremem.  

Obie wybuchnęły śmiechem. Wiedziały,że potrzeba wiele dystansu do tego typu spraw.  

-Biorę ją. Jest piękna i świetnie na mnie pasuje. - oznajmiła z zachwytem w głosie. Nigdy nie widziała tak pięknej sukienki. Z uśmiechem udały się do kasy.

-Obawiam się ,że gdybym się odwróciła to by zaczął się mną delektować. Hahaha.

Wierszopisarka

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i sny, użyła 1271 słów i 6765 znaków, zaktualizowała 12 kwi o 23:25. Tagi: #przyjaźń #samotność

Dodaj komentarz