Wariat cholerny

Ona przypomina taką lolitkę, kręcącą na czerwonym paluszku swoje długie, blond pasma włosów.  
Wie, że jest atrakcyjna.
Ba, wszystkie te kobiety pokroju takiego, jak ona, wiedzą doskonale, że są uszyte wręcz na miarę.  
Na miarę męskich spodni.
Opiętych do granic możliwości.
Prycham, potem głupkowato się śmieję, ale to umyka jej uwadze.  
Rozgląda się na boki.
Do ust bierze kolorową rurkę, delikatnie ją przygryza.  
Czy to ma na mnie działać?
Pewnie tak, ale nie działa.  
Wiem, że w środku jej pięknej główki odbija się malutka, pingpongowa piłeczka, a w tle towarzyszy echo.  
Nie czyta mi w myślach, dlatego niewzruszona moją obojętnością, kontynuuje dalej grę gestów.
Jestem chyba najlepszym celem w pobliżu, nie wyłapała jeszcze lepszego kandydata, bo baczne poszukiwania to w prawo, to w lewo nie dają najwidoczniej satysfakcjonujących rezultatów.  
Wpatruje się na wprost, omiata mnie wzrokiem, ale nie czuję się przytłoczony jej natarczywym, oceniającym spojrzeniem.  
Martwię się bardziej o jej stan zdrowia, z naciskiem zdrowia psychicznego.  
Odwzajemniam uśmiech i wiem, jestem wręcz pewien, że to ona wpadła w moje sidła.
Nigdy odwrotnie.  


- Zajęte? - pytam, może i głupkowato, ale niech przez chwilę połechce swoje wielkie ego. Niech łudzi się, że to ona ma nad tym kontrolę, że od początku jest tu panią.  
Wzrusza ramionami.
Tego się spodziewałem.
- Więc usiądę - kładę swojego drinka na wysokim stoliku i nie spuszczam jej z oczu.
Kolejna gra, nie ustępuje, teraz to chyba rywalizacja spojrzeń.  
Ma błękitne oczy.
Tak, to chyba dobre słowo.
Czuję się, jakbym wysyłał kartę do rodzinny z przyjemnych wakacji.
Tam, gdzie jest piękna, lazurowa woda.  
Bogini greckich, hipnotyzujących tęczówek nie wygląda na zainteresowaną, choć kilka sekund temu jej zachowanie wskazywało na coś zupełnie innego.
Mam wrażenie, że tylko oczy są w niej prawdziwe.
Reszta to niepotrzebna sztuczność i wcale nie chodzi tu o wygląd.
- Skoro ten stolik tak bardzo ci się spodobał, odstąpię ci go - jestem zaskoczony ilością słów wydobywających się z jej ust tak samo, jak zgrabnymi nogami, które za sprawą jakiejś nadprzyrodzonej mocy usiłują wstać.  
Jestem trochę zdezorientowany.
Wyczytuje to z mojej twarzy.
Dopija drinka.
- Spokojnego wieczoru - jeszcze jedno uważne spojrzenie, złapanie w rękę kopertowej, szarej torebki, naciągnięcie niesfornie podjeżdżającej w górę sukienki, a potem oddalająca się zgrabnym krokiem postać.
Co do cholery?


Wychodzę na papierosa.
W lokalu jest zbyt dużo zmieszanych ze sobą zapachów, przez co muszę zaczerpnąć świeżego powietrza.
Spoglądam z kpiną na podłużnego przyjaciela.
Bardzo świeżego.  
Nim zdążę wsadzić go sobie do ust, dostrzegam postać lolitki.  
Obserwuję plecy kobiety, ale gdy się odwraca, widzę papierosa w jej ustach.  
- Masz ognia? - pyta, jakbyśmy wcale ze sobą przed chwilą nie rozmawiali.  
Podaję jej bez słowa czerwoną, żarową zapalniczkę.  
Wywraca oczami.
- Długo jeszcze będziesz się tak na mnie gapił? - jej wyraz twarzy i słownik, jakim operuje nie pasuje do stroju, który ubrała. - Jeszcze pomyślę, że mnie gdzieś zawleczesz, wywieziesz a rodzina będzie mnie odbierać w kawałkach - dodaje sarkastycznie, a przez moją twarz przebiega nieświadomy uśmiech.  
- Rozczaruję cię, ale nie - zaciągam się papierosem. - Są zdecydowanie lepsze kandydatki - dodaje, wyrzucam niedopałek, nie zadając sobie trudu, by na nią spojrzeć, a potem wracam do lokalu.  


Lolitka nie jest lolitką.  
Cel nie był celem.
Moje błędne założenie trochę kłuje moje męskie ego, ale to nic.  
- Żarty sobie robisz? - czuję, jak łapie mnie za ramię.  
- Widzę, że lubisz ściągać na siebie niepotrzebne problemy - mówię twardo.
Jej palce są ciepłe.  
- To ty jesteś problemem - odpowiada szybko, nim zdąży ugryźć się w język.
Brzmimy razem, jakbyśmy znali się od dawna a cała ta dziecinna przepychanka słowna była tylko ewidentną formą przyjacielskiej zaczepki.  
- Więc dlaczego za mną idziesz? - mrużę oczy, a błękit wysyła mnie tym razem w niezapomnianą podróż poprzez sztorm, między piorunami, a dwoma światami.  
Moim i jej.  
Nie odpowiada.  
Łapie mnie za szyję, a potem przyciąga do siebie i całuje z intensywnością tak mocną, że mam wrażenie, że zaraz mnie udusi.  
Sukienka znów niebezpiecznie się podnosi.
Tym razem jej nie naciąga, za to naciąga moje zasady, bestialsko je łamie na moich oczach, dumnie wypinając piersi.  
Ta zachłanna walka między pocałunkami, a obcym, niemalże niemożliwym wewnętrznym ja, dezorientuje i usypia moje wszystkie nakazy, zakazy w głowie.  
Może sam chcę je uśpić przez tę jedną, krótką, pieprzoną chwilę.  
Lolitka okazuje się groźną, niebezpieczną pułapką zastawioną na moje męskie, mocne ramiona.  
Lolitka okazuje się lwicą, broniącą swojego terytorium, dążącą do samozagłady poprzez swoje nieokiełznane wybuchy namiętności, pożądania.  
Lolitka spija z moich ust wszystkie złe słowa, zamiary, czyny.
Moją własną autodestrukcję, ale nieważne, którą drogą podążę, czeka na mnie tuż za rogiem.  
Nie zdążę uciec, więc poddaję się pierwszy raz w swoim życiu i oddaję przez ten dotyk wszystko to, czego ona sama się wyzbywa.
W tym nieporadnym tańcu emocji, błądzimy, to znów trafiamy w punkt, na siebie, na miłość, na niewytłumaczalną relację, obsesyjny dotyk, zaborcze muśnięcie warg, naznaczając się nawzajem, w myślach nazywając własnością.
To tylko bajka, ale nie taka opowiada dzieciom na dobranoc.
Bajka dla zbłąkanych dusz, które odnalazły się w codziennym chaosie, spragnionych czegokolwiek.
Być może wrażeń, czegoś innego niż rutyna, oszukując się, że można mieć wszystko, ale to kompletna bzdura.  
Ostatnie westchnienie, bo namiętność w końcu znika, a zastępuje ją nadzwyczajny rodzaj czułości, choć co ja mogę o tym wiedzieć.  
Oboje spoglądamy na siebie jeszcze przez chwilę.
Błękit wysyła mnie do najsłoneczniejszego miejsca na ziemi.  
Raczy też przyjemnym wiatrem.  
- Jesteś cholernym wariatem - mówi, próbując złapać oddech, uspokoić tętno.  
- Powiedz mi coś, czego nie wiem - odpowiadam, udając, że nie zrobiło to na mnie żadnego wrażenia, ale moje wewnętrzne ja krzyczy głośno, aby to powtórzyła.

Malolata1

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1112 słów i 6408 znaków, zaktualizowała 26 lip 2018.

3 komentarze

 
  • AlexAthame

    Bardzo dobre i głębokie. Realia są takie:W końcu przychodzi dzień  ze pchasz wózek z ślicznym blondynkiem o oczach jak tatuś. I myslisz: Gdzie się podział mój Romeo.Dlaczego juz nie drze kiedy bierze mnie w ramiona? Ale takie jest życie.  :bravo:  <3  :P

  • agnes1709

    Cudownie!!!<3<3<3

  • Malolata1

    @agnes1709 <3

  • agnes1709

    @Malolata1 Już Fryc Duży Cyc zaczyna łapkować, a ciągle proszę, żeby się przebadał. Ech...:sciana: p.s. Cus Pani łostatnio nie widać:sad:

  • Malolata1

    @agnes1709 bo łykam za mało rutinoscorbinu c:

  • agnes1709

    @Malolata1 :lol2:

  • Somebody

    Aaaaaa.... Masz N I E S A M O W I T Y talent. Kocham ❤❤❤

  • Malolata1

    @Somebody <3