Trudna rozłąka cz 2

Paweł wczoraj nie próbował się już ze mną skontaktować, co z jednej strony mnie zawiodło, bo myślałam, że może będzie chciał porozmawiać, przeprosić, wytłumaczyć, a z drugiej strony przynajmniej miałam spokój i mogłam pogodzić się z myślą, że byłam w związku, a jednak byłam samotna. Czemu ja jako pierwsza się nie odezwałam? Bo czułam się nazbyt urażona i moja duma mi na to nie pozwalała. Wiem, miłość nie unosi się pychą, ale ciężko było mi się przełamać i ot tak zadzwonić. Zresztą, to nie ja zawiniłam, a On.  
W szkole spotkałam się z dziewczynami, które od razu zauważyły mój czarny humor, którego pomimo swoich wszelkich starań, nie potrafiłam ukryć.  
- A Tobie co się dzisiaj stało? – Monika patrzyła na mnie z wielkim zaciekawieniem i niepewnością w oczach.  
- Pokłóciłam się z Pawłem, z jednej strony mam wyrzuty sumienia, a z drugiej jestem potwornie wściekła – byłam rozdwojona i nie wiedziałam, za czym powinnam była stanąć. Moje serce znacznie różniło się do rozumu.  
- A co było powodem? – Karolina także próbowała lepiej poznać temat. Wiedziałam, że jak się wygadam dziewczynom, to od razu zrobi mi się lepiej, a że byłam naprawdę wielką gadułą i nigdy nie miałam problemu by mówić o tym, co mnie trapiło. Czasem była to wada, ponieważ niektórzy uważali mnie za nazbyt bezczelną i otwartą.  
- Ma jakiś projekt do zrobienia i nie przyjedzie, a ja w następny weekend mam konkurs… Szczerze? Kocham Go, ale strasznie mnie to denerwuje. – brakowało mi siły do przezwyciężenia tej przeszkody, która tak nagle pojawiła się na mojej drodze. Byłam świadoma, że to tylko chwilowa złość i niedługo mi przejdzie, ale jak na tamtą chwilę byłam bardzo zawiedziona i rozżalona.  
- Iza, doskonale wiesz, że miłość na odległość to nie jest łatwa sprawa. Ja nie chcę Go bronić, ale wiesz, że czasem coś nagle wyskoczy, nie wiń go za to – Monika była ostoją spokoju i najrozsądniejszą osobą jaką znałam. O dziwo, zawsze miała rację. Miała także dosyć chłodne podejście do życia i tym się różniłyśmy. Ja byłam gorączkowa, wiele rzeczy robiłam w pośpiechu, decydowałam się na pewne rzeczy pod wpływem chwili bądź na ostatni moment. Byłyśmy jak dwa żywioły, ale zawsze się dogadywałyśmy.  
- Mnie jest po prostu przykro, bo tęsknię za Nim a mam wrażenie, że Jemu przychodzi to bardzo łatwo. Proszę, nie mówmy już o tym – rozwodzenie się na ten temat nie poprawiało mi nastroju a nie chciałam się dłużej tym katować. Dziewczyny popatrzyły na siebie znacząco i na moment zapadłam cisza.  
- Może wybierzemy się do kina, co wy na to? Zajmiesz czymś głowę i nie będziesz płakać nad rozlanym mlekiem?- propozycja drugiej koleżanki, Karoliny, była całkiem przystępna, natomiast ja byłam samotnikiem. W takich chwilach jak te, lubiłam być sama i cieszyć swój umysł spokojem.  
- Nie obraźcie się, ale chyba wolałabym pobyć sama. Może w weekend się wybierzemy? – miałam szczerą nadzieję, że za te kilka dni przejdzie mi ta cała nostalgia i będę w znacznie lepszym humorze. Na pewno nie zamierzałam cały weekend siedzieć jak zakonnica w klasztorze, tylko najpierw musiałam uodpornić swój umysł.  
- Jasne, ale jak tylko będziesz chciała pogadać, to daj znać – wsparcie jakie dostawałam od przyjaciółek było na wagę złota. Komuś może się wydawać, że nie doceniałam tego, natomiast to nie była prawda. Nie można oszukać swojej osobowości i nagle zmienić frontu działania. Ja taka nie byłam, pomimo, że nie przeszkadzało mi rozmawianie o swoich problemach, ale tylko z bliskimi osobami, to lubiłam samotność i sama rozwiązywać swoje problemy.  
Po lekcjach jak wróciłam do domu to nie miałam ochoty na siedzenie w czterech ścianach i kontemplowanie nad swoim losem. Moją pasją była fotografia i od zawsze robienie zdjęć powodowało, że patrzyłam na świat przez obiektyw. Miałam wtedy wrażenie, że widzę znacznie więcej, a przede wszystkim dostrzegam piękno świata, którego gołym okiem nie widzimy. Głównie, lubiłam fotografować ludzi, ich ruch, zachowanie, mimikę. Podczas robienia zdjęć rozładowywałam napięcie i oczyszczałam swój umysł. Czułam się wolna, niczym ptak na wietrze. Byłam wtedy jakby innym człowiekiem, który był pozbawiony wszelkich problemów, zasad, norm, nic mnie wtedy nie ograniczało. Robiłam to, co kochałam i byłam bardzo szczęśliwa. Krytycznie podchodziłam do efektów swojej pracy, natomiast wiedziałam, że praca czyni mistrza. Dlatego też, wzięłam aparat i spacerem ruszyłam do parku. Była naprawdę ładna pogoda, a wokół dużo ludzi. Najwięcej w okolicy placu zabaw i skateparku. Patrzyłam na ludzi jeżdżących na deskorolkach i bmx’ach i naprawdę mnie to zafascynowało. Podziwiałam ich pasję i wolność jaką mieli w sobie. Z początku po prostu przyglądałam się im, a po chwili sięgnęłam po aparat i oddałam się zdjęciom. Czułam się w swoim żywiole i nic mnie nie obchodziło. Starałam się uchwycić najmniejsze elementy, jakieś szczegóły i sam fakt robienia zdjęć, był dla mnie czymś wzniosłym. Dopiero po około godzinie robienia zdjęć poszłam do knajpy obok i zamówiłam sobie obiad. Patrząc na tych ludzi podziwiałam ich beztroskość i sama czułam jakby były jeszcze wakacje a ja pozbawiona wszelkich obowiązków i zmartwień. Kiedyś mi się wydawało, że aby zrobić reset w swojej głowie potrzebny jest wyjazd a tak naprawdę wszystko siedzi wewnątrz nas. Tak niewiele wystarczyło abym kompletnie zapomniała o wszystkim co mnie otaczało.  
- Proszę – moje przeglądanie zdjęć przerwało pojawienie się kelnera z obiadem. Podziękowałam mu uśmiechem i zajęłam się jedzeniem, co też nie trwało długo, ponieważ znowu mi ktoś przeszkodził.  
- Mogę się przysiąść? – usłyszałam nieznany mi dotąd męski głos, na co automatycznie podniosłam głowę i ujrzałam młodego chłopaka, miał może z 18-20 lat i wyglądał bardzo na luzie, biały T-shirt z napisami, jeansowe spodenki i trampki. Po chwili rozejrzałam się dookoła i było kilka wolnych miejsc, więc nie rozumiałam, dlaczego akurat do mnie chciał się przysiąść. Po raz pierwszy zdarzyła mi się taka sytuacja i naprawdę nie wiedziałam jak się zachować.  
- A my się znamy? – nie chciałam być niegrzeczna, lecz cały czas w głowie miałam myśl, że przecież Go nie znałam. Byliśmy w miejscu publicznym, więc krzywdy by mi raczej nie zrobił, chociaż kto Go tam wiedział. Przyglądając się nieznajomemu dostrzegłam, że był bardzo rozluźniony i swobodny.
- Nie, ale mam nadzieję, że się poznamy. A tak poważnie, to widziałem jak robiłaś zdjęcia w parku – chłopak nadal stał przy krześle naprzeciwko mnie i wtedy zauważyłam, że skądś Go znałam. Był w grupie chłopaków jeżdżących na deskorolce – Więc mogę? – wskazał na krzesło o które opierał się dłońmi. Jedyne na co było mnie stać to tylko kiwnięcie z uśmiechem głową. Szczerze, to zastanawiałam się co Go sprowadzało, bo przecież od tak by mnie nie nachodził.  
- O co chodzi z tymi zdjęciami? – postanowiłam otwarcie z nim rozmawiać. Ta sytuacja była dla mnie bardzo nietypowa i musiałam się z nią oswoić.  
- Będziesz je gdzieś zamieszczać czy używać do czegoś? – jego słowa mogłyby wydać się oczywiste, lecz nigdy się z taką sytuacją nie spotkałam. Nigdy nikt nie wnikał w to, po co robiłam te zdjęcia i ja też nigdy jakoś obcasowo nie fotografowałam ludzi. Zawsze robiłam to z daleka by pokazać również otoczenie, ale także by nie stresować ludzi.  
- Nie, robię je tylko i wyłącznie dla siebie. To mój sposób na życie. A czemu tak Cię to zainteresowało? – stwierdziłam, że dobrze będzie przejąć inicjatywę i nie tylko być tą odpowiadającą na pytania, ale również i je zadawać.  
- Wiesz, nie chciałbym się jutro obudzić i zobaczyć swojej twarzy w każdej gazecie. Przemek jestem – bardzo spodobał mi się Jego uśmiech i taki ogromny luz. Ja czułam się odrobinę skrępowana i spięta, natomiast jeżeli i Jemu coś takiego towarzyszyło, to w ogóle nie dawał tego po sobie poznać.  
- Iza – uścisnęłam wyciągniętą ku mnie dłoń i również się uśmiechnęłam – Spokojnie, nikogo nie będę straszyć Twoją twarzą – nie wiem skąd wzięła się u mnie taka śmiałość i zadziorność, ale cieszyłam się, że miałam na tyle pewności siebie w sobie, że byłam w stanie wypowiedzieć te słowa.  
- Uff, już się bałem, że ktoś osądzi mnie o spowodowanie jakiegoś zawału – po tym poznałam, że On był całkowicie wyluzowany i miał poczucie humoru, a ja lubiłam ludzi którzy byli otwarci i bezpośredni.  
- Niestety nie tym razem – wiem, że ta rozmowa była trochę płytka, ale mnie to nie przeszkadzało. Liczył się refleks, nastrój i wyczucie chwili. Ważne były granice, a żadne z nas ich nie przekraczało.  
- Pokażesz mi zdjęcia? – kiedy wróciłam do jedzenia, to słowa Przemka przykuły moją uwagę i nie mogłam sobie odmówić kolejnej okazji do żartu pomieszanego z obawą.  
- A co jeśli tak naprawdę chcesz ukraść mi aparat? – podejrzliwie na Niego popatrzyłam chociaż tak naprawdę nie wyglądał na złodzieja, lecz z kolei aparat był dla mnie najcenniejszym przedmiotem i nie zamierzałam go nigdy stracić.
- Dobra odpowiedź, to w takim razie wyślesz mi je na maila? – rozumiałam tą Jego potrzebę albo trafniej nazywając prośbę.  
- Może, zastanowię się – udawanie niedostępnej chyba każdej kobiecie sprawiało jakąś radość. Czy ja z nim flirtowałam? Nie wiem, nie odbierałam tego tak. Po prostu nie dawałam się zaskoczyć i chciałam by to moje zdanie było na wierzchu.  
- Dasz się w zamian zaprosić na lody? – pewność siebie jaką miał w sobie Przemek imponowała mi i dostrzegałam jakąś upartość w Jego zachowaniu. Czułam, że miał jakiś cel i chciał do niego dotrzeć.  
- Chyba nie wypada mi odmówić – kiedy akurat skończyłam jeść, uregulowałam rachunek i wyszliśmy z knajpy i szliśmy w sumie w stronę mojego domu, ale to nie on był kierunkiem.  
- Czym się zajmujesz na co dzień? – postanowiłam trochę zagadać Przemka i co nie co wyciągnąć od Niego. Spacerowanie z nieznajomym było trochę ryzykowne i nie na co dzień miałam styczność z taką sytuacją, ale w tamtym momencie miałam jakieś zaufanie do tego chłopaka, czego szczerze wytłumaczyć nie potrafię.  
- Uczę się w liceum a w wolnym czasie jeżdżę na desce. A Ty do której szkoły chodzisz? – nasza bardzo luźna rozmowa powodowała, że naprawdę zaczynałam Go lubić i wydawał się normalnym chłopakiem.  
- Też do liceum, na Sienkiewicza, a Ty? – zastanawiało mnie jedno, bo w moim mieście, były tylko trzy szkoły licealne, dwie państwowe i jedna prywatna.  
- Piłsudzkiego, jestem teraz w klasie maturalnej. – słowa chłopaka nie zaskoczyły mnie, ponieważ jakoś się tego domyślałam. Był uczniem prywatnej szkoły, a jak wiadomo nie była ona dostępna dla każdego.  
- Ja również.- dalszą drogę spędziliśmy na luźnej rozmowie i muszę powiedzieć, że nieustannie mieliśmy o czym rozmawiać i jakaś nić porozumienia była między nami. Uświadomiłam sobie, że dawno nikogo obcego nie poznałam, ale przecież to naprawdę fajna sprawa. Po lodach, Przemek odprowadził mnie na moje osiedle, bo według niego i tak miał po drodze do swojego domu.  
- Dziękuję Ci za lody, spacer i odprowadzenie- nie wiem czym to było spowodowane, ale moja pewność siebie gdzieś się ulotniła i czułam się trochę niezręcznie.
- To ja Ci dziękuję, no i liczę na zdjęcia, zapisz sobie adres – zaraz po tym wyciągnęłam telefon i spisałam podyktowany przez chłopaka mail.  
- To cześć – bez sensu było stać tam i przedłużać tą chwilę, chciałam jak najszybciej zakończyć tą krępującą sytuację.  
- Mam nadzieję, że do zobaczenia – już nic nie odpowiedziałam tylko ruszyłam w stronę klatki schodowej z której ukradkiem spoglądałam na odjeżdżającego na desce Przemka. Nie mogłam oprzeć się pokusie ponownego spojrzenia na Jego sylwetkę i również miałam szczerą nadzieję, że jeszcze kiedyś będzie nam dane się spotkać.

paulinan92

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2295 słów i 12458 znaków.

Dodaj komentarz