Trudna rozłąka cz 1

1.
Stan mojego życia można było nazwać stabilnym. Wszystko to, co się działo, nie wykraczało poza normy stabilności. Wiadomo, czasem zdarzyło się trzęsienie ziemi bądź powiew wybitnego szczęścia, ale ogólnym szczęściem było to, że wszystko było stabilne.  
W moim życiu kręci się sporo osób, ale dwie są szczególnie dla mnie ważne. Moim autorytetem i życiową mądrością jest moja mama. To ona mnie wychowywała i całe swoje życie poświęciła, by wychować mnie na dobrego człowieka. Dużo pracuje i często nie ma jej w domu, ale zawsze znajdziemy czas na rozmowę, więc to nie jest tak, że jestem pozostawiona sama sobie. Oczywiście, zdarzają się nam kłótnie, głównie o to, że zostawiłam bałagan, że się nie uczę, że często gdzieś wychodzę, ale i tak, bardzo się kochamy. Mamy tylko siebie.  
Drugą osobą, jest mój chłopak – Paweł. Znamy się już, bądź dopiero, zależy kto jak na to spojrzy, 14 miesięcy. Dla mnie to długo i cieszę się, że ciągle, pomimo wielu przeszkód jesteśmy razem. Paweł mieszka ode mnie niecałe 400 km. To bardzo dużo, szczególnie kiedy pokonuje się tą odległość co trzy tygodnie bądź raz na miesiąc. Tylko tyle jesteśmy w stanie bez siebie wytrzymać. Obydwoje wydajemy masę pieniędzy na bilety, ale jesteśmy przekonani, że jest to dobra inwestycja.  
Z Pawłem poznaliśmy się na wakacjach. Nie jest to jakaś wybitnie wyjątkowa historia, nawet mam wrażenie, że takich początków znajomości jest wręcz pełno. Nasza historia różni się tym, że trwa nadal, a nie był to tylko wakacyjny romans.  
Ja pojechałam na mazury z dwiema swoimi koleżankami z którymi nota bene znam się od dzieciństwa – Karoliną i Moniką. Paweł był ze swoim najlepszym kumplem – Michałem. Wszyscy mieszkaliśmy w tym samym pensjonacie a chłopaki zajmowali pokój obok. Kilka razy wpadliśmy na siebie na korytarzu i od słowa do słowa, poznaliśmy się i całą piątką wspólnie spędzaliśmy czas, a później to już samo się potoczyło. Na początku nic nie poczułam do Pawła, dopiero gdy razem tańczyliśmy na dyskotece, to dostałam jakby olśnienia, że moje ciało dziwnie reaguje na tego chłopaka. Podczas pocałunku mój świat zawirował, a wszystko przestało mieć znaczenie. Długo nie mogłam zapomnieć o tym uczuciu, a On mi wtedy powiedział, że "ma zaczarowane usta” i to dlatego. Bardzo Go polubiłam i nie chciałam przerywać tego, co zaczynało powstawać między nami. Wymieniliśmy się numerami telefonów, mailami, adresami… Oboje czuliśmy to samo i chcieliśmy pozwolić rozwijać się temu uczuciu. Po dwóch tygodniach każde z nas powróciło do swoich domów rodzinnych i tak dzieli nas teraz 400 km. Od 14 miesięcy oboje krążymy po Polsce, przemierzając tą samą drogę by spotkać tą samą osobę. Jest to męczące, ale ta tęsknota nie pozwala na ciągłe siedzenie w domu i patrzenie w monitor komputera. Średnio widzimy się co trzy tygodnie, chyba, że coś nam wypadnie to raz w miesiącu. Te weekendy są bardzo krótkie. Obojętnie, które z nas udaje się do drugiej osoby, to na miejsce docieramy zazwyczaj w piątek w nocy, więc mamy dla siebie całą sobotę i powiedzmy niedzielę, ale już po południu trzeba wyjeżdżać. Podróż trwa 8 godzin i często jest tak, że odwlekamy powrót na najpóźniejszy pociąg, by mieć chociaż tą godzinę więcej dla siebie a wtedy, na drugi dzień, ciężko nam wstać do szkoły. Lepiej ma Paweł, bo On na uczelni nie zawsze musi być w poniedziałki, więc ma o tyle dobrze. Paweł studiuje biotechnologię i jest już na drugim roku. Ja jeszcze jestem w liceum, chociaż już na szczęście w trzeciej klasie, więc matura przede mną i wyruszam do Niego. Mnie łatwiej jest się do Niego przenieść niż Jemu do mnie. Głównie z tego względu, że ma studia, których nie może ot tak przerwać a procedury związane z przenoszeniem się, są bardzo skomplikowane. Kiedy się poznaliśmy, Paweł był już przyjęty na studia, więc też wtedy nie mógł tego zrobić, a poza tym, wtedy jeszcze nie wiedzieliśmy, że tak rozwinie się nasza znajomość i teraz będziemy planować wspólne dalsze życie.  
Rozmawiamy ze sobą codziennie, przede wszystkim są to rozmowy telefoniczne i jak się uda to oczywiście rozmawiamy na skype. Tak naprawdę świata poza Nim nie widzę i odnoszę wrażenie, że On ma tak samo ze mną. Lubimy rozmawiać o naszej przyszłości, snujemy wszelkiego rodzaju plany, często bujamy w obłokach, ale najważniejsze jest to, że mamy podobne wizje.  
Od momentu w którym się poznaliśmy pokłóciliśmy się dosłownie trzy razy. Pierwsza kłótnia była z zazdrości. Paweł poszedł na imprezę akademicką i później na facebooku pojawiły się zdjęcia na których było Go widać tańczącego z dziewczynami czy siedzącego obok nich. Nie wiem czemu, ale odebrało mi wtedy rozsądek i zaczęłam szaleć. Może spowodowane było to tym, że znaliśmy się wtedy zaledwie 5 miesięcy i nie ufałam mu tak bardzo jak obecnie. Bo przecież idąc na imprezę normalnym jest, że się będzie tańczyć, rozmawiać z ludźmi, a kobiety to też część tego społeczeństwa, no ale poczułam się zazdrosna i zdecydowane za bardzo urażona. Paweł to też mocny charakter, ale przede wszystkim jest cierpliwy. Dał mi się pozłościć, poczekał aż ochłonę i wtedy ze mną porozmawiał, wyjaśnił i zapewnił o swojej miłości. Druga kłótnia miała miejsce po roku naszej znajomości, kiedy to w wakacje miał przyjechać do mnie na bliżej nieokreślony czas. Chciałam by był jak najdłużej, liczyłam minimalnie miesiąc, a On już po tygodniu musiał jechać, bo jechał z tatą do Niemiec na jakieś targi. Wściekłam się wtedy niesamowicie i ponad tydzień byłam obrażona. Z braku pieniędzy, które oboje wydawaliśmy na dojazdy do siebie, nie mogliśmy nigdzie wspólnie wyjechać i jedynie mogliśmy spędzić wakacje u mnie bądź u Niego. Niestety, zdarzało się tak, że terminy nam nie pasowały. Kiedy On jechał do dziadków, ja siedziałam w domu, a jak ja jechałam to On akurat miał czas. Oboje się denerwowaliśmy i ta nerwowa atmosfera udzieliła się nam tak, że miesiąc się nie widzieliśmy. Koniec końców, wszystko zostało załagodzone jak się już zobaczyliśmy. Wtedy żadne z Nas nie myślało o tym, co miało miejsce i wszelkie urażone emocje odeszły gdzieś daleko.  
Trzeci raz miał miejsce właśnie dzisiaj. Został nam niecały tydzień do przyjazdu Pawła i tak naprawdę już żyłam tylko tym zdarzeniem. Była niedziela, więc jeszcze 5 dni. Czułam, że iż było bliżej, tym ciężej było mi wytrzymać, a na dodatek czas się maksymalnie dłużył, ale przecież to tylko 5 dni! Już wytrzymałam 14 dni, to co to 5. Niestety wszystko trwało do momentu w którym nie połączyliśmy się na skype.  
- Cześć przystojniaku – od razu uśmiechnęłam się od ucha do ucha widząc Jego twarz na ekranie. Uwielbiałam Jego zielone oczy, jasno brązowe włosy i taką słoneczną cerę, nie umiem tego wyjaśnić, po prostu jest taka żywa, świeża, zdrowa.  
- Cześć kochanie, co robisz?- widząc Jego uśmiech aż serce zabiło mi szybciej. Kochałam Go bardzo mocno, każdą część Jego ciała, gest, ruch.  
- Skończyłam pisać wypracowanie i teraz sobie siedzę. Wiesz, pomyślałam sobie, że jak przyjedziesz to moglibyśmy jechać do moich dziadków. Jest ładna pogoda i zrobimy sobie ognisko, może będziemy spali w namiocie, co Ty na to? – moi dziadkowie mieszkają ode mnie z jakieś 30 km, więc podróż minęłaby nam raz dwa. Dziadkowie mieszkają z bratem mojej mamy, który ma dwie córki, a one są mniej więcej w naszym wieku, więc mogłoby być naprawdę fajnie, a przede wszystkim bylibyśmy razem. – Czemu milczysz? – Paweł nic nie mówił, a Jego twarz spoważniała. Obawiałam się tylko jednego – Proszę, nie mów tego. – nie chciałam tego usłyszeć, bo już wiedziałam co się działo. Już umiałam przewidzieć Jego reakcje, słowa.  
- Iza… wiesz przecież, że ….  
- Co tym razem? – nie pozwoliłam mu dokończyć, tylko chciałam się dowiedzieć, co takiego było na tyle istotne, by odwołać Jego przyjazd do mnie. Co było przyczyną zawalenia się wszystkich moich planów. Widywaliśmy się z częstotliwością co trzy tygodniową i bardzo rzadko się zdarzało, że przesuwaliśmy widzenie w tą stronę, która wydłużała naszą tęsknotę. Kiedy ja wiedziałam, że w danym tygodniu nie dam rady przyjechać, jechałam tydzień wcześniej, a Paweł odwlekał to w drugą stronę, co mnie bardzo denerwowało.  
- Mam do zrobienia ważny projekt na uczelnię i muszę zająć się tym w weekend, bo nie robię go sam, ale w grupach i muszę zostać – Paweł może był tylko trochę przejęty, nie widziałam po nim, żeby bardzo go to smuciło. Ja miałam ochotę krzyczeć, płakać. Wiedziałam dobrze, że to nie był koniec świata, ale do licha, ja tęskniłam!  
- Czy Tobie choć trochę na mnie zależy? Czy Ty już w ogóle nie liczysz się z moimi uczuciami?! – nie chciałam mu pokazywać, jak to bardzo na mnie wpłynęło, ale nie umiałam się kryć, udawać, że wszystko było w porządku.
- No co Ty mówisz? Iza ja naprawdę chciałbym przyjechać, wiesz, że tęsknie tak samo jak i Ty – próby uspokojenia mnie nie okazywały się skuteczne, a nawet zaogniały sytuację. Nie miałam ochoty dłużej z Nim rozmawiać, mimo, że ta rozmowa trwała tylko 5 minut.  
- Jakoś tego po Tobie nie widać. Masz cały tydzień by zrobić ten projekt, a akurat musisz się zająć tym w weekend? Na wszystko masz czas, ale nie dla mnie! – puszczały mi nerwy, bo ta sytuacja ogólnie była ciężka. Niektóre pary miały siebie na co dzień, widywały się co kilka dni, tydzień… A my, nie dość, że oddzieleni 400 kilometrami to jeszcze nie możemy się zobaczyć raz na trzy tygodnie.  
- Gadasz bzdury, a teraz co robię? Mam czas dla Ciebie – w naszym związku to On był tym spokojniejszym, a ja szalałam, burzyłam się, a to wszystko przez emocje. Paweł spokojnie sobie siedział na fotelu, a ja miałam ochotę porozrzucać wszystkie rzeczy w pokoju.  
- Tak? Ale dwóch dni dla mnie nie możesz wygospodarować. To po co ja Ci jestem w ogóle potrzebna? Założę się, że w tej "grupie” jesteś z jakąś dziewczyną – ostro dalej brnęłam w swoich słowach i w ogóle nie myślałam nad tym co mówiłam, po prostu co się akurat znajdywało na ślinie, to zostało powiedziane.  
- Przeginasz, wiesz? Zrozum, że nie da się wszystkiego przewidzieć i wszystkiego pokonać. Zachowujesz się jakby to był koniec świata ! – ciśnienie rosło, a my nawet nie mogliśmy siebie dotknąć, tylko widzieliśmy siebie w tym głupim monitorze. Już nie mogłam wytrzymać i kłócić się z Nim dalej. Nie myśląc zbytnio nad tym co robiłam, spontanicznie zamknęłam komputer i rzuciłam się na łóżko.  
- Zachowujesz się jakby to był koniec świata! – ironizowałam i na głos wypowiedziałam ostatnie słowa chłopaka – Co za dupek! – naprawdę byłam wściekła, a jeszcze bardziej było mi przykro, że się nie zobaczymy. Nie lubiłam tęsknić i rozstawać się z Nim, a teraz musiałam nie tylko pogodzić się z tym, że nie przyjedzie, ale na dodatek jeszcze się pokłóciliśmy. Nie chciałam z Nim teraz rozmawiać i drążyć tego tematu. Uważałam, że muszę przeboleć co los mi zgotował i na spokojnie to przemyśleć.  
- Co się stało? – drzwi do mojego pokoju były otwarte i w tamtej chwili ujrzałam w nich mamę. Pewnie usłyszała mój podniesiony głos i dlatego się tam zjawiła.  
- Paweł nie przyjedzie – zwróciłam się do Niej patrząc w sufit. Nie lubiłam płakać i to była moja metoda na powstrzymywanie łez. – Tylko proszę Cię, nie mów mi, że to nie koniec świata bo oszaleję!  
- Córeczko, zobaczycie się tydzień później a te nerwy w niczym Ci nie pomogą – kobieta usiadła obok mnie i próbowała zarazić mnie swoim stoickim spokojem.  
- Właśnie nie! Ja za dwa tygodnie jadę na konkurs, a On dobrze o tym wiedział. Zobaczymy się dopiero po 5 tygodniach – moja stabilizacja legła w gruzach. Czekać 5 tygodni na przytulenie się do swojego chłopaka, to znacznie za długo. Konkurs, na który miałam jechać był z języka polskiego, a dotyczył pisania wypracowań, rozprawek itp. Chciałam iść na studia dziennikarskie, stąd też moje zamiłowanie do pisania. Jako, że bardzo zależało mi na tym, by dostać się na Uniwersytet na którym studiuje Paweł, łapałam się każdego możliwego sposobu na zdobycie dodatkowych szans.  
- Dwa masz już za sobą. Zobaczysz, szybko Ci to zleci – uwielbiałam optymizm mojej mamy. Co to dwa tygodnie z pięciu, przecież to nawet nie połowa tego czasu.  
- A trzy przede mną… Mamo, zostawiłabyś mnie samą? – ja wiedziałam, że się martwiła o mnie i niemiłosiernie troszczyła o swoje jedyne dziecko i serce jej pękało, kiedy ja cierpiałam, ale potrzebowałam ciszy i samotności.  
- Dobrze, zrobię Ci kakao – mama uśmiechnęła się do mnie, po czym zniknęła. Byłam jej bardzo wdzięczna za ciepło jakim mnie obdarzała. Nie starała się na siłę pocieszyć, ale po prostu też nie udawała, że nic się nie działo.  
Ja wiem, że nazbyt emocjonalnie zareagowałam, że mój wybuch na pewno nie był adekwatny do sytuacji, ale to była miłość, a ona nie jest racjonalna. Tęskniłam za tym chłopakiem nie z dnia na dzień, ale z minuty na minutę coraz bardziej i świadomość, że jeszcze trzy tygodnie mam wytrzymać bez Niego była jak scenariusz z jakiegoś dramatu albo co gorsza z horroru. Chyba jeszcze nigdy nie zdarzyło się, że pomiędzy naszymi spotkaniami była taka duża przerwa. Nie lubiłam sytuacji, nad którymi nie miałam kontroli i wszystko działo się bez mojej zgody, a bezpośrednio dotyczyło to mnie.  

To moje pierwsze opowiadanie na tej stronie, więc czekam na Wasze opinie i czy chcecie czytać kolejne części?

paulinan92

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 2623 słów i 14139 znaków.

1 komentarz

 
  • olinka

    Naprawdę bardzo dobry początek i nie mogę się doczekać dalszych części:)