Terapia.

-Otwórz! – krzyknęła.
-Wiesz dobrze, że nie mam jak. To zamek czasowy. Taki jest układ. Nikt nie wychodzi przed upływem godziny. Wiedziałaś na co się decydujesz. Zostało… - leniwie rzucił okiem na drogi zegarek. – 37 minut razem.  
-Kurwa! Co za pierdolnięte metody. – pokręciła głową i podeszła do okna. Widok z dziesiątego piętra prywatnego gabinetu był majestatyczny. – To chociaż daj zapalić, skoro mam się tu z tobą męczyć jeszcze ponad pół godziny.
-Męczysz się sama ze sobą. – rzucił paczkę w stronę pacjentki. – I dobrze o tym wiesz. Inaczej nie decydowałabyś się na terapię.  
-I nie płaciła jak za zboże za możliwość pomilczenia z takim… - wskazała ręką na mężczyznę, ale opuściła ją tak, jak i przerwała zdanie. Johnattan nie zasługiwał na obrażanie. Nawet nie miała ku temu podstaw – ciężko było skrytykować profesjonalnego, sympatycznego, a w dodatku przystojnego psychiatrę.  
-To nie milcz. Po prostu odpowiedz mi na pytanie. Powtórzę raz jeszcze: czy nie sądzisz, że sama jesteś winna temu co cię spotkało?  
Inez zatrzęsła się ze złości.  


*****
Takie coś nowe wpadło. Jechać dalej?

473 czyt.
100%64
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 208 słów i 1185 znaków

Komentarze (4)

 
  • PrimaVera

    PrimaVera 9 stycznia ip:94254206

    Czekam, czekam ....

  • agnes1709

    agnes1709 9 stycznia

    Pewnie!

  • Somebody

    Somebody 8 stycznia

    Jedź koniecznie

  • AnonimS

    AnonimS 8 stycznia

    Jechać  . Tylko dłużej bo ostatnio j"ednym tchem" można cały Twój tekst przeczytać