Nuty

Nuty

(Kochani, tak jak w poprzednie wakacje, rozpoczynam kolejną serię opowiadań. Zachęcam wszystkich którzy czytali „Wakacyjną przygodę” i znają losy Stasia i Wiktorii, by dali szansę tym imaginacją, które wam tu przedstawię. Będę bardzo wdzięczny za wszelkie rady i opinię. Miłej lektury.)

Podtytuł: Zawsze zaczyna się niewinnie.  

Feliks stał przed szkołą w tłumie innych pierwszaków. Był upalny dzień, pot spływał po skroni, a oni musieli być ubrani w stroje „apelowe”. Był pierwszy dzień szkoły.  
Feliks czuł lekkie napięcie, a jednocześnie podekscytowania. W koło niego wszyscy rozmawiali i opowiadali o wakacjach, jednak on nie słyszał tego wcale, był pochłonięty swoimi uczuciami.
Chłopak zaczynał swoją edukację w liceum i to nie byle jakim. Do tej szkoły chodzili jego rodzice, dziadeki pradziadek. Szkoła ta była najstarsza w mieście i posiadała długą tradycję.  
W tym budynku uczyli się niegdyś sławni lekarze, wojskowi, muzycy, duchowni, inżynierowie i pisarze.
Budynek był ogromny, wyglądał trochę jak zamek. Został wybudowany w stylu neogotyckim.
W końcu nadeszła przełomowa chwila i otwarły się drzwi wejściowe, a fala uczniów zalała korytarz.
Na wejściu mieli przed sobą długi korytarz i strome schody prowadzące do góry.  
Jakaś nauczycielka zaprowadziła ich piętro wyżej, do auli.  
Aula była ogromną salą, wypełnioną krzesłami, a na jej końcu stała imponujących rozmiarów scena.  
Uczniowie zaczęli zasiadać i powoli rozmowy cichły.  
Na scenie pojawił się tęgi jegomość w okularach, jego jasne, niebieskie oczy przenikały wszystkich i każdego z osobna.  

-Witam was uczniowie w progach naszej szkoły.-zagrzmiał donośny głos dyrektora. -Nasza placówka wykształciła całe pokolenia ludzi, którzy zmieniali świat na lepsze. Nie znajdzie się tu miejsce dla leniwych, a dla pracowitych i sumiennych czeka szacunek i nagrody. Prawdopodobnie ktoś z waszych rodzin ukończył edukację w naszym szanownym liceum, więc to dodatkowy powód by zachowywać się godnie i nie zepsuć dobrego imienia swoich bliskich.  
Teraz poproszę, by wybitna osoba, członkini naszego stowarzyszenia artystycznego, poprowadziła część artystyczną.  

Rozległy się brawa nauczycieli z pierwszych ławek, do których przyłączyli się skonsternowani przemową uczniowie.  
Na scenę weszła przepiękna dziewczyna, niewysoka, o filigranowej sylwetce, z kasztanowymi włosami do ramion i zadartym noskiem.

-Ja również was witam, drodzy koledzy.-podjęła wywołana do mikrofonu piękność.- Bardzo mi miło, że zasililiście szeregi uczniów naszej szkoły. Mam także nadzieję, że uda mi się każdego z was poznać i zaprzyjaźnić.  

Jej słowa nie brzmiały zbyt szczerze, jednak uśmiech na jej twarzy sprawiał, że można było uwierzyć iż ziemia jest płaska.

Część artystyczna była raczej banalna. Jeden wysoki brunet zagrał na gitarze jakąś wesołą melodię i zaśpiewał o powrocie do szkoły i nowych przyjaźniach. Dwie blondynki śpiewały o szkolnych miłościach i młodym życiu pełnym burz.
Feliks jednak czekał na występ ciemnowłosej piękności.
Przyszedł i czas na to.
Dziewczyna stanęła przed mikrofonem, lekko przymrużywszy oczy. Wysoki brunet akompaniował jej na fortepianie.  
Zaśpiewała „Dni, których jeszcze nie znamy” Marka Grechuty.  
Wydawałoby się, że to znana i oklepana piosenka. Jednak w jej ustach zdawał się być olśnieniem i monumentalnym dziełem.  

„Jak rozpoznać ludzi, których już nie znamy?  
Jak pozbierać myśli z tych nieposkładanych?  
Jak oddzielić nagle serce od rozumu?
Jak usłyszeć siebie pośród śpiewu tłumu?”

Na koniec jej występu nastąpiła chwila ciszy, po czym jak wystrzał z setek dział rozległy się brawa.
Dziewczyna uśmiechnęła się i lekko dygnęła, po czym powiedziała do mikrofonu.

-Teraz proszę wszystkich o rozejście się do klas, numery swoich sal możecie odnaleźć na tablicy ogłoszeń, po prawej od auli.-odparła po czym odeszła od mikrofonu.

Wszyscy zaczęli wstawać z krzeseł i kierować się do sal, lub do tablicy ogłoszeń.

Feliks był nadal oszołomiony, zarówno urokiem dziewczyny, jak i jej talentem. Wyszedł z auli jako jeden z ostatnich i skierował się do Sali, w której miało się odbyć spotkanie organizacyjne.  

W klasie nie zwracał większej uwagi na ludzi, myślami nadal był na auli.  
Ich wychowawczynią okazała się Pani profesor Elżbiecka. Była to mała, starsza i korpulentna osoba.
Mówiła coś o maturze, tradycji i zasadach panujących w szkole.  

Feliksa powoli zaczęły nużyć te pompatyczne przemowy o tradycji i odpowiedzialności.

-Nie śpimy! Uważaj o czym mówię, bo to bardzo ważne. Jak się Pan nazywa?-Zwróciła się Elżbiecka do Feliksa.

-Dobrzycki, Pani profesor.-odpowiedział lekko zaskoczony chłopak.

-No tak, trudno byłoby się nie domyślić. Rozczochrane włosy i głowa w chmurach, tak jak każdy Dobrzycki który uczęszczał do tej szkoły.-prychnęła Elżbiecka, a część ludzi w klasie cicho się śmiała.

Feliksowi zrobiło się głupio i czuł jak czerwieniły mu się policzki.

-Postaram się udowodnić, że jestem dobrym uczniem.-powiedział lekko spięty Feliks.

-Nie próbuj! Zrób to, albo nie. W tej szkole nie ma czasu na bezowocne próby.-żachnęła się Elżbiecka.

-Dobrze, Pani profesor.-burknął pod nosem Feliks.


-Oprócz zajęć obowiązkowych, mile widziane przez szkołę jest, abyście uczęszczali na zajęcia pozalekcyjne organizowane w obrębach naszej placówki. W naszej szkole działają trzy koła zrzeszające uczniów. Koło sportowe, nauk ścisłych i artystyczne. Każde z kół, dzieli się na podgrupy, do których dołączycie wedle własnych predyspozycji.-oznajmiła wychowawczyni.- Bycie członkiem któregoś z kół zainteresowań, a ponadto sukcesy w konkursach i zawodach, będą liczone do punktacji waszej klasy. Każda klasa w naszej placówce zbiera punkty, punkty przydzielane są przez nauczycieli za oceny, sumienną pracę i sukcesy w nauce. Są odejmowane za łamanie regulaminu szkoły, nieobyczajne zachowanie i brak dyscypliny. Punktacja jest bardzo ważna, na koniec roku klasa, która uzyska najwyższą ilość punktów, otrzyma puchar szkoły, a także zostanie ufundowana wycieczka za granicę dla całej klasy. -ciągnęła Elżbiecka.  

Na wieść o darmowej wycieczce, wszyscy zaczęli szeptać z podekscytowaniem i wyobrażać sobie egzotyczne plaże z palmami i tonącym w morzu słońcu.  

-To już wszystko, plan lekcji możecie znaleźć na tablicy ogłoszeń. Przypominam o punktualności i obowiązku noszenia mundurków szkolnych.- zawołała wychowawczyni. Po tych słowach wyszła, a klasa poczęła rozchodzić się do domów.  

Feliks miał bardzo mieszane odczucia dotyczące tej szkoły. Z jednej strony budziła ona u niego podziw, a z drugiej nie podobała mu się sztywna atmosfera, jaką rozsiewali nauczyciele.

Wychodząc ze szkoły, Feliks zauważył jak piękność z apelu rozmawia z grupą koleżanek i śmieje się perliście.  
Chciał podejść, ale brakło mu odwagi i zamiast tego, ruszył w stronę swojego domu.

Usłyszał jednak skrawek rozmowy starszych o rok dziewcząt.  

-Spokojnie Wiki, nie ma co płakać po maturzystach, teraz przyszli nowi i myślę, że nasze koło wygra ten konkurs-mówiła pewna swego jedna z rozmówczyń pięknej dziewczyny.  

„Wiki, czyli tak zwała się ta piękność o kasztanowych włosach. Muszę zapisać się do tego samego koła co Ona, wtedy będę miał szansę ją poznać!”-pomyślał uradowany Feliks i raźniej pomaszerował do domu.

Zaczynał się burzliwy okres w dziejach tej szkoły, czego nie zapowiadała wspaniała pogoda i śmiech rozchodzący się po ulicy.

2 komentarze

 
  • Obca

    Ładne, ładne ;)

  • Somebody

    Niezły początek, czekam na kolejne części z zainteresowaniem  :przytul: