Azymut - cz. 3 -ostatnia.

Pomimo usypiającego wina, oboje nie mogli tej nocy zasnąć. Zdarzenia poprzedniego dnia -  konflikt z zakonem, wyrzucenie z dworu, spotkanie, wreszcie szczera rozmowa – sprawiały, że Jack przewracał się z boku na bok. Zastanawiał się czy nie lepiej zakończyć ten dzień i tą znajomość bezszelestnym wyjściem, ucieczką w ciemną noc, bez powrotu. „Jak tchórz – pomyślał – tchórz, który zamiast brać życie za rogi, boi się co przyniesie kolejny dzień. Boże, najlepiej gdyby się to wszystko tu i teraz  skończyło. Jestem żałosny. Powinienem sobie strzelić w łeb.”  
Dosłownie kilka metrów dalej, za ścianą Jordan też nie mogła zmrużyć oka. Ale miała całkiem inne, swoje powody.


Promienie porannego słońca wdarły się w końcu pod powieki chłopaka. Sądząc po ich intensywności, było już prawie południe. „No pięknie pospałem” – pomyślał Jack i zaraz otrzeźwiał przypominając sobie gdzie jest. Rozejrzał się po salonie, podszedł do kuchni.  
-Jordan! – krzyknął, ale nikt mu nie odpowiedział.  W sypialni, do której wczoraj wieczór nie dotarli, jak sobie to uświadomił wchodząc do pomieszczenia, też nie było kobiety. „Z pewnością wyjechała już do pracy, a ja musiałem oczywiście to zaspać.” – pomyślała ze złością na siebie. Sprawdził jeszcze w łazience, ale nie czekało na niego tam nic oprócz koperty przyczepionej do lustra. Spojrzał w swoją twarz, tak znajomą a jednak inną na tle eleganckiej toalety, i odczepił wiadomość. Przewidując wagę pozostawionych na papierze słów, wrócił do salonu i usiadł na kanapie. Nie powstrzymał nerwowego przygryzienia warg. Odgarnął ze złością włosy opadające niesfornie na czoło. W końcu zaczął czytać.
  
„Jack,
Rozważyłam wszystkie twoje wczorajsze słowa i muszę przyznać ci rację.  Chcę ci coś zaoferować, dlatego zostawiam cię teraz samego – w spokoju rozważysz moją propozycję.
Jack, uważam, że jesteś wspaniałym, młodym człowiekiem. Zasługujesz na o wiele więcej niż do tej pory otrzymałeś od życia. Chciałabym zastąpić złe karty, jakie rozdał ci los, i coś ci od siebie dać. Po prostu.  
Ale z drugiej strony, nie mogę spokojnie obok ciebie trwać. Nie jesteś mi obojętny. Zarówno ciałem jak i duszą. Za bardzo mnie pociągasz, nie powstrzymam się, nie potrafię beznamiętnie obok ciebie żyć. A dla ciebie nasze zbliżenie byłoby obrzydliwą  „zapłatą” za moją pomoc. Po tym co wczoraj powiedziałeś, też jakbym to odebrała. Nie mogę się na to zgodzić! Brzydzi mnie ta myśl! Nie chce stracić szacunku ani do ciebie ani do siebie.  
Dlatego, Jack, mam dla ciebie propozycję. Proszę przyjmij ją bezwarunkowo albo całkowicie odrzuć. Żadnych półśrodków.  
Ten list to mój ostatni kontakt z tobą. Nie chcę się z tobą widzieć. Na stole zostawiłam ci pieniądze na taksówkę. Pojedziesz do fundacji ekologicznej „Zielona przystań”. Dostaniesz tam etat i mieszkanie służbowe. Twoje zwierzęta już tam są. Co miesiąc na twoje konto będzie wpływać kwota 3000 dolarów z przeznaczeniem na studia weterynaryjne. Nie krzyw się – to pożyczka. Ulegnie umorzeniu jak tylko obronisz dyplom. Proszę, nie traktuj tego jak jałmużny. To prezent, ale od losu, nie ode mnie – jeśli nie chcesz. Pomyśl o tym jak o wygranej na loterii, która pomoże ci wziąć życie w swoje ręce. To gra, którą jeszcze możesz wygrać.
Pamiętaj, umowa obowiązuje tylko w całości. Nie spotkamy się już więcej. Nie chcę żadnych telefonów, nie chcę się w tobą widzieć ani z tobą rozmawiać. Jeśli będziesz miał jakiś problem lub potrzebował więcej pieniędzy – skontaktujesz się jedynie z moją sekretarką. Teraz wyjdziesz stąd i nie wrócisz. Za bardzo mnie drażni, podnieca twój uśmiech, twój dotyk, twój głos. Każdy twój gest wzbudza we mnie zbyt duże nadzieje. Nie zaznam spokoju jeśli będziesz blisko, a nie będę mogła z tobą być. Proszę, zlituj się nade mną, zniknij z mojego życia i myśli, daj mi ukojenie dla ciała i  duszy, którego nie zaznałam od naszego pierwszego spotkania…
Jordan.”

Jack odłożył kartkę na stół. Szare oczy beznamiętnie popatrzyły w stronę panoramy skąpanego w słońcu miasta.


***

EPILOG


Szczęk metalowych krat. Krótki pisk alarmu.
-Otwórz.
Kilka kroków bliżej wolności.  
-Tu jest pudło z rzeczami, tu pokwituje. Tam się przebierze, uniform zostawi na krześle.
Po podpisaniu kwitka Jack podniósł wieko pudełka.
-To nie są moje rzeczy. – co prawda nie widział ich ponad miesiąc, ale przecież poznałby swoją koszulę i jeansy. Tym bardziej, że szczegóły z momentu aresztowania pod zarzutem doprowadzenia 14-letniej dziewczynki do „innych czynności seksualnych” wryły mu się w pamięć do końca życia.  
-Ja tam nic nie wiem. – odburknął strażnik – Tyle było, tyle oddajemy. Może ta –wziął głęboki wdech na wspomnienie Jordan, chyba miał ochotę użyć inwektywy – twoja pani adwokat coś dorzuciła.
Taaak. Jordan z pewnością tu, tak jak i na komisariacie i w biurze prokuratora, dała się wszystkim we znaki swoim nie znoszącym sprzeciwu głosem „mój klient to, mój klient tamto”. Wymagania, jakby Jack był co najmniej ofiarą a nie podejrzanym. Ale przynajmniej dzięki temu szybko przenieśli go do celi z alimenciarzami. Nie mówiąc już o wcześniejszym uchyleniu aresztu.
Jordan…. Podobno tonący brzytwy się chwyta. Tymczasem ani Jack nie wzywał jej pomocy, ani tym bardziej nie mógłby jej nigdy tak negatywnie określić . Pomimo tego, że skorzystał z jej propozycji, pomimo tego, że nie kontaktowali się ze sobą przez kilka miesięcy, to ona zerwała umowę. Uznała widocznie, że oskarżenie i areszt stanowią wyższą konieczność. Pojawiła się już w kilka godzin po zatrzymaniu, ale nie chciała się z nim widzieć. Telefonicznie zadała tylko jedno pytanie:
"-Zrobiłeś to?"
Następnie użyła wszystkich swoich prawniczych sposobów w walce z oskarżeniami ze strony sióstr zakonnych. Komentarz też był skąpy „To było do przewidzenia. Swoim uporem za bardzo stanąłeś im na odcisk. To nie problem nakłonić osamotnione dziecko do składania fałszywych zeznań”.  

Jack przeczesał palcami jasną grzywkę opadającą na czoło, westchnął i udał się do pomieszczenia obok. Z jednej strony nie mógł doczekać się zwolnienia a z drugiej – znów idiotyczna sytuacja. Mimo, że już prawie poukładał sobie życie,  wyjdzie za chwilę przed budynek aresztu beznadziejnie nagi – znów bez pracy, mieszkania, pieniędzy, okryty jedynie swoimi kolejnymi kłopotami jak szatą hańby. Po raz kolejny stanie w pełnym, nie pozwalającym nic ukryć, słońcu przed światem i –co gorsza-pewnie przed nią. Czuł bowiem, że Jordan osobiście po niego przyjedzie. Przed nią znów będzie mu najbardziej wstyd. Nie po to mu pomogła, żeby znów przykleiły się do niego kłopoty.
Ale bardziej opóźniać wyjścia już się nie dało. W przebieralni spojrzał w swoje niewesołe odbicie w lustrze. „Cholera. Innego życia mieć nie będziesz. Bierz tego byka za rogi, stary.”  
Wciągnął na siebie eleganckie szare spodnie i błękitną koszulę. „Pierre Cardin” –pomyślał i uśmiechnął się w duszy sam do siebie. Jeszcze tylko czarne Ray Ben’y  i z lustra spoglądał elegancki przystojniak, pewny siebie i zadowolony z życia farciarz.  

„Przedstawienie czas zacząć!”

Wypuszczający go strażnik nie do końca wierzył, że ma przed sobą tą samą osobę. O ile zazwyczaj miał jakiś przygotowany wcześniej, złośliwy komentarz dla wypuszczanych, to teraz zapominał języka w gębie.  
Pod bramą czekał znajomy sportowy kabriolet. Jordan stała odwrócona tyłem,  oparta o bok auta. W czarnej obcisłej miniówie i na niebotycznie wysokich szpilkach wyglądała zjawiskowo. Jack poczuł ukłucie. Widok Jordan po kilkumiesięcznej przerwie, sprawił, że coś w nim pękło.   Gdzieś w głębi duszy stanął sam obok siebie i dał sobie sam w końcu po pysku. „Przestań się oszukiwać, stary! Sam dobrze wiesz, czego chcesz. Ile jeszcze będziesz uciekał? Pieprzyć innych i to co pomyślą! Zawalcz w końcu o swoje szczęście!”
Jack podszedł do dziewczyny i energicznym ruchem przyciągnął ją do siebie. Pocałował długo i namiętnie,  opierając  dłoń o drzwiczki cholernie drogiego, szpanerskiego samochodu.

474 czyt.
100%84
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i obyczajowe, użyła 1463 słów i 8487 znaków.

4 komentarze

 
  • Margerita

    Margerita · 22 września

    łapka  w górę bardzo wzruszająca historia dobrze, że skończyła się happy endem

  • kaszmir

    kaszmir · 22 września

    A jednak nie jest tak prosto wyjść ze swojego życia. Jak się człowiek urodzi pod nieszczęśliwą gwiazdą. Siostry zakonne tez pewnie mają dużo za uszami. A jeśli ona ma rację i tylko pomogła jemu aby nie został skazany za niewinność? Cieszę się, że chłopiec wyszedł na wolność i przyjął pomoc od Jordan. W gruncie rzeczy nie była ona wcale taka wyrafinowana.  

    Happy end Fajne opowiadanie o niesprawiedliwości społecznej.
    Pozdrawiam

  • Speker

    Speker · 17 września

    List jakby znajomy, napewno kilka słów...
    Szkoda, że to finał, fajnie, że dobry finał.

  • AnonimS

    AnonimS · 17 września

    Opytmistyczne zakończenie i dobrze. I tak sie koleś dlugo zastanawiał. Moja nędza moją bronią. A ty się tlumacz z tego że sie dużo uczyłaś , jeszcze więcej pracowalaś , pewnie wyrzekając się zycia osobistego dla kariery . Ale jesteś winna bo ja jestem.biedny .pozdrawiam  i szkoda że to jest koniec.