Wakacyjne wspomnienia - Burza

Zmęczony szukaniem czegoś sympatycznego do czytania przy porannej kaFFce proponuję podzielić się wspomnieniami wakacyjnymi. Nie muszą to być powiastki erotyczne, grunt aby były ciekawe i ładnie napisane. Jako wzór do pobicia proponuję wspomnienia z wakacji w Pieninach.
Burza
Chyba każde z nas miało (lub ma) swe ulubione miejsce wakacyjne. Dla nas – Krakusów – takim cudownym miejscem był obszar po lewej stronie Dunajca pod masywem Sokolicy i Czertezika zwany Krasem. Przez wiele lat przynajmniej miesiąc wakacji spędzaliśmy u zaprzyjaźnionych Górali.
Kras bez Dunajca nie byłby Krasem! Mieszkanie po drugiej stronie rzeki nobilitowało w moim mniemaniu! Do domu trzeba było przepływać łodzią, po chleb, na obiad – też taka wyprawa. A ile radości i frajdy niosła ze sobą każda "wielka woda” o powodzi już nie wspominając! Można, oczywiście, oburzać się na głupotę małolata, ale nie widzieliśmy tragedii, ludzkiej krzywdy, strat itp. Była tylko wspaniała przygoda! Aby jednak wystąpił przybór rzeki potrzebne były opady. Również deszczowe dni na Krasie miały swój wspaniały koloryt i atmosferę.
Po pierwsze urok burzy w górach: po upalnym dniu nadchodzą ciemno ołowiane chmury, ... jeszcze powietrze stoi nieruchomo, ... daje się odczuć niepokój tak zwierząt (gzy potwornie tną) jak i ludzi: skopić siano, albo najlepiej zwieźć je do stodoły. "Stary” Władek nie bawi się w konwenanse: każdy, kto jest pod ręką winien pomóc! Na jego pytanie: "Stasek, idzies na Sosnów?” Możliwa jest tylko jedna odpowiedź: Tak! A wyprawa na Polanę Sosnową jest jedną z głównych atrakcji wakacji! Uboga górska łąka położona jest tak wysoko i daleko od zagrody, że chyba nigdy nie wypasano tam krów, a i koszono jedynie jeden raz w roku! Wszyscy łapią narzędzia: widły leszczynowe, grabie z akacjowymi zębami pracowicie wykonanymi przez Ujka, widły stalowe dwuzębne – groźne narzędzie, którym nakładano siano wysoko na furę, "obsługiwali je” (podawanie - odbiór) jedynie Władek - Ojciec i najstarsi: Olek i Staszek. Starsi chłopcy zaprzęgli do wozu czerwone krowy, zakładając im podwójne jarzmo na łby i wyruszali okrężną drogą. Reszta szła na skróty w górę. Mijało się uroczy pagórek Piec, potem ścieżką na Huk, przez Długi Gronik na Sosnów. Uff. Upał, powietrze stoi nieruchomo, pot leje się z nas wszystkich, pić się chce... Dokładnie wiemy, gdzie są źródełka... Podchodzimy...
Wśród trawy coś się rusza... bez obaw, to pięknie ubarwiona salamandra ognista, jej czarno-żółte ciałko z gracją, acz niespiesznie przemieszcza się w gąszcz traw...
Gospodarz pogania... Pomimo Jego dużego uroku osobistego, kultury, zawsze budził w nas obawę, może nawet strach... Wystarczyło, że się pojawił - tabun dzikich koni momentalnie zamieniał się w pracowite mrówki... Teraz też: "Chopcy, szybciej!!” Ma rację! Chmury idą od Wysokiej, przelewają się nad Bryjarką...
Nie ma czasu do stracenia! Bierzemy się za grabienie i "kopienie” siana, ale nie na ostrewki, tylko tak jak na nizinach – na niskie kopki. Gospodarz widząc, że robota idzie należycie bierze siekierę i idzie w las: wiadomo musi znaleźć i wyciąć "smyka”.
Ów smyk, to młoda, około 6-8 metrowa choinka o rozłożystych gałęziach, przywiązywana z tylu za wozem, obciążona dodatkowo czworgiem – sześciorgiem z nas stanowi dodatkowy hamulec wozu, który pomimo zapiętych łańcuchami obu tylnych kół, na tak stromej drodze byłby nie do utrzymania przez krowy. Cieszymy się na tą jazdę! "Zaklepujemy” lepsze miejsca, wiedząc i tak, że Gospodarz będzie miał głos decydujący... Zgrabione już prawie ¾ łąki – nadjeżdża wóz, krowy Malina i Czerwicha mokre od potu... za nimi cała chmura much końskich… Krowy wyprzęgnięte, muszą odpocząć... podczas załadunku "sobą” przemieszczamy furkę.
Część ładuje siano, część dalej grabi... Z lasu: "Olek, Stasek chodźcie chopcy po smyka!”... Nagle po górach przetacza się dudniący, wzmocniony wielokrotnym echem grzmot... zapracowani, zaaferowani ani się spostrzegliśmy się, że niebo już prawie całkowicie zachmurzone... Cudownie groźne błyskawice przecinają granatowe niebo nad Szczawnicą... Nie ma czasu na zachwyty, ratować suche siano! Fura już załadowana ponad drabiny, luśnie już też założone sianem... Przy akompaniamencie "niebiańskich werbli” i wśród śmiechów i pogaduszek uwijamy się jak w ukropie... Nie zdążyliśmy! Od Dunajca w górę, drogą, którą szliśmy przed dwoma godzinami majestatycznie, powoli przesuwa się ściana deszczu... U nas padają pierwsze grube rzadkie krople, ale 100 metrów niżej, koło źródełka, przesuwa się ściana wody, ulewa! Nie ma miejsca by się schronić! Nikomu nie przychodzi nawet do głowy ucieczka pod wielkiego, gęstego świerka rosnącego na skraju lasu... Jedynym możliwym, bezpiecznym miejscem jest wóz, a w zasadzie miejsce pod wozem... Układamy się tam jak śledzie, walcząc o miejsca środkowe... Z tej żabiej perspektywy nie widać, co robi Gospodarz, co z krowami... ale to już nie takie istotne: ulewa jest taka, że woda spływająca po stromej łące podpływa pod wóz...
Każdy podnosi się w górę, opierając na łokciach i kolanach... Nagle czuję następną "atrakcję” – siano na wozie przemokło! Miejscami sporawe strumyczki ciekną na nas! Mam pecha! Takiż to strumyczek trafił dokładnie na mą... kość ogonową, ściśnięty z boków przez innych nie mam dużego wyboru: zostać w tej pozycji, lub wysunąć głowę spod wozu! Zanim podjąłem tak ważną decyzję "chopcy” zauważyli już... Oczywiście parę dni byłem obiektem naigrawań, jak to przeraziłem się burzy...
Po pół godzinie deszcz przestał lać, Władek postanowił zwieźć wszystko na dół i tam przy domu "na ogrodzie” dosuszyć, więc nie ominęła nas jazda "na smyku” tym lepsza, że połączona ze wspaniałą "błotną kąpielą”... Naszej radości nie potrafiła nawet zepsuć Mama ze swym "średnim aplauzem” na widok naszych ubrań... Mama wyznawała jednak wspaniałą zasadę, że dzieci dzieli się na czyste i szczęśliwe! Na Krasie byliśmy często BARDZO SZCZĘŚLIWI!!

Ramol

opublikował opowiadanie w kategorii inne, użył 1074 słów i 6400 znaków, zaktualizował 4 lip 2015.

2 komentarze

 
  • nielubiekiedytymowszzenielubis

    Jezu nie kumam jak ty możesz takie coś pisać i komu sie to podoba  :barf:

  • Ramol

    @nielubiekiedytymowszzenielubiszjakja no tak: "kumanie" to dla niektórych trudna czynność.... Nie martw się: o *upie Maryni jest wiele powiastek!

  • nienasycona

    Ha! Aż musiałam się zalogować, choć jestem już spóźniona:) Ależ się rozmarzyłam... ja tak chcę! Kilka przecinków, ale poza tym jest świetnie:) Jestem dumna z poddanego, mogę być?:)  Gratuluję udanego debiutu:)

  • Ramol

    @nienasycona - dziękuję, o Pani, za dobre słowo. Debiut tu i pod tym nickiem. Po sieci krąży nieco mych pisaninek.

  • nienasycona

    @Ramol, zechciałbyś podesłać link?:)Chociaż do jednego?

  • Ramol

    @nienasycona - poszperam, może znajdę. Nie płaczę, że nikt mnie z powiastkami BDSM nie kojarzy.. Ot taka próbka...

  • nienasycona

    @Ramol , mnie się bardzo podobało to, co przeczytałam:)