Wakacyjne reminiscencje

Emocje jeszcze buzowały w niej, kiedy zajęła swoje miejsce w samolocie. Poranna awantura przy pakowaniu rzeczy, gapiostwo męża podczas jazdy na lotnisko i narzekające na kierunek wakacyjnego wypadu dzieci – tego było już za dużo! Była zmęczona i poirytowana. Do późna w nocy wysyłała maile i dzwoniła do kontrahentów, ratując kontrakt, który zawaliła koleżanka. Szef groził jej zerwaniem urlopu, jeżeli tego nie wyprostuje. A przecież to nie była jej wina!  
„Tak to jest, jak człowiek da się poznać z dobrej strony – pomyślała. Żeby chociaż dostała jakąś premię albo podwyżkę. Ale nie! Szef zatrudnia jakiś pociotków-nieuków, a pretensje ma do niej. Niepierwszy raz ratowała firmę przed konsekwencjami złych decyzji innych. Po urlopie muszę pomyśleć o zmianie pracy – postanowiła i zatopiła się w myślach.” Teraz ucieszyła się z tego, że linia lotnicza pochrzaniła coś z rezerwacją i nie siedzieli razem, a jej miejsce oddalone było od pozostałych trzech o kilka rzędów.
- Ja siedzę osobno, a Wy zacieśnijcie więzi rodzinne – powiedziała do zdumionych domowników.
- Mamo, jak to nie będziesz siedziała z nami? – zawołały zgodnym chórem dzieciaki.
- Tatuś zajmie się Wami równie troskliwie, jak mamusia – odpowiedziała złośliwie i udała się na swoje miejsce.
Patrzyła przez iluminator obserwując ruch na płycie lotniska. Gwar w samolocie stopniowo uspokajał się i pasażerowie w napięciu oczekiwali na start. Zaczęła rozglądać się po kabinie i współpasażerach. Głównie były to rodziny z małymi dziećmi. Niektórym z nich to napięcie zaczęło się udzielać i popłakiwały.
- No jest Pan. Czekamy tylko na Pana! - usłyszała strofujący głos stewardesy.
- Najmocniej przepraszam  - odpowiedział miły męski głos.
Po chwili zobaczyła, że w jej kierunku zmierza wysoki brunet. Zatrzymał się przy niej i umieścił bagaż podręczny w schowku. Zorientowała się, że wolne miejsce obok   jest właśnie dla niego. Z nawyku błyskawicznie zlustrowała swój wygląd.  
Mężczyzna usiadł, a ją otoczył zapach jego perfum o przebijającej się nucie korzennej. Po tej rozemocjonowanej i spoconej, prowincjonalnej hałastrze wokół – zapachniało Europą. Obsługa pokładowa rozpoczęła procedury, a w ich trakcie samolot zaczął kołować na pas startowy. Po chwili byli już w powietrzu.
- Zdaje się, że przez następne kilka godzin jesteśmy skazani na swoje towarzystwo – zwrócił się do niej. Pani pozwoli, że się przedstawię.  Rafał Burhardt. Spojrzała na niego i odpowiedziała:
- Natalia Pawłowska, miło mi. „Burhardt… Burhardt? - coś mi mówi to nazwisko, pomyślała.
- Pani na wakacje czy w interesach?
- Na wakacje.
- Takiej to dobrze – powiedział udając, że jej zazdrości. Ja już nie pamiętam, kiedy byłem na porządnym urlopie.
- Czyli Pan leci w interesach – powiedziała przytomnie.
- No tak. Mam zaprojektować klientowi wakacyjną willę i lecę na wizję lokalną, i poszukiwanie inspiracji.
- I kto tu, komu powinien zazdrościć? - odpowiedziała. Praca połączona z wakacjami – idealna sytuacja. „Teraz sobie przypomniała: Ten Burhardt! Widziała jego zdjęcie w jakimś czasopiśmie,  jak stoi na tle nowoczesnej budowli.”
- Widziałam niedawno Pana zdjęcie w gazecie. Nie pamiętam tylko szczegółów…
- No właśnie. I to jest początek moich problemów z urlopem – powiedział rozbawiony. Wygrałem konkurs na budynek teatru dramatycznego w Berlinie. Na dodatek po zbudowaniu, dostał nagrodę dla najlepszego europejskiego budynku użyteczności publicznej w 2017 roku.
- A co to ma wspólnego z urlopem – spytała?
- No wie Pani – zamówienia, wywiady, konferencje. Nagle, okazało się, że świat architektury nie może obejść się bez mojej skromnej osoby.
- To chyba najmniejsze z nieszczęść jakie mogły Pana spotkać – zażartowała i dodała – Niektórzy całe życie modlą się o takie „problemy”.
Roześmiali się oboje.  
Obsługa zaczęła serwować posiłek - pierś z kurczaka. Mężczyzna zamówił po małej butelce  Chardonay dla niej i dla siebie. Po ich wypiciu byli już zakumplowani, jakby znali się od dziecka. Przy kolejnym kieliszku przeszli na ty.  On bawił ją opowieściami z wielkiego świata, a ona chłonęła to wszystko i przyglądała się mu z uwagą.” Inteligentna, męska twarz i wysportowane ciało. Elokwencja i dowcip. Jednak istnieją tacy faceci – rozmarzyła się. Dobry zawód, prezencja, obycie w świecie. Już widziała się, jak u jego boku bryluje na salonach.” Z obłoków na ziemię sprowadził ją głos męża:
- Kochanie, gdzie schowałaś moją gazetę – spytał nagle?
Zmieszała się, jakby przyłapał ją na gorącym uczynku.
- Jest w bocznej kieszeni plecaka – odpowiedziała.
- Widzę, że się dobrze bawisz – powiedział mąż i spojrzał wymownie na opróżnioną butelkę.
- Pan był taki miły i mnie zaprosił, więc, jak mogłam odmówić – zaczęła się tłumaczyć.
- Żebyś moje prośby tak chętnie spełniała – odciął się.
Wkurzyła się i emocje wskoczyły znów na najwyższy poziom.
- Jak będziesz tak wyglądał i zachowywał się, jak ten Pan, to masz to jak w banku – warknęła. I zaraz pożałowała tych słów, kiedy okoliczni pasażerowie wybuchnęli śmiechem i krytycznie obcinali wzrokiem, piwny mięsień jej męża.  
„Irytowało ją kiedy koleżanki, publicznie naigrywały się ze swoich facetów, a teraz zrobiła tak samo. No, ale sam sobie był winien… Mógł nie zaczynać tych gadek zaniedbanego mężusia.”
Mąż odszedł na swoje miejsce z urażoną miną, odprowadzany wymownymi spojrzeniami podobnych mu mężczyzn: „ Pantoflarz. Fujara. Ciamajda”- zdawały się mówić. Teraz mieli te swoje pięć minut i pocieszali się, że są też inni im podobni.
- Przepraszam, że musiał być Pan świadkiem tego żenującego spektaklu – zaczęła się tłumaczyć.
- Nic się nie stało – przerwał jej. To zwykła sprawa. Takie jest życie. Na frasunek najlepszy jest trunek – dodał. I zamówił kolejna butelkę.
- Nie, nie powinnam – zaczęła. Może ja zapłacę.
- Czuję się po części odpowiedzialny za tę sytuację, więc to ja stawiam, ale następną, to już zapewniam – Pani - dodał ze śmiechem.
- Ta butelka, to już zdecydowanie za dużo, jak dla mnie, a kolejna…. Nawet nie chcę o tym myśleć co by się działo! - odpowiedziała, zawieszając znacząco głos.
- Taka ostra z Pani balowiczka – zapytał zaintrygowany?
- Spuśćmy na to zasłonę milczenia – powiedziała ze śmiechem. I dodała – było się kiedyś studentką…
Wystartowali o 22-ej czasu warszawskiego i po posiłku przygaszono światła, a pasażerowie zaczęli przysypiać. Bliskość jego intrygującej osoby, wypity alkohol i nastrojowe oświetlenie sprawiły, że wyobraźnia znów pracowała pełną parą. „Właśnie spacerowali brzegiem morza pod rozgwieżdżonym niebem…;” kiedy z tych marzeń wyrwał ją komunikat załogi:
- Proszę państwa wchodzimy w strefę turbulencji. Prosimy o zapięcie pasów!
Ze zdenerwowania zaczęła się motać ze swoim, gdy nagle zobaczyła jak jego silne dłonie, obejmują jej i prowadzą, jak dziecko do celu.
- Dzięki… - odpowiedziała cicho i przełknęła ślinę.
Jego ręce, o krótką chwilę dłużej, niż wymagała tego czynność zapięcia pasa, obejmowały jej drżące dłonie. Spojrzała w jego pochyloną nad nią twarz i ich oddechy, i wzrok skrzyżowały się. Nagle szarpnęło samolotem raz i drugi. Instynktownie wbiła się rękami w jego ramię. Nakrył jej dłonie swoimi mówiąc:
- Spokojnie. Wszystko będzie dobrze.
Po chwili wszystko wróciło do normy. Ona jednak nadal lękliwie tuliła się do niego.
Zaczął głaskać ją uspokajająco po wierzchu dłoni. Błogi spokój rozlewał się po całym ciele. Przymknęła oczy i syciła się tym.
- Jesteś piękna – usłyszała jego szept. Zastygła zaskoczona. „Czy to wyobraźnia…? Czy to dzieje się naprawdę…?” Nie wiedziała, jak zareagować, więc w napięciu oczekiwała rozwiązania zagadki.
- Natalii, Natalii… - zamruczał jej do ucha refren francuskiej piosenki i przysunął się bliżej.
„To jednak dzieje się tu i teraz... – uświadomiła sobie.”  
Teraz jego udo stykało się z jej i lekko napierało na nie. Powinna cofnąć nogę, ale stawiła opór, a nawet uniosła stopę na palcach, ocierając kolanem jego łydkę.
„Co ja robię – panikowała w myślach?” Rozsądek nakazywał przerwać tę grę, ale ciało domagało się więcej. Wiedziała, że jak przekroczy „Rubikon” to nie będzie już odwrotu.  
- Rafał...nie…- zaprotestowała cicho, dla zasady, jakby chciała uspokoić sumienie. On zignorował prośbę i nadal robił swoje. Poczuła jego gorący oddech na szyi. Czuła, jak włosy na karku stroszą się, a ciało przeszywa delikatny dreszcz. Jego oddech był coraz cieplejszy. Zbliżał się do jej karku aż zakończył się muśnięciem warg i języka.
Spojrzała mu w twarz uważnie, jakby chciała zgłębić jego intencje. Pożądanie emanowało z taką siłą, że ugięła się przed jego potęgą. Kątem oka zauważyła, że sąsiedzi śpią. Zbliżyła usta i odcisnęła na jego namiętny pocałunek. Wargi i języki zwarły się w erotycznym tańcu. Obejmował jej głowę w dłoniach, a kciukami pieścił policzki. Przesunął ręce wzdłuż szyi na ramiona i przycisnął ją do siebie. Traciła oddech i świadomość. Oderwała się od niego półprzytomna i oparła o siedzenie dysząc z podniecenia. Palce jego prawej dłoni bawiły się jej blond włosami, podczas gdy palec wskazujący lewej błądził po jej twarzy, ustach, szyi… W swej wędrówce dotarł do piersi ukrytych pod cienką bluzką. Delikatnie zaczął wodzić nim wokół sutka, zataczając coraz szersze kręgi wokół piersi. Pieszczoty i okoliczności sprawiły, że podniecenie wzbierało w niej sztormową falą. Przymknęła oczy i chłonęła docierające do jej ciała bodźce. Teraz objął pierś całą dłonią i zaczął delikatnie ją ściskać. Przybliżył się i znów całowali się do utraty tchu. Położyła dłoń na jego kroczu i wyczuła rosnącą wypukłość...
Nagle światła pokładowe zapaliły się, a z interkomu popłynął komunikat:
- Proszę Państwa, za chwilę podchodzimy do lądowania. Prosimy o umieszczenie toreb w schowkach i zapięcie pasów bezpieczeństwa.
Odskoczyli od siebie jak poparzeni. Światło drażniło rozszerzone z podniecenia źrenice. Mrużyli oczy jak wyrwani z głębokiego snu. Wszystko potoczyło się, jak w przyśpieszonym tempie. Lądowanie. Odprawa. Odbiór bagażu. Nie było czasu na wymienienie się numerami telefonów. Ona z rodziną w oczekiwaniu na autobus tour-operatora, odprowadzała go tęsknym wzrokiem, gdy wsiadał do taksówki.  
Ogarnęło ją irracjonalne uczucie osamotnienia. Czuła się, jakby opuścił ją ktoś bliski.
Podjechał autobus i zajęła miejsce. Odpowiadała półsłówkami dzieciom i mężowi. W myślach analizowała scenę po scenie, jakie rozegrały się w samolocie. Kiedy dotarli na miejsce, wzięła się w garść i z wymuszonym uśmiechem, uczestniczyła w procedurze zakwaterowania. Wszyscy byli zmęczeni i po kąpieli padli do łóżek.  
Leżała i wsłuchiwała się w miarowe oddechy śpiącej rodzinki. Obrazy, słowa, zapachy powróciły. Mózg jak holywoodzki scenarzysta zaczął komponować z tych szczątków wspomnień, nową wersję melodramatu. Sen stopniowo otulał ją. Mózg testował różne narracje. Raz była to romantyczna scena w stylu „Titanica”. Innym razem rycerski epos. Po krótkim „odtworzeniu” odrzucała je, jak komisja kolaudacyjna. Elementem łączącym był zawsze On. Męski, silny, odważny, dzielny… Nie była już małą dziewczynką, a nawet wchodzącą w życie nastolatką i te naiwne scenariusze skazane były na wykluczenie. Jej kobieca, dojrzała natura oczekiwała czegoś więcej, jak tylko łzawej, romantycznej historyjki. W końcu zarządca jej centralnego układu nerwowego, chyba zorientował się, że nie tędy prowadzi droga do spełnienia. Gotowa fabuła była na wyciągnięcie ręki…
„Znów była z nim na pokładzie samolotu. Lecieli do Hong Kongu – on w swoich architektonicznych sprawach, a ona biznesowych. W business class nieliczni pasażerowie drzemali, porozrzucani po całym przedziale. Obok nich były wolne miejsca. Wino szumiało im w głowach...mózg podjął przerwany wątek…
Rafał wgryzał się w jej usta jak w soczysty owoc, trzymając w dłoniach jej głowę. Ona wciśnięta w siedzenie łapała łapczywie powietrze w przerwach pomiędzy pocałunkami. Jego dłonie uczyły się jej ciała na pamięć. Zatrzymywały się dłużej w tajemniczych miejscach. Rozpinał jej bluzkę – guzik... po guziku…; budując napięcie, w iście hitchckokowskim stylu. Kurtyna poszła w górę i jej kobiece piersi, znalazły się na łasce, i nie łasce jego: dłoni, warg, zębów i języka. Nadal były kształtne, pomimo ciąży i karmienia, a pieszczoty mężczyzny powodowały, że stawały się jędrne. Sutki wysunęły się w stronę skąd nadchodziła rozkosz, jak główki kwiatów w stronę ciepła słonecznego światła. Maestria pieszczot uruchomiła w jej wnętrzu siły, których istnienia nawet nie podejrzewała. Ze ściśniętego gardła wydobywał się cichy jęk, a oczy i źrenice rozszerzały się w miarę narastania fali rozkoszy - jakby zdziwione tym co dzieje się z ciałem kobiety. Orgazm sutkowy, wstrząsnął jej ciałem, jak eksplozja samochodu pułapki. Zaskoczona tym, w ostatniej chwili, zatkała sobie usta dłonią, wydając stłumiony okrzyk. On odsunął się od niej i sycił oczy widokiem ekstazy. Po chwili przystąpił znów do działania. Tym razem delikatnie, jak muśnięcia skrzydeł motyla, dotykał wargami jej ust, szyi, uszu i piersi. Pocałunki działały jak balsam i Natalia uspokajała się powoli. Głębokie westchnienie wydobywające się z rozchylonych warg oznajmiło koniec pierwszego aktu.
Płochliwie rozejrzała się po kabinie, ale wszyscy spali. To ośmieliło ją do działania. Przysunęła się do Rafała i pocałowała go namiętnie w usta. Dłoń opadła na jego udo i przesunęła się na krocze. Ugniatała je, czując przez cienki materiał pulsującą męskość. Powoli zaczęła rozpinać mu spodnie, patrząc jednocześnie głęboko w jego brązowe oczy. Zastygł w oczekiwaniu. Wprawnym ruchem wydobyła członka i ściskając go mocno, oglądała z podziwem ten cud natury. Krew pulsowała pod jej palcami, wypełniając ciała jamiste. Miała wrażenie, że trzyma w dłoni żywe zestrachane zwierzątko, niepewne tego co się z nim stanie. Kutas rósł pod wpływem ciepła jej dłoni i prężył się, jak kobra przy dźwiękach fletu fakira. Całowali się, a ona przesuwała w tym czasie, energicznie dłoń wzdłuż członka. Rozejrzała się jeszcze raz po kabinie i uspokojona pochyliła się nad kroczem mężczyzny. Delikatna skóra na czubku członka lśniła zachęcająco. Zawisła ustami, tuż nad nim i utoczyła kulę śliny, która spłynęła na żołądź. Rozsmarowała ją, delikatnie językiem, po całym członku i objęła go ręką. Teraz jej dłoń gładko przesuwała się wzdłuż kutasa. Czuła, jak pulsuje pod palcami i rwie się w jej kierunku, żądny przygody. Rafał zaczął sapać w przyśpieszonym tempie. Wstrzymała się, kiedy uznała, że za chwilę eksploduje i ścisnęła członka u nasady. Gdy doszła do wniosku, że niebezpieczeństwo jest zażegnane, uwolniła chwyt i zaczęła kręcić językiem młynki wokół czubka, przesuwając się stopniowo w dół - tak, że kutas powoli znikał w jej ustach. Kiedy dotarł do migdałków, zatrzymała się, objęła go mocno wargami i jej głowa powędrowała w górę. Dotarłszy do czubka, przez chwilę się nim zabawiała, by po chwili ruszyć w dół. Mężczyzna jęczał cicho z rozkoszy. Położył swoją dłoń na jej głowie i wyznaczył optymalny dla niego rytm. Ona śliniła się obficie i co jakiś czas, zlizywała wszystko i przełykała. Oboje byli podnieceni i coraz bardziej zamknięci w swoim świecie. Natalia czuła, jak majtki stają się wilgotne, a wnętrze jej cipki robi się gorące jak piec Martenowski.  
- Pragnę Ciebie… - wyszeptali jednocześnie i roześmiali się rozbawieni tym zbiegiem okoliczności.
To ich otrzeźwiło i rozejrzeli się po otoczeniu.  
- Droga wolna –  jak spiskowiec, odparł Rafał.
Ona stanęła naprzeciwko i wsunęła ręce pod spódnicę. Kiedy wprawnym ruchem ściągała majtki, On, w tym czasie, zsunął spodnie do kolan i odsłonił podniecającą męskość. Kutas prężył się dumnie w całej okazałości, w oczekiwaniu na spełnienie.
Rzuciła mu w twarz wilgotne majtki. On złapał je i przycisnął do nosa. Zaciągnął się ich zapachem jak narkoman działką narkotyku.
- Ty mój olbrzymie – powiedziała strachliwie – Tylko bądź delikatny dla mojej pusi.
Zadarła spódnicę i klęknęła na siedzeniu zawisając nad jego kutasem. Kilka kropelek wilgoci z jej wnętrza skapnęło mu na brzuch.  
Powoli... jak Azja Tuchajbejowicz,  opuszczała się na wyprężony w jej kierunku pal. Kiedy czubek zniknął w jej wnętrzu, zatrzymała się, jakby mierzyła się z czekającym ją wyzwaniem. Puściła spódnicę, która opadła jak zasłona, skrywając to co za chwilę miało się wydarzyć. Oparła dłonie na jego ramionach i zbliżyła twarz do jego ust. On odcisnął na jej wargach mocny pocałunek „śmierci” i nacisnął rękami na jej biodra, uruchamiając kopulacyjną maszynę. Z jękiem wypuściła powietrze z rozchylonych warg. Poczuł na twarzy uderzenie gorącej fali. Objęła rękami jego szyję i pochylona nad jego twarzą rozpoczęła erotyczny taniec. Nadziała się powoli, aż po nasadę, delektując się wypełniającym jej wnętrze, pulsującym kutasem. „Wsłuchiwała” się w siebie. Mięśnie pochwy czule zacisnęły się na intruzie, który z każdym ruchem bioder stawał się mile widzianym gościem. Powoli łapali rytm, który obojgu przynosił rozkosz.  
Natalia anglezowała jak wytrawna amazonka. Przy każdym dosiadzie, bluzka rozchylała się, ukazując na moment jej nabrzmiałe seksualnością piersi. Rafał wysunął głowę i wargami łapał igrające z nim brodawki. Ledwo pochwycił, którąś, ta przy kolejnym ruchu bioder kobiety, uciekała mu z ust. W końcu zrezygnowany, mocnymi pociągnięciami języka, sycił się ich jędrnością i słonawym smakiem potu.
- Natalii, och Natalii – jęczał
Ona z rozmarzonym wzrokiem odpowiadała mu, tłumiąc krzyk:
- Ooo...Jeee...Ehhh…
Miłosne soki ciekły jej po udach, a mlaśnięcia pochwy zwieńczyły każdy ruch bioder.
Odrzuciła głowę do tyłu i z utkwionym w sufit wzrokiem, kręciła biodrami ekstatyczny taniec miłości. Twarz miała spoconą i zaczerwienioną, a strużki wilgoci płynęły jej po szyi, pomiędzy piersiami; wypełniały zagłębienie pępka, by po przelaniu płynąć dalej, żeby w końcu zniknąć, jak leśny strumyk w trawie,  w kępce łonowych włosów. Kiedy zaczęła odwracać głowę w kierunku Rafała jej wzrok natrafił na natarczywe spojrzenie, mężczyzny z sąsiedniego rzędu za nimi. Blond czupryna i jasna karnacja wskazywała na skandynawa. Uśmiechał się do niej dobrotliwie, ale w jego niebieskich oczach paliły się pochodnie podniecenia. Spłoszyła się i wstrzymała galop. Pytający wzrok utkwiła w mężczyźnie. On tylko przyłożył konfidencjonalnym ruchem, palec wskazujący do swoich ust i przyzwalająco skinął powiekami. Zniecierpliwiony kochanek ponaglił ją lekkim ruchem swoich bioder. Nadal zdeprymowana, ruszyła powoli, ociężale, jak tuwimowska lokomotywa. Teraz miała widza. Ta nowa sytuacja podnieciła ją jeszcze bardziej. Drażniła go westchnieniami, a na jej twarzy odmalowywała się cała wzbierająca w niej ekstaza. Spod półprzymkniętych powiek ciskała w jego kierunku pioruny. Rafał był teraz narzędziem, dekoracją, najwyżej scenicznym partnerem. Wciągała ją ta gra dla jednego widza. Oddawała się tej monodramie w całości. Jej dusza należała do blondasa. Ośmielony jej wyuzdaną mimiką, rozpiął spodnie i uwolnił kutasa. Zabawiał się nim delikatnie, a ona oblizywała lubieżnie, spierzchnięte wargi. Prowokowała go swoim zachowaniem. Rozejrzała się na boki. Cisza. Spokój.
Spojrzała ponownie na faceta i wyszeptała:
- Chodź.
Rafał z przymkniętymi oczami sycił się rozkoszą płynącą z lędźwi.
Blondas podszedł od tyłu do fotela, a kobieta wysunęła rękę pomiędzy oparciami i ścisnęła obnażonego członka. Po chwili, nie wstrzymując kłusa, całowała się namiętnie ze skandynawem, brandzlując go jednocześnie.
- Daj mi go do buzi – wyszeptała.
Pochyliła się, a on wypchnął biodra w jej kierunku, wsuwając kutasa do zaślinionych ust Natalii. Złapał ją za włosy i mocno ruchał, wpychając członka aż do gardła.
Rafał zorientował się w sytuacji i zaskoczony obserwował tę scenę. Po chwili zaakceptował bieg zdarzeń i podniecony jeszcze bardziej, zaczął poruszać biodrami, wbijając swoją sondę po same jądra, w rozjątrzoną pochwę kobiety.
Poruszali się, jak skomplikowana maszyna. Każde w swoim rytmie, ale jednocześnie zsynchronizowane z pozostałymi. Maszyna dążyła do jednego, zgodnie z tajemniczym planem, szalonego konstruktora. Pośród sapań, jęków, postękiwań i mlaśnięć wydobywających się z jej wnętrza, zmierzała do ostatniego etapu procesu technologicznego. Jak na komendę ta ludzka hybryda przyśpieszyła. Finał zbliżał się nieuchronnie. Natalia zacisnęła usta na wciśniętym po nasadę członku, aby stłumić okrzyki nadchodzącego orgazmu. Rafał jako tłumika użył jej piersi, a wiking zacisnął usta, jak dziecko broniące się przed kolejną porcją zupy. Głuche okrzyki i piski jak fanfary oznajmiły nadejście – wyczekiwanego. Maszyna wstrząsana falami orgazmów, zaczęła się trząść, jakby miała się rozpaść na kawałki z przeciążenia. Natalia poczuła przez aksamitny materiał orgazmu, jak pulsujący członek Rafała wyrzuca do wnętrza pochwy strumienie ciepłej spermy, które jednocześnie koiły, ale i podkręcały, i tak już posunięte do granic wytrzymałości doznania. On skowyczał z rozkoszy obejmując ustami jej pierś. Szwed trzymał ją mocno za włosy i trząsł się, jak w febrze, wypełniając jej usta słonawym napojem miłości. Krztusiła się. Nie nadążała przełykać kolejnych porcji. Nadmiar wylewał się kącikami ust i nosem. W końcu puścił ją i padł skulony na fotel łapiąc się za genitalia. Ona sapała z wyczerpania i ocierała twarz z potu i spermy.
- Kochanie… kochanie, co się dzieje? - dobiegł do niej z oddali czyiś znajomy głos.
Zaczęła się rozglądać po kabinie. Nic.
- Natalka, Natka…, kochanie, to ja!
„Co za Ja?!” - jej myśli krzyczały.
Ktoś potrząsał ją za ramię. Rozglądała się dookoła. To nie był żaden z jej kochanków. Rafał dyszał oparty o fotel z przymkniętymi oczami, a blondas zajęty był swoimi obolałymi jądrami. Nagle…?  Stop klatka... Obraz znieruchomiał, a ona zaczęła oddalać się od tej sceny, coraz szybciej i szybciej. W końcu dookoła była już tylko absolutna ciemność, z której, po chwili, znów zaczął dobiegać do niej znajomy głos:
- Kochanie, kotku...
Rozbłysk światła. Otworzyła oczy. Przez chwilę była jeszcze między jawą, a snem, a tajemniczy uśmiech błąkał się na jej wargach.

gonzo

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 4224 słów i 23764 znaków, zaktualizował 13 lis 2019.

2 komentarze

 
  • Moniia

    Ekscytujące, sprawiło że stałam się wilgotna od samego czytania..

  • gonzo

    @Moniia Dziękuję, a taki efekt też mi chodziło. ;) Zapraszam do lektury pozostałych moich wypocin i proszę o łapkę w górę.

  • westchnienie

    Świetne!

  • gonzo

    @westchnienie Dziękuję.

  • gonzo

    @westchnienie Jeszcze raz dziękuję za dobre słowo. A tak konkretnie co się podobało. Ciekawi mnie opinia z pozycji dziewczyny, bo faceci, to wiadomo. Ma być dużo i ostro.