Ucieczka cz.IV

Nie miałam pojęcia o kim mówił Tom. Było to co najmniej dziwne. Kto chciałby go zabić? Może on naprawdę należał do sekty w nowym miejscu zamieszkani. Nie wiedziałam już co mam o tym myśleć. Tom wyglądał wprawdzie na zaskoczonego gdy powiedziałam mu to wszystko. Gdyby był winny pewnie zacząłby się tłumaczyć. A on tylko klęczał i płakał.  
-O czym ty do cholery mówisz? Kto cię zabił? - zapytałam zaskoczona.  
-Nie wiem. Ja się nie zabiłem i jestem tego pewien.  
Podeszłam do niego bliżej. Jego słowa jakoś do mnie nie docierały.  
-Tom, rzuciłeś się z dachu budynku.  
-Nie!
Coś go zastanawiało. Coś próbował sobie przypomnieć.  
-Nie rób ze mnie idiotki.  
Wstał szybko i podszedł do mnie. Patrzył mi prosto w oczy, a w ich wnętrzu dostrzegłam zagubienie i rozpacz.  
-Nie popełniłem samobójstwa! - krzyknął.  
-Nic nie rozumiem. - szepnęłam.  
-Myślisz, że ja rozumiem? Przychodzisz tu i bredzisz coś o mojej śmierci choć widzisz, że żyje!
-Byłam na twoim pogrzebie! Pisali o tym w gazecie nawet!
Złapał się za głowę i zaczął chodzić w tą i z powrotem.  
-Posłuchaj Ali. Nie chciałem, nie skoczyłem i się nie zabiłem.  
-W takim razie co się stało?
Wzruszył bezradnie ramionami. Usiadłam na trawie i próbowałam sobie to wszystko jakoś ułożyć. Nie miałam pojęcia co mogło się naprawdę wydarzyć. Tom zginął, ale nadal był tutaj... Było to bardziej skomplikowane niż mogłam się spodziewać.  
-Zaraz, zaraz. Wcześniej wspomniałeś, że on cię zabił. O kogo chodzi? - spytałam.  
-Miał spotkać się ze mną pewien mężczyzna. Dużo mówił o Arieni. Chciał się ze mną zobaczyć by przekazać mi jakąś ważną wiadomość.  
-I co?
-Pamiętam tylko, że tam poszedłem, a on już czekał. Niestety na tym moje wspomnienia się kończą.
To wszystko pozbawione było sensu. Kim był mężczyzna, który posiadał ważne informacje? Bez wspomnień Toma mogliśmy tylko gdybać. A ja nawet nie znałam nikogo kogo mogłabym podejrzewać.  
-Jak wyglądał? - spytałam w sumie nie wiedząc po co. Mało znałam osób z Arieni żeby je przypisać do konkretnego opisu.  
-Miał długie włosy i chyba czarny płaszcz do kostek. Wyglądał jakoś dziwnie. Trochę jak stary motocyklista.  
Nie wiedzieć czemu od razu pomyślałam o znajomym pani Cyli, który przychodził do biblioteki. Mimo iż wiele osób mogło pasować do tak ubogiego w szczegóły opisu i tak on przyszedł mi na myśl.  
-Myślisz, że mógł cię zepchnąć?
-Nie wiem. Jaki mógłby mieć powód? - zapytał sam siebie.  
-Tego właśnie trzeba się dowiedzieć.  
Tom był załamany, a mi było okropnie głupio, że tak źle o nim pomyślałam. Fakt, że nie wyglądało to ciekawie wcale mnie nie usprawiedliwiał, że tak szybko go oceniłam. Naprawdę chciałam go przekreślić w tamtym momencie. Okazało się jednak, że to nie tak jak mi się wydawało. Bardzo mi ulżyło, ale jednocześnie dołowało.  
-Co planujesz? - zapytał.
-Musimy coś z tym zrobić. To nie jest normalne, że nie pamiętasz nic z tego spotkania. Jeszcze dziwniejsze jest to, że mimo iż tam zginąłeś tu twoje ciało nadal żyje. Tak jakby w jakiś sposób rozczepił twoje ciało.  
Chwyciłam go za rękę żeby dodać mu otuchy. Nie codziennie ktoś dowiaduje się, że nie żyje. Nie istniały nawet odpowiednie słowa pocieszenia na taką sytuację. Wiedziałam, że nawet jeśliby istniały to wcale by mu nie pomogły.  
-Tom...- zaczęłam, ale tak naprawdę nie miałam pojęcia co powiedzieć.
-Co z moimi rodzicami? - spytał smutno zaciskając zęby.  
-Widziałam ich tylko w dniu pogrzebu. - wyznałam.  
Nie chciałam mu mówić jak wyglądali tego dnia. Już i tak czuł się okropnie. Po co miałam mu jeszcze dokładać smutku?
-A Moli?
Przeczuwałam, że prędzej czy później o to zapyta. Tylko co ja mam mu powiedzieć? Wiem, że to dla niego ważne, ale czy powiedzenie mu prawdy jakoś mu pomoże? Nie, załamie go jeszcze bardziej. Ale kłamstwo też nie wchodziło w grę.  
-Cóż ja mogę powiedzieć...Chyba domyślasz się jak mogła się czuć.
-To nie może się dziać naprawdę. Nie może...- szepnął.  
  
Wróciłam do domu pełna mieszanych uczuć, a przede wszystkim napełniona smutkiem. Nie byłam przygotowana na taki obrót wydarzeń. Cieszyłam się, że Tom jednak żyje, ale okoliczności jego śmierci bardzo mnie martwiły. Poza tym nie miał wyjścia i musiał żyć w Arieni. Nie mógł wrócić do naszego świata więc groziła mu zmiana, o której mi mówiono. Tom po jakimś czasie zacznie wyglądać jak rodowici mieszkańcy Arieni i nikt nie będzie w stanie tego zatrzymać. Chyba, że istnieje jakiś sposób, o którym nie mam pojęcia. A było to całkiem możliwe. Mało wiedziałam o tamtym świecie. Nikt jakoś specjalnie nie wprowadził mnie w to co tak naprawdę się tam dzieje. Nie mogłam więc niczego stwierdzić będąc pewna na sto procent.  
Nie wiem jednak czy mogę zaufać niektórym osobom by się czegoś dowiedzieć. Jedno wiedziałam na pewno. Miałam rację, że oś jest nie tak w świecie, którego nazywali rajem. Wcale nie jest tam tak idealnie i mimo strachu jaki teraz odczuwałam postanowiła się tego dowiedzieć.  
Może powinnam znaleźć tajemniczego mężczyznę, który był przyjacielem pani Cyli? Ann wspominała, że zajął mieszkanie staruszki. Jeśli nadal tam jest mogłabym tam pójść udając, że chciałam spytać o panią Cylię. Bałam się jednak, że może i mnie chciałby zabić. O ile to na pewno on spowodował śmierć Toma. Tego nie mogłam być pewna. Osądzanie go w tej chwili było przesadzone. Toma też zbyt pochopnie przekreśliłam, a okazało się, że nawet o niczym nie wiedział.  
-Gdzie idziesz? - spytał tata gdy zeszłam do przedpokoju i zakładałam buty.  
-Muszę iść w jedno miejsce. - oznajmiłam.  
Zdziwił się.  
-O pierwszej w nocy?
Zerknęłam na okrągły zegar na ścianie i tym razem to ja się zdziwiłam. Nie miałam pojęcia, że minęło tak dużo czasu. Zrezygnowana zsunęłam buty i schowałam je do szafki obok.  
-Pójdę jutro. - powiedziałam i pobiegłam do swojego pokoju.  
Pierwsza w nocy? Już? W Arieni był przecież dzień! To nie miało sensu. Czy tam nigdy nie ma nocy? Byłam już ram w różnych porach dnia i zawsze było tak samo. Świeciło słońce, niebo było bezchmurne. Kiedy mieszkańcy śpią?
Miałam nadzieję, że sprawa Toma nie pochłonie całego mojego czasu. Chciałam też skupić się na Ann, która niedługo się wyprowadzi do innego miasta. Nie mogłam więc poświęcić wszystkich wolnych chwil dla przyjaciela mojego brata. Bałam się, że tak jednak się stanie i nawet tego nie zauważę.  
Teraz nie pozostało mi nic prócz pójścia spać. Nie mogę tracić energii na podróżowanie między światami. Ostrożność, to właśnie to co powinnam mieć na uwadze. Zwłaszcza teraz.  

-Teraz mieszka tu jakiś podejrzany mężczyzna. - wyznała starsza kobieta, którą zaczepiłam gdy wracała ze sklepu.  
Ann wysłała mi dokładny adres domu pani Cyli nie pytając o powód. Z samego rana więc pojechałam tam mając nadzieję, że czegoś w końcu się dowiem. Na szczęście spotkana kobieta była dość rozmowna i chętna by udzielić mi kilku informacji.  
-Podejrzany? - spytałam udając zdziwioną.  
Dla mnie samej wyglądał jakoś dziwnie.  
-Sprowadza tu pełno ludzi. Niektórzy jeszcze nie wyszli. Myślę, że to może być jakaś sekta.  
Gdyby wiedziała o Arieni ciekawe co byłoby dla niej lepsze. Mieszkać obok podejrzanego zgrupowania czy obok faceta, który prawdopodobnie podróżuje między dwoma światami?
-Jak to jeszcze nie wyszli?
-Wchodzą i nie wychodzą. Chyba, że w nocy, ale wątpię żeby tak wielkie grupy wychodziły po cichu. Ja to mam bardzo wyczulony słuch.  
-Nigdzie nie było to zgłaszane?
-Wiele razy pojawiała się tu policja, ale nic nie zdziałali. Ponoć wszystko z nim w porządku, a w środku nie znajdowano innych osób oprócz niego.  
Pewnie to bywalcy Arieni. Może gdy policja puka do drzwi zakładają pierścienie i znikają? To nawet logiczne wyjaśnienie. Tylko dla mnie. Staruszka pewnie nie wie co się dzieje.  
-Ten mężczyzna to niby znajomy pani Cyli. - stwierdziłam.  
-Też o tym słyszałam, ale jakoś nie mogę w to uwierzyć. Ona nie mogłaby utrzymywać kontaktu z kimś takim. Znałam ją od tak dawna...
Kobieta nie miała mi już nic więcej do powiedzenia. Nie była też zdziwiona moją ciekawością i tym, że weszłam do kamienicy by udać się do tego mieszkania. Ulżyło mi, że nie zadawała mi żadnych kłopotliwych pytań, na które nie mogłam odpowiedzieć.  
Zatrzymałam się przed odpowiednimi drzwiami i zastanawiałam się co dalej. Zapukać? Iść sobie? Nie ukrywam, że byłam przerażona by stanąć z nim twarzą w twarz. Jeśli to naprawdę on to może mi grozić niebezpieczeństwo.  
Zawahałam się, ale ostatecznie zapukałam. Zaczerpnęłam powietrze w płuca i czekałam aż drzwi się otworzą. Z każdą sekundą mój paraliż wzrastał. Wiedziałam, że gdyby miało się coś stać to nie ruszyłabym się z miejsca. Nie byłabym w stanie nawet założyć pierścienia na palec. Miałam go przy sobie na wszelki wypadek.  
-Ty? - usłyszałam pytanie zza drzwi, które po chwili się otworzyły i przede mną stanął mężczyzna, którego podejrzewałam o spowodowanie śmierci Toma.  
-Co ty tu robisz? - zapytał dziwnie podejrzliwie.  
-Chciałam się czegoś dowiedzieć. Pani Cylia odeszła tak nagle więc nie mogłam jej zadać kilku pytań.  
-Myślisz, że ja mogę Ci pomóc? Ha! A kim ja jestem żeby odpowiadać na pytanie, które powinnaś była zadać komuś innemu?  
Jego wyraz twarzy mnie przerażał. Był zły i było to widać w każdym geście.  
-Znał pan panią Cylię i wydawało mi się, że to dość bliska relacja.  
-Widziałaś mnie w bibliotece kilka razy i stwierdziłaś coś takiego?
Jego ton głosu był bardzo niemiły więc czułam, że atmosfera się zagęszcza.  
-Wie pan o Arieni więcej niż ja.  
-Nawet jeśli! Przychodzisz tutaj i myślisz, że możesz zajmować mój czas?  
Podszedł do mnie bliżej próbując wystraszyć. Śmierdział papierosami i piwem. Był ubrany tak samo jak wtedy gdy widywałam go w bibliotece.  
-Czego ty chcesz? - zapytał.  
Czego ja chce? Sama nie wiedziałam co tak dokładnie miałam na celu gdy postanowiłam tu przyjść. Przecież nie mogłam mówić wprost o co mi chodzi. Nie mogłam powiedzieć mu o Tomie. Jeśli nie miał z tym nic wspólnego to nie zrozumiałby o czym mówię. A jeśli jednak to on to nie byłoby za ciekawie. Mogłabym znaleźć się na jego celowniku.  
-Idź stąd zanim przestanę być miły!- wrzasnął.  
Miły? Chyba miał dziwne poczucie o byciu miłym. Nic nie mówiąc odwróciłam się na pięcie i zbiegłam po schodach do wyjścia. Gdy już złapałam za klamkę poczułam uderzenie w tył głowy...

Głowa bolała mnie niemiłosiernie. Miałam wrażenie, że wyrósł na niej ogromny guz taki jak w bajkach. Musiałam porządnie oberwać skoro ból promieniował na połowę mojego ciała. W dodatku nic nie wiedziałam, bo ktoś założył mi opaskę na oczy. Była okropnie ciasna i bałam się, że od tego ucisku zaraz zemdleje. Ruszyć też się nie mogłam. Zadbano o to by mnie związać. Nawet bez tego nie dałabym rady uciec. Mój porywacz jednak o tym nie wiedział, a szkoda, bo więzy były równie mocne co opaska na oczy.  
Siedziałam na podłodze. Przynajmniej tak mi się wydawało. Wędrowałam nogami wokoło, które jako jedyne były wolne od sznurów. Pusto. Zaczęłam więc nasłuchiwać uważnie wszystkiego by dowiedzieć się gdzie jestem i o co chodzi. Było jednak bardzo cicho. Żadne dźwięki nie docierały do moich uszu, co w jakimś stopniu mnie niepokoiło. Czułam się nieswojo przez tą wszechobecną ciszę.  
Mimo wszystko chyba wiedziałam gdzie jestem. Nie było innej możliwości niż ta, że mężczyzna, u którego byłam mnie uwięził. Po pierwsze nie zdążyłam nawet wyjść z kamienicy, w której mieszkał. Po drugie moje przeczucie dawało o sobie znaki. Tylko w jego domu mogłam się znaleźć. Tylko co było tego powodem skoro kazał mi sobie iść jak najszybciej? Przecież nie powiedziałam nic złego. Czy wiedział, że interesuję się sprawą Toma?  
W ręce nadal miałam pierścionek, ale bałam się go założyć. Dziwiło mnie to, że nie zauważył go gdy mnie związywał. Mimo to obawiałam się, że jeśli go założę to tak u Toma moje ciało zostanie tutaj, ale jednocześnie przeniesie się do Arieni. Byłabym wtedy bezbronna i mógłby mnie zabić bez problemu. W sumie teraz też był w stanie to zrobić. Byłam związana, ale nawet ten fakt był mało znaczący. Nie byłam dobra w samoobronie. Może dlatego, że nigdy wcześniej nie musiałam się bronić.  
-Co chcesz mi zrobić? - spytałam mając nadzieję, że mi odpowie, że dowiem się dlaczego tu jestem.  
Nie usłyszałam jednak żadnej odpowiedzi. Nadal panowała okropna cisza. Próbowałam uwolnić dłonie z krępujących je sznurków, ale były bardzo mocne.  
-Czego chcesz? - zapytałam znowu oczekując na jakiekolwiek słowa.  
Nic. Wątpiłam w to, że będzie chciał odpowiadać na moje pytania skoro wcześniej nie miał zamiaru tego robić. Przerażało mnie tylko to, że nic nie widziałam. Mógł spokojnie siedzieć naprzeciw mnie i patrzeć na to jak motam się by się uwolnić. Było to naprawdę niemiłe uczucie.  
Usłyszałam kroki zbliżającej się osoby. Były coraz głośniejsze więc wiedziałam, że zmierza w moim kierunku. Ogarnął mnie jeszcze większy niepokój. Gdy po chwili ustały byłam pewna, że stoi tuż obok mnie. Wstrzymałam oddech tak jakbym myślała, że dzięki temu stanę się niewidzialna i nic nie będzie mógł mi zrobić. Czekałam na to co ma się wydarzyć w napięciu. Związane oczy źle działały na mój umysł przez co bałam się jeszcze bardziej.  
-Chcesz skończyć jak Tom? - odezwał się potwierdzając moje przypuszczenia, że to na pewno znajomy pani Cyli.  
Sprawdziło się też to, że to on zabił Toma i uwięził go w Arieni.  
-Dlaczego to zrobiłeś? - przemówiłam ciekawa odpowiedzi, które tak naprawdę mogły być ostatnimi jakie usłyszę.  
Zaśmiał się złowrogo co wywołało u mnie dreszcze.  
-Arieni musi zostać zniszczone, a wszyscy, którzy posiadają pierścień zostaną odesłani do tamtego świata na zawsze. Nikt nie może tu zostać, bo Arieni w żadnym wypadku nie może być odbudowane nigdy więcej. - wyjaśnił czym bardzo mnie zaskoczył.  
-Zniszczone? Dlaczego raj ma być zniszczony?
Jego wcześniejsze wyznanie sugerowało, że w Arieni dzieje się coś złego. Przynajmniej tak przypuszczałam.  
-Raj? To jest piekło, ale nikt nie chce o tym mówić. To najgorsze miejsce jakie kiedykolwiek było udostępnione ludziom.  
-Nie ma powodu by tak sądzić. - chciałam go zachęcić by mówił więcej.  
-Co ty wiesz o Arieni? Wmówiono ci, że to miejsce bez cierpienia i bez smutku. Wmówiono ci, że odnajdziesz tam spokój, a twoje życie będzie łatwiejsze. Zapytaj samą siebie. Czy odkąd poznałaś tamten świat coś się w tobie zmieniło?  
Odpowiedź była prosta. Nic się nie zmieniło na lepsze. Jak dotąd spotykały mnie same komplikacje. Zwłaszcza sprawa Toma. Poza tym nie odczuwałam jakiegoś szczęścia przebywając w tamtym miejscu. Czułam tam nawet złość, a ponoć nie ma tam negatywnych emocji. W Arieni byłam bardziej zagubiona niż w rzeczywistości, a przecież miało być inaczej.
Nie chciałam mu jednak o tym mówić. Nie chciałam żeby utwierdzał się w swoich przekonaniach, które prowadziły do czegoś złego.  
-Pani Cylia nie mogłaby żyć w złym świecie. - stwierdziłam zupełnie nie wiedząc czemu.  
-Cylia? Ona sama nie była dobrą osobą!- krzyknął.  
Byłam zdziwiona. Myślałam, że mieli dobre relacje. Przynajmniej tak to wyglądało gdy przychodził do biblioteki. Nie mogłam uwierzyć, że darzył ją nienawiścią, którą wyraźnie było słychać w jego głosie.  
-To niemożliwe żeby była zła. - próbowałam jej bronić bazując na tym jaka była w stosunku do mnie.  
-A czemu dała ci pierścień wiedząc, że Arieni zmierza do swojego końca? Dlaczego niby chciała żebyś poznała to miejsce? Bo wiedziała, że w niczym ci nie pomoże, a jeszcze bardziej skomplikuje ci życie.  
Nie mogłam przyjąć jego słów. Mój umysł, który znał panią Cylię nie potrafił się z tym pogodzić. Czy pani Cylia mogłaby chcieć mojej zguby? Przecież nie okazywała mi złych intencji. On musiał to sobie wymyślić. Innej opcji nie brałam pod uwagę.  
-Dała mi go, bo wiedziała, że tego potrzebuje. Jak pan może tak mówić?
-Przyczyniła się do odejścia kogoś kto był dla mnie ważny. Zabrała mi dwie osoby. Najważniejsze w moim życiu! - wyznał, a głos pod koniec mu się załamał.  
Nie wiedziałam co mam o tym myśleć. Zaskoczył mnie tym wyznaniem i to bardzo. Nie znałam szczegółów i pewnie nie będzie mi dane ich poznać. Nie wiedziałam dokładnie co miał na myśli. Nie mogłam też stwierdzić czy mówi prawdę. Nie zachowywał się jak ktoś komu można wierzyć.  
-To nie może być prawda. A nawet jeśli to pewnie nie zrobiła tego świadomie.  
-Nic nie wiesz! Nie wypowiadaj się na temat czegoś o czym nie masz pojęcia!
Poczułam uderzenie w prawą nogę. Kopnął mnie tak mocno, że aż jęknęłam z bólu. Musiał być naprawdę wściekły, co zresztą było wyczuwalne.  
-Skończysz jak Tom! Nie masz prawa żyć w dwóch światach więc ja wybrałem za ciebie. Będziesz żyła w swoim raju już zawsze. Razem z człowiekiem, który zabił twojego brata.  
Skąd on o tym wiedział? Skąd wiedział, że mam brata, że zginął?  
-Tom tego nie zrobił! - krzyknęłam.  
W tym samym momencie zakleił mi usta taśmą.  
-Posłuchaj Ali, wierz sobie w co chcesz. To jednak nie zmieni faktu, że niedługo zejdziesz z tego świata. Może chcesz żebym zrobił wyjątek i wysłał cię do Michela?
Byłam zła tak bardzo, że aż udało mi się uwolnić związane ręce. Zerwałam opaskę z oczu i wstałam zanim zdążył zareagować. Popchnęłam go z całych sił, ale nawet nie drgnął. Stał tylko, a pokój wypełniał jego śmiech.  
-Myślisz, że jesteś w stanie coś mi zrobić? - zapytał i tym razem to on popchnął mnie.  
Upadłam uderzając głową w ścianę robiąc przy tym trochę hałasu. Korzystając z tego, że miałam wolne ręce zerwałam taśmę z ust i z całych sił zaczęłam krzyczeć.  
-Pomocy!
-Krzycz dalej.  
Podszedł i kopnął mnie w zgięte nogi, które dopiero co podciągnęłam pod brodę. Jego agresja wzrastała i widziałam to w jego ciemnych oczach.  
-Zostaw mnie!
Podniosłam się i pobiegłam w kierunku drzwi. Mieszkanie nie było duże więc nie miałabym z tym problemu gdyby mnie nie złapał. Co jak co, był szybki i w dodatku silny.  
-Jedyne miejsce, do którego możesz się udać to Arieni. - oznajmił znów cisnął mnie na ziemię.
Tym razem podparłam się na rękach dzięki czemu uniknęłam ponownego uderzenia w ścianę.  
-Twoi rodzice na pewno jakoś zniosą śmierć drugiego dziecka. - dodał.  
Tego było już za wiele. Postanowiłam zaryzykować i założyłam pierścionek na palec. Nie obchodziło mnie, że może rozczepić moje ciało, i że zostanę w jego mieszkaniu zupełnie bezbronna. Nie uciekałam przez to, że się go bałam. Nie uciekała dlatego, że mnie tak potraktował. Uciekałam, bo nie chciałam usłyszeć czegoś co spowodowałoby płacz. Nie chciałam cierpieć przez jego słowa. Wolałam być poobijana na zewnątrz niż znów leczyć poranioną duszę.  
Wylądowałam na polanie nie wiedząc czy będę mogła wrócić do domu. Nie wiedziałam też czy nie trafię z powrotem do jego mieszkania. To było całkiem możliwe. Zawsze wracam do miejsca, w którym zakładałam pierścień.  
Od razu ruszyłam w stronę wioski. Najpierw chciałam znaleźć Elenę, a potem Toma. Byli osobami, którym chciałam powiedzieć o tym co się wydarzyło. Zwłaszcza musiałam poinformować Toma o całej tej sytuacji o tym, że wiem na pewno kto go zabił i skazał na życie w Arieni.  
Gdy tylko weszłam do wioski zaczepił mnie Aron. Chłopak, z którym rozmawiałam ostatnio.  
-Cześć negatywnie nastawiona dziewczyno. - powiedział z uśmiechem na twarzy.  
-Nie mam ochoty i czasu na pogawędki. - rzuciłam i ruszyłam dalej.  
-Widzisz? Znowu są w tobie te złe emocje.  
Zatrzymałam się.  
-Gdybyś wiedział to co ja też nie mógłbyś patrzeć na to pozytywnie.  
Podszedł do mnie i stanął naprzeciw uważnie mi się przyglądając.  
-Dziewczyny czasem przesadzają. - stwierdził.  
Irytował mnie. Nie swoimi słowami, ale ogólnym podejściem.  
-Lepiej już pójdę zanim zacznę bardziej przesadzać.  
-Już się obraziłaś?
Nic nie odpowiadając ruszyłam przed siebie. Nie miałam czasu na wymianę słów z Aronem, który akurat nie był dobrym kompanem do konwersacji. Przynajmniej tak mogłam stwierdzić po tych dwóch spotkaniach.
-Zobaczmy się później! - krzyknął za mną, ale nie zareagowałam. Nie widziałam potrzeby żeby rozmawiać z nim gdy już wszystko omówię z Tomem. Żadne później nie wchodziło w grę.  
Nigdzie nie mogłam znaleźć Eleny. Gdy pytałam o nią mieszkańców mówili, że nie widzieli jej od wczoraj. Ktoś wspomniał, że prawdopodobnie udała się do miasteczka położonego na południu. Ponoć mieszkała tam jej siostra, ale nikt nie wiedział dokładnie gdzie to jest. Nie chciałam jej szukać za wszelką cenę więc po otrzymanych informacjach zrezygnowałam z tego. Postanowiłam udać się do miejsca, w którym odnalazłam Toma. Miałam nadzieję, ze chociaż jego spotkam tam gdzie powinnam  
Idąc do wioski, w której mieszkał Tom zastanawiałam się co dalej. Jak mam poprowadzić tą sprawę żeby znaleźć odpowiednie rozwiązanie? Nie podjęłam żadnych konkretnych kroków prócz rozmowy z Tomem i jego zabójcą. Nie podjęłam ich bo nawet nie wiedziałam gdzie zacząć. Nie miałam pojęcia czy istniał ktoś kto był w stanie zaradzić temu wszystkiemu. Może w Arieni jest ktoś kto sprawuje władzę nad tym światem. Powinni mieć kogoś takiego. Jednak zaufanie innym przychodziło mi z trudem i obawiałam się, że może być przeszkodą w podejmowaniu dalszych decyzji. Ale skoro dowiedziałam się o planach zniszczenia Arieni musiałam coś z tym zrobić. Nie mogłam przecież skazać tych wszystkich istot żyjących tutaj na niewiedzę. Mieli prawo znać prawdę i ewentualnie bronić swojego świata. Co jak co oni na pewno poradziliby sobie z tym lepiej niż ja. Ja nic nie wiedziałam, niczego nie byłam do końca świadoma. Przebywałam tutaj, ale nie byłam tego częścią. Tak właśnie to odczuwałam. Dla mnie to wszystko było jak sen. Mój umysł jeszcze nie przyswoił sobie tego tak naprawdę. Rozumiałam, że ten świat istnieje i to co mnie w nim otacza jest realne. Nie rozumiałam jednak jak powstał, dlaczego mogę tu być i dlaczego wszyscy są tutaj jacy są.  
Ten świat, niby taki piękny i idealny. Taki radosny i pełen pozytywnych poglądów na temat życia, które było słychać zewsząd. Nawet jeśli się nie słuchało. Ludzie wydawali się być naprawdę szczęśliwi będąc tutaj. Widać było, że podoba im się tak jak jest i czują się tu dobrze. Ale na mnie to nie działało. Odczuwałam negatywne emocje nie tylko w sobie, ale na zewnątrz. Nie wiedziałam czemu akurat ja muszę tak to postrzegać. Ale miałam wrażenie, że Arieni otula jakaś tajemnica, której albo nikt nie zna albo nie chcą o niej mówić. Może przesadzałam. Może mój pesymizm nie był spowodowany tym miejscem, ale mną samą. Może to siedziało w mojej głowie i przez to postrzeganie tego świata zmieniało się na negatywne z jakiegoś powodu. Powodu, który był ukryty wewnątrz mnie. Może niepotrzebnie szukam problemu wokoło. Może powinnam spojrzeć w głąb siebie i przemyśleć czy aby na pewno to tutaj źle się dzieje.  
Gdy dotarłam na miejsce znalazłam Toma bez problemu. Stał przy głównej bramie tak jakby na mnie czekał. Tak jakby wiedział, że się pojawię. Patrzył na mnie jakoś dziwnie. Na jego twarzy pojawiał się na przemian smutek i ciekawość. Pewnie oczekiwał informacji. Jakichkolwiek.  
-Jesteś. - oznajmił i stanął naprzeciw mnie.  
Wyglądał okropnie. Wcale mnie to nie zdziwiło. Jak inaczej mógł wyglądać człowiek, który stracił życie i wszystko co było dla niego ważne? Stracił życie, a jednocześnie mógł żyć dalej w innym świecie. W świecie, z którego nie było dla niego żadnego wyjścia.  
-Nie wyglądasz najlepiej. - stwierdził przyglądając mi się uważnie.  
I kto to mówi, pomyślałam.  
-Byłam w domu twojego zabójcy. - wyznałam.  
Jego zdziwienie było ogromne. Nie za bardzo chyba dotarły do niego moje słowa. Takie miałam wrażenie.  
-Gdzie byłaś?
W jego głosie nie było jednak zaskoczenia. Wyczułam raczej coś w rodzaju złości, że wpadłam na taki pomysł i do tego go zrealizowałam.  
-Chciałam dowiedzieć się czegoś więcej.  
-Życie ci nie miłe?  
-Obiecałam, że ci pomogę więc to zrobię.  
Pokręcił głową z niedowierzaniem.  
-Ale żeby od razu iść do jego domu?!  
Zanim mu odpowiedziałam powędrowałam w kierunku ławeczki, która była niedaleko. Byłam zmęczona i właśnie teraz to poczułam. Usiadłam i odetchnęłam głęboko.  
-Jakoś musiałam zdobyć informacje. - oznajmiłam.  
Poszedł w moje ślady i usiadł obok mnie.  
-Ali, chyba oszalałaś.  
-Może i oszalałam, ale przynajmniej dowiedziałam się czegoś istotnego.  
Zaczął nerwowo stukać palcami o kolano.  
-Powiedział ci dlaczego to zrobił? - zapytał smutno ciekawy mojej odpowiedzi.  
Skinęłam głową.  
-Ma zamiar zniszczyć Arieni. Najpierw jednak chce tu zesłać niemal wszystkich, którzy posiadają pierścień.  
-Co takiego?  
-Nie znam powodu jego poczynań, ale powiedział, że Arieni to nie raj, ale piekło.  
-Ale przecież nie uda mu się pozbyć wszystkich, którzy tu przychodzą.  
Tak, to była prawda. Do Arieni nie przybywali tylko mieszkańcy naszego miasteczka. Nie znałam zasięgu jaki obejmował przybyszy. Nie wiedziałam czy są tu ludzie z całego świata czy tylko z danego obszaru.  
-Wiem, ale po jego postawie i słowach jestem pewna, że na pewno się nie podda. Będzie chciał ciągnąć to dalej. - uznałam.  
-Jakim cudem udało ci się uciec?  
-Założyłam pierścień. Nie mam jednak pewności czy nie będzie teraz ze mną tak jak z tobą. Nie wiem czy moje ciało przeniosło się tutaj w całości. Nie wiem nawet czy po ściągnięciu pierścienia trafię do domu czy do niego.  
-Ty naprawdę zwariowałaś! I co teraz?  
-Musimy znaleźć sposób by go powstrzymać.  
-Pytam jak niby teraz wrócisz?
Wzruszyłam ramionami. Będę musiała zaryzykować w odpowiednim momencie. Może wcale mnie nie zabił i nadal będę mogła wrócić do rzeczywistości. A jeśli trafię do jego domu będę musiała coś wymyślić żeby uciec jak najszybciej.  
-Słuchaj Tom, to nie jest teraz ważne. Nie możemy dopuścić do zniszczenia Arieni.  
-Ali, dla mnie życie i tak się już skończyło. Wracaj do realnego świata i zapomnij o Arieni. Nie przejmuj się tym co planuje ten facet.  
Jego słowa były trochę egoistyczne. To, że jego życie się skończyło nie oznaczało, że tutejsi nie mają prawa żyć. Dla nich nie istniało nic poza tym światem. Nie mieli gdzie uciec by się ukryć. Oni na pewno chcą żyć dalej w swoim raju. Tom tego nie rozumiał. Może przez to przez co przeszedł. Potrafiłam w jakimś stopniu go usprawiedliwić, ale nie mogłam pozwolić by dalej tak myślał.  
-Rozwiąże tą sprawę. Znajdę kogoś kto mi pomoże. - zapewniłam.  
Westchnął smutno i wstał. Spojrzał na mnie.  
-Idź już. Jeśli możesz wróć do domu i przemyśl to wszystko zanim podejmiesz jakiekolwiek decyzje, dobrze?
-Tom...- zaczęłam, ale mi przerwał.
-Nic już nie mów.  
Odwrócił się i ruszył przed siebie. Czułam się bardziej bezradna niż wcześniej. Nie miałam po swojej stronie Toma. Może nie do końca był przeciw mnie, ale nie chciał żebym ratowała Arieni. Wiem, że musi być mu trudno przez to, że tu utknął bez jakichkolwiek możliwości.  
Wróciłam do wioski. Mogłabym udać się do swojego świata, ale bałam się tego gdzie trafię i czy w ogóle się stąd wydostanę. Postanowiłam więc, że jeszcze trochę tu pobędę zanim zdecyduje się ściągnąć pierścionek. Miałam cichą nadzieję, że Elena już wróciła i będę mogła z nią porozmawiać o tym co mnie męczy.  
-Negatywna wróciła. - usłyszałam głos Arona.  
Opierał się o drzewo i patrzył na mnie z uśmiechem. Irytującym uśmiechem. Ominęłam go bez słowa. Chyba nie miałam sił by z nim rozmawiać. Tym bardziej, że pewnie zarzucałby mi pesymizm.  
-Stój!- krzyknął gdy już trochę się od niego oddaliłam.  
Zatrzymałam się mimowolnie. Dlaczego? Sama nie wiedziałam czemu go posłuchałam. Tak jakby było to silniejsze ode mnie.  
Podbiegł do mnie i stanął naprzeciw.  
-Mogłabyś chociaż się odezwać. - oznajmił nie przestając się uśmiechać.  
-Czego chcesz? - spytałam chyba trochę za ostro.  
Wzruszył ramionami. Ruszyła dalej skoro sam nie był pewien po co mnie zatrzymał.
-Poczekaj. - powiedział i załapał mnie za rękę widząc, że nie reaguje.  
Westchnęłam zrezygnowana i wyrwałam dłoń z jego uścisku.  
-Co?
-Poświęcisz mi chwilę? - zapytał grzecznie, ale poważnie.  
-Chwilę. - zgodziłam się i usiadłam na trawie tam gdzie stałam.  
Zrobił to samo i zaczął wyrywać pojedyncze źdźbła trawy. Starałam się być cierpliwa i czekałam aż coś powie. Zatrzymał mnie więc pewnie chciał mi coś powiedzieć. Nie wiedziałam co to może być. Nie znaliśmy się, a co można powiedzieć obcej osobie?
Nic nie mówił, a ja nie chciałam go popędzać. Uznałam, że posiedzę aż w końcu przemówi. Czekając mogłam przynajmniej nacieszyć się słońcem, które przedzierało się przez bujne korony drzew otulając mnie przyjemnym ciepłem. Przymknęłam oczy i rozkoszowałam się jego promieniami wędrującymi po moim ciele. Dawno nie miałam okazji posiedzieć w słońcu i po prostu się uspokoić. Ostatnio w moim życiu było zbyt pochmurno, a żadne światło nie próbowało nawet przedrzeć się przez te gęste chmury mojego smutku. Ale teraz siedząc tu na trawie miałam wrażenie, że słońce, które w końcu do mnie dotarło wypala złe wspomnienia i oświetla te dobre. Te wspomnienia, które zniknęły w ciemnościach mojego serca miały teraz okazje się przewietrzyć. Było to bardzo miło uczucie, o którym tak naprawdę już zapomniałam.  
Przypomniał mi się dzień, który spędziłam z rodzicami i Michelem. Pojechaliśmy wtedy nad jezioro z dala od miasta i całego pośpiechu. Był upalny dzień, a my jako dzieci nie mogliśmy usiedzieć na miejscu. Lekceważąc zakaz mamy, że nie możemy bez taty zbliżać się do wody właśnie to zrobiliśmy. Uciekaliśmy przed delikatnymi falami, które wzbierały na silę gdy przepływał jakiś niewielki statek czy motorówka. Wydawały się nam wtedy ogromne i niebezpieczne. Śmialiśmy się przy tym i nie zwracaliśmy uwagi na krzyk mamy, że powinniśmy wracać. Tata widząc, że nie mamy zamiaru odejść od wody przyszedł do nas i pozwolił nam zmoczyć nogi. Ogarnęła nas wtedy taka radość, która była nieopisana. Nie minęła nawet minuta gdy zawołał nas do siebie. Dał nam dwa białe kamyki. Jeden dla mnie, drugi na Michela. Miałam wtedy pięć lat, a wciąż pamiętam słowa taty. Powiedział, że dopóki będziemy mieć te kamyki nic i nikt nas nie rozdzieli, że musimy pamiętać o sobie nawzajem nawet w najgorszych chwilach naszego życia. Jeśli będziemy się tego trzymać to nawet gdy będziemy z dala od siebie każde z nas będzie w stanie podnieść drugie gdy upadnie.  
Gdy Michel zginął pochowaliśmy go z tym kamykiem. Mój został w moim pokoju w niewielkim, białym pudełku. Zawsze gdy je otwieram wiem, że mój brat nie pozwoli mi upaść. Pozwoli mi jedynie rzucić się w przepaść, ale złapie mnie w odpowiednim momencie i skieruje do dobrego miejsca.  
Mimo tego jak to się skończyło było to jedno z moich najszczęśliwszych wspomnień. Mimo, że Michela już ze mną nie było po tamtym dniu nad jeziorem stał mi się jeszcze bliższy. Może wtedy jako pięciolatka nie rozumiałam do końca słów taty i tego co chciał nam w nich przekazać, ale z czasem docierały do mnie i mogłam odczytać ich znaczenie. Gdy w końcu je zrozumiałam wiedziałam, że Michel nie będzie podnosił mnie gdy upadnę tak dosłownie. Zrozumiałam, że będzie moją siłą, która wypchnie mnie ku górze. I nawet jego brak w moim życiu tego nie zmieni. Było to bardzo pocieszające. Może nie zawsze, ale przynajmniej miałam się do czego odnieść gdy tego potrzebowałam.  
Aron nadal milczał, ale jakoś wcale mi to nie przeszkadzało. Dzięki temu mogłam się wyciszyć, a tego właśnie mi brakowało. Mimo iż spędzam dni przeważnie w samotności nigdy nie miałam czasu by uspokoić myśli tak jak w tej chwili. Cały bałagan w mojej głowie przestał mieć znaczenie i wydawał mi się niewielkim problemem, z którym będę w stanie sobie poradzić.  
Otworzyłam oczy i spojrzałam na mojego towarzysza. Patrzył na mnie spokojnie. Nie uśmiechał się, ale nie był poważny. Z jego spojrzeniu dostrzegłam ciekawość. Wyglądał trochę tak jakby męczyło go mnóstwo pytań, które chciałby mi zadać, ale coś go powstrzymywało. Nie miałam zamiaru na niego naciskać. Tym bardziej, że mogłam się przecież mylić.  
-Już lepiej? - zapytał.  
-Nawet bardzo. - odpowiedziałam szczerze.  
Uśmiechnął się. Zauważyłam w tym uśmiechu coś pozytywnego. Jego uśmiech przynosił ulgę mojemu sercu i nie miałam pojęcia dlaczego.  
-To wszystko czego od ciebie chciałem. - wyznał i trochę mnie tym zdziwił.  
Więc nie chciał ze mną porozmawiać. Chciał żebym posiedziała w ciszy i przestała być tak negatywnie nastawiona jak wcześniej.  
-Sprytnie.  
-Mam nadzieję, że chociaż trochę skorzystałaś z tego miejsca, które właśnie po to istnieje.  
Skinęłam głową. Może nie byłam do końca przekonana, ale na pewno poczułam się lepiej w tym miejscu. Pierwszy raz odkąd tu jestem nie było aż tak źle.  
-Dziękuje. - powiedziałam.  
Machnął ręką.  
-Tylko cię naprowadziłem.  
Uśmiechnęłam się. Miałam nadzieję, że nie wyszedł z tego jakiś grymas. Rzadko się uśmiecham więc nawet nie chce myśleć jak to wygląda.  
-Nie jesteś taki zły. - stwierdziłam.
-Nie jesteś aż tak negatywna jak myślałem.

PrincessOfWriting

opublikowała opowiadanie w kategorii inne, użyła 6519 słów i 34785 znaków. Tagi: #ucieczka #runaway #sen #sad

1 komentarz

 
  • Okolonocny

    No i proszę, wreszcie bohaterka ma okazję usiąść i na spokojnie wszystko przemyśleć, zamiast się miotać. I co zaskakujące, to ważne wydarzenie następuje za sprawą chłopaka o wdzięcznym, biblijnym imieniu ;). Coraz więcej intrygujących bohaterów.