Mężczyźni V

Pijemy nasze ulubione wino.  
Dookoła nie ma niczego innego oprócz rzeki płynącej smętnie u naszych stóp i gęstej trawy.  
- To twój sposób na odratowanie tego, co już wygasło? - szepcze Gerard, patrząc przed siebie.  
Mrozi mnie tym pytaniem, ale udaję, że nie zadziałało, jak mocne smagnięcie biczem.  
- A wygasło? - powstrzymuję drżenie głosu i rąk.
Cisza działa, obezwładnia, pozwala mi zrozumieć, że to wszystko, czego najpierw się dotknęłam, rozbudziłam i zbudowałam wraz ze jego pomocą, zepsułam jednym, sprawnym ruchem.  
- Jestem teraz innym człowiekiem, Emma - odpowiada, sącząc wino z butelki.  
- Chciałeś powiedzieć dobrym mężem i ojcem? - te słowa ciężko przechodzą mi przez gardło i mam ochotę rozpłakać się i roześmiać jednocześnie.  
Gerard spogląda na mnie, zaciskając usta.  
- Jesteś niemożliwa - szepcze, odkładając butelkę.  
W nagłej chwili znajduje się tuż obok, blisko, nie dzieli nas nic, jesteśmy jednym ciałem.
Te usta są takie, jakimi je zapamiętałam.  
Chłonę go, chłonę tę chwilę, widok jego oczu.
- Kocham cię, Gerard. Nie zniosę tego, jeśli będziesz szczęśliwy z kimś innym - spuszczam wzrok, bojąc się tego, co mogę zobaczyć w jego spojrzeniu.  
Nie mówi nic.  
Wystarczy to, że podnosi mój podbródek i całuje delikatnie spragnione usta.


Tak, rozmowa przeobraziła się w namiętność i jedyne, na co w tamtym momencie mieliśmy ochotę, to seks.  
Nie była to zwyczajna czynność, monotonia.  
Zbliżenie było tym, czego oboje potrzebowaliśmy, bo jedyne, czego potrzebowaliśmy, to siebie.
Nieważne, w jakiej postaci, ale ta zwierzęca wygrała.  
Wszystkie żale, rozczarowania, smutki przelały się w jedno, tworząc największe i najlepsze pożądanie, jakiego jeszcze nigdy nie czułam.
Pieprzyliśmy się na łące, jak bezwstydne zwierzęta.  
W tamtym momencie nic nie miało znaczenia. Cieszyliśmy się sobą, jak jeszcze nigdy.  
Gerard przymykał oczy, kiedy zatapiał się w moim wnętrzu, a ja nie pozostawałam obojętna.  
Wchodził we mnie raz za razem, wydobywając ze mnie głośne jęki.  
Widziałam, jak spinał mięśnie, jak było mu cholernie dobrze, jak nie chciał, żeby to kiedykolwiek się skończyło.  
Poruszał się we mnie rytmicznie, a kiedy zrozumiał, że już dłużej nie wytrzyma, że potężny orgazm zbliża się z każdym najmniejszym ruchem, przytłoczył mnie swoim ciałem i wtulił twarz w rozsypane włosy.


- Uśmiechasz się - zauważa Eliza.  
Kręcę głową i wybucham śmiechem.  
- Widziałam się z Gerardem - tłumaczę, a ona odkłada wszystkie dokumenty na bok i spogląda na mnie niecierpliwie. - To był najlepszy seks w moim życiu - dodaję, a jej oczy robią się większe.
- Czyli co, jesteście razem? - uśmiecha się, klaszcząc w dłonie
Wzdycham głośno, co nie umyka jej uwadze.
- Nie - smutnieję. - Nie wiem czy kiedykolwiek będzie to jeszcze możliwe.  


- Smakuje ci? - uśmiech Carla wzbudza poczucie winy, którego wcale nie powinnam mieć.
Kiwam głową, spoglądając na swój prawie nietknięty talerz.  
Uśmiecha się szerzej i cicho śmieje.
- Emma, wiem, że nie - nachyla się nad stolikiem. - Smakowałoby ci dopiero wtedy, gdyby na moim miejscu siedział ten dupek w idealnie dobranym garniturze z zawadiackim uśmiechem na ustach - dodaję, a ja cała sztywnieję.  
- Co? - mrugam kilka razy oczami.
- Od piętnastu minut próbuje ci powiedzieć, że biorę rozwód, a ty? Dłubiesz widelcem w makaronie i nie spojrzałaś na mnie ani razu odkąd tutaj weszliśmy - jego głos jest obojętny, spokojny, ale wiem, że w środku, ma ochotę mnie udusić a potem? Pewnie stąd po prostu wyjść.
- Rozwodzisz się? - pytam głupio, a on przymyka oczy.  
- Tak, sądziłem, że jesteśmy w stanie stworzyć coś razem - odstawia sztućce na serwetkę. - Ty i ja, ale to niemożliwe. Wciąż Gerard, ten pieprzony Gerard - uśmiecha się paskudnie, a potem wyciera kąciki ust.  
-Carl...
-Ja wiem, Emma. Naprawdę wszystko wiem i zdaję sobie sprawę z tego, że niczego mi nie obiecywałaś. Niepotrzebnie robiłem sobie nadzieję, niepotrzebnie próbowałem wmówić sobie, że może będzie inaczej i, że to ja będę kimś, na kogo będziesz tak patrzeć - wzdycha, wyciąga z portfela kilka banknotów i kładzie je na stolik. - Jadę naprawić swoje błędy - dodaje, wstaje, zakłada płaszcz, uśmiecha się smutno w moją stronę i zostawia mnie w restauracji.  
Samą.
Z chaosem w głowie.
Ze niewypowiedzianymi słowami na języku.


- To twoja wina! To wszystko twoja wina, wywłoko! - krzyczy przez łzy, które leją się strumieniami po jej policzkach.  
Rzuca się, jak wygłodniały pies na łańcuchu. Odpycham jej ręce, przymykam drzwi, ale furia, w jaką wpada sprawia, że ciężko mi sobie z nią poradzić.  
- Uspokój się! - podnoszę głos, nie jestem w stanie jej przekrzyczeć.  
Sąsiedzi muszą mieć przednie przedstawienie.  
Ta idiotka siedzi już przed moimi drzwiami dobrą godzinę.  
Przez pierwsze pół totalnie ją zignorowałam, ale wyzwiska i wrzaski dobiegające z klatki schodowej zaczęły mnie powoli irytować.
Tak samo, jak jej upierdliwość.
- Wszystko zniszczyłaś! - nie reaguje na moje słowa, jest w swoim transie.  
Wywracam oczami.
- Nie musiałam niczego niszczyć. Gerard sam odpowiada za swoje czyny - mruży niebieskie oczy i na chwilę się zamyka. - Naprawdę nie rozumiem, dlaczego w ogóle utrzymuje relacje z taką awanturniczką. Nie łatwiej było tu po prostu przyjść i porozmawiać niż wydzierać się przez godzinę na klatce schodowej? - pytam, widząc, że zaczyna brakować jej sił na dalszą serię wyzwisk.  
- Gerard wyjechał - szepcze, chowając twarz w dłoniach.
W mojej głowie zapala się czerwona lampka.  
- Jak to wyjechał? - otwieram drzwi na oścież, wlepiając w nią przestraszone oczy.
- Zaproponowali mu współpracę z inną firmą we Francji - wyjaśnia smutno. - Powiedział również, że to dobry czas, aby wszystko sobie przemyśleć, bo nie jest w stanie tu już dłużej funkcjonować - dodaje, a w jej spojrzeniu dostrzegam znów furię.  
- I uważasz, że tym powodem jestem ja? - śmieję się gorzko.
Gerard zawsze potrafił zaskakiwać, ale jasno dał mi do zrozumienia, że z tego już niczego nie będzie.
Po najlepszym seksie, jaki zdarzył się w moim życiu wysapał, że powraca do roli dupka i miłość niekoniecznie dobrze mu wychodzi, za to bzykanie lasek - owszem.  
Płakałam po tym całą noc, ale nie, nie żałowałam.  
- A niby kto? - Rose wywraca oczami i zaciska usta. - Wczoraj, przed wyjazdem powiedział, że między nami nic nie będzie i, że jesteś jedyną kobietą, którą szczerze pokochał i to się nigdy nie zmieni - dodaje niechętnie, bliska płaczu.  
Czuję, że brakuje mi powietrza w płucach.
Zatrzaskuję drzwi przed jej nosem i lecę po walizkę.


- Uważam, że to bez sensu - głos Elizy brzmi, jak marudzenie naburmuszonej czterolatki.  
- W takim razie, co ma sens? - pytam, ściskając w rękach czarną torebkę, rozglądając się po parkingu.  
Jesteśmy na lotnisku.  
- Chcesz latać za facetem, który ostatecznie powiedział ci, że nic już między wami nie będzie? Emma, to, jak dobrowolny kop w jaja - kręci zniesmaczona głową.
- A ja nie mam jaj i sobie poradzę - uśmiecham się, a ona znów prycha i wzdycha niezadowolona.
- Tylko uważaj na siebie i pamiętaj, nic na siłę. Co innego o kogoś walczyć, a żebrać o uczucie - mówi, jak opiekuńcza matka.  
Parkuje niedaleko oszklonych drzwi.
- Dobrze, nic na siłę - powtarzam trochę dla niej, trochę dla siebie.
- Jesteśmy pod telefonem - przekręca klucz w stacyjce, ściska moje ramię i przytula.  


Boję się, ale co z tego?
Mam jedno życie, a Gerard jest jedynym mężczyzną, którego kocham.  
To wystarcza.
Wystarcza, żeby wsiąść w samolot i polecieć tam, gdzie mogę być szczęśliwa.

Malolata1

opublikowała opowiadanie w kategorii inne i erotyczne, użyła 1437 słów i 7863 znaków.

3 komentarze

 
  • wolna

    Co opowiadanie to lepiej napisane :bravo:

  • Mirek

    Bardzo  dobre  opowiadania

  • Malolata1

    @Mirek dziękuję, bardzo mnie to cieszy :)

  • Mariposa2000

    Super. Nie mogę doczekać się kolejnej???! :kiss:

  • Malolata1

    @Mariposa2000 obstawiam, że znajdzie się dziś kolejna część ;)