Biegnąca i stara historia. (Trening wyobraźni, opowiadanie bez kontynuacji.)

Zestaw:
Postać: Szukający zemsty
Miejsce: O charakterze niemieckim
Zdarzenie: Przymierze wrogów

Dlaczego tu jestem? W jaki sposób się tu znalazłem? Te pytania niczym wciąż wracające ostrza raniły me myśli. Dookoła panował mrok, tylko na środku rozwiany blaskiem księżyca, lecz cudne światło nie dawało ukojenia. W jego wnętrzu znajdował się potwór, przypominający ogromną świnię, zajadający się z obrzydliwym mlaskiem ciałem młodej kobiety, której nieruchome oczy ze strachem wpatrywały się w dal. Cofnąłem się po cichu, bojąc się, by moje mocno bijące serce, nie zdradziło bestii, że żyje. Nagle dotknąłem czegoś zimnego, a moje usta złożyły się w niemym krzyku, dopiero teraz uświadomiłem sobie, że dotąd nierozpoznawalne kształty to byli ludzie, a właściwie ich ziemskie pozostałości.
Zmuszony do kontynuowania bezcelowej ucieczki wbrew ciągle narastającej panice, znalazłem się pod kamienną ścianą. Szukałem, choć małej szczeliny, by znaleźć się, jak najdalej od śmiertelnego zagrożenia, już nie myślałem racjonalnie. Wyobrażałem sobie, że wystarczy mały dziura, bym mógł odetchnąć z ulgą. Cóż za głupota. Jak młodzieniec mający ponad metr osiemdziesiąt wzrostu, może się przecisnąć, tam, gdzie nawet dziecko nie dałoby rady. W końcu zrozpaczony usiadłem plecami do przeszkody, dzielącej mnie od wolności.
Cały mokry od potu z panicznym strachem obserwowałem ucztę stwora, lejącą się krew po jego wstrętnym pysku i znikające ludzkie mięso w tłustym ryju. W swojej duszy zacząłem modlić się do Boga, by uratował mnie od zguby. Jednak jak miał odpowiedzieć, skoro od wielu lat go nie zauważałem? Zabrzmiał skrzypiący dźwięk rozsuwanej metalowej kraty, a w zasłoniętym przez mrok wyjściu pojawili się trzej żołnierzy i oficer, przynajmniej tak zgadywałem, widząc rozpoznawalne kształty broni.
– Jak się ma mój eksperyment Dwadzieścia P.? Wnoszę, że przyprowadzone wcześniej jedzenie smakowało. Szkoda, że nie wykazujesz potrzeby rozmnażania się, każda z dziewczyn zostawiona w twoim wybiegu, kończyła "na talerzu". – Specyficzny akcent jasno zdradzał narodowość mówcy, a błyszczący monokl w jednym oku w stu procentach przekonywał mnie, że mam do czynienia z Niemcem. Gdy stanął w blasku księżyca, moje przerażenie zwiększyło się ponad miarę, doprowadzając mnie do stanu bliskiego omdlenia, jegomość nosił biały, długi kitel, a na założonych do tyłu rękach, widniały czarne skórzane rękawicę. Sama postać nie była straszna, jednak łysina, brzydka twarz oraz wielka, nie do przeoczenia swastyka w parze z ubiorem szalonego naukowca czyniło z przemawiającego ikonę klasycznej fantastyki, w którą jeszcze nie tak dawno zagrywałem się i oglądałem. Wtedy przyjemność z niszczenia była przeogromna, teraz gdy to, stało się faktem, nie było kolorowo. Zatkałem dłonią usta, by mój ciężki oddech, nie zwrócił nikogo uwagi.
Mimo tej niekomfortowej sytuacji dziwiła mnie potulność stwora, który ani myślał, rzucić się na stojących przed nim.
– DP być najedzony.
Głos bestii zabrzmiał donośnym echem po całym pomieszczeniu.
– Bardzo dobrze DP, bardzo dobrze. Schwytaliśmy ci kolejną kobietę, może ta przypadnie ci do gustu. Zaświecić światło! – Jego krzyk, niczym trzask bata dotarł do moich uszu. Zamigotały żarówki, oświetlając korytarz i cześć lochu. W oddali dało się zobaczyć dwóch żołnierzy, trzymających otyłą, wysoką dziewczynę, która bez problemu mogła ich odepchnąć, gdyby nie paraliżujący strach w jej oczach. Na widok nowej ofiary, wzrok monstrum zalśnił, a z ryja zaczęła kapać mu ślina.
– DP podobać się lalunia. DP zrobiło się bardzo ciepło między nogami.
Na dźwięk tych słów, twarz doktorka pojaśniała.
– Wunderbar! Hans poprowadź obiekt dwadzieścia do drugiego pomieszczenia, by odbył proces kopulacji. Podajcie też dziewczynie odpowiednie lekarstwa, musi dojść do zapłodnienia i urodzenia. Miejmy nadzieje, że na tyle przeżyje, by zostawić odpowiednią ilość potomstwa. Im więcej, tym lepiej dla naszego projektu. Do jasnej cholery! Jesteście żołnierzami, czy panienkami? Przecież mówiłem wam, że cenny rezultat eksperymentu jest nieszkodliwy dla osób w waszych szarych mundurach i mnie. Czy ktoś tu jest na tyle inteligenty, by zrozumieć, co mówię?
Głośne dudnienie świadczyło, że „słodki” DP przemieszcza się, a późniejszy damskie krzyki i jęki, rozchodzące się od strony korytarza, co teraz się dzieje.
Podniosłem się na drżącym nogach, z trudnością panując, by nie upaść. Trzymając się zimnej ściany, zmierzałem w stronę głośnego wyjścia. Niechcąc ryzykować, odrobinę wychyliłem się. W oświetlony przejściu stał Herr Świr wraz ze świtą, uśmiechał się, oglądając coś przez przezroczyste okno. Przełknąłem ciężko ślinę, domyślając się przyczyny zadowolenia szaleńca. Biedna dziewczyna, nie dość, że została porwana przez obłąkanych ludzi, to jest jeszcze gwałcona przez ogromną świnię na dwóch nogach, przypominającą trolla.
Szybko wybiłem z głowy współczucie, wiedząc, że mój los także jest niepewny. W końcu taka natura ludzka, by najpierw zadbać o siebie. Nie daleko siebie ujrzałem otwarte drzwi ze znajomym obrazkiem, oznaczającym schody. Miałem jedną szansę i kilka naprawdę ciężkich metrów do przejścia. Licząc, że entuzjazm naukowca szybko nie opadnie, a jego uwaga pozostaje w tym samym miejscu, zacząłem się skradać wykutym w skale, oświetlonym korytarzem.
Byłem już tuż, tuż, prawie stawiałem stopę na klatce schodowej, gdy zabrzmiał rozkaz.
– Mamy intruza! Hans, Oskar łapcie go! Durniu! Nie dotykaj dźwigni alarmu! Rozproszysz DP! Załatwcie to sami. Chyba potraficie złapać jednego, przestraszonego uciekiniera, który nie zna rozkładu bazy? Ruszać za nimi, otępiałe pajace, tylko bez informowania całej bazy o tym. Faza druga projektu właśnie się zaczęła, jest o wiele ważniejsza niż jakiś tam intruz.
Ku mnie biegli dwaj żołnierze, uzbrojeni w stare MP40. Kto w XXI wieku używa takich staroci? Miałem przeciwko sobie antyki, ale nawet one potrafią zabić... Napędzany paniką i adrenaliną zacząłem biec jak nigdy. Stopnie schodów zanikały pod moimi stopami, a kolejne cyferki pięter były tylko zamglonymi obrazkami. Jednak lata spędzone przed komputerem, a nie na siłowni zaczęły o sobie znać.
Na poziomie D5, oznaczenie, które zupełnie nic mi nie mówiło, dostałem ostrego ataku duszności i sapania. Kolejny raz usiadłem wyczerpany pod ścianą, jeśli mnie zabiją, to będzie szybki koniec, gorzej, jak zechcą prowadzić eksperymenty... Dwie minuty później lekko dysząc, dołączyli goniący, mierząc do mnie z pistoletów maszynów.
– Mamy cię gagatku! Hans, co z nim robimy?
– Nie wiem Oskar. Herr Doktor nic nie mówił.
– No to, co będziemy się męczyć. – Przystawił mi lufę do piersi, przyglądając się z sadystycznym wyrazem twarzy. Przymknąłem oczy, czekając na wystrzał. Jednak zamiast niego usłyszał rzężenie i ciepła substancja opryskała moją twarz. Szybko spojrzałem, o co chodzi, zobaczyłem jednego z żołnierzy stojącego z zakrwawionym nożem nad drugim. Dotknąłem swojej twarzy i podniosłem rękę na wysokość swojego wzroku, byłem cały we krwi zabitego. Dłonie zaczęły mi drgać, podobnie, jak całe ciało.
– Młody żyjesz?
Z przerażeniem odsunąłem się od zabójcy.
– Nie mam czasu na pierdoły. Jesteśmy kilometry pod ziemią, chcesz przeżyć i opuścić to przeklęte miejsce?
Niemal automatycznie przytaknąłem ruchem głowy.
– Więc słuchaj mnie uważnie. Po symbolach na ścianach, na naszych mundurach i tak dalej, chyba orientujesz się, kim jesteśmy? No, chyba że obecny świat zapomniał o strasznej przeszłości. Jeśli tak to jesteśmy ginącym gatunkiem, nieumiejącym uczyć się na błędach innych.
– Kim jesteś? – Tylko to pytanie, stworzył mój chodzący na pełnych obrotach mózg.
– A czy to ważne? Dowiadujesz się, że nazizm nadal istnieje, widzisz szalony eksperyment, ktoś ratuje ci życie i tylko o to pytasz? Młodzież na powierzchni jest o wiele słabsza, niż myślałem. Lata pokoju tuczą, by wojna miała co zabijać. Wstawaj. Przydasz mi się do mojego planu zabicia Herr doktora.
– Mam pomagać naziście?
– Raczej wrogowi twojego wroga. Tę świnię, którą widziałeś, stworzyli z połowy mojego oddziału i paru zwierząt. Mój brat zginął dla chorych ambicji. Więc jeśli chcesz przeżyć, staniesz się moim wspólnikiem. Wybieraj.
Odgłosy ciężkich butów nadchodzących żołnierzy nie wróżyły zbyt dobrze mojemu dopiero co uratowanemu życiu. Zaufać nieznajomemu, czy zostać na pewną śmierć. Wybór może być tylko jeden.

Nadbiegający nie zastali nikogo, dowódca włączył radio, by przekazać swój raport.
– Herr Doktor melduje się dwójka. Znaleźliśmy martwego Oskara ani śladu Hansa. Zniknęła również broń główna i boczna zabitego.
– Wygląda na to, że pies ugryzł rękę pana. Niniejszym Hans Weinsmann zostaje uznany za wroga Czwartej Rzeszy, wydaję również rozkaz jego likwidacji. – Zakończył nadawanie, nim usłyszał odpowiedź żołnierzy. Zamiast wcześniejszego, pozorowanego gniewu, na jego ustach widniał obrzydliwy uśmiech. Wreszcie będzie mógł przetestować obiekty z projektu Łowcy, z radością zobaczy efekty żmudnej pracy na dwóch nędznych robakach.

127 czyt.
100%11
krajew34

opublikował opowiadanie w kategorii horror i inne, użył 1649 słów i 9655 znaków

Komentarze (1)

 
  • Almach99

    Almach99 3 dni temu

    Ciekawy pomysl. Dr trupia glowka, szalony eksperyment, lochy. Super.
    4 rzesza. Przypominaja mi sie filmy klasy B typu Nazisci z wnetrza ziemi, czy Naziscie po drugiej stronie ksiezyca 😃