Uroki współczesnego kina

Uroki współczesnego kinaWiecie co? Wczoraj obejrzałam sobie film, jeden z tych, co to pod koniec przyprawia o napady śmiechu i bezgłośne drwiny. Recenzja w gazecie sugerowała, iż fabuła będzie przejedzoną bułą, ale jako że był to thriller, czyli mój ulubiony gatunek, z braku ciekawszego zajęcia wywaliłam się przed telewizorem. No i oczywiście się nie pomyliłam.  
       Ona – dzieciata, mężata lasencja i on – przystojniaczek złota rączka (jak się później okazało – z piekła rodem). Facet ratuje jej dzieciaka i tak to się jak zawsze zaczyna. Potem są, ma się rozumieć, podchody (wszystkie koleżanki ochy i achy, jakiż to on jest cudowny), i w końcu, jak się domyślacie, dochodzi do fiku-miku.  
       Śmieszne to było. Ona się sobie chlupie pod prysznicem, a on ładuje się do łazienki i zaczyna rozbierać. I muszę Wam powiedzieć, że tak lipnie zagranej, przerażonej miny jeszcze nie widziałam; baba wyglądała po stokroć gorzej, niż też wszystkie kukły z „trudnych spraw” czy innych „Dlaczego ja?”. Masakra.
       No więc on się rozdziewa, ona sparaliżowana strachem wygląda, jakby miała się zaraz zesrać z wysiłku (tak ciężko szło jej odegranie tego wątku), po czym koleś bezczelnie (nawet nie zapytał) ładuje się do kabiny i ją tam obraca (ależ miał mięśnie, o jaaaa!). Poparzyli się raz, niedługo później drugi raz, wreszcie baba zauważa, że z typem jest coś nie tak i zaczyna się buntować. Jemu oczywiście wtedy odbija i co mamy? Zaczyna ją prześladować, morduje jej znajomą, w końcu porywa i więzi jej mężulka.
       Ale do czego zmierzam. Do tego, że filmy – zwłaszcza z tych nowszych – kompletnie zeszły na psy. Nie dość, że od początku scenariusz jest przetarty jak stare gacie, do tego zupełnie do przewidzenia, to jeszcze jakby tego było mało, końcówkę filmu muszą tak zdeptać, że makabra.  

       A więc ciąg dalszy!  

       Facet już związał mężusia i przetrzymuje na łodzi. Następuje atak na niewdzięczną kochanicę i jej syna. Oczywiście starta bajka – on ją terroryzuje, nawijając, że kocha, bla, bla, bla, a ona co robi? Jak zwykle – zaczyna grać w jego gierkę, udając zakochaną. I dalej, jak możecie się domyślić, facet ją rozwiązuje (choć jeszcze miałam nadzieję, że zaśmieje jej się w twarz), ślepo wierząc, że baba mówi prawdę (klękajcie narody!, nie ma to jak nowy wątek w filmie! ). No i już go niby przekonała, ale nagle coś zaczyna się psuć (przegapiłam, bo polazłam do kuchni czort wie, po co). Ale to nic, to nieistotne, faktem jest, że on wydelegowuje gówniarza do innego pokoju i rzuca się na babę (bzykać będzie ) Synek wchodzi w nieodpowiednim momencie, macho wstaje i wtedy ona go „a masz!!!” – butelką w łeb. :hihihi: Koleś pada jak czyżyk, kobieta chwyta dzieciaka i biegiem, biegiem na dół! I oczywiście co? Przykuca w kuchni i każe mu sprowadzić pomoc.  
      No kurna, nie kumam, czy ona ma coś z głową? Normalny człowiek w przypadku zagrożenia spieprza jak najdalej od niebezpiecznego miejsca, dostając przy okazji niezłego pałera, a ona co? A ona nie, bo po co? Zamiast spierdalać do sąsiadki, dom obok, to nie, ona kuca w kuchni czekając, aż facet się ocknie i nakopie jej do dupy. Związałaby go chociaż!
      I co dalej? No pewnie, typ za chwilę się pojawia i teraz on ją w pustak czymś ciężkim (dzieciak zwiał), po czym zawleka owinięte ciało na swój jacht i znika. I jakie cuda wtedy widzę? Z worka nagle wynurza się nóż, folia zostaje rozcięta i hop! – baba już wyłazi na zewnątrz. I kochani – oto kolejna zagadka godna Monka czy innego Colombo. Wierzcie mi – jak to zobaczyłam, aż popłakałam się ze śmiechu. No kurde, ja wszystko zrozumiem, ale skąd ona, do cholery, wzięła w tym worze nóż? Luby jej dał? Jaja po całości!
       No ale jedźmy dalej. Szast, plast, facetka wyskakuje z łodzi i zwiewa. Nie dobiegła jednak daleko, bo obok stała jej żaglówka, do której oczywiście wlazła (ma nosa, nie ma co). Tam znajduje męża, lecz nie może go zabrać, bo typek ma połamaną kulasę. Więc baba co robi? Nie, nie myślcie, nie ucieka, nic z tych rzeczy, to byłoby za proste (no i jeszcze nie było przecież pożądanej temu gatunkowi dramaturgii).  No więc laska nie zmyka, żeby ściągnąć pomoc, tylko bierze w rękę szczekaczkę radia i nawija (ręce jej się trzęsą z przerażenia, jak na DOBRY thriller przystało), lecz nie trudno się chyba domyślić, że nikt nie odpowiada.  
I potem, szczerze Wam powiem, nie wiem, jak to się dokładnie stało (znudzona zaczęłam bawić się telefonem), ale na finiszu, jak to w dobrych bajkach bywa – ona wypycha go przez okno i on kaput!  
        I rozpustnica żyła sobie długo i szczęśliwie…


        No więc biorąc wszystko do kupy, film był kompletnie do dupy. Dziwię się tylko, że BURZY nie było, czyżby zapomnieli o tym najważniejszym szczególe?

          

       Pozdrawiam kinomanów!

1 061 czyt.
100%63
agnes1709

opublikowała opowiadanie w kategorii felieton i śmieszne, użyła 911 słów i 4973 znaków, zaktualizowała 10 sty o 17:59.

3 komentarze

 
  • angie

    angie · 10 stycznia

    Bo trza "It wasn't.." kończyć a nie kurde głupoty oglądać!!    

  • AnonimS

    AnonimS · 10 stycznia

    Podasz tytuł tego filmu? A nóż pewnie wzięła z kuchni, dlatego nie uciekła z synem bo noża szukała... pozdrowienia

  • Somebody

    Somebody · 10 stycznia

    Telewizja jest beznadziejna pod tym względem, to fakt. Z drugiej strony Janusze i Halyny nie potrzebują wyrafinowanego kina na swoim starym pudle. Od siebie dodam (jako że jestem zdeklarowaną kinomaniaczką), że nowe filmy wcale nie są złe (wręcz przeciwnie). Żeby wspomnieć parę tytułów z tego roku - Trzy bilbordy Ebbing-Missouri, Roma, Mudbound, Lady Bird, Tamte dni tamte noce... Każdy z nich jest świeży, ma przepiękną oprawę artystyczną i pozostawia niedosyt w widzu.