Obietnice wyborcze.

Kompromitacja Trzaskowskiego! Nie uwierzycie, co zrobił, gdy spytali go o obietnice wyborcze!
Po wyborach politycy często weryfikują swoje zdanie w kwestii niektórych swoich zapowiedzi, ale Rafał Trzaskowski przechodzi już samego siebie! Wyborcy i konkurenci polityczni pytają, kiedy zrealizuje on swoje obietnice, a ten... usuwa stronę internetową, by zatrzeć ślady po swoim programie. Oj, tak się nie robi, panie prezydencie!
Kilka dni temu warszawski radny Prawa i Sprawiedliwości Sebastian Kaleta złożył interpelację w sprawie obietnic, jakie Rafał Trzaskowski składał w kampanii wyborczej. Niewiele czasu minęło od zaprzysiężenia, a prezydent stolicy już zmienił zdanie w wielu kwestiach.
Dwa dni – tylko tyle wystarczyło Trzaskowskiemu, żeby „zapomnieć” o wyborczych obietnicach
Wątpliwości budzi m.in. obietnica darmowych żłobków dla wszystkich dzieci.
Pan Rafał @trzaskowski_ obiecywał 100 zł na każdego ucznia, ale wczoraj mówił tylko o programie pilotażowym. Obiecywał szybko bezpłatne żłobki dla wszystkich, ale okazuje się, że projekt jest kompletnie nieprzygotowany.
Dlatego złożyłem dzisiaj interpelacje w tych sprawach. pic.twitter.com/IGSbIOGW7j
— Sebastian Kaleta (@sjkaleta) 27 listopada 2018
W swojej interpelacji radny Kaleta powołał się na stronię internetową trzaskowski.pl, na której można było znaleźć program wyborczy Trzaskowskiego. Współpracownicy odpowiadający za wizerunek prezydenta musieli mocno się głowić, co z tym fantem zrobić, aż wreszcie wymyślili - tak, stronę trzeba skasować. I skasowali.
Kilka dni temu pisząc interpelację do @trzaskowski_ jako źródło do treści jego obietnic podałem jego stronę https://t.co/NCleUUjCJL
Strona została skasowana.!!!!
Serio Pan myśli, że nie zabezpieczyłem pliku z programem? W internecie nic nie ginie. Słabo pan to rozegrał. https://t.co/mOy4qHy1Po
— Sebastian Kaleta (@sjkaleta) 2 grudnia 2018
Obecnie po wpisaniu adresu trzaskowski.pl przeniesiemy się na... stronę Trzaskowskiego na Facebooku. Po obietnicach niby nie powinno być śladu, ale Sebastian Kaleta przechytrzył polityka PO i ma zapisane czarno na białym, to co Trzaskowski obiecywał przez ostatnie kilka miesięcy. Oby w pamięci mieli to też warszawiacy...
Zachęcam wszystkich głosujących aby pamiętali o obietnicach wyborczych prezydentów, burmistrzów i wójtów i na koniec kadencji rozliczyli ich z tych obietnic. Pozdrawiam AnonimS

AnonimS

opublikował opowiadanie w kategorii felieton i fantasy, użył 373 słów i 2482 znaków.

9 komentarzy

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • AnonimS

    No to macie teraz konkret łamania obietnic wyborczych Rafała Trzaskowskiego.." Kiedy Rafał Trzaskowski potrzebował głosów do wygranej w wyborach na prezydenta Warszawy, radni uchwalili aż 98-proc. bonifikaty przy przekształcaniu nieruchomości we własność. Miał to być ukłon w stronę właścicieli mieszkań i domów wybudowanych na działkach o niepewnym statusie - wieczystym użytkowaniu. Już po ukłonie.
    Minęły trzy tygodnie od zaprzysiężenia Rafała Trzaskowskiego na prezydenta stolicy i ukłon zmienił się w mocnego kopniaka. Wysłannik Trzaskowskiego Robert Soszyński przedstawił uchwałę, która obniża bonifikatę z 98 proc. do 60 proc. W czwartek głosami radnych Platformy Obywatelskiej i Koalicji Obywatelskiej przegłosowano przepisy, po których wielu wyborców czuje się oszukanych."  Na bieżąco będę wrzucał co będzie  z innymi obietnicami tego pana.  Pozdrawiam

  • MrHyde

    Podzielicie się kopią tej skasowanej witryny, skoro nie zginęła?

  • AnonimS

    @MrHyde Problem w tym źe tu nie można wklejać linków,  a ja nie korzystam z FB i innych tego typu  programów.  Wpisz w wyszukiwarce " gdzie zniknęła strona z obietnicami  wyborczymi Trzaskowskiego i powinien Ci się tekst pojawić.

  • elninio1972

    kiedyś odbyła się rozprawa sądowa przeciw byłemu prezydentowi L.W. sąd orzekł ze obietnice wyborcze nie maja charkteru prawnego, i nikt nie musi ich spełniać ;) a chodziło bodaj o 100 mln które obiecał prezydent- kandydat  każdemu ;) cóż, póki nie ma nic na piśmie ... to nie ma nic

  • AnonimS

    @elninio1972 dlatego mu zabezpieczyli tą stronę i mają na papierze. LW nie tylko 100mln obiecywał ale ten typ.tak ma

  • elninio1972

    @AnonimS ale samo napisanie ze coś się obiecuje nie jest wiążące :) więc i tak można sobie podetrzec strona... choć internetowa ciezko

  • AnonimS

    @elninio1972 owszem.ale mam.nadzieje ze z czasem sie to zmieni. Ze wyborcy w wyborach samorządowych będą patrzec na realizację obietnic i kompetencje a nie na przynależność partyjną.

  • elninio1972

    @AnonimS marne szanse, dopóki nie bedzie głosować sie na osobę. Odpowiedzialność zbiorowa niestety...

  • MEM

    @elninio1972 "marne szanse, dopóki nie bedzie głosować sie na osobę. Odpowiedzialność zbiorowa niestety..."  

    Problem w tym, że głosowanie na konkretną osobę nie tylko nic nie pomoże, ale spowoduje jeszcze większe szkody. :) Zwróć uwagę na to, że jeśli byłby taki system, w którym każdy z wybranych np. posłów ma zupełną dowolność w postępowaniu w głosowaniach, to powstaje chaos. Masz 460 posłów i każdy ma swoje zdanie... Jak chcesz przegłosować jakąkolwiek ustawę (zwłaszcza budżetową, która musi być stworzona, musi być w określonym terminie, a która finansowałaby te wszystkie poselskie obietnice)? Jak stworzyć w tej sytuacji rząd? Itd. A co, jeśli obietnice jednego posła, albo prezydenta miasta, będą przeciwne obietnicom kogoś z reszty obiecujących, którzy też zostali wybrani? Jedni drugim wszystko elegancko zablokują... Ponadto takie rozdrobnienie i brak dyscypliny partyjnej ułatwia korupcję. Powrócilibyśmy tym samym do czasów demokracji szlacheckiej i liberum veto (naprawdę trzeba przypominać, jak to się skończyło?). To ładnie wygląda w teorii, ale tak się nie da. Dlatego, po pierwsze, trzeba rozliczać partię (a to już głowa jej liderów w tym jak jej członków sobie ustawić, żeby robili co trzeba; i odpowiedzialność zbiorowa zadziała, bo jeśli jeden okaże się kręcić coś na lewo, to reszta, bojąc się o słupki poparcia, sama go spacyfikuje, zamiast, jak to ma teraz miejsce, bronić), a po drugie, nie wolno głosować na populistów, z automatu nigdy (wtedy skończą się obietnice i rozdawnictwo, bo oni będą wiedzieć, że to przynosi odwrotny skutek – tak jak politycy przestaliby kościołowi włazić w dupę, gdyby nie to, że ludzie jak stado baranów do kościoła chodzą i klerowi czapkują). Tylko do tego potrzeba mądrego społeczeństwa, edukacji od dziecka każdej jednostki, a tego u nas nie ma, stąd "ciemny lud wszystko kupuje" i jeszcze się cieszy, że "dali pincetplus".

  • elninio1972

    @MEM taki system jest np e stanach. każdy głosuje jak chce.a rząd? w naszym ustroju rząd desygnuje prezydent a nie wybory. nie ma powiedziabego ze premier to osoba z tej partii co ma większość, to prezydent powuje ministrow ;) a korupcja... jest, byla i będzie. a co by bylo najlepsze? współpraca, bo bez niej nic by nie zepsuli :) pomysł, 460 powiatów i 1 osoba z powiatu, dba o ... ojczyznę od podstaw :)

  • MEM

    @elninio1972 "taki system jest np e stanach. każdy głosuje jak chce." No nie całkiem. :) Bo w USA praktycznie każdy kandydat do Kongresu i Izby Reprezentantów jest wyłaniany przez partię. Dopiero z nich mogą sobie ludzie w wyborach wybierać. Czyli w zasadzie nie ma różnicy, czy oni byliby na liście, jak to jest u nas, czy po prostu byliby jedynymi przedstawionymi do wyboru. Oczywiście zdarzają się w Stanach kandydaci niezależni, ale oni mają słabe szanse już na starcie (począwszy od finansowania kampanii z własnych środków), a później też w praktyce niewiele do powiedzenia. Mało tego. System amerykański przez to, że tak długo istnieje w takiej formie, praktyczniie stał się systemem dwupartyjnym. Właściwie nikt inny się nie wciśnie. To jest wada w porównaniu z np. systemem w Polsce, gdzie w sumie każdy może stworzyć partię i ma znacznie większe szanse na wprowadzene jej do parlamentu. Także, np. Kukiz wrzeszczący za JOW-ami, po prostu jak zwykle nie wie, co mówi (albo już wie, ale mówi swoim wyborcom to, co chcą usłyszeć, by to poparcie gwarantujące korytko się utrzymało) – usłyszał o JOW-ach i mu się wydaje, ze to "lek na całe zło", a w praktyce może się okazać, że kuracja zabije pacjenta. Powtórzę więc jeszcze raz: system, jaki mamy, jest dobry (na zasadzie demokracji jako ustroju, o ktorym mówił Churchill ;)), to jest więc kwestia poziomu edukacji i wychowania obywateli, czy będzie on mógł dobrze działać. Bez tego, nie ma szans na poprawę, a wprowadzenie np. JOW-ów jeszcze tylko pogorszyłoby sytuację. Wszystko zawsze zależy od wyborcy. Jeśli większość z nich jest jaka jest, to takie są niestety efekty.

    "a rząd? w naszym ustroju rząd desygnuje prezydent a nie wybory." Prawie racja. Ale "prawie" czyni różnicę. ;) W naszym systemie rząd musi mieć poparcie parlamentu. Bez niego, rządu nie ma, bo nie jest w stanie wtedy działać.

    "a korupcja... jest, byla i będzie." Korupcja "jest, była i będzie", ale rzecz w tym, jaka jest jej skala. Korupcja jest w USA i w RFN, i jest też w Rosji albo w tym wielbionym przez Cejrowskiego Paragwaju, w którym, "wszystko kupisz za pieniadze".  ;) Ale gdzie jest większa, i w których z tych wymienionych krajów lepiej się żyje? :) Ergo: trzeba ją trzymać w ryzach i starać się ją zmniejszać. Czyli znów wracamy tu do edukacji i wychowania społeczeństwa... To jest niezbędną podstawą wszystkiego. Jeśli przeciętny Kowalski ma mentalność "chłopa małorolnego", to nic dziwnego, że idioci i złodzieje nim rządzą. Sam takich wybiera.

    "co by bylo najlepsze? współpraca, bo bez niej nic by nie zepsuli pomysł, 460 powiatów i 1 osoba z powiatu, dba o ... ojczyznę od podstaw"

    Teoria ładna, :) tylko w praktyce nic z tego nie wyjdzie. :) Już widzę tę współpracę, gdy jeden powiat będzie chciał np. autostradę (albo kopalnię), a inne jej nie zechcą, bo będą obawiać się skutków ubocznych u siebie... I co wtedy? Albo gdy jeden powiat dostanie dotację na coś tam, a pozostałe (lub któryś z pozostałych), jej nie dostaną, bo nie będzie już z czego... Co wtedy? Wtedy zawsze znajdzie się "ten, który miał dbać o interes powiatu i przez to kraju" i nie wywiązał się z obietnic (albo starał się wywiązać, blokując resztę), bo się zgodził, by dotacja poszła gdzie indziej... To nie wypali. Po to (m. in.) stworzono system partyjny, żeby takich sytuacji uniknąć. Ciekawostka: w czasach "rozbiorów", wiesz, kto najbardziej był zainteresowany utrzymaniem "demokracji szlacheckiej z jej liberum veto"? Zaborcy. Rosjanie wprost grozili interwencją zbrojną, gdyby tylko ktoś chciał w Polsce choćby spróbować wprowadzić głosowanie większością głosów. Robili to, bo tak im zależało, żeby "dobry system" u nas utrzymać?

  • MrHyde

    @MEM ależ posłowie są niezależni i głosują wg własnego uznania. Nawet jak klub zarządza dyscyplinę, to każdy ma prawo się wyłamać, a nawet obowiązek, jeśli nie podziela zdania klubu.

  • MrHyde

    @elninio1972 ależ wybierając sołtysów i burmistrzów, głosuje się na osobę. Nie na partię ;)

  • MrHyde

    @elninio1972 stroną internetową można pomachać wirtualnie ;) wirtualnie od słowa virtue, tym mocniej im większą wartość reprezentuje dana strona. ;)

  • MEM

    @MrHyde "ależ posłowie są niezależni i głosują wg własnego uznania. Nawet jak klub zarządza dyscyplinę, to każdy ma prawo się wyłamać,"  

    W teorii tak. A jaka jest praktyka?

    "ależ wybierając sołtysów i burmistrzów, głosuje się na osobę. Nie na partię"

    A – pomijając oczywiście bezpartyjnych (którzy często są takimi tylko w cudzysłowiu) – kto ich wystawia na listach do głosowania?

  • MrHyde

    @MEM po krótkim researchu internetowym: "Kandydata na wójta, burmistrza lub prezydenta miasta może zgłosić taki komitet wyborczy, który zarejestrował listy kandydatów na radnych w wyborach do rady gminy w co najmniej połowie okręgów wyborczych w tej samej gminie, w której chce wystawić kandydata na wójta burmistrza lub prezydenta". Słowem, startować każdy może. Z partią i bez partii, też z kilkoma partiami na raz. ;)

  • MrHyde

    @MEM w Warszawie było wielu kandydatów. Daleko nie sami Trzaskowski i Jaki. Co więcej, śmoem twierdzić, że T. wygrał nie dlatego że jest z PO a pomimo tego. Pracował facet i zapracował. A inni w tym czasie się lenili. Tak to widzę z daleka.

  • MEM

    @MrHyde @MrHyde "po krótkim researchu internetowym:"

    A czy ja gdzieś napisałam, że ktoś nie może startować bez poparcia partii? Przecież czarno na białym stoi napisane, że wyłączywszy bezpartyjnych?  

    "Co więcej, śmoem twierdzić, że T. wygrał nie dlatego że jest z PO a pomimo tego. Pracował facet i zapracował."

    Pracowali wszyscy. Trzaskowski miał po prostu bardzo ułatwioną sprawę, bo zwłaszcza duże miasta są zdecydowanie przeciwne PiS-owi, głosują więc przede wszystkim na tego, kto ma największe szanse wygrania po stronie opozycyjnej, byleby mieć pewność, że PiS nie wygra. Tym samym Trzaskowski miał przewagę nad PiS i jednocześnie nad każdym pomniejszym kandydatem z jakichś kanapowych albo upadłych (jak SLD) partyjek. Rozdrobniony elektorat postawił na tego, który miał największe szanse wg sondaży. Ludzie po prostu wybrali tzw. mniejsze zło. I PO zawdzięcza to tylko i wyłącznie temu, że PiS, oprócz wszystkich cyrków i skoku na stołki oraz do koryta, przez trzy lata próbuje pełzającego zamachu stanu (a nawet pomimo tego, sondaże dla opozycji są mizerne) – tak naród Platformę "wielbi"... Więc to nie jest kwestia tego czy społeczeństwo faktycznie go "lubi", czy tego, że "zapracował" (choć oczywiście mogło się zdarzyć, że coś by tak koncertowo spieprzył, że przegrałby wybory), to po prostu efekt okoliczności, jakie towarzyszyły tym wyborom. Tak było zresztą wszędzie, nie tylko w Warszawie.

    I tak BTW, to, że Trzaskowski teraz nabrał wody w usta i usunął tę stronę z obietnicami, świadczy dobitnie, z kim mamy do czynienia. Typowe dla polskiej "klasy" politycznej – dno dna, mułem pokryte, fałsz i obłuda, ale nie ma po prostu alternatywy, stąd ludzie głosują, bo na kogoś i tak muszą. Nawiasem mówiąc, tu PiS się wykazał na plus, bo oni są pierwszymi, którzy faktycznie część obietnic zrealizowali. Oczywiście we własnym, ale dobrze pojętym, interesie, i niestety, te realizowane obietnice w większości są szkodliwe. Tym niemniej, oni są jedynymi, którzy to rzeczywiście zrobili.

  • MrHyde

    @MEM oczywiście zrealizowali obietnice wyborcze ;) zaczynając od sztandarowych 500 na KAŻDE dziecko. ;)))

  • MrHyde

    @MEM Pytasz, jaka jest praktyka, gdy poseł, głosując w zgodzie z własną wiedzą i sumieniem, wyłamywuje się z dyscypliny partyjnej. Taka, że głosujących za zakazem aborcji PO wywaliła z partii. Ale Fabisiak i inni zagłosowali jak chcieli. Nikt ich do niczego nie zmusił, bo nie ma prawa. Więc o co kaman? ;)))

  • MEM

    @MrHyde "Pytasz, jaka jest praktyka, gdy poseł, głosując w zgodzie z własną wiedzą i sumieniem, wyłamywuje się z dyscypliny partyjnej. Taka, że głosujących za zakazem aborcji PO wywaliła z partii."  

    No właśnie. :)

    "Ale Fabisiak i inni zagłosowali jak chcieli. Nikt ich do niczego nie zmusił, bo nie ma prawa. Więc o co kaman?"

    O nic. :P Konsekwencje musieli ponieść, więc to może i nie likwiduje jednostkowych zachowań tego typu, że ktoś tam się wyłamie, ale bardzo je ogranicza. Tym samym, oprócz tego, że w ten sposób degeneruje całość systemu, to udowadnia to, że w szerokiej praktyce tej swobody głosowania nie ma. Zresztą,  ja jakiś czas temu natknęłam się gdzieś w internecie na zdjęcie "rozpiski" dla posłów – akurat PiS-u, ale przypuszczam, że to działa podobnie i w innych partiach – z porządku obrad sejmowych danego dnia, w której było napisane, jakie będą poszczególne tematy głosowań i "jak głosujemy". I nic poza tym. Żadnego słowa na temat tego, dlaczego poseł  ma głosować na "za" lub na "przeciw". O tym za nigo już pomyślano, on ma tylko nacisnąć guzik. I najczęściej to robi. Taka jest praktyka.  

    I myślę, że dobrze o tym wiesz, a więc znów zaczynasz bez potrzeby trollować. :)

  • MrHyde

    @MEM trollować? Ja tylko nie odmawiam posłom wolnej woli. Zakładam, że głosują, jak szef każe, z tej prostej przyczyny, że szef myśli jak oni. ;)

  • MEM

    @MrHyde  
    "trollować? Ja tylko nie odmawiam posłom wolnej woli."

    Och, jakie niewiniątko... ;)

    "Zakładam, że głosują, jak szef każe, z tej prostej przyczyny, że szef myśli jak oni."

    Już w to Ci uwierzę... :P  

    Po części oczywiście poglądy "szefa i posła" mogą być faktycznie podobne, ale oboje chyba wiemy, że niekoniecznie, a głosują i tak posłusznie z "linią partii".

  • DanaScully

    Trzaskowski, Kowalski, Nowak...i znajdzie się kilku innych. To się nazywa kiełbasa wyborcza. Poza tym jak to mówią: Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia.

  • AnonimS

    @DanaScully od wyborców zależy czy będą głosować na przeciw komuś czy zaczną rozliczać ich wreszcie z obietnic przedwyborczych.

  • kaszmir

    Witam
    Obiecanki cacanki, a głupiemu radość. Bardzo mądre przysłowie. :))

  • AnonimS

    @kaszmir ja bym sparafrazował. - obiecanki cacanki a głupi głosuje.

  • MrHyde

    Zamknął swoją stronę internetową? No, to skandal i kompromitacja! Po czymś takim już się pan Rafał nie podniesie.  :cheers:

  • AnonimS

    @MrHyde fajnie ze Ciebie nie opuszcza poczucie humoru. Pozdrawiam

  • MEM

    "Zachęcam wszystkich głosujących aby pamiętali o obietnicach wyborczych prezydentów, burmistrzów i wójtów i na koniec kadencji rozliczyli ich z tych obietnic. "

    O to to. Dokładnie. :) Jak ludzie nie będą egzekwować od polityków, to nie tylko nigdy nic się nie zmieni na lepsze, ale system jeszcze bardziej będzie degenerował. Tylko jedna jeszcze rzecz przy okazji. Najgorsze jest to, że politycy w Polsce mają paskudną tendencję do spełniania tych obietnic wyborczych, które są dla kraju i obywateli szkodliwe. Czego jaskrawym przykładem 500+, czy zakaz handlu w niedzielę, oraz kolejne obietnice, praktycznie ze strony wszystkich partii, nie tylko utrzymania tego koszmarka, ale jeszcze wprowadzenia kolejnych tego typu idiotyzmów. Politycy, wy mi nie dawajcie jakichś "pińcetplusów", wy mi zlikwidujcie VAT oraz wprowadźcie podatek liniowy i obniżcie dochodowy, jak Platforma dawno temu obiecywała.

  • AnonimS

    @MEM wiesz jak byłem kiedyś w RFN to tam sklepy były czynne tylko w soboty do 14.00

  • Obca

    @MEM a mnie 500 plus się podoba. Mam 3 dzieci i w końcu stać mnie na stroje i plecaki. Handel w niedzielę znieśli fakt, ale pomyśl jakbyś się czuła gdybyś to ty 7 dni w tygodniu pracowała. Pozdrawiam

  • MrHyde

    @AnonimS a teraz do 20. Jest więc pewien postęp. I w inne dni też są otwarte, nie tylko w soboty ;)

  • MEM

    @AnonimS "wiesz jak byłem kiedyś w RFN to tam sklepy były czynne tylko w soboty do 14.00"  

    To, że Zachodnia Europa "przeszła na socjalizm", nie oznacza jeszcze, że on jest dobry (zresztą, oni też za to płacą i zapłacą też w przyszłości – ich jest tylko po prostu na więcej stać dzięki kapitalizmowi pracującemu przez wieki na dzisiejsze zachodnioeuropejskie rozdawnictwo).
    Ponadto. Zlośliwi w takich przypadkach odbijają piłeczkę, mówiąc, że widzieli tam także poszanowanie praw jednostki, niedyskryminowanie z uwagi na orientację seksualną itp. ;) No a poza tym, wprowadzanie tego typu kryteriów jest niesprawiedliwe społecznie. Bo co? To kasjerka w Biedronce ma rodzinę i "jej się należy", a lekarz, strażak, policjant, pracownik budowlany, kierowca czy ochroniarz, nie ma? Tym bardziej, że te kasjerki nie siedzą na tych kasach przez bity tydzień. Mają wolne w inny dzień (co czasem jest korzystne, gdy przychodzi coś załatwić np. w urzędach) oraz większe wynagrodzenie za pracę w niedzielę (którą też nie każdą w sklepie muszą spędzić, zwłaszcza teraz, gdy rynek pracy szuka pracowników). O tym, jak zakaz odbja się zarówno na gospodarce jak i na komforcie życia wszystkich, nawet już nie wspominając.

  • MEM

    @Obca "a mnie 500 plus się podoba. Mam 3 dzieci i w końcu stać mnie na stroje i plecaki. Handel w niedzielę znieśli fakt, ale pomyśl jakbyś się czuła gdybyś to ty 7 dni w tygodniu pracowała. Pozdrawiam " 500+ to, po pierwsze głupota, za którą będziemy bekać jak za długi Gierka (o ile nie bardziej). Czyli powstaje pytanie: czy tak bardzo Ci się podoba, że nasze zarobki i poziom życia odstają od zachodnich? Bo są one skutkiem właśnie m. in. konieczności spłacania, wydanych w większości na konsumpcję i rozdawnictwo, długów Gierka (spłacanych 40 lat pomimo znacznego umorzenia) i związanego z tym bankructwa PRL-u (przez co problemy mamy do dziś). Czyli dziś dostajesz 500 zł, a płacić za te 500 zł będziesz (nie tylko finansowo, w każdy inny sposób także) całe życie. Podobnie jak Twoje dzieci i może jeszcze nawet i prawnukowie. Pogratulować... Po drugie, za 500+ przychodzi płacić już teraz, gdy wszystko systematycznie i coraz szybciej drożeje. Co Ci z tego, że dostaniesz te 500 zł, jak przysłowiowo zabiorą Ci 1000? Ludzie dali się złapać na kiełbasę wyborczą kupioną za ich własne pieniądze. I nadal, jak widać, tego nie rozumieją. A trzeba było sobie przypomnieć choćby słowa Margaret Thatcher o tym, że: "Nie ma czegoś takiego jak publiczne pieniądze. Jeśli rząd mówi, że komuś coś da, to znaczy, że zabierze Tobie, bo rząd nie ma żadnych własnych pieniędzy." I wreszcie po trzecie – i tu będzie niemiło, ale niestety taka jest prawda – dzieci się ma tyle, ile jest się w stanie na dobrym poziomie utrzymać i wyedukować. A nie robi ich się, ile akurat wyszło, licząc na to, że kasa na ich wychowanie spadnie z nieba. Masz troje, to jest Twoim zmartwieniem, a nie reszty społeczeństwa, jak je utrzymać. Tymczasem władza taka jak PiS-owska, dla utrzymania się przy korycie, zrzuca to na wszystkich innych (którzy zresztą przecież i tak już ponoszą tego koszty w formie podatków idących na szkoły, przedszkola, opiekę zdrowotną itp.; ale o ile te koszty są zrozumiałe, o tyle fundowanie 500+ nie jest, a jest bardzo szkodliwe). A jakbym się czuła, gdybym musiała przez 7 dni w tygodniu pracować? Gdybym musiala, to trudno. Trzeba by było. Ale czy ja komuś każę pracować w Biedronce? Każdy ma swoją wolną wolę, swoje życie i sam nim kieruje. Skoro pokierował nim tak a nie inaczej, to albo mu tak pasowało, albo nie pomyślał, albo się np. nie uczył... tak czy inaczej, to jest jego problem. Nikt nikogo w tej pracy nie trzyma. Zwłaszcza obecnie, gdy jest jej sporo i poszukuje się pracowników. Mnie nikt nie pytał o to, co ja musiałam poświęcić i ile czasem nawet zaryzykować, żeby nie musieć pracować np. w sklepie, i nikogo to nie obchodziło i nie obchodzi, podobnie jak to, czy miałam i mam się z czego utrzymać. Poza tym pracownicy sklepów nie pracują na okrągło. Czyli argument jest już choćby tylko z tego ostatniego powodu bzdurny. Pozdrawiam.

  • Obca

    @MEM ale przynajmniej małe sklepiki w końcu zarabiają. Może to nie market ale czy każdy musi zaczynać od czegoś wielkiego?

  • AnonimS

    @MrHw ale w niedziele i święta  nie handlują

  • MEM

    @Obca "Ale przynajmniej małe sklepiki w końcu zarabiają. "  

    A wcześniej nie zarabiały? Każdy z tych właścicieli drobnych sklepików tak się dla nas poświęcał i dokładał do interesu, tak? ;)

    Niestety, to też nie jest argument za zakazem handlu w niedzielę. Tym bardziej, że w małych sklepach jest znacznie drożej, więc ktoś musi ponosić koszty tego, że te sklepy zarabiają. I nie mówię tu, że to dobrze, że duże markety i dyskonty zdominowały rynek. Bo nie jest to dobre. Ale do tego wystarczałyby regulacje prawne ograniczające np. ilość placówek czy wprowadzające przepisy chroniące producentów dostarczających towary na półki sieci. A to jest co innego niż zakaz handlu. Zakaz handlu został stworzony przez ludzi, którzy za stołek pod dupą i koryto (czy to związkowe czy rządowe) chcieli się przypodobać jednej grupie społeczeństwa kosztem całej jego reszty. Czyli to jest kolejny przykład robienia z następnej grupy zawodowej "świętych krów". A jak na tym wychodzimy – bo tego rodzaju patologiczne wymysły niszczą państwo, i to się odbija na wszystkich – to widać, od dekad, na przykładach choćby górnictwa czy "służb mundurowych".

    "Może to nie market ale czy każdy musi zaczynać od czegoś wielkiego?"

    Nikt nie zaczyna od czegoś wielkiego. :) Taki Samsung zaczynał od warzywniaka. Dziś jest warty 1/5 południowokoreańskiego PKB a jego produkty miały wpływ na zmiany na świecie. Ale tam nie było chorego systemu z jego "świętymi krowami", więc takie firmy mogły się rozwijać. U nas jest, więc zostają nam tylko obce montownie albo "zmywak" na Zachodzie. Niestety, ludzie w Polsce bardzo często nadal nie rozumują takimi kategoriami. Dlatego cieszą się, że rząd dał ulgę, ochłap w postaci np. 500+, albo wprowadził idiotyczne przepisy dla uprzywilejowanej grupy społeczeństwa, a nie widzą, że, po pierwsze, zrobił to na ich koszt, a po drugie, ile to w ostatecznym rozrachunku faktycznie kosztuje. I to nie tylko finansowym. Ale także np. zdrowotnym albo bezpieczeństwa, poziomu edukacji, czy choćby po prostu komfortu życia. Bo wszystkie patologie systemu jakie mamy, zawdzięczamy m. in. właśnie temu. I to my musimy z nimi żyć.

  • MrHyde

    @AnonimS zależy gdzie. Jak na pewno wiesz, regulowanie godzin otwarcia sklepów przeszła w ramach Föderalismusreform 2006 przestało być kompetencją Związku (Bund), stając się kompetencją landów. I tak w tradycyjnie katolickiej Bawarii w niedziele otwarte są tylko piekarnie itp. i supermarkety przy dworcach kolejowych/autobusowych, w bardziej kosmopolitycznym Berlinie nie ma zakazu handlu (z tego co słyszałem. Szczegułów nie znam).

  • MrHyde

    @AnonimS jeszcze dla ścisłości wypada dodać, żeby nie narazić się na zarzut powielania mitów, że ta tradycyjna katolickość Bawarii to tez sprawa umowna. W podbitej 200 lat temu (kosztem Prus) Frankonii dominuje/dominował protestantyzm.   Pozdrawiam ;)

  • AnonimS

    @MEM małe sklepiki niewiele zarabiały bo one musz\ płacić za towar przy dostawie a hipermarkety biorą za friko a płacą po sprzedaży i to z opóźnieniem. I wymieszaj obniżenie cen co kładzie ma"ych dostawców.

  • AnonimS

    @MrHyde ja byłem w ubiegłym wieku...  :P  ale sam.wiesz że można zakupy zrobić wcześniej tym bardziej  że markety są czynne do 21  lub 22

  • Obca

    @AnonimS prywatne handlują. A przynajmniej w moich okolicach ;)

  • Obca

    @MEM życie nauczyło mnie jednego. Jeśli z kimś się nie potrafisz dogadać to nie warto marnować cennego czasu ;)  pozdrawiam

  • MrHyde

    @AnonimS albo można iść do samoobsługowego choćby o 25-tej w niedzielne przedpołudnie, bez zakazów. ;) Tylko wybór mały ;)

  • AnonimS

    @MrHyde no widzisz.

  • MrHyde

    @AnonimS nie pójdę. Nie chcę, żeby przeze mnie biedny automat trafił do piekła za handel pizzą w niedzielę ;)

  • AnonimS

    @MrHyde tylko że Ty nie wierzysz w piekło :P

  • MrHyde

    @AnonimS ale robot może wierzyć. ;)

  • AnonimS

    @Obca te małe  to wiem.  Ja mówię o tych wielkich, do których ludzi dowożą pracowniczymi autobusami

  • AnonimS

    @MEM ci na zachodzie  myślą o światowej wieży Babel

  • MEM

    @AnonimS "małe sklepiki niewiele zarabiały bo one muszą płacić za towar przy dostawie a hipermarkety biorą za friko a płacą po sprzedaży i to z opóźnieniem. I wymieszaj obniżenie cen co kładzie małych dostawców." To prawda (choć w przypadku małych sklepów dochodzi jeszcze niewielka skala sprzedaży, windująca ceny, by właściciel sklepu mógł wyjść na swoje). Tylko, że z punktu widzenia konsumenta liczy się końcowa cena towaru. I tu różnice są znaczne. W skali całego kraju, gdybyśmy nagle zostali skazani wyłącznie na małe sklepiki, koszty życia poszłyby pionowo do góry. A za nimi inflacja, bezrobocie (czyli też automatycznie pojawiłyby się gorsze płace i warunki pracy), system jeszcze szybciej by degenerował. Dyskontom i hipermarketom trzeba pod pewnymi względami śrubę przycisnąć (i, niestety, nikt się do tego nie pali, widać lobby działa) – np. w przypadku tych opóźnionych płatności – ale one są społeczeństwu potrzebne.

  • MrHyde

    @MEM gdyby zamknąć duże sklepy koszty życia pewnie by wzrosły, ale rynek podlega prawom termodynamiki i każda akcja wywołuje reakcję przeciwstawną do kierunku akcji. Więc natychmiast rozmnożyłyby się małe sklepy konkurujące ze sobą cenami. W skrajnym przypadku każdy aktywny zawodowo wziąłby się za handel. Mielibyśmy 100% samodzielnych przedsiębiorców, czyli nacjonał-liberalny raj na Ziemi. W następnym kroku myślowym nędzę i import wszystkiego, za co przyszłoby płacić chyba tylko ciałem, gdyby niczego nie produkować. Wizje można posnuć dalej... z serdecznymi pozdrowieniami dla antyrynkowców, narodowców i reszty szarlatanów, m.in. z PiSu. ;) PS przepraszam za ostatnie spięcie. I przepraszam, że tym razem zgadzam się z Tobą (z ewentualnymi zastrzeżeniami, jeśli Ty uznasz mój wpis za nie całkiem prawidłowy). ;)

  • MEM

    @MrHyde  
    "gdyby zamknąć duże sklepy koszty życia pewnie by wzrosły (...) Więc natychmiast rozmnożyłyby się małe sklepy konkurujące ze sobą cenami."

    No niestety nie. :) Przypomnij sobie lata 90-te, gdy u nas jeszcze nie tylko dyskontów, ale i hipermarketów nie było. Całość handlu opierała się na małych sklepach. A ceny były wyższe niż na Zachodzie przy znacznie gorszych zarobkach i dużym bezrobociu. Dlaczego? Bo problem w tym wypadku polega na tym, że choć faktycznie populacja korzystająca z dużych sieci, gdy ich nie będzie, pójdzie do małych sklepów na zakupy, to jednak rozłoży się po tych wyrastających jak grzyby po deszczu małych sklepach. Tym samym tych klientów przypadających na konkretny sklep nadal będzie niewielu (może będzie ich więcej niż obecnie, ale nie na tyle, by to było jakieś El Dorado). A więc koszty utrzymania takiego sklepiku (ZUS, wypłaty, transport towaru, zakup towaru w małych ilościach, a wiec praktycznie skazanie się na hurtownię jako pośrednika itd.), przy niewielkich w porównaniu z sieciami obrotach, nadal będą wysokie, co przełoży się na ceny. I koło się zamyka.

    Zresztą – tak na marginesie – konsolidacja jest czymś naturalnym, więc prędzej czy później i tak z tych małych sklepików zaczęłyby wyrastać sieci.

    "Mielibyśmy 100% samodzielnych przedsiębiorców, czyli nacjonał-liberalny raj na Ziemi. W następnym kroku myślowym nędzę i import wszystkiego,"

    Też niekoniecznie. :) Nawet kiedy u nas nie było hipermarketów, nie wszyscy parali się handlem (ani tym bardziej nie wszyscy mieli własne firmy). Natomiast zawsze jest możliwość, że z tych drobnych przedsiębiorców, jeden na iluś zacząłby się rozwijać. Każdy wielki biznes powstał z czegoś małego. Japońskie zaibatsu powstały, gdy wraz z otwarciem się Japonii na świat, samurajowie wylądowali na bezrobociu. I to początkowo często były niewielkie sklepiki gdzieś w zaułkach. Wspomniany wcześniej Samsung zaczął od handlu warzywami. Coca-Cola narodziła się w jakiejś piwnicy, w której aptekarz mieszał receptury, Microsoft czy Apple także zaczęły od "garażowej produkcji". Rozwój jest kwestią m. in. posiadania kapitału, który na niego można przeznaczyć. Tym samym stopniowo stan ekonomiczny kraju się zmienia. To jest realne (nawet jeśli trudne). W Polsce – zwłaszcza po upadku PRL-u – na przeszkodzie ludziom stała przede wszystkim mentalność. Nawet gdy mieli już jakiś kapitał, nie inwestowali w dalszy rozwój. Osiadali na laurach. Woleli np. kupić ekstra samochód, by zaszpanować sąsiadom, niż coś sensownego za te pieniądze zrobić. Ktoś zakładał np. sklepik, dobrze mu się z niego żyło, i mając tę mentalność jeszcze z poprzedniego systemu (a i tak wykazał się czymś na plus w porównaniu z cała resztą idącą na bezrobocie), nie myślał o tym, by zarobione pieniądze zainwestować w tworzenie sieci czy jakiejś produkcji itd. Wyjątki od tego były nieliczne, ale za to je dziś widać, natomiast wraz z wejściem dużych sieci, sklepiki padły albo pogorszyła się im sytuacja finansowa i dziś nie ma na rozwój. Wielu przegapiło szansę, bo nie myślało wtedy takimi kategoriami. Czyli to nie jest wina tego liberalizmu czy nacjonalnego-liberalizmu, ale po prostu tego, że ludzie nie myśleli perspektywicznie.

    "PS przepraszam za ostatnie spięcie." Ja wcale nie czuję się urażona. Dyskusja była OK, dopóki nie zeszła do poziomu absurdu, i to dlatego nie warto jej było dalej toczyć. Natomiast nie było to nic osobistego.

  • MrHyde

    @MEM "nie było to nic osobistego" - a tak się starałem ;)

  • MrHyde

    @MEM czekaj, jeszcze muszę obrazić @Obcą, ale zajmie mi to parę dni. Jestem pod tak wielkim wrażeniem jej repliki o 500, że słów mi brak. ;)

  • MrHyde

    @MEM a tak poza tym dziękuję za poważny komentarz. Bo ja to sobie trochę jaja robię. Żeby się odnieść do zakazu pracy w niedziele całkiem serio, musiałbym wobec jego twórców użyć słów powszechnie uznanych za obraźliwe, np. dokonując personifikacji pewnego elementu garderoby litewskiej szlachty wymienionego w poemacie Pan Tadeusz, a to nieładne. No i klechom dostają się ostatnio takie cięgi od Smarzowskiego i Sekielskiego, że aż mi ich żal trochę. Nie kopie się leżącego ;)

  • MrHyde

    @Obca dbać o własną dupkę i wszystko inne mieć w tym zacnym otworze - tego uczą Was w tych waszych kościółkach, to jest ta wasza jezusowa miłość bliźniego? Ja DOSTAJĘ 12 kafli rocznie za nic (3 dzieci, więc 2 razy 500 przez 12 miesięcy, tak?), to dobrze. A jak student czy uczeń chce ZAROBIĆ parę pięćsetek, żeby mieć na tablet, wakacje czy czynsz za wynajmowany pokój, chce ZAPRACOWAĆ, ZAROBIĆ i ŻAPŁACIĆ nazleżny podatek i ZUS, żeby państwo miało z czego dać Tobie na "stroje i plecaki", a pańswto mu w tym przeszkadza, zakazując pracy w niedziele, to jedyne, co masz do powiedzenia to bzdety, że jakiś sklepikarz "w końcu zarabia"?! Ja wiem, że studentów dziennych, którym nie starcza stypendium i wsparcie od rodziców i którzy muszą pracować w weekendy lub w nocy jest mało i że bez nich Wasza syta niepracująca w niedziele większość sobie poradzi. Podobnie jak całkiem dobrze sobie poradzi bez iluś tam innych osób - ojców, matek, samotnych i opiekujących się niepełnosprawnym rodzicem - nieposiadających żadnych szczególnych kompetencji zawodowych, dla których praca na kasie czy jako sprzątacz albo ochroniarz w sklepie w weekendy jest idealną albo jedyną formą zarabiania pieniędzy. Wy syci niepracujący w niedziele możecie splunąć na takie mniejszości. Możecie im bezkarnie powiedzieć: choćbyś miał zdychać z głodu, dzień święty święcić będziesz. Możecie i wasze klechy i wasz rząd to właśnie robi. Możesz zaklinać rzeczywistość i chwalić, że jacyś sklepikarze zarabiają. Niech zarabiają, na Boga, jak najwięcej! Tylko dlaczego wasz rząd zakazuje ludziom pracy?! Dlaczego to chwalicie, wy świętojebliwi katolicy? Po co wam ten perfidny zakaz handlu? Perfidny, bo ustawa mówi jasno i wyraźnie: możesz pracować na swoim, ale spróbuj no tylko kogoś zatrudnić, to ci spuścimy bęcki. Spróbuj zatrudnić studenta, który pracować w inne dni tygodnia nie może, albo nie chce, albo mu niewygodnie; spróbuj zatrudnić zastępstwo, kiedy zachorujesz na grypę, żeby nie zarażać klientów, spróbuj zatrudnić osobę bez wykształcenia, której brakuje trzech lat do emetytury i która w inny sposób niż układając towar na półce brakujących do przeżycia 200 złotych nie zarobi, spróbuj no tylko, to cię twoje własne pańswto zgnoi i puści z torbami. A klechy pobłogosławią. Naprawdę Ci, Obca, takie prawo (i sprawiedliwość) nie przeszkadzają?!

  • Obca

    Bardzo mądrze napisane. Jeśli coś mówisz, że zrobisz to to spełniaj. Osobiście nie lubię Trzaskowskiego i jak jestem apolityczna tak zdania swego nie zmienię ;)

  • AnonimS

    @Obca polityków sie z zasady nie powinno lubić i dotyczy to wszystkich opcji.  Natomiast  ich należy rozliczaç z obietnic

  • AnonimS

    Do Nefera.  Nie posądzaj mnie o to że jestem tubą PIS. Po prostu interesują mnie obietnice, tego co wygrał wybory w moim mieście. Gdyby wygrał Jaki też bym o.nim pisał. Z ciekawostek. Burmistrz dzielnicy Praga Południe obiecał wydawanie chust anty smogowych od 11.12.2018 roku.

  • nefer

    @AnonimS Tak swoją drogą, to te chusty antysmogowe są niewiele warte.  Wypytywałem o to lekarzy przed wyjazdem do Chin. Tam, np. w Pekinie czy Szanghaju (ale i w innych miastach też), co druga osoba w czymś takim chodzi. Ale to pomaga głównie na samopoczucie psychiczne, bo trzeba by drogi, profesjonalny sprzęt mieć i często filtry wymieniać.

  • MrHyde

    @nefer pierwsze słyszę o chustach antysmogowych. To, co noszą w Azji, to maseczki higieniczne mające zabezpieczać przed zarazkami. Zabezpieczać nie osobę noszącą maskę (chorego) lecz otoczenie. Pozdrawiam, a burmistrzowi gratuluję poczucia humoru ;)

  • AnonimS

    @MrHyde chusty antysmogowe mają taką kieszen gdzie wymienia sie wkład pochlaniający zanieczyszczenia. Taki jakby filtr.

  • MrHyde

    @AnonimS okey