ZEMSTA
Dzień zaczął się jak zwykle. Jeden z dni jakich wiele. Budzik, toaleta, łazienka, szybkie śniadanie, koszula już wisiała przygotowana dzień wcześniej gotowa do ubrania. Kawa w kubek termiczny i można wychodzić. Kolejny dzień w korpo. Dla jednych jest to gehenna, nic czego inni zazdroszczą, do czego dążą. Dla mnie jest to mój świat. Stereotypy często się nie sprawdzają, jednak w tym przypadku jest to odzwierciedlenie rzeczywistości. Miasto na wschodzie Polski, mimo że Wojewódzkie jednak wschodnia część kraju jest Polską B. Przynajmniej na rynku pracy. Kończąc zarządzanie na jednej z większych uczelni w mieście, rzeczywistość okazała się brutalna. Dnie, tygodnie, miesiące w poszukiwaniu pracy w zawodzie dawały więcej irytacji niż nadziei. Oferty zastępcy kierownika w biedronce, nie były szczytem marzeń, marzeń jakie snułem po ukończeniu studiów. Czas mijał, oszczędności się kończyły trzeba było podjąć decyzję. Albo wracać z podkulonym ogonem do rodzinnego domu na prowincję albo brać to co jest na rynku. Ale szczęście się uśmiechnęło. Duża firma otworzyła swoją filie. Firma farmaceutyczna na rynek europejski. Poszło szybko. Rekrutacja, pierwszy etap, potem drugi. Z dyplomem, z zaangażowaniem, z młodzieńczą energią dostałem tą pracę. Szkolenie 3 miesiące w stolicy i jestem tu gdzie chciałem być. Na stanowisku kierowniczym, z zespołem. Najlepsze wyniki w sprzedaży, premie, wypłata na poziome. Cele, kupno własnego mieszkania, pomocy rodzicom w remoncie domu, sprawiły że zapomniałem o życiu towarzyskim. Ale miałem cel do którego dążyłem, na rodzinę, zabawę przygody przyjdzie czas. Nie pochodzę z bogatej rodziny, do wszystkiego do czego doszedłem przyszło ciężką pracą, często po godzinach. Marzenie było na wyciągnięcie ręki. Podpisana umowa wstępna z deweloperem, wpłacona zaliczka. Odłożone nie małe pieniądze na wkład własny i tylko potwierdzenie zdolności kredytowej w banku dzieliło mnie od umowy deweloperskiej. Własne M to coś co zapędzało mnie każdego dnia. I mój świat runął. Dostałem wypowiedzenie. Bez słowa wyjaśnienia. Po prostu. Ostatni dzień miesiąca dostałem kwita. 3 miesięczny okres wypowiedzenia, Bez obowiązku przychodzenia do pracy z zachowaniem wynagrodzenia. Jakbym dostał w pysk w momencie w którym się najmniej tego spodziewałem.
Kolejne dni pamiętam jak przez mgłę. Piłem, spałem, znowu piłem, jadłem to co było zostało w lodówce, znowu piłem, znowu spałem. Tak minął tydzień, nie wychodząc z wynajmowanego mieszkania. Jedzenie się skończyło, alkohol się skończył trzeba było wyjść do sklepu. Na szczęście w mieście sklepy są na każdym kroku. Auto nie wchodziło w grę, bo ilość spożytego alkoholu w ostatnich dniach skumulowała się i na bank bym coś wydmuchał. Nieogolony, nie uczesany w pomiętych ubraniach wrzucam do koszyka kolejne gotowe dania. Już mam skręcać w alejkę z alkoholem kiedy ktoś wali mnie w plecy. Wkurwiony na cały świat odwracam się i widzę mojego jeszcze teoretycznie pracownika Maćka
-Kamil ? Ja pierdole stary, ledwo Cię poznałem.
- Cześć. Tydzień mnie nie widziałeś chciałem zaznaczyć.
- Chłopie, zawsze elegancki, w koszuli, w marynarce, wypachniony że wszystkie laski odwracały głowę gdy je mijałeś pomiędzy biurkami. Coś Ty ze sobą zrobił ?
Faktycznie, nie wyglądałem najlepiej. Chociaż z tej chwili to było moim najmniejszym zmartwieniem.
- Co tu dużo gadać. Musiałem trochę odreagować, (gdzie słowo trochę było nie na miejscu.) Sorry stary ale nie mam czasu. Zadzwoń, zgadamy się.
- Dzwoniłem do Ciebie 20 razy, wszyscy dzwoniliśmy. Komórka wyłączona. Plotki szybko się rozeszły ale jesteś jednym z nas. Zresztą poczekam na parkingu pogadamy.
Kac, moralniak, ale głównie kac wołał w głowie olej go, idź do domu. Ale Maciek był z tych upartych.
-Chodź stary podwiozę Cię. Niechętnie ale wsiadłem do samochodu. Maciek był z tych w porządku. Jeden z najlepszych w zespole, pod względem wyników i osobowości. Dusza towarzystwa. Lubiłem go. Pomimo różnicy wieku się dogadywaliśmy jak kumple.
- Jak w pracy ? znaleźli już kogoś na moje miejsce ?
- To Ty nic nie wiesz ?
- Maciek , ja nawet nie wiem dlaczego z dnia na dzień mnie odstrzelili. Mieliśmy najlepsze wyniki w regionie. Co miesiąc osiągaliśmy cel a dostałem 15 minut na zabranie swoich rzeczy.
- Zygmunt, nowy regionalny. Jakiś szwagier czy inny kuzyn właścicieli firmy. W poniedziałek mieliśmy jak co tydzień zebranie i przedstawił nam nową liderkę zespołu na Twoje miejsce. Jakaś jego zaufana pracownica. Chciał mieć swojego człowieka w naszej fili i padło na Ciebie. Pewnie nic osobistego, ale takie jest życie. Znajomości stary nic nie zrobisz. Odezwij się. Wyskoczymy na piwo stara ekipą.
Wysiadając z samochodu, nie byłem już zły. Nie byłem sfrustrowany, Ode chciało mi się pić i marnować swoje życie na użalaniu się nad losem. Teraz miałem cel. A ten cel brzmiał ZEMSTA
Mamy XXI wiek i wszelkie dogodności jakie nam daje. Internet, Facebook, Instagram, linkedln. Czas zobaczyć kim jest Zygmunt. Trudno nie było. 50 letni facet. Z tych pospolitych. Siwizna, delikatne zakola, z brzuszkiem. Dość dobrze zbudowany i usytuowany. Rodzina. Dwie córki. Jedna w wieku 21 lat na studiach, druga młodsza 17. Małżonka 43 lata nauczycielka biologii. Mieszkali na przedmieściach naszego Lublina. W domu o jakim nawet nie marzyłem. Wybór padł na starszą córkę.
Mariola bo tak ma na imię. 21 lat studiuje na medycznym. Nie wysoka, przy kości, rude włosy, nie za dużo zdjęć ze znajomymi, raczej z tych domatorek niż imprezowych lasek. Zwyczajna to idealna określenie. Facebook podpowiedział, że wolna a instagram, że ćwiczy w siłowni (raczej ma co zgubić) Na siłowni, która na szczęście wiem gdzie się znajduje. Plan wcielić w życie.
Mam 24 lata , 180 cm wzrostu, jasne włosy, raczej z tych przystojnych, tych dobrze zbudowanych, 85 kilo, nie wyglądam najgorzej, podpowiada mi odbicie w lustrze, poprawiając włosy. Spakowałem plecak i czas jechać na siłownię. Karnet kupiony. Jest lato siedzę w samochodzie czekając na swoją nową znajomą. W środku jej nie ma. Skąd wiem ? Bo jest ogromna szyba przez która widać co się dzieje w środku. Jest godzina 18. Piątek. Mam dziś szczęście siedziałem jedynie godzinę czekając kiedy podjechało BMW i wysiadła ona. Cholerny Zygmunt podwiózł swoją córkę. Wyglądała inaczej niż na zdjęciach.
Odczekałem 10 minut i wszedłem do siłowni. Mariola ćwiczyła na orbitreku. Ruda z włosami spiętymi w kucyk, getrach raczej tych luźnych mozolnie wykonywała ćwiczenia. Top jaki miała na sobie uwydatniał jej niedoskonałości. Ale jedno muszę przyznać cycki ma świetne. Jędrne rozmiar raczej D rytmicznie podskakiwały przy każdym ruchu. Obok stała bieżnia, na szczęście wolna. Zająłem miejsce obok mojej nieznajomej i zacząłem biegać. Kondycję mam dobrą, głównie przez basen przez co mogłem zrobić pierwsze wrażenie. Po 3 kilometrach biegu, zmniejszyłem tempo i uśmiechnąłem się do niej. Trochę zmieszana, ale odwzajemniła uśmiech. Czas przełamać lody.
- Cześć. Odezwałem się pierwszy. Musisz często tutaj bywać. Jestem Kamil
- Mariola miło mi . Czemu tak myślisz ? Czasem zdarza mi się wyskoczyć rozładować napięcie. Ale Ciebie nigdy nie widziałam
- Czasem ? nie żartuj sobie, masz świetną sylwetkę. Uśmiechnąłem się, najbardziej czarująco jak umiałem. Ja jestem dopiero 5 raz. Niedawno przeprowadziłem się do miasta.
- Dziękuję, jeszcze sporo mi brakuje
- Głupoty gadasz świetnie wyglądasz. Znasz tę okolicę ?
- Pewnie od urodzenia mieszkam w Lublinie
- Cholera. Ja się ciągle gubię jeszcze. Nawet nie wiem gdzie jest przystanek. Na Uberach to chyba zbankrutuje, Zaśmiałem się
- Mogę pokazać Ci, sama wracam autobusem
- Byłoby super, a teraz musze biec, bo forma się sama nie zrobi.
Założyłem słuchawki, przyśpieszyłem tempo, co jakiś czas zerkając na nią i uśmiechając się. Była zwyczajna, jakich wiele. Modnie ubrana w strój 4F, co świadczyło, że tatuś bogaty nie szczędzi pieniędzy na córki. Wszystko w komplecie.
Skończyłem trening, 10 KM mi wystarczy jak na pierwszy raz, zobaczyłem ją jak się rozciąga. To co za 15 minut przed wejściem Zapytała ?
- Będę, Odpowiedziałem i poszedłem pod prysznic
Poczekałem na Mariole przed wejściem. - To gdzie ten przystanek ?
- Niedaleko jakieś poł kilometra. Szliśmy powoli rozmawiając. Opowiedziałem jej swoją wymyśloną przed chwilą historię. Przyjechałem z Warszawy, zaczynam pracę w naszym oddziale tutaj. W zasadzie nie mam nikogo znajomego i fajnie byłoby z kimś wyskoczyć chociaż na siłownie. Mariolka się mało odzywała, raczej z tych skrytych i nieśmiałych. Nie głupia. Świadoma swojego ciała swoich niedoskonałości. Bardziej patrzyła w ziemie niż na mnie. Przy zwężeniach na chodniku puszczałem ją przodem kładąc dłoń na plecach. Opowiadając jej żarty dawałem kuksańca na rozładowanie atmosfery. Cicho ale szczerze uśmiechała się pod nosem. Zdobyłem zaufanie na którym mi zależało.
Na przystanku byliśmy sami. Jak na grzeczną dziewczynę wytłumaczyła mi jakim autobusem dojadę na swoje osiedle i gdzie musze wysiąść. Opowiedziała gdzie studiuje i gdzie mieszka. Lody zostały przełamane. Umówiliśmy się na kolejny trening za 2 dni o tej samej porze. Na szczęście jej autobus przyjechał pierwszy. Na pożegnanie podałem jej rękę i zbyt długo przytrzymałem, palcami muskając jej dłoń. Miło było Cie poznać, uśmiechnąłem się. Wsiadła. Patrzyłem jak autobus odjeżdża. Odwróciła się. Jest moja…
Nasze wspólne treningi odbywały się co 2 – 3 dni. Coraz więcej rozmawialiśmy, Coraz bardziej się otwierała, opowiadała o medycynie o studniach. Jaka lubi kuchnie, ja słuchałem zawsze umiałem słuchać, Opowiadała o ojcu który zmienił pracę (to akurat wiem) o Matce która zaraziła ją biologią, anatomią i dlatego poszła na medycynę. Dowiedziałem się, że po sesji leci z rodzicami na Hawaje. Nasze spacery, trwały dłużej na następny przystanek, autobusy przyjeżdżały i odjeżdżały. Mariola się otworzyła. Zaufała. Ubierała się też inaczej. Elegancko, dobrane letnie sukienki. Włosy po siłowni starannie wyprostowane, pachnąca. Umiała zakryć swoje niedoskonałości a pokazać atuty, swoje dwa atuty. Nasze pożegnania bywały dłuższe. W czasie żartów kładłem jej dłoń na ręce, patrzyłem dłużej w oczy niż powinienem. Z biegiem czasu wymieniliśmy się numerami. Wysyłałem jej smsy, na dzień dobry czy dobranoc. Pytałem o zajęcia, egzaminy. Po jednym z treningów, czekając na autobus dałem jej buziaka w policzek. Mój plan działał
Sesja, na uczelni przebiegła, po myśli Marioli. Egzaminy zdane. Za 2 dni ma wyjechać na wakacje z rodzicami. Musiałem działać czas uciekał.
Zadzwoniłem. – Cześć to co może kolacja z okazji zdania egzaminów ? Ja stawiam
- Chętnie ale nie dam rady. Mam wieczór z koleżankami z roku. Po każdej sesji wychodzimy na miasto na drinka. Nie chcę być odludkiem, chociaż i tak się czuję przy nich. Jak wrócę to zabiorę Cię do mojej ulubionej knajpy i ja postawię.
- Nie ma problemu, w takim razie udanego wieczoru i do usłyszenia..
Kurwa mać , Za długo. Nie mogę tyle czekać. Zresztą muszę się wziąć za swoje życie. O ile mi jeszcze płacą. Oni się będzie bawić na Hawajach a ja się zastanawiam czy mi kredyt dadzą.
W telewizorze leciał jakiś mecz, który średnio mnie interesował, moje myśli były gdzie indziej. Scrolowałem facebooka, przeglądając jakieś głupoty co ludzie wrzucają, po chwili szczęście się do mnie uśmiechnęło. Mariola wrzuciła relację z wieczoru, po zdjęciach poznałem , że są w klubie Hades. Wiem gdzie to jest !! Myśl Kamil. No tak Maciek. Chciał się spotkać. Dzwonię
-Siema stary. Piwo jeszcze aktualne ? mam wolny wieczór. Dasz radę się spotkać ?
-Siema, no w zasadzie nic nie robię. Za godzinę mogę być u Ciebie.
- U mnie nie da rady mam taki bałagan , że mógłbyś się zgubić. Klub hades z godzinę ?
-Będę w takim razie do zobaczenia.
Czas się ogarnąć, w klubie pełnym ludzi, będzie okazja spotkać Mariolę, może się zbliżyć zrobić podwaliny pod mój plan. Maćka jakoś spławię. Trzeba działać. Szybka kąpiel, najlepsze ciuchy, wyprasowana koszula, marynarka, spodnie, pół butelki perfum wlane na siebie. Wystarczy lecę. Nie miałem w planach dziś pić, za dużo wypiłem ostatnio i zmarnowałem życia. Jadę samochodem.
Maćka spotkałem pod klubem, - Co ty stary na piwo autem przyjechałeś ?
-Wiesz w jakim stanie byłem ostatnio, muszę trochę zwolnić, Chodź nie marudź.
Znaleźliśmy 2 osobowy stolik w kącie sali z widokiem na klub. Dobry punkt obserwacyjny. Maciek wziął piwo, ja wziąłem wodę. Opowiadał co w firmie, jak nowa rozwala zespół od środka, wyniki spadły, nie maja motywacji, premii. Nie ma już tej chemii. W zasadzie z grzeczności przytakiwałem ale mało mnie to obchodziło. Rozglądałem się po Sali pełnej ludzi, aby znaleźć tą której szukałem. Są. Wynajęły loże na drugim końcu Sali. 8 dziewczyn. Alkohol stał na dużym stole, drinki, soki. Wszystkie odwalone jak na wesele. I Mariola. Siedziała, wyraźnie nie pasująca do reszty, wzrok spuszczony w stół, stwarzała pozory dobrej zabawy, ale z mowy ciała nie chciała tam być. Jedno muszę przyznać wyglądała dobrze. Czarna sukienka, ołówkowa, po kolana ,z wyraźnym dekoltem. Wiedziała, że jedynym atutem jaki ma to cycki. Dwie półkule opięte materiałem sukienki, bez stanika. Figury nie miała idealnej ale głupia nie była. Jak się nie ma co się lubi, trzeba podkreślić chociaż to czym natura obdarzyła. Buty na delikatnym obcasie, włosy starannie uczesane.
Prym wiodły dwie blondyny, wysokie, z długimi szczupłymi nogami, wiedziały co maja do pokazania i sukienki kończyły się za tyłkiem. Co chwilę wznosiły toasty, głośno się śmiały, zaczepiały chłopaków w środku, posyłając zalotne spojrzenia. Jedna po drugiej wyskakiwały z loży na sale, tańcząc w rytm muzyki, łowiąc coraz to nowego chłopaka do tańca. Mają co świętować, więc świętują. Co toast wyciągały koleżanki z loży na parkiet aby poskakać. Na towarzystwo nie mogły narzekać. 8 studentek wolnych, szybko wkoło siebie znajdowały towarzystwo. Ale nie ona, Starała się dobrze bawić, ale nikt z nią nie tańczył, wracała do stolika i patrzyła w telefon. Przy kolejnej próbie tańca, znikła mi w tłumie. Zobaczyłem ją w kolejce do toalety z jakąś koleżanką. Czas się ujawnić. – Ide się odlać stary.
Przeciskając się przez ludzi podszedłem do kolejki do kibla. Udając, że ktoś mnie popchnął wpadłem na Mariolę – bardzo Panią przepraszam powiedziałem odruchowo odwracając się w jej kierunku.
- Kamil ? co Ty tutaj robisz ?
- No nie wierzę. Mariolka. To tutaj świętujecie zakończenie semestru ? Wyskoczyłem z kolegą z pracy (nie dodałem tylko, że z byłej) machając w stronę Maćka w nadziei, że mi odmacha. Na szczęście odmachał. Wiesz sobota wieczór, nie samą pracą i siłownią człowiek żyje. Dałem jej buziaka w policzek na przywitanie. Jak się bawisz ?
Nie zdążyła zareagować, kiedy jej znajoma wepchnęła się przed szereg. Noooo proszę , nie mówiłaś, że masz takich kolegów na siłowni . Paula jestem, uwieszając mi się na szyi na przywitanie. A bawimy się świetnie co nie ?
Mariola zmieszana, wkurzona zachowaniem Pauliny tylko potwierdziła. - Tak jest super.
W takim razie może jeszcze się złapiemy, Nie zajmuje Wam czasu. Uśmiechnąłem się i udałem do kibla .Gdy wychodziłem już ich nie było. Wróciłem do Maćka, a dziewczyny do siebie. Kątem oka, widziałem, że Paula ma długi język i szybko podzieliła się informacją z resztą o znajomym najcichszej w towarzystwie koleżanki. Przez tańczący tłum widziałem wzrok pozostałych koleżanek, i jakieś tłumaczenie ze strony Mariolki. Czas leciał. Dziewczyny tańczyły, piły, wznosiły coraz to nowe toasty, szturchając się wzajemnie i głośno śmiejąc się z każdego żartu. Patrząc na zachowanie tej dla której wyszedłem na miasto odniosłem wrażenie , że ona nie chciała tu być. Zresztą jutro mają samolot na wakacje. Ekran komórki się zaświecił a w nim wiadomość. Może wypijemy po jednym bo niedługo będę się zbierać. Za znajomość i moją sesję ja stawiam ?
Odczytałem wiadomość i spojrzałem w jej stronę, siedziała sama przy stoliku. Zostawiona przez resztę towarzystwa. Głowę spuściła i grzebała coś w komórce. – No jasne chodź do baru.
Chcesz jeszcze piwo ? za stare czasy. Ja stawiam. Odezwałem się do Maćka. Miałem na niego też już plan. – Jedno mi weź jeszcze.
Spotkaliśmy się przy barze. To co proponujesz zapytała mnie Mariolka. Dla Ciebie. Szota, dla mnie wodę kokosową a dla Maćka jedno duże piwo.
-To Ty nie pijesz ?
-Nie, przyjechałem samochodem, Jutro jadę do rodziców w rodzinne strony. Ale chętnie się z tobą stuknę, uśmiechając się w jej stronę i kładąc rękę na ramię.
Barman postawił zamówienie na ladzie. –No to za sukces i oczywiście, że mam z kim poćwiczyć zaśmiałem się. Mariola wypiła i mało co jej się zwróciło. Wyrwała mi z ręki szklankę z wodą i popiła smak wódki. Sorry kupie Ci drugą. Nie jestem wprawiona w piciu.
-Przestań gadać głupoty, świetnie Ci poszło zaśmiałem się. To na drugą nogę. I zamówiłem kolejnego szota. W tym momencie podeszły do nas dwie koleżanki z którymi tu przyszła. Nooo tutaj jesteś z tym swoim trenerem fitness. Zaczęły się śmiać z Marioli, Ja też zacznę cwiczyć w takim razie odezwała się Paula, obejmując mnie za szyję, Spojrzałem na Mariolę, która wyraźnie speszona spuściła wzrok. Kładąc rękę na jej placach. Uśmiechnąłem się do nowych towarzyszek. Tak tutaj ją Wam ukradłem, gładząc plecy, przysunąłem się do Marioli, ale nie bójcie się oddam Waszą zgubę w całości zaśmiałem się zamawiając dwa kolejne kieliszki. To za egzaminy. Wzniosłem do góry szklankę z wodą i podając ją Mariolce. Dziewczyny wypiły. Tym razem lepiej weszło. Dziewczyny się roześmiały. Potańczymy ? usłyszałem propozycję od tej najbardziej wygadanej.
-Bardzo bym chciał ale kolega czeka, spojrzałem na Maćka który się przyglądał całej sytuacji. Następnym razem.. Przesunąłem dłonią po plecach Marioli, zbyt długo i zbyt nisko, ale nie zmieszała się. Alkohol zaczął działać i czuła się w moim towarzystwie bezpiecznie. Dziewczyny wróciły do stolika a ja Maćka z jego piwem. Po mowie ciała wywnioskowałem, że mają niezły ubaw, śmiejąc się w stroję swojej koleżanki. Ona tylko się rumieniła i spuszczała wzrok.
Rozmowa ze znajomym z pracy toczyła się głównie o sprawach zawodowych, jakie mam plany, czy mam coś na oku. Większość zespołu jaki stworzyłem i zbudowałem zaczęła rozglądać się za nową pracą. Atmosfera nie była najlepsza, brak wyników, brak premii. Szczerze mówiąc miałem to gdzieś. Czas spławić mojego kolegę. Towarzystwo studentek radośnie tańczyło na środku Sali, wkoło zebrało się spore grono adoratorów wykorzystując wypite procenty. Każdy z nadzieją, że dziś zamoczy. Mariola znów siedziała sama w loży wgapiona w ekran telefonu. Czas działać.
Odkładając telefon , ręką potraciłem piwo, wylewając je na spodnie Maćka. –Sorry stary nie chciałem. Zrobiłem głupią minę. –Ja pierdolę ! No to pogadaliśmy usłyszałem z ust kolegi. Zawijam się. Lecimy ?
- Naprawdę nie chciałem. Leż ja jeszcze pożegnam się z koleżanka i też spadam. Co brzmiało dość przekonująco. Zdzwonimy się. Jeszcze raz przepraszam. Do następnego. Maciek stał wkurwiony i wyszedł.
Mam gościa z głowy, dziś albo nigdy. Przechodząc przez tłum ludzi podszedłem do loży którą wynajmowały dziewczyny. Siedziała sama. –Co Ty taka ponura ? Dawaj zatańczymy. Uśmiechnąłem się i wziąłem ją za rękę. Była już wstawiona i w oczach zobaczyłem wybawienie. Poszliśmy na parkiety. Ludzie tańczyli w koło, obijali się od siebie. Było ciasno. Jeden kawałek, drugi, Tańczyliśmy blisko siebie. W takim tłumie ciężko o przestrzeń. Której zresztą nie potrzebowałem. Przesuwałem dłońmi po plecach i biodrach dziewczyny. Owszem miała za dużo tu i ówdzie, ale nie brałem jej przecież za żonę. Plan był inny. Chodź, napijemy się jeszcze w końcu są wakacje. Mariola się śmiała w końcu ktoś się nią zainteresował, w oczach widziałem wdzięczność. Poczuła się bezpieczna i dumna.
Zamówiłem jej dwa szoty i sok. Dla siebie wodę. No to za spotkanie. Wypiliśmy co nam podano. No to wracamy na salę. Była dość mocno już wstawiona. Wziąłem ją za rękę i zacząłem obracać. Straciła równowagę , w ostatnim momencie złapałem ją w pasie i przyciągnąłem do siebie. Zbyt mocno i zbyt śmiało, ale miałem gdzieś dobre maniery. Ona jest pijana. Dłonią przejechałem po jej biodrze. Za wolno, pod materiałem sukienki nie poczułem nic innego jak goła skórę. Tak się teraz noszą studentki. Pomyślałem. Doprowadziłem ją do pionu. I złapałem za obie ręce. Odgarnęła włosy. – Przepraszam ktoś mnie popchnął. Może zmienimy salę. Na Sali w górze było tyle sam ludzi. Jakieś latynoskie rytmy. Tańczyć umiała, ale nie miała z kim tego pokazać, Założyła mi ręce na szyję i w rytm muzyki. Poruszaliśmy się zmysłowo, ocierając się o siebie. Czuła się bezpieczna, spokojna. Nasz taniec przerwał krzyk i głośny śmiech Odbijany !! Paulina złapała mnie za rękę. Odciągając od Marioli. Została sama na środku sali, zmieszana, nie wiedząc co zrobić a tym bardziej powiedzieć. Była szara myszką na co dzień. Bez konfliktową, nieśmiała. Zbyt mało pewną siebie. Po raz kolejny tego wieczoru spuściła głowę. Wyrwałem rękę z uścisku Pauliny. Nie dzisiaj moja droga... Położyłem rękę na plecach Marioli i odprowadziłem w stronę baru. Chodź się napić. Zebrało się spore grono jej koleżanek przyglądające się całej sytuacji. Wyraźnie zaskoczone. Ta która zawsze była z boku, miała dziś swojego faceta. Kolejne zamówienie, kolejne dwa szoty. Wypiła bez grymasu.
Poszliśmy tańczyć z boku boku Sali, gdzie światła są przygaszone, mniej ludzi. Objęła mnie rękami za szyję przysunęła się blisko, Czułem jej zapach. Ciepło ciała. Jej dwa atutu , a jak kto woli piersi, rozpłaszczyły się na mojej klacie. Tańczyliśmy powoli, objąłem ją w męskim, bezpiecznym uścisku. Gładząc po plecach. Zamknęła oczy. Przytuliła głowę do ramienia. Dziękuję. Cicho wyszeptała. – No coś Ty, zupełnie nie mój typ. W rytm muzyki kołysały się inne osoby w tym jej koleżanki. Spoglądające w naszą stronę. Ona o tym wiedziała. Wiedziałem ja również o tym. Trzymała mnie cały czas za szyję, spoglądając gdzieś w dal. Głowę miała oparta na moim ramieniu. Przysunęła się bardziej.. Czuła się jak kobieta. Pocałowałem ją w policzek, nie zareagowała, tylko kąciki ust, zasygnalizowały, że jej się podoba. Moje dłonie gładzące jej plecy, zsunęły się na biodra. Rytmicznie kołysały się w rytm muzyki, drugą ręką odgarnąłem jej włosy, Spojrzała na mnie, jej oczy pokazywały wdzięczność, wypity alkohol, i te błysk w oku. Powiedziała dziękuję po raz drugi. Nie odpowiedziałem. Pocałowała mnie w policzek. W koło innych ludzi delektowała się tą chwilą. Czuła wzrok swoich koleżanek z roku. Czuła, że jej zazdroszczą. Będzie o czym gadać na roku. Ale jej to w tym momencie nie obchodziło. Liczył się ten wieczór. Przy kolejnym kawałku , zsunąłem rękę niżej, nie zareagowała nie protestowała, Trzymałem ją za tyłek na oczach jej towarzyszek, zmysłowo, ale też pożądliwie, męsko, władczo. Przesuwając dłonią, nie poczułem majtek, No tak albo stringi albo nie ma.. nie przestawałem, kawałek po kawałku, odkrywałem to co widziałem na siłowni skryte leginsami. Miękka, zbyt duża, ciepła, błądziłem po jej pupie, po całości przesuwając dłonią. Oddech jej przyśpieszył. Podniosła głowę z ramienia, nie odezwała się, spotkała wzrok koleżanek i pocałowała mnie. Zmysłowo, namiętnie, gorąco, zachłannie. Tak jakby chciała pokazać całemu światu, że ona też może. Nasze języki, splotły się, nie przestawała, całowała mnie przygryzając wargę. Włożyłem dłoń pod sukienkę. Wzdłuż uda, przesuwając się wyżej. Nieśpiesznie w rytm muzyki i pocałunku. Złapałem ją za tyłek i przyciągnąłem do siebie. Dłoń powędrowała do środka i poczułem materiał wpinający się w rowek. No tak Stringi.. Mariola nie protestowała nie, usunęła usta i całowała mnie po szyi. A ja palcami przesuwałem pomiędzy pośladkami, w stronę cipki, pod sukienką ale na oczach wszystkich. Dotknąłem przez materiał jej skarbu, była mokra. Oderwała usta od szyi. Wychodzimy! Powiedziała zdecydowanie. Po raz pierwszy tego wieczoru. Złapała mnie za rękę i skierowała do wyjścia.
Wsiedliśmy do samochodu. Uffff co to był za wieczór. Dziękuję Kamil. Usłyszałem po raz trzeci. Odwieziesz mnie ? – Jasne. Po 15 minutach drogi staliśmy na ulicy pod jej domem. Nie wyjechałem na podjazd. Noooo to w takim domku sobie mieszkacie pomyślałem, widząc dom z 200 metrów ogrodzony płotem i tujami. W domu paliło się światło pomimo 1 w nocy.
- To co w takim razie udanych wakacji. Powiedziałem rozpinając pas. Wiedziałem, że nie wyjdzie tak po prostu. Odpieła swój przysunęła się i zaczęła mnie całować, Tak jakby jutra miało nie być. Łapczywie, wpychając mi język, jej dłonie, rozpinały mi koszulę, guzik po guziku. Rozbierała mnie, nie tylko wzrokiem. Jej dłonie błądziły po mojej klacie, brzuchu, Odsunęła fotel, rozpięła mi pasek od spodni. Rozpięła guzik. Była w transie, pijana, napalona, czuła, że jest mi coś winna. Podniosłem biodra i zsunąłem spodnie z bokserkami. Ona już niebyła nieśmiała, cicha i grzeczna jak na co dzień. Mariola nie bawiła się kutasem ręką. Bez ceremonialne wzięła do buzi, i zaczęła obciągać, z taką intensywnością, że po minucie miałem pełny wzwód. Lizała go po całości, wkładała do gardła, jej głowa rytmicznie poruszała się na moim kroczu, zaciskała usta, bawiła się językiem w koło główki, kręcąc kółka. Zsunąłem jej sukienkę z ramion, uwalniając jej cycki na wierzch. Nie przestawała ssać kutasa, kiedy ja brałem w dłonie jej piersi, były duże, ciepłe, miękkie. Takie jakie być powinny. Przerwała. Oparła się na fotelu i ściągnęła majtki. Czarne koronkowe stringi wylądowały na tylnym siedzeniu. Podwinęła sukienkę i okrakiem siadła na mnie. Przejęła całkowicie inicjatywę. Nakierowała sterczącego kutasa, na wejście do cipki, podwinęła sukienkę i nadziała się na nim. Powoli opadając żołądź kierowała sobie drogę przez jej wnętrze. Nie mam ani małego ani dużego, przeciętne 17 cm znikło w jej wnętrzu. Stęknęła. Czułem jak każdy jej ciasnej cipki oplata moja pałę. Zaczęła się poruszać, Unosząc biodra i nabijając się z powrotem. Alkohol, cała sytuacja pozbawiła ją hamulców, To nie był namiętny seks. To był galop z jej strony. Raz po razie nabijała się odchylając głowę do tylu. Jej cycki kołysały się w rytm jej ruchów. Czołem jej soki na udach, fotelu. Coraz szybciej i mocniej, poruszała się po całej długości mojego sprzętu, zostawiając koniec w środku i nabijając się do samego końca. Było mi i nieziemsko, trzymałem ja za tyłek, rozchylając pośladki, ale nie patrzyłem na nią. Patrzyłem w okno jej domu. Jak w kuchni Zygmunt i jej matka sprzątając ze stołu. Ten który mnie zwolnił robił sobie kolację a jego grzeczna ułożona córeczka na medycynie, właśnie skacze na moim kutasie. Straciła siłę, ale nie ochotę. Dawaj na tylne siedzenie. Przecisnęła się pomiędzy siedzeniami a ja za nią. Nie patrzyła na mnie. Oparła się łokciami na kanapie i wypięła tyłek. Klęknąłem za nią. Nie było wygodnie ale nie to się liczyło. Przyłożyłem penisa do jej norki. Wejście było, mokre, gorące, gotowe, mówiące zapraszam. Włożyłem bez uprzedzenia, bez ceregieli, do końca. Usunęła się. W tej pozycji było za głęboko, Złapałem ją za biodra. I pchnąłem drugi raz. Potem trzeci i kolejny. Zacząłem ją rżnąć jakby to był ostatni seks w moim życiu. Raz po razie kutas wchodził do samego końca, wynurzał się do połowy i znów znikał w środku. Złapałem mocniej za biodra dałem klapsa w pośladek i po raz kolejny pchnąłem. Mariola odpływała, głośno oddychała, cicho pojękując, Jej cipka zacisnęła się na moim sprzęcie. Właśnie dochodziła. Spojrzałem w okno samochodu. Dalej jest w kuchni. Jej ojciec. Dałem jej kolejnego klapsa. Złapałem za włosy i zacząłem serię pchnięć jak zwykłą sukę. Nie wytrzymałem zbyt długo. Wyjąłem oblałem, wystrzeliłem jej na tyłek. Kolejna porcja spermy wylądowała na jej podwiniętej sukience. Wziąłem jej stringi. Najpierw wytarłem sobie kutasa i włożyłem jej do torebki. Spojrzałem jeszcze raz na jej dom. Mój plan został zrealizowany. Ten który mnie zwolnił. Jeszcze nie wiedział.
Mariola była zmęczona. Ja też. Pocałowała mnie gorąco w usta. Chyba pomału dochodziło do niej co się właśnie stało ale nie dała po sobie pozna. Chciała grać pewną siebie. Ubraliśmy się. Wziąłem ją pod rękę, delikatnie się chwiała. Przed drzwiami mnie pocałowała i powiedziała do zobaczenia za 2 tygodnie. Czekaj na mnie. Nie miała kluczy, zadzwoniła dzwonkiem. Otworzyła jej matka. Nauczycielka biologii. Ubrana u koszulę nocną. Taką co więcej odkrywa niż przykrywa. Już wiem po kim odziedziczyła walory.. Dobry wieczór uśmiechnąłem się. Odprowadziłem Mariolę, trochę zaszalała na dyskotece. – To mój kolega z siłowni Kamil. Odezwała się. Z kuchni wyjrzał Zygmunt. No w końcu jesteś. Byś telefony odbierała. Jutro lecimy. Dobry wieczór Panu. Skiną na mnie z politowaniem.
- W takim razie do zobaczenia na siłowni, zwróciłem się do Marioli i udanych wakacji. Do widzenia powiedziałem uśmiechając się szeroko i zlustrowałem matkę. Do widzenia usłyszałem z kuchni.
Zygmunt jeszcze nie wiedział. Wyrucham mu też żone..
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
2 komentarze
Geometryczny
Bardzo mi się podobało, najgorsze, że zdążyłem polubić Mariolę a obawiam się, że źle skończy hehe. Szacun, że potrafi brać głęboko do gardła po takiej ilości alkoholu
TomoiMery
ciekawe się zapowiada czekamy na dalsze przygody