Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Wyznanie Grzesznicy cz. 3

Wyznanie Grzesznicy cz. 3

     Ksiądz miał już dość tej całej historii jak i samej spowiadającej się. Ile to jeszcze potrwa? - pytał sam siebie w myślach. Suszyło go, był głodny, musiał iść na stronę. Ale za bardzo się obawiał, że jeżeli skarci tą kobietę za to, że tak długo go tu przetrzymuje, może stać sie coś złego.
Słyszał ksiądz o takiej części internetu zwanej Dark Web?- spytała po chwili milczenia Wie ksiądz, to ta sfera sieci, która jest, tak jakby, ukryta. Przed wzrokiem zwykłych ludzi, którzy na co dzień przeglądają pocztę, media społecznościowe, czy jakieś strony dla celebrytów. Ale jak nazwa wskazuje, to, wszystko co tam się znajduje, jest mroczne. Można tam kupić różne podejrzane substancje psychoaktywne, broń czy nawet wynająć kogoś kto podejmie się zabójstwa na zlecenie. Ludzie też publikują tam najbardziej popieprzone rzeczy o jakich nie mieliśmy pojęcia. Transmisje na żywo z morderstw, filmy przedstawiające jakieś dziwne rytuały, czy zdjęcia z najbardziej przerażających zbrodni, których w życiu nie uświadczymy w telewizji. Może ksiądz kojarzy?
     Nie odpowiedział jej na to pytanie, ale tak: kojarzył. Kilka lat temu jedna z parafianek przyszła do niego, zrozpaczona, z błaganiem o pomoc. Twierdziła, że jakoby jej córka została opętana przez złe moce, na które natrafiła przeglądając internet. Ona sama była zawsze przeciwniczką takiego spędzania wolnego czasu, jako kobieta wychowana w surowy i prosty sposób przez swoją matkę – gorliwą katoliczkę. Kapłan dobrze znał tą rodzinę: babka, czyli matka kobiety z opętaną córką, była starą kanarzycą na emeryturze, która, gdy pracowała, nie przepuściła żadnemu gapowiczowi. Jej córka, kiedyś nawet ambitna studentka na wydziale filozofii, zaszła w ciążę ze swoim wykładowcą, który jednocześnie był promotorem jej pracy dyplomowej. Niestety wkrótce zmarł, a ona została z brzuchem i wstydem na całe osiedle. Do tego całego cyrku należało jeszcze doliczyć brata owej niedoszłej magister filozofii, który całymi dniami siedział przed komputerem, nie przejawiając żadnych chęci do podejmowania jakiejkolwiek pracy.
     Owoc tego związku, czyli kolejna kobieta w rodzinie, na początku zdawała się być normalna, ku zadowoleniu reszty. Ale do czasu. Później zaczęła przejawiać dość poważne zainteresowanie(ku rozpaczy swojej matki i babki), innymi dziewczynami z osiedla. Na zmianę z okolicznymi chłopakami, którzy nie ukrywali swej radości z faktu, że jest taka chętna i pełna wigoru, zwłaszcza w ciemności.
     Ale nie to okazało się ostatecznie kwestią, która najbardziej przeraziła całą rodzinę tzw. "bogobojnych". Ta, która rzekomo zostałą opętana przez siły nieczyste, zawsze lubiła iść pod prąd, a zwłaszcza robić na złość swojej babci, którą ochrzciła "starą kurczyłapą". Ta zaś nienawidziła wszelkiego postępu, nazywając go "zgnilizną, która toczy ten świat", zaś internet uważała za narzędzie Szatana. Co oczywiscie nie przeszkadzało jej w całodziennym oglądaniu serwisów informacyjnych, nadawanych przez prorządową telewizję.  
     A wszystko ponoć zaczęło się od tego, że pewnego dnia zakłóciła codzienny rytuał oglądania niusów wszelakich przez swoją rodzicielkę i babkę. Stanęła przed telewizorem, zasłaniając go, by po chwili zacząć gadać od rzeczy w jakimś dziwnym języku. Kobiety na początku myślały, że mówi po angielsku, lecz wkrótce okazało się, że nie był to jednak język mieszkańców wysp brytyjskich. Ksiądz potem rozpoznał w tym łacinę, a udało mu się to dlatego, że całość zajścia nagrała matka dziewczyny swoim smartfonem.  
     Potem było już tylko gorzej. Rzucanie meblami i talerzami w akompaniamencie dzikich krzyków. Wybieganie w środku nocy przed blok by wrzeszczeć coś o Bogu i końcu świata czy finalnie publiczne oddawanie moczu na klatce schodowej. Matka dziewczyny w końcu postanowiła działać i pójść do księdza.
     Przyjął ją dość chłodno, ponieważ osobiście jej nie znosił, gdyż zawsze za dużo gadała, a co najgorsze marnie wyglądała. Cienkie, przetłuszczone włosy, wystające kości policzkowe i żółte zęby. O oddechu nie wspominając. Ale i tak prezentowała się o niebo lepiej niż jej matka, która była otyłym babochłopem z wąsem. On sam najchętniej przyjmował młode, atrakcyjne parafianki lub dobrze zadbane matrony, które nigdy nie szczędziły grosza, jeżeli chodziło o datki na tacę.  
     Po tym jak usiedli w parafialnej kancelarii, zaś ona uspokoiła się zaraz po tym jak zjadła dwie drożdżówki i wypiła prawie litr herbaty, zaczęła mu się żalić, że jej córka albo mogła zażywać jakieś narkotyki albo może obejrzała coś dziwnego w internecie. Okazało się, że było to drugie. Jeden jej kolega, o ile można go było tak nazwać, podsyłał jej różne filmiki dziwnego i nieznanego pochodzenia. Przedstawiały one różne sposoby na to jak zyskać siłę, żytwotność oraz jak...obudzić w sobie demona. Ksiądz oczywiście nie brał tego na poważnie, zapewniając kobietę że to na pewno jakieś żarty nagrywane przez znudzonych nastolatków. Przyrzekł jej, że porozumie się w tej sprawie z proboszczem i na pewno pomoże.
     Ale on sam doskonale zdawał sobie sprawę, że jego szefa nic nie obchodziły sprawy "zagubionych dusz" z jego parafii a tylko liczenie pieniędzy i wyjazdy na Ibizę. Wiadomo, "na chłopaczków". Oczywiście kuria przymykała na to oko, z racji faktu, że hajs się zgadzał. Ksiadz wiedział, że nie będzie mógł tego wszystkiego pozostawić swojemu losowi, bo te dwie na pewno nie dadzą mu spokoju. W końcu skonsultował się w tej sprawie ze swoim młodszym kolegą "po fachu", który to znacznie lepiej orientował się w sprawach "internetowych". On sam był już człowiekiem starej daty , który niespecjalnie nadążał za najnowszymi trendami.  
     Młody ksiądz trochę rozeznał się w temacie, i po krótkim "riszerczu" okazało się, że opętana dziewczyna oglądała filmy z tzw. Dark Webu. Tajemnej i ukrytej części internetu, gdzie ludzie zajmowali się jakimiś chorymi rzeczami, które przestraszyłyby nawet najbardziej wytrawnych koneserów horroru. Starego kapłana wcale to nie zdziwiło. Wiedział, że ludzie od zarania dziejów lubowali się we wszelkiego rodzaju okropnościach. Mroczna i bezdenna otchłań zwana ludzkością, po raz kolejny dała o sobie znać, w jej najbardziej przerażajacej odsłonie. Ale nie miał teraz czasu na rozważania. Musiał pomóc tej biednej dziewczynie. Tylko jak?
     Jego młodszy kolega zaproponował by skontaktować się z Watykanem w celu sprowadzenia egzorcysty, gdyż dziewczyna mogła naprawdę być opętana. Ale On wiedział doskonale, że nic z tego nie wyjdzie, bo po pierwsze to nie był film a po drugie sprawy takiego kraju jak Polska kompletnie nie interesowały najwyższych hierarchów Kościoła. Trzeba było wymyśleć coś innego.
     Niestety czas nie działał na ich korzyść. Im dłużej zwlekali z decyzją, tym bardziej sprawy przybierały zły obrót. Dziewczyna wylądowała w szpitalu, zaś ze względów bezpieczeństwa unieruchomiono ją pasami. Ksiądz postanowił ją odwiedzić, by samemu odprawić jakiś egzorcyzm, który mógłby pomóc. Wiedział, że sporo ryzykuje robiąc to bez zgody władz Kościoła ale był już stary i niewiele go to obchodziło. Jednak pomimo swych dobrych chęci... nie zdążył.
     Dzień przed jego zaplanowym "egzorcyzem", zapłakana matka dziewczyny wbiegła do kościoła podczas mszy, którą odprawiał, wykrzykując jak obłędzie że jej córka nie żyje. Kilku zatroskanych parafian w końcu wyprowadziło ją ze światyni, zaś on dopiero następnego dnia dowiedział się co się stało.  
     Dziewczynę znaleziona martwą w jej szpitalnej sali, z poderżniętym gardłem. Zrobiła to sama, kawałkiem szkła, który nie wiadomo jak trafił w jej ręce. Widocznie ktoś jej go dostarczył. Albo może jakoś przemyciła to narzędzie swojej śmierci gdy nikt nie patrzył? Miała też odpięte pasy. Tu też nie było wiadomo jak do tego doszło. Ale nie to było najbardziej niepokojące i straszne. Na podłodze z jej krwi namalowano pentagram i dwa słowa: Wszyscy umrzecie...
     Ksiądz zdawał sobie sprawę z tego, że mogła sobie poderżnąć gardło. W końcu była zaburzona. Albo nawet i naprawdę opętana. Ale kto do cholery narysował ten znak diabła i napisał te słowa? Przecież ona, z krwawiącą raną z szyi, nie byłaby w stanie. Ktoś musiał tam być żeby to zrobić. Albo coś. Tylko kto? Lub Co?
     Policja przeprowadziło śledztwo, przesłuchiwała personel szpitala, matkę a nawet księdza. Technicy kryminalni zabezpieczyli miejsce zbrodni. Cała biurokratyczna machina ruszyła, ale co z tego? To wszystko nie wróciło przecież życia tej biednej dziewczynie, która mając zaledwie 17 lat, zmarła w tak makabrycznych i niewyjaśnionych okolicznościach...
Pewnie ksiądz nie wie o co chodzi, bo nie jest już ksiądz najmłodszy. A ten cały internet i wszystko co z nim związane, to raczej domena młodych – wyrwała go z zamyślenia i bolesnych wspomnień Grzesznica. - Ja trochę korzystałam z pewnych serwisów, by sprzedawać różnym fetyszystom np. Swoją używaną bieliznę, jakieś sprośne fotki czy ewentualnie, dla tzw. Klientów VIP – sesje exclusive na kamerce. Chociaż nie to było najbardziej popularnym towarem dla różnych zboczeńczów. O nie. Najbardziej pożądaną rzeczą były zdjęcia i filmy przedstawiające stopy. Dlaczego tak było? Nie wiem. Ale nie ważne. Ważne było to, że ludzie chcieli to kupować.
     Niestety internet i tajemnice, które kryje stały się początkiem końca mojego młodszego brata Mańka. Zawsze lubił komputery. Na początku grał tylko w jakieś gierki, sprawdzał pocztę i czatował. Nic groźnego i nienormalnego. Ale najwidoczniej mu to nie wystarczało. Musiał znaleźć coś co zapewni mu więcej doznań.
     Jakiś jego kolega z gry, w którą grał on-line zaczął mu opowiadać o dark webie. O miejscu gdzie można było być naprawdę anonimowym, gdzie można było kupić dragi, broń i cholera wie co jeszcze. Gdzie zbierają się ludzie, którzy mają do zaoferowania światu coś więcej, niż ci którzy wegetują na co dzień, w tym smutnym świecie. Oni właśnie tworzą społeczność, która nie jest karmiona tą całą fałszywą rzeczywistością, tak jak reszta frajerów. Poszukują prawdy i są na nią gotowi.  
     Gdy mi o tym opowiadał, wzięłam to za zwykły bełkot, tzw. Życiowych przegrywów, którzy większość swojego czasu spędzają w internecie, bojąc się prawdziwego świata. Nałogowych onanistów, którzy w życiu nie mieli do czynienia z kobietą. Przemądrzałych niby-ekspertów, którzy w dyskusji twarzą w twarz byliby bez szans.  
     Ale Maniek wziął to na poważnie. Zainstalował sobie jakąś przeglądarkę, przez którą zagłębiał się w świat tej ukrytej i mrocznej części internetu. Przez jakiś czas nie mógł nic znaleźć, co w sumie mnie nie martwiło, ale niestety po kilku dniach znalazł stronę, którą założyło to odrażające Bractwo Pająka.  
     Studiował jego zasady bardzo gorliwie, starając się o zostanie "jednym z Braci". Oczywiście był tak podjarany tą całą sektą, że o wszystkim na bieżąco mi opowiadał. Według tego kultu, gdzieś pod ziemią żyje wiecznie głodna i przerażająca bezoka pajęczyca, która wymaga nieustannych ofiar. Najchętniej pożerała małe dzieci jako najbardziej niewinne i najsłodsze. Jej strażnikiem i jedynym, którą ją widział był guru Bractwa, który nosił miano Pająka. Widziałam nawet jego zdjęcie na stronie. Był to jakiś łysy pajac z wytatuowanym pająkiem na twarzy.
     Ale do rzeczy. Bezoka pajęczyca musiała być regularnie karmiona, bo jeżeli nie , to w szale spowodowanym głodem mogła wypełznąć na powierzchnię, powodując koniec świata. Jak dla mnie – kompletne brednie. Ale czego to ludzie nie wymyślą by zmanipulować młodych i zarobić ich kosztem. Na stronie były wyszczególnione ich zasady, które sobie przezornie zapisałam. Przeczytam księdzu.
     "Chryste Panie!" - pomyślał spowiednik. Teraz będzie mi jeszcze czytała jakieś bzdury, które wymyślili chorzy psychicznie fanatycy, rodem z taniego, podrzędnego horroru. Mam nadzieję, że nie ma tego dużo.  
Spisałam to sobie, na wszelki wypadek, by móc to kiedyś przytoczyć, gdyby ktoś nie chciał mi uwierzyć. Ale tak naprawdę nawet i wtedy byłoby to mało prawdopodobne.
     
     Zasada pierwsza: Musisz traktować faunę i florę z godnością i szacunkiem. Drzewa dostarczają tlenu, którym oddychasz, zaś ze zwierzętami współdzielisz planetę, a one w zamian za dobre traktowanie, sprawiają że nie czujesz się samotny.
     Zasada druga: Twoja krew jest bardzo ważna dla naszej sprawy. Bractwo wymaga od Ciebie próbki zanim wstąpisz w jego szeregi. Ten warunek obowiązuje wszystkich. Nasza krew musi przepływać w jedności by zapewnić nam powodzenie i ratunek planecie.
     Zasada trzecia: Kto nie będzie przestrzegał reguł Bractwa, poniesie konsekwencje. Nasze prawo jest bardzo ważne. Przestrzegaj go lub giń.  
     Zasada czwarta: Bractwo pająka jest często źle rozumiane i niedoceniane. Ze względu na to, nie można nikomu mówić o jego istnieniu, pod żadnym pozorem! O naszej wspólnocie można mówić tylko w rozmowie z innymi Braćmi. Złam to prawo a zginiesz!
     Zasada piąta: Gdy zostaniesz wpuszczony do naszego świata, pobłogosławimy Cię wiedzą, dzięki której w końcu wszystko zrozumiesz i poznasz prawdę. Postępujemy wedle słowa naszej bogini, Bezokiej Pajęczycy, i ty też musisz! Będziesz się uczył i zdobywał wiedzę – To będzie od Ciebie oczekiwane. Jeżeli nie podołasz, - zawiedziesz. Nie tylko Bractwo ale i cały świat!
     Zasada szósta: Jako nowy członek Bractwa zostaniesz poproszony o wypełnianie pewnych zadań, które zostaną Ci powierzone. Większość z nich będzie sprowadzała się do zbierania składników, potrzebnych do naszych rytuałów. Może to na początku brzmieć banalnie lecz jest to najważniejsza rzecz, którą możesz zaoferować Bractwu. Nasze rytuały są tym, co sprawia, że nasza wspólnota jest silna. Bez tej mocy nie będziemy w stanie ubłagać nasze Pani by w swojej wyrozumiałości i mądrości oszczędziła nasz nędzny świat.  
     Zasada siódma: Kiedy zostaniesz zaakceptowany jako pełnoprawny członek Bractwa, przestaniesz być postrzegany w naszych oczach jako "człowiek". Będziesz jednym z Nas. Od tego momentu, nie będziesz mógł mieć do czynienia z ludźmi, które uważamy za istoty złe, plugawe i niebezpieczne. Wiemy doskonale, że ich panowanie dobiega końca, zaś nasza Pani dokona ich eksterminacji gdy nadejdzie jej czas. Każdy człowiek, który wie o naszym istnieniu lub nie jest godny dołączenia do naszego Bractwa, musi zginąć. Tylko w naszej Pani pokładamy nadzieję...
     Gdy skończyła czytać oboje przez chwilę milczeli. Trudno było im uwierzyć, że ludzie potrafią wymyśleć takie rzeczy. I że taka sekta/stowarzyszenie/ czy cholera wie co jeszcze może w ogóle istnieć. Niezreczną ciszę w końcu przerwała kobieta.
Proszę księdza, sam ksiądz widzi, że to, w co wplątał się mój młodszy brat to jakaś grubsza sprawa. I w dodatku solidnie popieprzona. Aż szkoda, że w dzisiejszych czasach ludzie czegoś takiego właśnie wyszukują w internecie, zamiast po prostu poprzeglądać jakieś śmieszne filmy o kotach czy najzwyczajniej w świecie obejrzeć pornosa. Maniek bardzo się w to zaangażował, bo zaraz po tym jak pokazał mi te "zasady" zaczął znikać na całe dnie a nawet i noce. Oczywiście nie mówił mi nic gdzie i co robi, ale nie pytałam go. W końcu był pełnoletni. Choć na pewno nie dorosły.
Wkrótce potem dowiedziałam się, że zatrzymała go policja. Ponoć chodził po nocy i włamywał się do ogródków, by kraść jakieś duperele z trawników przed domami. Siedział na dołku i nic nie chciał powiedzieć. Ale tak szybko jak go tam zamknęli, tak szybko pojawił się jakiś oślizgły prawnik, który swoją gładką gadką przekonał funkcjonariuszy by go wypuścili. Tak się szczęśliwie złożyło, że na tej komendzie gdzie trafił Maniek, pracował jeden z moim klientów. Jeden z takich, który lubił mnie wyobracać w tajemnicy przed swoją żoną. Po bzykaniu faceci zawsze są wylewni. Więc o wszystkim mi powiedział. Ale kim był i dla kogo pracował tamten papuga? Tego nie wiedział...  
     W tamtym trudnym dla mnie czasie znajdowałam pocieszenie w ramionach Jarka. Tak jak już wcześniej wspominałam zapałaliśmy do siebie gorącym uczuciem. Ciepły dotyk jego rąk i jego fallus sprawiały że chichotałam jak nastolatka a po tym jak mnie nie raz solidnie wygrzmocił byłam w stanie tylko bełkotać bez sensu. Ale tego mi było trzeba, zwłaszcza wtedy gdy tak bardzo martwiłam się o mojego małego braciszka, który dzielił ze mną największe sekrety. Niestety nasza idylla nie trwała zbyt długo, bo Maniek znowu zaczął znikać bez słowa nawet na tydzień. Pytałam mojego klienta z komendy czy przypadkiem nie odnotowali czegoś na jego temat, ale nic nie wiedział. Nawet musiał na jakiś czas zawiesić kontakt ze mną, bo jego żona zaczęła coś podejrzewać. Zresztą z tego co wiedziałam i ona nie była święta. Też go zdradzała, tyle tylko że z kobietami. M.in. Z jedną z moich koleżanek po fachu, uzależnioną od hery, wychudłą nimfomanką, która za działkę była w stanie zrobić niemalże wszystko.
     Maniek w końcu wrócił, by zaanonsować mi i Jarkowi, że się wyprowadza. Nie chciał powiedzieć gdzie i do kogo. Powiedział, że dostał pracę "dla rządu" jako informatyk i nic nie może mówić gdzie będzie i co będzie robił. Wyszedł bez słowa, i wtedy...wtedy widziałam go po raz ostatni.
     Kobieta na chwilę przerwała swoją opowieść. Ksiądz usłyszał jak znowu łka. Widocznie naprawdę zależało jej na tym chłopaku. Wolał nie myśleć nawet ile takich straconych dusz, jak tamten młody człowiek, widział już w trakcie swojej posługi.  
Tak właśnie się ta sprawa skończyła, proszę księdza – zaczęła po chwili. Ale ja się tak łatwo nie poddałam. Wiedziałam, że dzieje się coś złego i dlatego postanowiłam go szukać. Miałam kilku wysoko postawionych klientów, pracujących w sferze rządowej ale nie byli w stanie go namierzyć. W końcu załamana, poszłam na policję by zgłosić jego zaginięcie. Oczywiście niezbyt się przejęli i w dodatku pouczyli mnie bym nic nie robiła na własną rękę. Skąd wiedzieli, że go szukam? Nie wiem...Jarek też mi to odradzał, bo chyba w końcu chciał zacząć żyć a nie tylko się zamartwiać. Miał trochę racji. Też zaczęłam dostrzegać, że poszukiwania Mańka powoli zaczynąją przeradzać się w moją osobistą obsesję.
     Definitywny koniec nastąpił tydzień po tym jak byłam na policji. Na maila dostałam wiadomość, z nieznanego adresu. Zawierał dwa zdania. "Nie szukaj go. Zajęliśmy się nim." Wtedy to postanowiłam odpuścić.  
     Ksiądz trochę już przysypiał i nie wszystko co mówiła rejestrował, więc gdy usłyszał, że postanowiła odpuścić, przebudził się nieco i z nadzieją w głosie w końcu przemówił: Ja odpuszczam tobie grzechy...
O nie proszę księdza, to jeszcze nie koniec. Teraz przyszedł czas na kolejną, najbardziej mroczną i przerażającą część mojej opowieści. Ten fragment, w którym opowiem księdzu o mojej pracy jako kurtyzana w domu publicznym "Gehenna"...

               Koniec części trzeciej

HorrorFan33

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i horrory, użył 3525 słów i 19961 znaków. Tagi: #horror #erotyk

2 komentarze

 
  • Goscd

    Dla mnie ekstra

  • Kropelkaa

    Ta seria ma swoje wzloty i upadki, ale przynajmniej jest bardziej oryginalna i mniej oklepana, niż większość wrzucanych ;)

  • HorrorFan33

    @Kropelkaa a tu mamy do czynienia ze wzlotem czy upadkiem?

  • Kropelkaa

    @HorrorFan33 to było odniesienie do całej serii. Wszystkie części trzymają ten sam poziom.