Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Wieczór odkrywanych tajemnic


     Szum kropel deszczu i jesienny wiatr zagłuszał słowa księdza. Pomyślała tylko, że już była na kilku pogrzebach i zawsze padało. Już nie miała łez, a nawet gdyby w tej chwili płakała, pewnie nikt by nie dostrzegł, bo przecież ginęły w kroplach ulewy. Na mokrej twarzy zastygł wyraz nostalgii i wyczerpania. Ojciec trzymał nad nią parasol. Nie miała sił nawet na taki gest. Spuszczono trumnę i pracownicy cmentarza zaczęli wykonywać swoją pracę. Najpierw opadająca ziemia dudniła o wieko trumny, a potem słyszała tylko szum deszczowych kropli.

     A przecież był okazem zdrowia! Dbał o siebie, ona gotowała w domu, o ile nic ważniejszego nie wypadło. Rak trzustki zbił jej męża w ciągu ośmiu miesięcy. Przez ostanie tygodnie, zanim odszedł, żal było patrzeć, co pozostało ze zdrowego, niespełna czterdziestoletniego mężczyzny. Mieli przed sobą życie! Wacław pozostawił po sobie dobre wspomnienia. Nie doczekali dzieci, nawet planowanej adopcję. Okazało się, że on nie mógł dać życia, a przecież tyle lat sądziła, że to ona została dotknięta klątwą. Wszyscy go lubili i nie miał wrogów, to wiedziała.

     Po pogrzebie pojechali do domu jego rodziców, by spędzić czas tylko z najbliższymi. Teściowa ugotowała rosół, bigos i ruskie pierogi, a resztę zamówiła. Wdowa słyszała pojedyncze rozmowy, ale uświadomiła sobie, że nie jest obecna. Pierwszy raz od szesnastu lat zaczęła słyszeć siebie. Ojciec odwiózł ją do domu. Mama już dawno odeszła. Czyżby śmierć ich sobie upodobała? Zginęła w wypadku. Pijany kierowca stracił panowanie i uderzył w nią, kiedy wchodziła do swojego auta. A miała tego dnia nigdzie nie wychodzić! I jak tu nie wierzyć w przeznaczenie?
Zostawił parasolkę przy drzwiach.

     — Skarbie, powinnaś coś zjeść. Obserwowałem cię. Na stypie niczego nie tknęłaś, a Aniela naprawdę dobrze gotuje.
     — Lepiej niż mama? — spojrzała smutno na ojca.

     Też dotknęła go ta strata. Lubił Wacława, a nawet bardzo. W końcu oddał mu swój skarb!

     — Renatko, co ty mówisz! Lucynka mogła zdobyć wszelkie nagrody kulinarne, chyba niczego złego nie powiedziałem.  —  Czuła, że studiuje jej twarz, podczas gdy ona obserwowała konary drzewa poruszane wiatrem.
     — Zostać z tobą? — wciąż stał blisko wyjściowych drzwi.

     Spojrzała na twarz, którą znała od dzieciństwa, tylko teraz czas ją zmienił. Jak u wszystkich.

     — Jeśli chcesz, możesz zostać na noc. — Nie przestawała patrzeć przez mokra szybę salonu na poruszające się gałęzie topli.

     W końcu zdjął płaszcz i powiesił na wieszaku zaraz za drzwiami. Podszedł do niej i zdjął z niej palto, a po chwili poszedł do jej sypialni i wrócił z ciepłym wełnianym swetrem. Założył i objął ją z tyłu.

     — Zmarzłaś. Czemu się lepiej nie ubrałaś? — zapytał — zrobię herbaty. Jesteś pewna, że niczego nie zjesz?
     — Niczego nie jestem pewna — odrzekła głucho.

     Tadeusz zatrzymał się w miejscu i zawrócił.

     — Cokolwiek zrobisz, to go nie przywróci do żywych, musisz żyć.

     Spojrzała na zasmuconą twarz człowieka, którego bardzo kochała. Od kiedy pamiętała. Zwykle matka jest bliżej dziecka, szczególnie jeśli jest ono jedynaczką. Lucyna miała dużo ciepła w sobie, ale Renata chyba wybrała ojca i to kiedy skończyła pięć lat. Teraz miał pięćdziesiąt cztery i nic się nie zmieniło. Wacława kochała inaczej. Czy więcej? Wiedziała, że tego nie da się porównać. To Tadeusz kupił jej pierwsze podpaski, kiedy dostała okresu, nie matka. Lucyna powinna lepiej wiedzieć, ale jakby czekała na cud, że córka zrozumie i sama da radę. Dziewięciolatka?  

     Mała Renatka pamiętała, jak gładził jej włosy i wolno tłumaczył, co się dzieje w młodym ciele kobiety. Uczył ją wielu rzeczy i wcale nie bezpośrednio. Umiał doskonale unikać drażliwych tematów, a i tak wszystko dobrze zrozumiała. Martwił się, gdy pierwszy chłopak ją rzucił, a gdy ból przeszedł, tłumaczył jak odkryć prawdziwe wnętrze osoby, z którą chcemy się wiązać. To zaowocowała, bo gdy pierwszy raz przyszła do domu z Wacławem, na twarzy ojca nie dostrzegła najmniejszego niepokoju. A kiedy młody mężczyzna wyszedł, zapamiętała co jej powiedział.
,,Jesteś w dobrych rękach”.
A teraz powróciła do niego, bo Wacława już nie było. Tylko Tadeusz jeszcze nie odkrył jej powrotu.
Stał i trzymał splecione dłonie na brzuchu córki.

     — Zawsze masz takie ciepłe dłonie, tato — szepnęła.
     — I nie mam wysokiego ciśnienia, bo zwykle to się z tym łączy. — Chodź, pójdziemy razem do kuchni, może dasz się namówić na kanapkę.

     Poszła z nim, bo wziął jej dłoń. Posadził na taborecie i zaczął się krzątać.

Jest pełen życia, czemu nie ożenił się ponownie — przemknęła jej myśl.

Wstawił wodę na palnik, przygotował dwie szklanki z torebkami herbaty i zaczął robić kanapki.

— Zjem, jeśli mi potowarzyszysz — powiedziała cicho, a on spojrzał na nią i subtelnie się uśmiechnął.
— Czy już ci cieplej, kochanie? — To słowo brzmiało całkiem inaczej niż w ustach męża.
— Nie odpowiedziałeś na pytanie. Być może trudzisz się nadaremno — uniosła nieco czarne brwi.
— Zjadłem już sporo, a w moim wieku trzeba dbać o linię. — Dostrzegła cień uśmiechu na przystojnej twarzy.
— Dbasz o siebie. Dwadzieścia lat młodsi mężczyźni mogą ci pozazdrościć sylwetki.

     Tadeusz pomyślał o Wacławie. Dużo pracował i może mu brakowało czasu na sport. Wyglądał dobrze, ale Tadeusz widział u zięcia niewielki brzuch.

     — Nie będę jadła sama — postanowiła inaczej, bo czasem próbowała otrzymać odpowiedź, nawet na proste pytania, a on potrafił tego uniknąć.
     — Wiem. Jeśli przybiorę na wadze, to będzie twoja wina.
     — Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. Zgadzasz się z tym? – Spojrzała prosto w brązowe oczy, zawsze pełne dobroci.
     — Odpowiem, kiedy skończę — próbował się uśmiechnąć.

     Kichnęła i zaczęła gorączkowo szukać chusteczki higienicznej.

     — Faktycznie, trochę zmarzłam i przemokłam — powiedziała, kiedy wydmuchała nos.

     Spojrzał na nią i odłożył nóż.

     — Powinienem od razu zauważyć, że masz mokre ubranie, jak to możliwe, że to palto przemokło!
     — Nie przemokło. Trzymałeś parasol przez większą część czasu właściwie, a potem nieco przesunąłeś i woda ściekała mi prosto za kołnierz.
     — Renatko! — wyszedł z kuchni szybkim krokiem i wiedziała, co zamierza.
     
     — No tak, nie ma już Wacka, więc przejął opiekę nad małą Renatką — szepnęła do siebie.

     Usłyszała szum wody w łazience. Nie było go kilka minut.

     — Ciepła kąpiel w różanej pianie, a zjesz potem. Idź do łazienki i jak najszybciej zdejmij to mokre ubranie. Herbata z sokiem malinowym postawi cię na nogi. Jeszcze by tego brakowało, że się zaziębisz — pokręcił głową nieco zmartwiony.

     Spojrzała na ojca i poszła do łazienki. Uderzył ją w nozdrza zapach jej ulubionego kwiatu. Kiedy Wacek przygotował kąpiel? Nie mogła sobie przypomnieć. Próbowała, a przecież wiedziała, że nigdy tego nie zrobił. Uznawał, że to zbyt osobiste i nie powinien. Nie chciała mu tłumaczyć, że się z nim nie zgadza.

     Zdjęła sweter. Patrzyła na swoje odbicie w lustrze. Jeszcze nie zdążyło całkiem zaparować. Czarna jedwabna bluzka, czarny stanik i szara sukienka z wełny. Mogła się ruszyć tam na cmentarzu, a on pewnie patrzył na innych, albo jak ona był myślami daleko. Może wspomniał Lucynę... To już dziesięć lat, kiedy odeszła tak nagle. Zdjęła bluzkę i spódnice. Woda ciekła po kręgosłupie i dalej. Dlatego i majtki z tyłu miała całkiem mokre.  

     Mała głupiutka Renatka — pomyślała.

     Wziął kilka dni wolnego i naprawdę lepiej, że został, niż by miał jechać do domu. Czy by się tam za coś zabrał? Zawsze znajdował zajęcie... Zdjęła spódnice. Woda osiągnęła właściwy poziom. Brunetka pozbyła się bielizny i weszła do ciepłej wody. Prawie gorącej.

     Patrzyła na pianę i próbowała zdmuchnąć. Wiedziała, że przez najbliższe tygodnie będzie miała wahania nastroju. Już to teraz nienawidziła. Istniała tylko jedyna szansa, by to zmienić. Realnie rzecz biorąc, powinna, zaakceptować stratę. Już trzy miesiące wcześniej tylko cud mógł uratować mu życie. Na szczęście do końca był pogodny, a ona starała się przy nim nie płakać. Czasem morfina powodowała, że był trochę nieobecny...

     Będzie tu leżeć w wannie, a ojciec zostanie w kuchni lub usiądzie na skórzanej kanapie? Musiała coś z tym zrobić.

     — Tato! — zawołała, a ponieważ nie przyszedł, podniosła nieco głos.

     Zapukał, bo jakże by inaczej.

     — Otwarte — powiedziała ciszej.
     — Coś się stało córko? — spojrzał z wyrazem zaniepokojenia.
     — Nie chcę być sama — powiedziała szczerze.
     — Ale jesteś w wannie — próbował patrzeć wszędzie tylko nie na nią.
     — Zakrywa mnie piana — powiedziała spokojnie.

     Przypomniała sobie natychmiast. Ile czasu minęło? Blisko ćwierć wieku, bo miała dwanaście.
Wówczas powinna zapytać mamy, ale wolała jego. Nie myślała...

     Stała przed lustrem w samych majteczkach i patrzyła na piersi. Dopiero niedawno zaczęły rosnąć. Zastanawiała się już nad tym drugi tydzień. Lewa była nieco większa albo prawa mniejsza. Naprawdę nie sądziła, że to coś nieodpowiedniego, co chciała zrobić. Mama wyszła po zakupy, bo czegoś zabrakło do obiadu. Zanim weszła do łazienki, robił jakieś obliczenia. Pewnie tam nadal tkwił. Poszła do salonu. Zauważył ją, kiedy przed nim stanęła.
Pamiętała ten wyraz twarzy i chciała wybuchnąć śmiechem.
     — Renatko, co ty!... — wydukał.
     — Czy widzisz różnicę? Wydaje mi się, że lewa jest większa.
     — Troszeczkę, ale to naturalne. Powinnaś zapytać mamusi. — Wyglądało, że chce zrobić wszystko by odwrócić wzrok, ale niewidzialna siła nie zezwalała.
     — Czy mama wie lepiej? — zdziwiła się nieco a on przełknął głośno ślinę.
     — Nie sądzę. Chodzi o to, że jesteś dziewczynką a ja nie powinienem ciebie tak oglądać.
     — Nie? Przecież mnie kąpałeś jeszcze siedem lat temu. Dobrze, wytłumaczysz mi później. Czyli potem się wyrównają, tak? — Miała już iść, ale wolała się upewnić.
     — Pewnie tak — spuścił wzrok a ona uznała, że więcej się teraz nie dowie i wróciła do łazienki
.

     Zawstydziłeś się wówczas, prawda? – spojrzała prosto w oczy.

     Pamiętał.

     — Bardzo mnie zaskoczyłaś, uznałem, że nie wiesz, że raczej nie powinnaś pokazywać mi piersi.
     — To prawda. Zareagowałeś chyba najlepiej, jak mogłeś. I nigdy nie powiedziałeś mamie.
     — Ona by tego nie zrozumiała. Kiedy będziesz chciała wyjść, powiedz.
     — Wiesz, że Wacław nigdy mi nie przygotował kąpieli? O ile pamiętam, nie robiłeś tego dla mamy.

     Spojrzał na nią spokojnie.

     — Nie wiesz wszystkiego. Zrobiłem, ale nie podobał jej się zapach olejku. Była trochę... nawet kiedy... — Uznał, że niepotrzebnie wszedł w temat, którego nie powinien poruszać.
     — Nigdy się ciebie nie wstydziłam. Tylko nie chciałam, żebyś to źle rozumiał. Wygląda na to, że mój Wacek był trochę podobny do mamy w tych sprawach.

     Poczuła, że ojciec stoi jak na szpilkach. Spoglądał na jej twarz i zaraz odwracał oczy.

     — Możesz leżeć, ile chcesz w wannie, tylko pamiętaj, żeby woda nie ostygła.
     — Właśnie zaraz wyjdę. W mojej sypialni, w tej białej szafce są różowe skarpetki. Trochę gryzą, ale podobno wełna jest super, żeby się ogrzać. Masz ochotę na grzane piwo? To rozgrzeje mnie lepiej niż herbata z malinowym sokiem.
     — Mogę zrobić, są wszystkie produkty?
     — Tak, ale ja zrobię. Wiem, że się krępujesz, więc już idź po te skarpetki, a ja wyjdę, spłucze pianę i założę szlafrok — rzuciła okiem na białe okrycie z miękkiej bawełny.

     Posłał jej uśmiech i wyszedł. Wypuściła wodę i użyła prysznica, żeby siebie spłukać i pianę z wanny. Wyszła, wytarła ciało ręcznikiem i założyła okrycie.

     Tadeusz wszedł do jej sypialni. Jej i męża. Doszedł do mebla, który opisała i zaczął otwierać szuflady. W pierwszej miała bieliznę, więc zamknął szybko. W drugiej koszulki i haleczki. Znalazł w trzeciej. Pomiędzy pończochami i rajstopami. Sięgnął po różowe, grube skarpetki, gdy nagle dotknął czegoś palcami. Gdyby zostawił to, co miał zabrać, pewnie by się nigdy nie dowiedział, co tam leżało. Poczuł uderzenie gorąca. Zobaczył dildo w mocno malinowym kolorze. Zamknął szybko szufladę, wziął kilka głębokich oddechów. Wszedł do salonu, gdzie mieli duży stół na sześć osób, regał z książkami i telewizor. Poza tym zegar z wielkim wahadłem i fotel z tej samej skóry co kanapa. Renata była w kuchni. Wszedł tam po chwili.

     — Już się dużo lepiej czuję, popilnuj piwa, żeby nie wykipiało, a ja założę skarpety — wyminęła go i poszła do salonu.

     Wkładała drugą, kiedy coś sobie pomyślała. Poczuła, że twarz robi się różowa. Weszła do sypialni i otworzyła trzecią szufladę. Dokładnie wiedziała gdzie leżały te skarpetki

     — Cholera — szepnęła cicho.

     Miała nadzieję, że ojciec nie zauważył, ale raczej graniczyło to z cudem. Znała go lepiej niż swojego zmarłego męża. W życiu nie zapyta o powód. Posiadł dość inteligencji, by od razu pojąć. Zamężna kobieta kupuje taką rzecz tylko w jednym wypadku. Wróciła do kuchni. Roznosił się zapach cynamonu i goździków. Nalała grzańca do dwóch kryształowych antałków i zaczęła jeść kanapkę. On swoją tylko skubał.

     — Chyba przestało padać — spojrzał przez szybę.
     — Tak. Byłam na trzech pogrzebach i zawsze padało. Ciekawe czy i na moim będzie deszcz – spojrzała na niego, bo chciała zobaczyć, jaką reakcję wywołają te słowa.
     — Renatko! Nie powinnaś tak żartować!
     — Nie żartuję. Pogrzeb to ciekawa sprawa. Jest raz i nie można się spóźnić.

     Tylko spojrzał i nie skomentował. Czasami miała takie sentencje. Malowała obrazy, ale to było jej hobby. Zawodowo zajmowała się nadzorowaniem budowy mostów i budynków powyżej trzydziestu pięter. Ojciec nauczył ją liczenia, a ona dodała do tego fenomenalne wyczucie. Wiedziała to, czego inni nie dostrzegali. Wody podskórne, ustawienie tektoniczne terenu. Z uwagi na jej zdolności często wyjeżdżała do krajów Europy. Wacław był wykładowcą na politechnice i tam się poznali wiele lat temu. Rentę Kolendę znano jako skromną i uprzejmą, a jednocześnie nieprzejednaną w swoich uwagach i poprawkach. Jak do tej pory jeszcze się nie pomyliła i dzięki swojej rzetelności uratowała przed ruiną kilka projektów wartych wiele setek milionów. Doceniona przez ministerstwo budownictwa, otrzymała dwie nagrody państwowe.

     — Może chcesz gdzieś wyjechać? — zapytał nagle.
     — Jeszcze nie wiem. Od miesięcy wiedziałam, że to się stanie, ale to nie to samo. Nie chcę być sama.
     — Byliście szczęśliwą parą, nie pomyliłem się co do niego — odezwał się, kiedy przełknął ostatnią porcję kanapki.

     Wbiła w niego spojrzenie. Czyżby skojarzył swoje odkrycie z całością ich związku i chciał usłyszeć potwierdzenia?
     — Nie pomyliłeś się, jeśli ci o niego chodzi. Wacław był dobrym mężem i człowiekiem. Jak każdy miał swoje niedoskonałości.
     — Tak. — Przeciągnął słowo, więc pomyślała, że pewnie miało to związek z mamą. Przetarł czoło chusteczką, bo grzaniec zrobił swoje.
     — Byliśmy dobrym małżeństwem, ale chyba pamiętasz kryzys.
     — Tak. Nigdy mi nie powiedziałeś, a ja i tak wiedziałam.
     — Wiedziałaś!? Chyba Lucyna ci nie powiedziała?
     — Nie, ale się domyśliłam. Naprawdę jesteśmy podobni, ja mu też wybaczyłam.

     Tadeusz zacisnął palce na brzegu stołu, aż zbielały.

     — Zdradził cię, nie wierzę!
     — Dziesięć lat temu. Pojechałam do Francji na tydzień. Studentka ostatniego roku. Podobno była nim zafascynowana i nie potrafił się oprzeć.

     Ponownie przełknął głośno ślinę.

     — W jej wypadku to był kolega z pracy. Została po godzinach, bo musieli skończyć projekt. Facet poszedł po wino i Lucyna tłumaczyła, że straciła kontrolę, a kiedy przyszła do siebie, było już po wszystkim.
     — Chciałeś rewanżu? — spojrzała mu prosto w oczy.
     — Ja? Dlaczego? Kochałem ją. Wiesz jaka była. Zawsze coś nie było doskonale. Przeprosiła mnie, a co najważniejsze sama się przyznała. Sądziłem, że nie wiedziałaś.
     — Jestem twoją córką, ale i kobietą. I jakby jeszcze tego mało, jesteśmy podobni. Pewnie bylibyśmy idealną parą.

     Spojrzał na nią i się uśmiechnął.

     — Jesteś niemądra, kochanie. Podobno najlepiej się mają ludzie w związkach, kiedy pokonują przeciwności. A ty? Nie chciałaś się odegrać. Masz charakterek...
     — On żałował. Naprawdę. Gdybym go zostawiła, pewnie nie zdążyłby zachorować – smutno się uśmiechnęła.
     — Aż tak!
     — Nie myśl, że wziął mnie na litość. Oczywiście postanowiłam, że jeśli drugi raz to zrobi, nie ma odwrotu. Był atrakcyjny i niegłupi, więc często musiał odmawiać zawczasu, by ponownie nie wpaść w sidła jakiejś kobiety.
     — Mężczyzna powinien wiedzieć, kiedy powiedzieć stanowczo nie. — Wiedziała, że to koniec tematu, zresztą sama nie zamierza tego kontynuować.
     — Chcesz coś pooglądać? — zapytał.
     — Niespecjalnie. Mam telewizor, ale ja go od lat nie włączałam. Chyba że ty chcesz?
     — Nie męczy cię rozmowa ze mną? — spojrzał nieco inaczej.
     — Chyba żartujesz. Uwielbiałam zawsze z tobą rozmawiać. Brakowało mi ciebie.
     — Wzajemnie — powiedział ciszej.

     Zebrał talerze i zaczął zmywać. Patrzyła na niego. Trzymał się świetnie. Wyglądał bardzo elegancko w czarnych wełnianych spodniach i bordowej koszuli. Gdyby nie lekka siwizna na skroniach, nikt nie dałaby mu tylu lat, ile przeżył. Wysportowany i silny.

     — Jeśli chcesz, możemy włączyć jakąś romantyczną komedię. Filmów akcji nie lubię, podobne i horrorów.
     — Chcesz?
     — Jasne. Napijemy się po kieliszku czerwonego wina. Mam te, które lubisz.

     Spojrzał na nią i wiedziała, że to ma oznaczać, że się zgadza.
Po kilku minutach już siedzieli na kanapie. Po krótkiej dyskusji zdecydowali się na Pretty Women z Richardem Gery i Julią Roberts. Tadeusz otworzył butelkę Cabernetu i rozlał do dwóch kieliszków. Podał pierwszy córce a ze swoim w dłoni usiadł na kanapie. Znali ten film, chociaż mężczyzna oglądał go bardzo dawno temu. Obydwoje wiedzieli, że raczej chodzi o zabicie czasu. Chyba chcieli odgonić uporczywe myśli. Renata odłożyła pusty kieliszek na stoliczek z jasnego drewna i lekko się przeciągnęła. Od dawna nie pamiętała takiego czasu. Praca, odwiedzane męża w szpitalu. Sporadyczne wizyty teściowej i rzadsze ojca. Uniosła ręce i się przeciągnęła. On tylko rzucił okiem na nią i dopił ostatni łyk wina. Poczuł, że oparła głowę na jego ramieniu.

     — Jeżeli czujesz się zmęczona, może się połóż — zapytał, nie odrywając wzroku od ekranu.
     — Dopiero dziewiąta. — Pomyślała, że pogrzeby powinny być wczesnym rankiem.

     Zeszło się z tym wszystkim. Najpierw ostanie sprawy papierkowe, potem msza, pogrzeb i poczęstunek. To Aniela, matka Wacława bardziej wierzyła i chciała, by jak mówiła, został pochowany po bożemu.

     — Potrzebujesz odpoczynku. Ostanie tygodnie zniosłaś ciężko — powiedział to jakby chciał jej coś ukazać, czego nie dostrzegła.

     Zsunęła się i położyła głowę na jego udach.

     — Nie będzie ci przeszkadzać? Zawsze tak lubiłam, jeszcze jako dziewczynka, pamiętasz? – Zamiast odpowiedzi, poczuła, że zaczął gładzić jej czarne włosy.
     — Byliśmy zawsze zgraną drużyną, kochanie — Głos miał niski i jak zawsze określała, bardzo męski.

     Nie za bardzo skupiła się na oglądanych obrazach, raczej zaczęła sięgać pamięcią w przeszłość. Tą dalszą i bliższą.
Trochę zaniedbywała ojca. Miała do siebie, żal, że po śmierci mamy odwiedzali go rzadko. Być może robiłaby to częściej, ale mąż przekonywał, że teść potrzebuje spokoju i ma swoje życie. Wyglądało, że Tadeusz lubił go więcej niż on jego.

     Ponieważ coraz bardziej oddawała się odpoczynkowi, którego naprawdę potrzebowała, nie zwróciła uwagi, że dolna poła szlafroka odsłoniła pierś. Dostrzegł to, ale odwrócił szybko oczy. Sceny filmu płynęły, a on nieprzerwanie dotykał opuszkami skóre głowy, a kaskady gęstych włosów Renaty całkowicie okryły palce. Uniosła prawe kolano, tym razem dolna część ubioru odsłoniła czarne włoski łona.
Ilekroć robiła jakikolwiek ruch, on odrywał oczy od filmu i rzucała spojrzenie, ale tylko na ułamek chwili.
Chciał jej powiedzieć, bo z pewnością nie zrobiła tego specjalnie. Wolno odwrócił głowę i spojrzał na jej twarz. Miała zamknięte oczy, ale chyba nie spała. Spojrzał tym razem dłużej na jej oblicze. Nigdy jej się nie przyglądał ze zrozumiałych względów, ale przecież wiedział, że jest zgrabna i piękna. Miała coś w twarzy i z niego i żony.

     — Zawsze bałeś się na mnie spojrzeć — powiedziała cicho.

     Odchylił szybko głowę i utkwił wzrok na ekranie telewizora. Poczuł się jak mały chłopiec, którego przyłapano na podkradaniu cukierków. Przełknął ślinę.

     — Ojciec nie powinien się gapić na córkę, nawet jeśli jest piękna.

     Powróciły wspomnienia sprzed ćwierć wieku. Nie wiedział wówczas, co ma zrobić. Czy zwrócić jej uwagę, bo powiedzieć żonie nie chciał. Wychowywali ją w miłości i skrywali akty intymności, o ile pamiętał, nigdy ich nie widziała, jak się całują. Wówczas jeszcze palił się w nich ogień pożądania.

     — Muszę ci coś wyznać — szepnęła.

     Poczuł dziwny prąd, jakby naprawdę dotknął urządzenia pod napięciem. Skąd mógł wiedzieć, co usłyszy? A jednak wiedział.

     — Powiedz. — Wiedział, że Renata czeka na przyzwolenie.
     — Od pięciu lat pragnęłam dwóch mężczyzn — mówiła miękko i na tyle głośno by słyszał, lecz i cicho, by chociaż trochę zostało w tym tajemniczości.
     — Poznałaś kogoś? Czy na to wpłynęła jego zdrada?

     Nagle usiadła. Zakryła dekolt i udo.

     — Chyba dobrze to ukrywałam, skoro nic nie zauważyłeś. W zasadzie nie widywaliśmy się często. Nadal pragnęłam Wacława, chociaż on chyba mnie przestał. Dlaczego, nie wiem? Byłam dobrą żoną i starałam się być najlepszą kochanka, ale do tanga potrzeba dwojga. Drugiego mężczyznę znałam długo. Widywałam go średnio raz na dwa tygodnie. Kochałam go, jak dawno pamiętam.

     Zrozumiał i objawiona prawda nieco go poraziła.

     — To nie jest w porządku, nie powinnaś — powiedział cicho.
     — Może. Sama o tym często myślałam. Dopiero dwa lata później, kiedy miałam czternaście, zrozumiałam, co musiałeś czuć, kiedy zobaczyłeś moje małe piersi i przez następne cztery lata się tego wstydziłam. Jestem ci wdzięczna, że nigdy o tym nie wspomniałeś. Byłam zła, kiedy nie spodobał ci się mój pierwszy chłopak, a potem nabrałam zaufania, bo miałeś rację. Dlaczego dopiero od pięciu lat? Naprawdę nie wiem. Dwóch mężczyzn. Jeden powinien zabiegać o moje względy i mieć staranie, żeby zaspokajać moje potrzeby, drugi nieświadomy niczego, zrobiłby wszystko, gdyby to odkrył, żeby zmienić moje nastawienie. Musiałeś chyba zwrócić uwagę, że przez pięć ostatnich lat przestałam cię całować w policzek i unikałam przytuleń?

     — Tak, sądziłem, że przestałem mieć dla ciebie znaczenie. W końcu należałaś do innego mężczyzny.
     — A ty? — Tadeusz zobaczył chwilowy blask w brązowych tęczówkach — nigdy?
     — Kochanie! Jakbym mógł!

     Miał nadzieję, że Renata nie wie, co działo się w jego wnętrzu. To było osiem lat temu, już po śmierci żony.  

     Namówili go, by pojechał z nimi na wczasy do Sopotu. Gdyby częściej na nią patrzył, wiedziałby, jak wygląda. Została z Wacławem na piasku i zaczęli zdejmować ubrania. On poszedł kupić coś zimnego do picia, a kiedy wracał, zauważył przy wodzie kobietę w błękitnym kostiumie. Stała tyłem i patrzyła na fale. Nie mógł oderwać oczu od jej pupy. Podziwiał też fantastycznie długie nogi i trójkąt pleców zasłoniętych przez ciężkie włosy w kolorze smoły. I wtedy się odwróciła i po chwili mu pomachała. Dobrze, że miał okulary przeciwsłoneczne. To i odległość sprawiła, że nie mogła zobaczyć dokładnie jego twarzy.

     Spojrzała z uśmiechem. Taki wyraz twarzy dostrzegł u niej ostatnio, bardzo dawno, chyba przed diagnozą u Wacława.

     — Wiesz, tato, że wtedy się przyznał. Gdyby kręcił albo wypierał, od razu bym zażądała rozwodu, a wcześniej spakowała dwie walizki i wywaliła za drzwi razem z nim. Czułam, że mnie zdradził. Nie przez zapach tamtej kobiety, bo minęło kilka dni. Rozumiesz, co mam na myśli. Kobieta ma oczy z tyłu.

     Topniał w środku. Już się poddała i zamierzał powiedzieć prawdę, ale odczekał chwilę. Czyżby miała aż tak fenomenalna pamięć? To zakrawało na niemożliwe!

     — Raz mi się zdarzyło, ale nie wiedziałem, że to ty.
     — Na plaży w Sopocie — stwierdziła, bardziej niż zapytała. — Niepoprawny kłamczuch.

     Poległ na całej linii. Jak? Jak mogła to wiedzieć? Robił wszystko przez całe dwa tygodnie, żeby nie zobaczyła nic na jego twarzy. A potem blisko pół roku walczył ze sobą. W końcu wrzucił to w najgłębszą cześć swojej jaźni. Nigdy nie zapomniał, nigdy nie przestał do końca marzyć.

     — Nie powinienem. Mężczyzna jest wzrokowcem. Walczyłem, ale przegrałem. Chyba nie dałem znaku, że tak jest.

     Pogładziła mu włosy.

     — Nie, nigdy. Czy sądzisz, że cię potępiam? Absolutnie nie. Wiem, co zaraz pomyślisz. On dopiero został złożony do grobu. A może jednak nie będziesz mnie oskarżał. Zbyt mocno mnie kochasz, bo dla ciebie zostałam małą Renatka — Wyłączyła pilotem film i stanęła przed nim w miejsce ekranu. Wiedział, co zaraz nastąpi, ale się nie bał. Mężczyzna zawsze musi wiedzieć, kiedy powiedzieć: nie.

     Nie spieszyła się, jakby chciała mu dać czas na reakcję, której raczej się nie spodziewała.
Szlafrok spadł na dębową klepkę i zobaczył boginię. O nie! Tym razem nie odwrócił oczu, raczej sycił wzrok każdym centymetrem kwadratowym ciała. Ciężkie piersi trzymały się wysoko, a zadarte brodawki sprawiały wrażenie, że całe kule chcą się unieść do góry. Wąski pas i idealna krzywizna bioder. Drżał w środku z powodu samego widoku, ale Renata chyba zdecydowała, że to za mało. Zrobiła pół kroku bliżej i zaczął czuć jej intymny zapach. Położyła dłonie na jego głowie i gładziła włosy.

     — Aha, podobno wy to najbardziej lubicie. Wiele się nie zmieniło przez te lata. — Odwróciła się i zrobiła krok dalej, pewnie by miał lepszą perspektywę. Idealne pośladki, których mogłaby jej pozazdrościć licealistka. Odwróciła się ponownie przodem.
     — I nic nie powiesz, tato? — ukucnęła i delikatnie pocałowała usta.

     Pozostała w tej pozycji a Tadeusz nie mógł się oprzeć, by nie spojrzeć niżej.

     — Niegrzeczny chłopiec — podarowała mu figlarny uśmiech. — To niesprawiedliwe. Widzisz wszystko a ja nic.  
     — Kochanie, naprawdę nie powinniśmy. — Pozostawała w tej samej pozycji i gładziła go po policzkach.
     — Zupełnie się z tobą nie zgadzam. Myślę, że jest idealny czas. Wcześniej nie mogłam, a nie mam zamiaru czekać trzech miesięcy.
     — Jestem twoim ojcem, skarbie — spojrzał na nią błagalnie.

     Wcale się nie zdenerwowała i wyglądało, że jego wywody wcale ją nie wzruszają.

     — Powiedz, ze mnie nie chcesz i zapomnę. Nie będę zła i w życiu nie wspomnę jednym słowem.

     Czy wiedziała? Z pewnością. Nie pamiętała, by się kiedykolwiek pomyliła. Czy to w pracy, czy podczas rozmów przy stole.
     — Nie mam zabezpieczenia — powiedział cicho.
     — O teraz już lepiej. Za dwa lub trzy dni powinnam dostać okresu. Dziwne, bo w tym czasie cyklu kobieta ma małą ochotę na seks, a ja mam ogromną.
     — Ale jak to sobie wyobrażasz, skarbie?

     Podała mu rękę i wstał. Zaczęła rozpinać bordową koszulę, a potem pasek od spodni.

     Niespiesznie, rozebrała go zupełnie.

     — No proszę, co my tu mamy. I ona narzekał? Trudno mi zrozumieć mamę.
     — Nie chcesz powiedzieć...
     — Oczywiście, że powiem. Podobno wielkość nie ma znaczenia, bo najmilsze miejsce jest tylko kilka centymetrów głęboko, ale jeśli chcesz wiedzieć, był co najmniej o pięć centymetrów krótszy — delikatnie ujęła twardy jak kamień członek  — i sporo węższy. Bądź tak miły i pokochaj swoją córeczkę.

     Miał małą nadzieję, że traktuje go jak atrakcyjnego faceta, ale te słowa to rozwiały. Pójdzie do piekła, a ona razem z nim — to była ostatnia karcąca myśl.

     Zanim zetknęli usta, pomyślał, że może odbiorą to jako coś obrzydliwego, chociaż jedno z nich i to wszystko zatrzyma.  
Dotyk ust Renaty powiedział coś przeciwnego. Słodycz miodu mogła się schować. A gdy poczuł język...
Chłodne piersi działały jak orzeźwiająca kąpiel w upalne popołudnie. Gładziła go po plecach i delikatnie tuliła.
Oderwał usta po trzech minutach, chociaż wcale nie chciał skończyć. Już wiedział, że chce ją bardziej niż kogokolwiek innego.
     
     — Czy mogę coś więcej? — wyszeptał do samego ucha, a kombinacja powietrza i niskiego barytonu sprawiła, że nowa porcja śluzu wypłynęła, rozlewając się po sporym sromie i udach.

     — Musisz. Coś mi szepcze, że jesteś cudownym kochankiem, przynajmniej dla mnie będziesz taki.
     — Przekroczyliśmy Rubikon kochanie, pójdę na całość.
     — Takiego chłopczyka lubię — wyszeptała w samo ucho i liznęła przy tym opuszek.

     Tadeusz przykucnął i zatopił usta w jej mięsistym sromie. Lizał językiem mocno i rozchylał nabrzmiałe płatki. Zawadzał o pierścienie zwieraczy pochwy i twardą jak kamień łechtaczkę.

     — Jesteś cudowny, kochanie — szepnęła.

     Usiadła na kanapie, podciągnęła kolana wysoko pod brodę, trzymała stopy na brzegu mebla, ale tylko krótko, bo po chwili postawiła je na jego barkach. Pozbyła się wstydu, kiedy zdjęła szlafrok, a teraz wpadła tylko głębiej w wulkan pożądania. Przycisnęła jego głowę do siebie.

     — Wejdź głęboko, chyba czujesz, że cię tam chcę — szepnęła.

     Wiercił i wpychał język i połykał większość śluzu. Smakowała wybornie. Odrobiną słodyczy, kwasku i świeżej rosy. Przypominała nieco smakiem niedojrzałego ananasa, który jednak chciał dać światu znać, że zaczyna być już słodki. Wybuchła niekontrolowanym orgazmem, że aż miał trudności w poruszaniu językiem, tak mocno zaciskała się mięśniami pochwy. Zabrała dłonie z jego głowy i palcami pierwszej pieściła nabrzmiałą jak nigdy dotąd łechtaczkę, a ciemną brodawkę piersi, kręciła za pomocą kciuka i wskazującego palca drugiej.

     Zaskoczy ją. Czyżby i to było jego fantazją? Delikatnie uniósł najwspanialsze pośladki, jakie do tej pory widział. Obraz ich zatrzymał w pamięci od wakacji w Sopocie. Pierwszy raz je dotykał. Zaśmiał się na sekundę w swoim wnętrzu. Pierwsze co dotknął i to ustami to jej cudowna wagina, pełna i miękka, a teraz ma zamiar przejechać językiem po jej odbycie i nie do końca wiedział, czy tym nie skończą te najbrudniejsze fantazje. Czy tak naprawdę nazywał intymny kontakt ze swoją córką? Wcale nie. Od chwili kiedy zaakceptował, uważał, że kroczy do raju. Jęknęła rozkosznie, więc powtórzył i wniknął koniuszkiem języka do ciasnej dziurki.

     — Nie powiesz, że robiłeś to mamusi. Wacław nazwał mnie zboczoną, kiedy wspomniałam o analnym seksie. Możesz uczynić mi łaskę i poznęcać się chwile nad moją spragnioną pieszczot łechtaczką? Tego też nie lubił. Wsadził, trzy razy ruszył i po balu panno Lalu. Przepraszam, nie powinno się źle mówić o zmarłych.  

     Uznała, że w czymś nawaliła, bo Tadeusz nagle wstał.

     — Za dużo gadasz, kochanie — podsunął biodra bliżej twarzy córki.
     — Już się zamykam, tatusiu — zrobiła minę niewiniątka i wpakowała wielki łeb członka głęboko do ust.
     — Bardzo niegrzeczna dziewczynka, muszę porozmawiać z twoim ojcem — łagodnie gładził czarne pukle włosów, blisko uszu.

     Tak, z pewnością jechali na tym samym wózku. Lucyna uważała, że branie do ust członka to bezwstydność, więc o tym, że chciałby poznać jej drugą dziurkę, nawet nie wspominał. Mógł powiedzieć o Renacie, moja krew, ale nie chciał jej ograniczać. Chwilę rozkoszował się pieszczotą, którą sprawiał ustami i językiem. Jak na osobę bez praktyki radził sobie całkiem nieźle.

     — Widzę, a raczej słyszę, że zrozumiałaś prośbę. Spełnię twoją prośbę, kochanie. Żartowałem, lubię, kiedy gadasz, a w tej sytuacji, szczególnie.
     — Potwór — roześmiała się serdecznie. — Poproszę długo i nie zawsze delikatnie — szepnęła.
     — Nie sądzisz córeczko, że powinniśmy się najpierw pocałować?
     — O! Córeczko? Dobrze wyczułeś, nie chcę się z tobą bzykać, jako atrakcyjnym facetem. Podnieca mnie jak cholera, że jesteś moim tatą.

     Zaczęła się z nim namiętnie całować i wtedy sobie przypomniał, że już to zrobili. Czyżby to początki demencji, a może był tak zaszokowany, że jego jaźń tego nie zarejestrowała, iż zaczęli swój intymny akt od miłego pocałunku. Tym razem całowali się długo, a ich dłonie już się nie obawiały się dotykać tego, co znały usta.

     — Naprawdę zapomniałeś, że najpierw się pocałowaliśmy?
     — Tak, podczas drugiego pocałunku sobie przypomniałem, naprawdę się czuje głupio.
     — Zupełnie niepotrzebnie. — Bawiła się jego włosami i zakręcała na palcu, ale nie za dobrze jej to szło, bo miał zbyt krótkie.

     Czekała z otwartymi udami, a gdy przyklęknął, wsparła ponownie stopy na barkach. Patrzył chwilę na intymność córki. Skoro już przekroczył próg, chciał zwiedzić cały dom i to dokładnie. Obserwowała go i odczuwała, że sprawia mu radość i zwiększa podniecenie, kiedy patrzy. Oczekiwała, że w końcu powie słowo, jakie wrażenie robi na nim jej ciało. Czy sama się potępiała? To chyba było ostatnia rzecz, o której by myślała. Nie miało znaczenia fakt, że właśnie wrócili z pogrzebu jej męża. Renata miała wciąż miłość do męża w sercu. Dokładnie wytłumaczyła to ojcu, że wcześniej nie mogła, co nie znaczy, że nie chciała. Miłość w ich związku się tliła, a Renata poczuła już dawno zmęczenie, że jest tylko jedną stroną, która usiłuje dorzucić drwa i dmuchać w żar, żeby ponownie się rozpalił.

     Tadeusz zaczął lizać łechtaczkę. Jego członek stal tak mocno, że aż bolał, ale teraz chciał dawać swojej kochance maksymalną rozkosz i nie myślał o sobie. Renata pieściła brodawki piersi, bo to zwiększało rozkosz. Ojciec ją pieścił, ale w tej dokładnie chwili nie rozmyślał, że robi to swojej córce. Słyszał jej miłe pomruki przeplatane jękami, aż w końcu doszła do następnego szczytu rozkoszy i właśnie wówczas zaczął drażnić łechtaczkę zębami. Brał ją, bo urosła na tyle, że mógł to zrobić i próbował podnieść i żeby było doskonale, dotykał czubka końcem języka.

     — Och tak! Rób właśnie tak, kochanie! – jęczała i poruszała biodrami.

     Mężczyzna znał się na odczuciach i wiedział, że ciało w tym rejonie lub zmianę, a nie stagnację. Przestawał gryźć zębami, by znowu lizać i całować. Nie tylko łechtaczką, ale i pękaty srom. Wsunął dwa palce do pochwy i odszukał ten tajemniczy punkt. Renata trysnęła rozrzedzonym śluzem.

     — Och jak cudownie, kochanie! — powtórzyła.

     Pieścił łechtaczkę blisko trzydzieści minut, a wiedział jak długo, bo zapamiętał jedno uderzenie zegara, gdy zaczął a trzy, kiedy skończył. Podniosła się i zaczęła się z nim ponownie całować.

     — Wejdź we mnie, tylko delikatnie, przynajmniej na początku, tatusiu — przygryzała mu opuszek ucha.

     Spojrzał na nią z bliska.

     — Podnieca cię, że robisz to ze mną?
     — Żebyś wiedział. Szkoda, że jesteś moim ojcem, bo byłbyś idealnym mężem dla mnie a ja cudowną żoną dla ciebie.

     Przyjęła początkową pozycję, a gdy poczuła czubek główki członka w sobie, oplotła Tadeusza udami w pasie i sama go przyciągnęła. Wszedł głęboko, ale nie do końca. Już samo pierwsze otarcie nabrzmiałej główki wywołało w nim uczucie bliskie orgazmu, ale wiedział, że tak szybko w nią nie wtryśnie. Poruszała biodrami i przez to wchodził do końca, co wywoływało w niej jęki rozkoszy. Tak naprawdę ona go brała bardziej niż on ją.

     — Unieś moje pośladki i pozwól mi położyć stopy na barkach, tak uwielbiam.

     Już nawet nie musiał się zastanawiać, że w takiej pozycji nigdy nie kochała się z Wacławem.  

     Po chwili zmienił pozycję. Klęczał na małym dywaniku przed kanapą, ona trzymała stopy na barkach, a potem nawet na górnej części łopatek a on trzymał jej pośladki w górze i wchodził łagodnymi pchnięciami.
Zaczęła mieć kolejny orgazm, ale tym razem czuł, kiedy to nastanie. Pochylił się i całował jej piersi, lizał sutki i przygryzał brodawki. Czuł jej mocne i rytmiczne skurcze, ale nadal się nie spuścił.

     — Weź mnie od tyłu i daj mi odczuć, że jestem niegrzeczną córeczką.  
     
     Wyszedł z niej a ona, zanim ustawiła się odpowiednio, lizała chwilę członka, w końcu wzięła do ust i popieściła chwilę. Uklękła na kanapie i wsparła dłonie na górze oparcia. Wszedł w nią ostro i do końca. Już nie klęczał, tylko stał na ugiętych nogach. Wyciągał sporo i wbijał mocno. W salonie dało się słyszeć uderzania jąder o mokre krocze brunetki. Po jakimś czasie postawi jedną stopę na brzegu kanapy a w końcu i drugą i usiadła na jej biodrach. Organ wygiął się nienaturalnie i mocno uciskał inne obszary kobiecej intymności, a to sprawił Renacie nie lada przyjemność.

     — Jesteś naprawdę niegrzecznym chłopczykiem Tadziu.

     Dziwne, ale mężczyzna nie czuł, że mu serce wali jak młotem, ponieważ biło spokojnie i równo. Oddychał wolno i głęboko. Siedział jak jeździec na gorącej klaczy. Co jakiś czas, opuszczał korpus, obejmował jej ciężkie piersi i delikatnie gryzł okolicę łopatek. Po którymś kolejnym orgazmie zaczął się spuszczać. Wydawał jęki, ale o niższych wibracjach niż Renata. Delikatnie z niej wyszedł, a część nasienia wpłynęła. Dostała siarczystego klapsa.

     — A to za co tatusiu, byłam grzeczna — wyszczerzyła zęby w nieco dziwnym uśmiechu.
     — Za Tadzia. To, że cię rucham córeczko, nie oznacza, że możesz odzywać się do mnie z brakiem szacunku.
     — Źle zrozumiałeś moje przesłanie. To była najwyższa forma uznania. Teraz w ramach przeprosin poproszę buzi, tatusiu— przybliżyła twarz i zamknęła oczy.

     Zaczęli się ponownie całować.

     — Jesteś taka piękna, kochanie. Zgrabna i piękna. Uwielbiam twój zapach wszędzie i smak twoich ust, twojej szyi i twoich piersi. — Wymieniał poszczególne nazwy i tam całował.
     — Jesteś uroczy, kochanie — szepnęła.

     Położył się wzdłuż kanapy, a brunetka pochyliła się nad dość dobrze zbudowanym ciałem ojca i zaczęła go również wszędzie całować. Ostanie zostawiła na deser. Brała do ust zwiotczały organ, ale nie długo pozostał w takim stanie. Wyglądało, że jest zadowolona, że może oglądać erekcję.

     — Chcesz, żebym go pieściła ustami czy wolisz coś innego? — W wyrazie oczu Renaty wiedział, co ma na myśli.
     — Jesteś pewna, że tego chcesz, skarbie — zapytał nieco zawstydzony.
     — Tak, każdy ma jakieś fantazje, a odkryłam już na początku, że nasze są wspólne. Przejechałeś mokrym językiem po mojej dupce i miałam nadzieję, że tam poczynisz odwierty. Jednak może i dobrze się stało, że tego nie zrobiłeś.
     — Skoro mówisz, znasz odpowiedź — potwierdził, a Renata się wyprostowała.
     — Daj mi dwie minutki, muszę się przygotować. Nawet gdybyśmy mieli zabezpieczenie, to bym i tak to zrobiła.

     Wiedział, o czym myśli. Po chwili weszła do łazienki i usłyszał szum prysznica. Wróciła za pięć minut. Jego organ stał chwile i opadł i znowu twardniał, kiedy myślał, co mieli i co jeszcze się wydarzy.
Usiadła na fotelu, który stał w lekkim oddaleniu od kanapy.

     — Chcesz popatrzeć, jak się dotykam? — zapytała cicho.
     — Nie lubisz moich czułości? — zdziwił się nieco.
     — Wręcz przeciwnie, uwielbiam. Myślałam, że ci się spodoba...
     — Z pewnością — usiadł wygodnie.

     Renata uniosła jedną, a potem drugą nogę i wsparła na oparciach fotela. Zaczęła od piersi. On jednak obserwował więcej twarz, a tylko momentami rzucał spojrzenie na ciężkie kule, pewnie rozmiaru D. Kiedy jednak przeszła dotyka się niżej, zatrzymał wzrok dłużej. Robiła małe kółeczka wkoło łechtaczki i w końcu ściągnęła skórkę napletka i zaczęła brutalniej traktować najbardziej wrażliwy na pieszczoty organ kobiecego ciała. Używała palców obu dłoni. Wskazującym i środkowym trzymała ściągniętą skórkę, a kciukiem lewej drażniła obnażony łebek. Tadeusz zobaczył, że pozostałe palce lewej dłoni powoli wnikają do jej pochwy.

     — Lubisz tak, czy wolisz, żebym przyniosła dildo, które widziałeś w szufladzie?
     — A może razem to zrobimy, skoro lubisz paluszki?
     — Dobry pomysł. Ja nie zdołam, ale ty możesz użyć jeszcze ust i języka – mruknęła podniecona.

     Mężczyzna pomyślał, że jego córka lubi chyba wszystkie pieszczoty, które były i są jego fantazjami. I chciała to robić z nim i dla niego. To wszystko sprawiało, że jego członek reagował lepiej niż trzy dekady wcześniej.
Podszedł do niej, uklęknął i wspomagał jej pieszczotę, Szło mu dobrze, więc mogła zabrać jedną rękę i zaczęła obracać w palcach jedna to znowu drugą brodawkę. Palcami drugiej dłoni tylko dbała o to, by łechtaczka pozostawała obnażona ze skórki napletka. Ściągała aż do bólu i odkryła, że ten mały organ chyba urósł dwukrotnie. W tym samym czasie Tadeusz wsuwał kolejne palce lewej dłoni do pochwy, ale kiedy doszedł do czterech, uznał, że wystarczy. Kciukiem tej samej dłoni tylko przeginał odkrytą i bardzo wrażliwą na dotyk łechtaczkę. Zaczęła mieć. Już stracił rachubę i ona również, ile razy już osiągnęła szytów rozkoszy. Ponownie mu się udało znaleźć ten specjalny punkt i trysnęła. Za krótką chwilę fala orgazmu uderzyła po raz drugi.

     — Chcę widzieć twoje oczy, przynajmniej na początku. — Oboje wiedzieli, że to, co miała, było tylko preludium do właściwego aktu.

     — Tu nie będzie wygodnie, córeczko. Wróćmy na kanapę i ułóż swoje boskie pośladki na bocznym oparciu.

     Po chwili tak leżała i patrzyła w ciemnoorzechowe tęczówki ojca. Sporo wydzieliny słynęło między pośladki więc tylko delikatnie, samym opuszkiem kciuka nawilżył wejście do odbytu.

     — Masz wszystko śliczne, nawet wejście do pupki — szepnął.
     — Och! Jesteś taki słodki, ale nie daj mi już czekać. — Podniosła nogi i ułożyła uda na jego torsie.  

     Czuł, że jest odpowiednio ustawiony. Obydwoje drżeli z podniecenia. Przymknęła oczy i zagryzła usta, kiedy wszedł główką. Pozostał tak chwilę i pieścił piersi dłońmi i po raz kolejny się pocałowali. Stał na lekko ugiętych nogach i wolno poruszał biodrami.
     
     — Uch, jak bosko. Moja dupka lubi twojego członka. Ruchaj córeczkę — szepnęła

     Wchodził nieco głębiej. Porozumiewali się wzrokiem. Wiedział dzięki temu, jakie ma być tempo i głębokość penetracji. Renata poczuła, że zbliża się szczyt. Pierwszy raz taki. Wielokrotnie pieściła waginę i palcami i dildem, ale nigdy nie penetrowała odbytu. Wiedziała, że będzie jej dobrze, kiedy w końcu to się stanie, bo kilka razy dotykała samo wejście do pupki, zwykle prawym kciukiem. Nie miała pewności, gdzie znajduje się źródło rozkoszy i czy jest tylko jedno. Świadoma, że tak zaraz w nią nie tryśnie, oczekiwała powtórzeń. I miała rację. Każdy kolejny orgazm był inny. Pulsowała i pochwą i zwieraczami odbytu. Ojciec tylko co jakiś czas wkładał głęboko, przez większość część czasu wchodził kilka centymetrów poniżej główki. W końcu jęknął, ogłaszając tym wytrysk. Tym razem nie udało się im mieć razem, Renata go wyprzedziła, a kiedy orgazm się kończył, zaczął posyłać porcje spermy. Czuł jej skurcze i pozostał w środku do całkowitego zwiotczenia. Wyjął członka i poszedł do łazienki. Umył go w zlewie i patrzył na swoje odbicie.

     — Ruchałeś swoją rodzoną córkę w pupkę. Nie wstyd ci, Tadeuszu?

     Twarz raczej nie wskazywała tego stanu, bo malowała się tam duma. Jeszcze wczoraj, gdyby mu to ktoś powiedział, że tak będzie, prawdopodobnie by go pobił, a gdyby to usłyszał z ust kobiety, wyzwałby ją od idiotek.
Wrócił do salonu. Renata wstała i przytuliła się do niego całym ciałem.

     — Chciałbym jeszcze, ale nie chcę cię zabić.
     — Czuję się dobrze — odrzekł. — To prawda, muszę odczekać, żebym ponownie stwardniał.  
     — Wcześniej coś wspomniałeś, że muszę odpocząć. Co myślisz o dwóch tygodniach na zachodzie Europy? Hiszpania, Portugalia, a może Francja czy Włochy?
     — Chciałbyś? — delikatnie ją pocałował.
     — Będziemy chodzić po plaży i trzymać się za ręce, jeść w restauracjach, a raz się spijemy w trupa.
     — Tylko to?
     — Wiesz, że nie. Kupimy dużo kondonów, ale w pozostałych miejscach chciałbym, żebyś zostawał. Chcesz, żebym została twoja dziewczyną do końca naszych dni? — zapytała.
     — To jest to, czego pragniesz? — zapytał wzruszony. — Za dziesięć lat będę emerytem.
     — Mało mnie to wzrusza, to nie jest jedyny powód, dlaczego chcę. Tylko obiecaj mi jedno. Nie umrzesz przede mną.  

     Spojrzał prosto w oczy córki.

     — Dobrze, ale obiecaj to samo.
     — To mamy umowę. Chcę z tobą zasnąć, a jutro nowy dzień. Teściowa piała, że zaprasza mnie na obiad. Odpisałam, że dam znać rano. Dzisiaj poznaliśmy swoje tajemnice, czy czegoś jeszcze nie wiemy o sobie?
     — Jak na tę chwilę, nie myślę, że coś zostało zakryte. Kocham cię córeczko.
     — I ja ciebie, tato. To jedna miłość, a druga jest inna i to musimy zatrzymać tylko dla siebie.
     — Jestem za. Nie będę tu spał co noc, ale możesz kupić dla mnie szczoteczkę do zębów
     — To da się zrobić. Czy mam wyrzucić do śmieci różową zabawkę? — przygryzła wargę.
     — Nie. Postaram się sprostać twoim pragnieniom, ale może polubię patrzeć, jak sama się tym pieścisz.
     — Dobra myśl. I wiesz, co, może się zaprzyjaźnicie z różowym cudeńkiem i będziecie razem współpracować. Chyba czegoś bym jeszcze chciała, ale powiem ci jutro, a włąściwie mogę powiedzieć już dzisiaj. Zatrzymałeś się przy czterech paluszkach i to był jedyny błąd dzisiejszego wieczoru, ale ci wybaczam. Poprawisz się jutro, prawda? I pamiętaj, musimy być smutni przy innych.
     — Nie zapomnę. Chyba dam radę.


     Poszli nago do łazienki i po chwili Renata zaczęła myć zęby, a kiedy skończyła, oddała mu szczoteczkę. Mył zęby, a ona patrzyła i myślała jak to teraz będzie.  

     Za oknem zaczął znowu padać deszcz...

Bronx1972

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka i miłosne, użył 8430 słów i 48037 znaków, zaktualizował 28 paź o 5:06.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Pumciak

    Czy będzie cd

    1 godz. temu