
dzielnicą Tangeru położonej we wschodniej części miasta.
dochodziła siedemnasta.
Raszida odrzuciła kaskadę czarnych włosów za zgrabny kark,
spięła je czarną gumką, założyła burkę, ścisnęła kształtne piersi pod bluzką i poprawiła hijab .
wyprostowała się – w lustrze zobaczyła czarną chustę ledwo odsłaniającą szparkę na parę zimnych, zielonych oczu ,
jak przez dziurkę od klucza- pomyślała - albo lepiej :
jak obsługa gniazda karabinu maszynowego czy celownika czołgu,
(zaczęła się nakręcać ...) już wyobraziła sobie jak wjeżdza tym czołgiem na lotnisko Lod -Salaam ,
witajcie w Izraelu ! A wokół w popłochu te syjonistyczne gnojki próbują uciekać na prawo i lewo,
ale tylko próbują,
bo Ona -ratatatata !
(co prawda izraelskim karabinem, ale co to szkodzi-na Proroka Mahometa,
te żydowskie fabryki faktycznie produkują najlepszą broń...)
dalej towarzysze,do ataku ! I zielona chorągiew wystająca z czołgu..
(oczywiście zrobiła by przerwę na modlitwę, dywanik zawsze miała przy sobie)
Eh, krew niewiernych płynęła by potokami-
rozmarzyła się Raszida, kładąc sobie dłoń na biuście- zauważyła że zawsze jak się tak nakręci
( a myślami była już prawie pod Tel Avivem jako dowódczyni czołgu, żołnierka Allacha)
to jej piersi pęcznieją,twardnieją i czuje się jakoś upojnie, prawie tak jak gdy Hassan jest w pobliżu...
Nie czas to teraz ,siostro – ofuknęła swoją twarz w lustrze- Hassan jak kocha to poczeka.
(było to jakieś stare europejskie przysłowie… te niewierne psy nawet języki mają dosadne, zamyśliła się niewesoło- tak i czy inaczej -trzeba poznać wroga !)
Założyła płaskie ,proste buty, obrzuciła się ostatnim,stanowczym spojrzeniem :
a Hassan obiecał za mnie mojemu ojcu tylko 15 wielbłądów !
Stanęła jej w oczach ta scena z oazy,stoi w drzwiach namiotu, zaglądając ukradkiem,
a Hassan coś tam mamrocze grzecznie do jej ojca.
Stary wtedy uśmiechnął się a raczej skrzywił twarz i syknął :dodaj zero, Ty synu hieny,
albo zejdż mi z oczu-ona jest jak gazela !
Tak czy inaczej, nasz system randkowy w porównaniu z krajami niewiernych także szwankuje-
westchnęła- od 2 tygodni mieszkała tu u ciotki, na przedmieściach Tangeru,
i nasłuchała się tego paplania kuzynek o szkołach w Paryżu.
Allach Akbar- przywołała się do porządku – przypięła za pas futerał ze sztyletem,
a pudełeczko z zatrutym proszkiem wisiało już na szyi.
Nikogo nie było na korytarzu- rozejrzała się po klatce schodowej niskiego,
dwupiętrowego budynkujej kroki zaszeleściły na wyłożonych tandetną wykładzina schodach
i już była na dole, kierując się do centrum Tangeru,
Gdzie w hotelu na pewno jest teraz wielu niczego się nie spodziewających niewiernych oraz ich amoralnych,odsłoniętych kobiet- była połowa sierpnia i miasto a zwłaszcza stary bazar aż kipiał od zachodnich turystów.
Wszystko wyglądało jak w turystycznym folderze dla niewiernych właśnie:
kilkoro dzieci bawiących się w zaułku ulicy pełnej czerwonawego pyłu znad Pustyni,
grupka starszych mężczyzn pochylonych nad kośćmi do gry przy kawiarnianym stoliku,
stadko bezpańskich psów walczących o rozsypane na przystanku orzechy,
2 chłopaków zaglądających pod maskę starego samochodu.
Skłoniła głowę na wschód, wyprostowała się dumnie i ruszyła w stronę śródmieścia, placu Jamia al Arbia,
skąd już blisko było do Hotelu Intercontinental.
**********
4 dni wcześniej, lotnisko Charles-de-Gaule, Paryż
A revoir ,maman -
Veronique posłała czułego całusa starszej eleganckiej pani,
która z kolei mierzyła uważnym spojrzeniem wysokiego towarzysza dziewczyny
w zielonej, grubej koszuli :
Jean Paul, obiecujesz że zadzwonicie zaraz z hotelu ?
Tak,Madame – chłopak skłonił się z gracją- jak tylko Veronique odbierze rower z cargo,
odpoczniemy,zwiedzimy pół miasta, obejrzymy te nowe ślady na Pustyni i przejedziemy się aż do Ceuty,
to pewnie wtedy zadzwonimy na pewno-
Widząc jej zdumione spojrzenie dziewczyna parsknęła śmiechem-
Qui,będę pamiętać,on zawsze tak żartuje...
Bon voyage i pilnuj jej przed Arabami-
dodała jej Matka patrząc na oboje - a jego przed Marokankami w czarczafie -córka rzuciła się jej na szyję, cmoknęła w policzek i już biegli do odprawy lotniskowej.
„Pasażerowie lotu 2012 do Tangeru , Air France ,prosimy do odprawy,pozostało 15 min...”
**********
3 tygodnie wcześniej, Yerozolima ,okolice Lindsey Garden, kwatera główna Szin Bet
Pani Premier byłaby z Ciebie dumna,córeczko-
siwiejący,potężny mężczyzna o stalowym spojrzeniu, w wojskowym mundurze
czule uścisnął śliczną wysoką dziewczynę z charakterystycznym orlim nosem
, miała oliwkową cerę i błękitne oczy.
Z portretu nad jego biurkiem patrzyła na nich . Meier-
zamiast smażyć się z jakimś niekoszernym Amerykaninem w Eilat,
czy podskakiwać do nieżydowskiej muzyki w klubach Yafo,Ty...
zawiesił głos-
Shoshana uwielbiała te przerwy
(zaraz powie jej że -zrobi regres w czasie)
-ślęczałaś w Centrum Monitoringu Satelitarnego w Ben Tikva
i zobaczyłaś -po 3 nieprzespanych nocach-
jak ta arabska terrorystka kupuje specjalny nóż na targu w Tangerze-
moja krew -rozmarzył się- brawo !
Spocznij -rzucił prawie czule.
Szalom, Tato – dziewczyna rozlużniła sie, rozpięła nieco panterkę,
odłożyła uzi na szafkę z dokumentami i usiadła na skraju fotelu-
wygląda na to, że tym razem znalazłyśmy z dziewczynami coś naprawdę
konkretnego
-ona szykuje masakrę na turystach w InterContinentalu i zostało niewiele...
natarczywe pukanie przerwało jej słowa ,jak kula wystrzelona z automatu-
oczy ojca i córki spotkały się- to niepodobne do premiera którego generał oczekiwał- arabska prowokacja ?
Shoshana kocimi ruchem skoczyła za kanapę, i wyciągnęła bagnet zza pazuchy-
Jest jak jej matka- rozmarzył się generał Abraham Silberstein-
odważna,szybka i dzika ,
jak wiatr nad kibucem..
a jednak trochę nierozważna- a jako że był człowiekiem praktycznym to jednocześnie
strącił szybkim gestem nowiutkie uzi córki z kanapy- złapała go w lot-wszystko trwało może
3 sekundy-
proszę Izaak,wchodż,czekamy !
Drzwi otworzyły sie do połowy szerokości i przystojny facet w białej koszuli zrobił krok do wnętrza-
Dzień Dobry, Panie Generale : Aron Rosenkrantz ,Radio Hajfa ,
byliśmy umówieni tego popołudnia, nieprawdaż ?
Prawdaż- Silberstein okręcił się w fotelu i spiorunował wzrokiem gościa-
młody człowieku, my tutaj w Szin Bet używamy dużo bardziej dokładnej miary czasu
niż popołudnie...
a poza tym nikt tak nie puka w Kwaterze Głównej - sapnął Generał i pogroził mu palcem-
moja córka była gotowa zrobić z Pana befsztyk w ułamku sekundy...
Bez obaw- Shoshanna wynurzyła się z zza kanapy,chowając pistolet maszynowy do dużej kabury-
jestem wegetarianką ,Panie Rosenkrantz- uśmiechnęła się niewinnie-
najwyżej musiałby Pan oddać koszulę do pralni...
Raczej musieliby to zrobić to jego krewni- roześmiał się pojednawczo Silberstein i wskazał
gościowi fotel- napije się Pan z nami soku, Redaktorze ?
Aron obserwował ich bez słowa, wreszcie uśmiechnął się do dziewczyny, zajmując miejsce-
za pół godziny ma Pan spotkanie z premierem, Generale-
czy mogę się dowiedzieć jak Pan skomentuje tą pomyłkę Mosadu w strefie Gazy
w zeszły piątek ?
3 sekundy ciszy – tyle ile trzeba by wystrzelić cały magazynek i przeładować -
pomyślała na głos dziewczyna ,uśmiechając się porozumiewawczo do obu mężczyzn-
lodu ,Aron ?
Tak ,poproszę- skinął głowa Rosenkrantz i utkwił szelmowskie spojrzenie w generale.
W takim razie zwracam honor, redaktorze- Abraham Silberstein obdarzył czułym
spojrzeniem córkę nalewająca sok do wysokich ,kryształowych szklanek -
jesteście lepiej poinformowani niż niejeden członek naszego rządu-
Izaak nie byłby szczęśliwy z tego powodu- no cóż ,kiedy jeszcze byłem młodym
majorem to...
Tato, proszę Cię -Shoshana parsknęła śmiechem – tylko nie zamęczaj naszego gościa
historiami z wojny czterodniowej-
a może chcecie zostać Panowie sami -
filuterny błysk białych zębów i wtedy Aron wreszcie zobaczył jak faluje jej bluzka-
cholera,
przecież nie wypada tak się gapić na córkę generała,ale było na co...
Zostań,kochanie -Silberstein uśmiechnął się prawie przepraszająco-
chwilę nasłuchiwał przez okno równych kroków wartownika-
Izaak ma prawo się spóżnić ,i często korzysta z tego przywileju...
Przycisnął guzik na blacie- Rachela -zapytał dziwnie przymilnym głosem -
przyniesiesz nam 3 zapiekanki z francuskim serem? to znaczy że...
To znaczy że masz gości, Abram- zrugał go kobiecy głos z głośnika-
(generał zapomniał mówić do mikro-słuchawki w klapie munduru)
a ja nic o tym nie wiedziałam ! i pewnie oczekujesz że już mam je w piekarniku?
Doigrasz się kiedyś Abram,ja nie żartuję-
Głos umilkł nagle, generał odetchnął z wyrażną ulgą,
a Rosenkrantz starał się jak umiał by nie parsknąć śmiechem.
Shoshana mrugnęła do niego i podała szklanki na drewnianej tacy - shaloooommm !
2011
( Wtedy jeszcze myslałem że arabscy terroryści stoją za zamachami, a nie izr służby..)
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz