Przedział pociągu.

Było chłodne zimowe popołudnie. Słońce już od godziny tkwiło gdzieś ponad horyzontem, więc peron dworca oświetlały gęsto ustawione latarnie. Z megafonów dobiegał kobiecy głos:
- Pociąg ekspresowy do Wrocławia odjedzie z toru czwartego przy peronie trzecim.
Dorota przyspieszyła kroku. Ostatnie zebranie przeciągnęło się nieco, ale jednak zdążyła. Szybko dotarła na stację i kupiła bilet. Teraz zwinnie wskoczyła do wagonu, oznaczonego cyfrą 6, odszukała swoje miejsce w pustym jeszcze przedziale i zdjęła futerko. Spojrzała na siebie z uczuciem niekłamanej satysfakcji. Trzydziestka za pasem, inne w tym wieku dorobiły się obwisłych piersi i tłuszczu wokół pępka, lecz ona zachowała nienaganną figurę. Biust ostro rysował się pod bluzką, talia wcinała się głęboko. Pełne i zgrabne nogi w niewielkim stopniu odgrywała krótka dżinsowa spódniczka. Zawsze podobała się mężczyznom. Nieraz słyszała, że wygląda wyzywająco, i wielu miało ochotę, by wziąć ją natychmiast gdziekolwiek. Podniecało ją to.
"Szkoda, że przedział jest pusty" - pomyślała. Wcisnęła się w kąt, założyła nogę na nogę i zajęła się lekturą kupionego dzień wcześniej czasopisma.
Lubiła te delegacje. Na miejscu było nieznośnie. Gruby i wiecznie spocony szef świdrował swoimi małymi oczkami jej sylwetkę, a koleżanki ciągle rozmawiały o dzieciach albo o zakupach. Trudno było wytrzymać. W ciągu trzech lat szkoleń zebrało się już stałe towarzystwo, które bawiło się zawsze w hotelowej restauracji lub wyruszało na miasto. Tańce, trunki, rozmowy, śmiech. Było wesoło. Dorota nie związała się z nikim. Owszem, lubiła przystawać z mężczyznami, ale ceniła wierność. Z przerażeniem jednak zauważyła, że coraz trudniej jej walczyć z narastającym pragnieniem. Zawsze szybko przykuwała uwagę każdego "nowego" w towarzystwie. Lubiła patrzeć, jak nieudolnie ukrywa podniecenie, jak błądzi po niej spragnionymi oczami, jak kręci się w fotelu, by ukryć twardniejącą męskość. Sama czuła wówczas, że wilgotnieje jej łono, a oddech staje się szybszy. Przyjemne ciepło rozchodziło się po podbrzuszu, gdy na parkiecie muskularny i wpatrzony w nią tancerz ocierał się o jej sterczące piersi. Raz trafił się taki jeden, który okazał się nad wyraz uparty. Miał na imię Franek i pochodził z Pomorza. Dorota rozpaliła go niemal do czerwoności i nie chciał ustąpić. Stwierdził, że musi ją mieć, bo inaczej gotów jest zrobić jakieś głupstwo. W ostatniej chwili wybawiła wtedy Dorotę z opresji Justyna - jej koleżanka z pokoju. Jej zwykły partner tym razem nie przyjechał, więc miała czas. Czego się nie robi dla przyjaciółki? Dorota nigdy nie zapomni tej nocy. Leżała na swoim łóżku i spoglądała ukradkiem na to co działo się pod oknem. Para kochanków płynęła po rozległych wodach seksu. Justyna leżała na wznak z rozłożonymi szeroko nogami. Miała przymknięte oczy i rozchylone usta. Mężczyzna dyszał ze zmęczenia i rozkoszy. Głaskał dłońmi jej piersi, a ustami penetrował każdy centymetr ciała. Szybko i gwałtownie wbijał się w jej krocze. Uderzał jak młotem, za każdym razem wydając z siebie cichy jęk... Po kilku godzinach obudziło Dorotę nowe widowisko. Twardy męski członek atakował tym razem od tyłu klęczącą dziewczynę. Dłonie Franka mocno trzymały jej biodra, jakby w obawie by mu się nie wymknęły. Patrzył na śliczny tyłeczek, wypięty i zachęcający go do działania. Twarz Justyny wyrażała przyjemność graniczącą z ekstazą, co podkreślały jej rytmiczne, ciężkie westchnienia. Ręce pieściły łagodnie nabrzmiałe brodawki, a pośladki Justyny trzęsły się od coraz szybszych męskich uderzeń. Franek dyszał głośno, aż w końcu wysunął się z niej i kilkoma ruchami ręki doprowadził się do orgazmu. Białe nasienie strzyknęło obficie na plecy Justyny. Oboje z trudem łapali powietrze i wkrótce opadli na pościel. Dorota prężyła się wtedy pod kołdrą i tarła palcem swój wzgórek rozkoszy. Cała zlana była przyjemnym, słonawym potem. Chwilami żałowała, że nie leży na tamtym łóżku. Rano jednak była dumna ze swojej stanowczości i z tego, że Piotr jest wciąż jej jedynym. Hamulce zgrzytnęły. Wagonem szarpnęło do przodu. Dorota zerknęła za okno. "Jakaś stacja" - pomyślała. Na korytarzu rozległy się powolne kroki. Silna dłoń otworzyła drzwi i do przedziału wszedł wysoki młody mężczyzna w czarnym wełnianym płaszczu.
- Dobry wieczór - rzucił sucho i usadowił się na przeciwległej ławce.
Dorota skinęła uprzejmie głową, przymknęła oczy i oddała się swym rozmyśleniom. Ostatnio nie najlepiej układało jej się z Pioterm. Miał dla niej zbyt mało czasu, a kiedy już byli ze sobą, Dorota odnosiła wrażenie, że zmierza do tego, by zbliżenie trwało krótko. Może znalazł sobie inną? W takim razie powinien jej o wszystkim powiedzieć. Do dziś pamięta urocze wspólne noce. Co tam noce! Przecież kochali się o rożnych porach dnia, nawet w samo południe! Piotr dawał z siebie wtedy wszystko. Nie cofał się przed niczym. Sadzał ją na stole w kuchni, rozchylał jej uda i wchodził między nie twarzą. Głaskał językiem różowe wargi, całował, lekko chwytał zębami i delikatnie ciągnął ku sobie. Dorota jęczała, suwając bezwiednie rękoma po stole. Przeżywała cudowne spełnienia. Później z uczuciem bezgranicznej wdzięcznoci, siadała na nim okrakiem i najdziewając się na jego sztywny członek z dużą szybkością doprowadzała go do dzikiego orgazmu. Dobrze im było ze sobą. Dorota nie miała żadnych zachamowań, a Piotr zaskakiwał ją szalonymi pomysłami. Jeszcze teraz ogarnia ją podniecenie, gdy przypomni sobie, jak kiedyś w czasie poważnej rodzinnej uroczystości powoli i ostrożnie wsunął rękę pod stół, podciągnął jej do góry suknię i wcisnął dłoń między uda... Dorota drgnęła. Ręka wcale nie była wyimaginowana, naprawdę posuwała się wzdłuż uda, a palcami muskała brzeg różowych majtek. Otworzyła oczy. Młody mężczyzna siedział obok niej i patrzył na nią spragnionymi źrenicami. Szybkim ruchem odrzuciła jego dłoń.
- Co pan robi? Jak pan śmie?!
- Nie broń się - odrzekł - Przecież tego chcesz. Czuję to. Wiem o czym myślałaś.
- Nic pan nie wie, proszę zostawić mnie w spokoju!
On jednak nie dawał za wygraną i nim zdołała pójąć co się dzieje, zerwał się z miejsca i zsunął majtki wraz z czarnymi wzorzystymi rajstopami.
- Zaraz będę krzyczeć! - ostrzegła.
- Tak, będziesz krzyczeć - mówił jak w transie. - Oboje będziemy krzyczeć. Z rozkoszy.
Siadł znów przy niej i zamknął jej usta miażdżącym pocałunkiem. Poczuła, jak po jej podniebieniu sunie jego ruchliwy i mokry język. Jednocześnie silna dłoń wepchnęła się między nogi, dotarła do ich zwieńczenia, namacała wargi i wtargnęła do środka. Tego było już za wiele. Gorączka uderzyła Dorocie do głowy. "Kiedyś musi się to zdarzyć" - pomyślała i oddała się miłosnej grze. Ukąsiła lekko natarczywy język i objęła chłopaka za głowę. Podsuwała biodra do przodu, żeby wirujący w niej palec wszedł w nią jak najgłębiej. Do szału doprowadzało ją, gdy zaczął drażnić jej najczulsze miejsca. Jeszcze chwila - i nadeszła ekstaza. Całe ciało Doroty ogarnęła niewysłowiona rozkosz. Pisnęła i przywarła mocno do nieznajomego. Sięgnęła do jego spodni. Rozsunęła zamek i wyjęła duży i twardy członek.. Uklękła między udami młodzieńca, zsunęła skórkę z prącia i pocałowała je. Teraz czuła nad nim pełną władzę. Połykała członek, głaszcząc go równocześnie. Sięgał jej aż do gardła, i zaraz potem delikatnie lizała. W końcu wstała, rozkraczyła się i ostrożnie opadła na sztywną męskość. Poczuła upragnioną pełnię. Poruszała się miarowo, przyciskając głowę kochanka do piersi. Jej uda i pośladki chętnie przyjmowały masaż jego dłoni. Wkrótce osiągnęła nowy orgazm - jeszcze dłuższy i silniejszy. Tkwiła nieruchomo i pojękiwała z rozkoszy, drapiąc paznokciami sweter na plecach mężczyzny. Wstała powoli, odwróciła się do okna i pochyliła nisko, opierając ręce na kolejowych stoliczkach. On uniósł się sprężyście, stanął za nią, zmierzył i jednym pchnięciem wsunął w nią swe gorące prącie. Dorota krzyknęła i przyległa twarzą do szyby. Oddychała głośno i było jej miło - chociaż chłód od okna wywoływał w niej lekkie drżenie. Nieznajomy wchodził w nią coraz mocniej i energiczniej. Ściskał dłońmi jej biodra, a po chwili wsunął ręce pod bluzkę i dobrał się do piersi. Dyszał przy tym mocno, wyrzucając z siebie coraz szybsze westchnienia. Dorota wiedziała, że zbliża się koniec. Zasysała rozpychającego się w niej intruza. Chciała doprowadzić go do rajskiego orgazmu. Wreszcie poczuła wytrysk i zobaczyła jak na podłogę spływa biały, życiodajny płyn. Jego strumienie atakowały ją bez przerwy.
- Prawda, że było cudownie? - spytał w końcu młody człowiek, kiedy zupełnie wyczerpany opadł na ławkę. Poprawił garderobę, przegładził spoconą czuprynę, wziął płaszcz i wyszedł z przedziału.
Dorota usiadła. Sięgnęła na leżące na podłodze rajstopy i majtki. Na peronie we Wrocławiu czekał na nią Piotr. Uśmiechał się. Przywitał ją pocałunkiem i wziął jej podręczną walizeczkę.
- Jak minęła podróż? - zapytał
- Była bardzo przyjemna - odrzekła Dorota. Westchnęła głęboko i zawisła z oddaniem na jego ramieniu.




  KONIEC

Cama123

opublikowała opowiadanie w kategorii erotyka, użyła 1800 słów i 9759 znaków, zaktualizowała 23 mar 2018.

2 komentarze

 
  • Rafa23

    naucz sie pisac

  • brawo09

    Jaki "choryzont" masz na myśli?
    Bo jeśli to ma być linia pozornego zetknięcia nieba i ziemi to ...  
    Sprawdź w słowniku ortograficznym.