
***
Były wczesne lata 90-te, ciepły czerwcowy weekend, popołudnie, osiedle domków letniskowych. Paulina miała na sobie postrzępione dżinsowe szorty i koszulę w kratkę. Kasztanowe włosy spięła w kitkę. Z tylnego siedzenia samochodu Fiat126p przyniosła plastikową „reklamówkę” ze środkami czystości kupionymi po drodze. Prawo jazdy miała od niedawna, zrobiła je właśnie „na osiemnastkę”, ale rodzice bez wahania pozwolili jej skorzystać z „malucha”, kiedy zadeklarowała, że pojedzie na Letnisko na rodzinną działkę, by trochę tam posprzątać przed latem. Zwłaszcza, że w następny weekend chciała tam zrobić imprezę.
– Dzień dobry! – usłyszała zza płotu dźwięczny i miły głos.
Za ogrodzeniem i żywopłotem zobaczyła dwudziestokilkuletnią kobietę, mającą na sobie niebieski strój bikini i słomkowy kapelusz, spod którego widać było dość krótkie blond włosy.
– Dzień dobry, pani… Ewo – rozpoznała sąsiadkę.
Ewa była jedną z sąsiadek z działki obok. Paulina z wcześniejszych lat pamiętała ją mglisto, jako jedną ze starszych dziewczyn z okolicy. Jeszcze parę lat wcześniej, tak jak na wszystkie działki rekreacyjne w latach osiemdziesiątych, przyjeżdżało tam dużo ludzi – obok formalnych właścicieli, także ich rodziny oraz wszelcy krewni i znajomi królika. Tłoczyli się tam, chodzili całymi rodzinami na plażę. Dzieciaki hasały naokoło, tworząc nieformalne bandy. Starsze uganiały się po działkowych uliczkach na rowerach Wigry. Dorośli wylegiwali się na leżakach, jedli wystaną w kolejkach kiełbasę, popijali bułgarskie wino, chodzili na ryby i na grzyby. Panowie grzebali w silnikach samochodów i wymieniali się poradami jak je naprawiać, a panie omawiały, gdzie co da się kupić. Od tego czasu minęło kilka lat. Rozbrzmiały dźwięki Lambady i Scorpions, a potem Wilki i Varius Manx. Paulina, chodząc już do szkoły średniej, przestała interesować się wyjazdami na działkę. Zmieniło się to jednak niedawno, gdy stwierdziła, że to fajne miejsce na imprezę. I że przecież może tam przyjeżdżać bez rodziców, za to z innym towarzystwem.
– Prace społeczne na rzecz działki? - zapytała Ewa.
– Tak, robię za tydzień imprezę. Starzy… znaczy rodzice, powiedzieli, że mogę mieć domek na weekend, ale chcą, żebym przedtem trochę posprzątała.
– Impreza w weekend? To będzie głośno?
– No mam nadzieję, że nie bardzo, tylko z koleżankami.
– Z koleżankami? – pani Ewa się uśmiechnęła. – Ja mam też trochę pracy, przy roślinkach – dodała, pokazując na sekator. – Ale zapraszam potem na kawę. Upalny dzień dzisiaj… może będzie burza.
Uśmiech sąsiadki wydał się Paulinie uroczy.
- Chętnie przyjdę! – odpowiedziała.
Nie potrafiła sama sobie wyjaśnić dlaczego, ale od tej chwili nie mogła się skupić ani na zamiataniu, ani na myciu okien. Wciąż spoglądała w stronę sąsiedniej działki. Żywopłot był wysoki i gęsty, ale kilka razy widziała krzątającą się sąsiadkę, migała jej dość jasna skóra i niebieskie bikini. Nie potrafiła sobie wytłumaczyć dlaczego, ale ten widok ją przyciągał. Zamiotła jako tako podłogę i umyła jedno okno. Zabrała się za drugie, lecz coraz mniej miała ochotę na tą robotę. Dokończyła, ale z myciem kolejnego już się nie zmierzyła. Ściągnęła koszulę w kratkę, została w samej bawełnianej koszulce na ramiączkach. Przez chwilę kusząca się jej wydawała myśl, by już to całe sprzątanie rzucić, zdjąć także szorty i przebrać się w bikini. I pójść do sąsiadki na kawę w bikini, ale się na to nie zdecydowała. Może za dużo sobie wyobrażam – pomyślała… I co mi właściwie chodzi po głowie… Podeszła jednak do ogrodzenia i zawołała:
– Halo, halo! To co, mogę przyjść na kawę?
– Tak, zapraszam! – usłyszała miły głos.
Zamknęła własny domek na klucz, przeszła kilkadziesiąt kroków, otworzyła furtkę sąsiedniej działki, weszła, zamknęła furtkę za sobą. Ogród sąsiadki był zalany słońcem i jednocześnie pełen zieleni. Okrążyła domek, wiedząc że życie toczy się raczej od tyłu, a nie od strony ulicy. Za drewnianym domkiem, stał ogrodowy stolik i dwa rozkładane leżaki. Na jednym z nich siedziała Ewa, już nie w bikini, lecz w letniej krótkiej kremowej sukience. Czytała jakiś kolorowy tygodnik. Na widok nadchodzącej Pauliny odłożyła go na stół i uśmiechnęła się:
– Hej, miło Cię widzieć. Proszę usiądź. Jak tam sprzątanie, skończone?
– Nie, zostawiłam niedokończone. Nie chce mi się dalej…
– Jest strasznie upalnie, ja też już nie mam siły pracować. Pora odpocząć. Pójdę zaparzyć kawę – powiedziała Ewa – Rozpuszczalna czy sypana? Pijesz białą czy czarną? – dodała.
– Może być rozpuszczalna. Czarną – odpowiedziała Paulina, i usiadła. Ewa odwróciła się i przez taras poszła do domku.
Paulina powiodła za nią wzrokiem, a potem spojrzała na leżące na stole kolorowe czasopisma. Było ich kilka, na wierzchu leżało coś pod tytułem „Twój Zielony Ogród” – na okładce kolorowy tulipan i podpis „Jak przechować cebulki tulipanów przez zimę”. Przełożyła na bok bez zainteresowania. Jakby był artykuł „jak sprawić że okna się same umyją”… to byłoby fajne… Drugi tygodnik miał tytuł „Nowoczesna Kuchnia” – brrrr, sałatki, gary i patelnie… to nie dla mnie. Spojrzała na trzeci. Ten to pewnie będzie jakiś tygodnik z plotkami z życia gwiazd. Sięgnęła po niego: „Mój Weekend”. Na okładce obok sportowego samochodu i egzotycznego krajobrazu było duże zdjęcie dwóch nagich obejmujących się dziewczyn, z podpisem „Temat numeru: Czułe przyjaciółki spod znaku Lesbii”. Serce zaczęło jej bić szybciej, poczuła fale ciepła przepływające przez jej ciało.
Popatrzyła w stronę domku. Sąsiadka zapewne nadal parzy kawę… pomyślała… po czym wzięła tygodnik do ręki. Artykuł o samochodach Porsche pominęła – kompletnie jej to nie interesowało. Przerzuciła dalej: „Dziewczyna numeru: Marlena z Kopenhagi”. Dość zgrabna, trzeba przyznać, całkiem naga blondynka, pozowała z puszką duńskiego piwa w ręce. Ale gdzie te „czułe przyjaciółki”? – przerzucała kartki dalej. Są!
Pierwsze zdjęcie przedstawiało dwie młode dziewczyny, klęczące naprzeciw siebie na łóżku. Jedna była w bardzo krótkiej, czarnej koronkowej koszuli nocnej, a druga w majteczkach i staniku. Obok widniała krótka historyjka:
„Erika (18) i Samantha (18) z Hanoweru. Samantha jest moją kuzynką. Niedawno u niej nocowałam. Gadałyśmy i chichotałyśmy do późna w nocy. Przymierzałyśmy nawzajem swoje piżamy. Potem Samantha zdecydowała, żebyśmy spały całkiem nago. Zgodziłam się, weszłyśmy pod kołdrę, ona zaczęła mnie dotykać i całować… nie zasnęłyśmy aż do poranka”. Drugie zdjęcie: dwie dziewczyny leżące w objęciach na kanapie, w dżinsach, ale topless. I druga historyjka:
„Carla (19) z Frankfurtu. Kiedyś po lekcjach poszłam do koleżanki, gadałyśmy o muzyce, a potem o ciuchach. Zaczęła mnie uwodzić, mówić że mam fajne dżinsy, a potem, że mam zgrabne nogi. Skończyłyśmy pieszcząc się i całując na jej łóżku”
Paulina nie zauważyła zupełnie Ewy, która nadeszła z domku, niosąc tacę z dwoma filiżankami kawy. Poczuła dopiero lekkie dotknięcie na ramieniu. Szybko zamknęła tygodnik.
– Oto kawa, sąsiadko!
– Podczytałam Pani trochę tygodnika…
Ewa postawiła kawę na stole i usiadła na leżaku tak, że wobec Pauliny była nieco na ukos. Dopiero wtedy odpowiedziała z uśmiechem:
– OK, tylko nie wiem czemu mówisz do mnie na „pani”?!
– No jakoś tak wydawało mi się, że tak powinnam…
– Mów do mnie na ty, proszę.
– Super!
– No i co tam podczytywałaś? O przechowywaniu cebulek dalii?
– Nie, „Mój Weekend”… – poczuła że robi się czerwona. – No ale, nie spodziewałam się u Ciebie takiej gazetki.
– Przecież to nic złego…
Przez chwilę obie milczały, uśmiechając się do siebie. Paulina pomyślała, że sąsiadka w krótkiej letniej sukience wygląda tak samo uroczo jak w bikini.
– Otwórz z powrotem – powiedziała zachęcającym głosem Ewa.
Paulina przerzuciła kilka kartek: – To czytałam: „Czułe przyjaciółki”…
–… spod znaku Lesbii? Fajny artykulik…
Paulina zaczęła czytać po cichu trzecią historyjkę:
„Tina (25) z Düsseldorfu. Leżałam z moją przyjaciółką na plaży nad morzem, byłyśmy same, daleko od innych ludzi. Opalałyśmy się nago, ciesząc się intensywnym słońcem. Anja zaproponowała, że posmaruje mi plecy olejkiem. Jej dotyk był bardzo przyjemny, z pleców jej ręka powędrowała na pośladki, potem wsunęła się między moje nogi. Jednocześnie poczułam jej pocałunek w kark… Byłam lekko zdziwiona, ale się nie broniłam, poczułam przyjemność, a potem rozkosz…”
Czytając, patrzyła na zdjęcie ilustrujące: dwie całkiem nagie kobiety leżące na piasku, z lśniącymi od olejku ciałami. Potem powtórzyła na głos:
– „Tina, dwadzieścia pięć, z Düsseldorfu. Leżałam z moją przyjaciółką na plaży nad morzem, byłyśmy same, daleko od innych ludzi. Opalałyśmy się nago, ciesząc się intensywnym słońcem. Anja zaproponowała, że posmaruje mi plecy olejkiem. Jej dotyk był bardzo przyjemny…”
W tym samym momencie Ewa położyła swoją dłoń na ręce Pauliny i cicho powiedziała:
– Czytaj dalej…
Paulina kontynuowała:
„z pleców jej ręka powędrowała na pośladki, potem wsunęła się między moje nogi. Jednocześnie poczułam jej pocałunek w kark… Byłam lekko zdziwiona, ale się nie broniłam, poczułam przyjemność, a potem rozkosz…”
Paulina odłożyła gazetę na stół. Wypiła kilka łyków kawy. Patrzyła na Ewę. Sąsiadka wydawała się jej ładna, urocza i miła, a dotyk dłoni bardzo przyjemny. Czuła przyspieszony oddech i bicie serca.
– Chciałabym się rozebrać… – powiedziała nagle.
Ewa uśmiechnęła się, i zapytała:
– I co? Napiszesz potem opowiadanko do gazety? „Paulina, osiemnaście, z Letniska. Poszłam do sąsiadki, Ewy, dwadzieścia pięć. Czytałyśmy razem kolorowy magazyn z artykułem o lesbijkach. Poczułam chęć rozebrania się…”?
– Mmmmm, tak. Chciałabym tak napisać…
– No i co by było dalej?
– Może tak: „Ewa też się rozebrała. Zdjęła swoją uroczą letnią sukienkę. Zobaczyłam jej piękne nagie ciało. Było zachwycające…”
– Zachwycające to jest na pewno Twoje, Paulinko…
– Twoje. Ewuniu… - Paulina sama była zaskoczona i jednocześnie zachwycona, że tak szybko przeszła od mówienia na „pani” do czułego zdrobnienia imienia.
Ewa przestała gładzić Paulinę po dłoni, za to położyła rękę na jej kolanie.
– Naprawdę chciałabym się rozebrać – powtórzyła Paulina.
Ewa spojrzała na niebo. Słońce nagle zniknęło za ciemnymi chmurami.
– Chodź do środka, zaraz lunie deszcz – wstała, wzięła w rękę gazety, drugą ręką ujęła Paulinę za dłoń i poprowadziła do domku.
Przeszły kilkanaście kroków po trawniku. Domek był typowym drewnianym „letniakiem” o skośnym dachu z dwóch stron, takie najczęściej budowano „za Gierka” na działkach. Weszły przez niewielki taras. W drzwiach wisiała sznurkowo-koralikowa kotara. Ewa rozchyliła ją, wpuszczając Paulinę do środka. Wnętrze migotało mozaiką światła i cienia. Sznurkowa kotara z szelestem opadła z powrotem. Domek był otwarty na przestrzał, ale w drzwiach po drugiej stronie była taka sama kotara, a zasłony na oknach od strony ulicy zasunięte.
– Czuj się jak u siebie… proszę usiądź – Ewa zapraszającym gestem wskazała całą przestrzeń naokoło. Sama stanęła oparta o wysoki stolik oddzielający aneks kuchenny od reszty przestrzeni.
Paulina rozejrzała się, z boku było duże łóżko nakryte kolorowym kocem, a obok stół i kilka krzeseł. Przysiadła na jednym z krzeseł, założyła nogę na nogę i cały czas wpatrywała się uważnie w sąsiadkę.
– Mówiłaś, że chcesz się rozebrać… – przypomniała Ewa.
– Ale chciałabym razem z Tobą.
– No to proszę…
Ewa błyskawicznie ściągnęła sukienkę przez głowę. Pod spodem nie miała bielizny. Stanęła w lekkim rozkroku, pewnie na dwóch nogach, ręce założyła na plecy. Bez żadnego zażenowania, całkiem naga, wpatrywała się w Paulinę.
Ta poczuła przyjemny dreszczyk i fale ciepła. Na chwilę opuściła wzrok, ale zaraz go podniosła. Patrzyła na zgrabne ciało Ewy, na tle jasnej skóry rysował się trójkącik czarnych włosków na łonie. Sama wstała, zsunęła sandały z stóp, ściągnęła koszulkę przez głowę. Rozpięła stanik, i upuściła go na ziemię. Uśmiech i spojrzenie Ewy mówiły wprost: resztę też! Rozpięła suwak w szortach, zsunęła je razem z majteczkami. Ewa podeszła do Pauliny, dotknęła ją w ramię, potem chwyciła za rękę, i pociągnęła w stronę łóżka. Ściągnęła koc, pod spodem była kolorowa pościel. Obie przysiadły na wpół klęcząc, naprzeciw siebie. O dach bębniły już pierwsze krople letniej ulewy.
– To jak to było? „Sąsiadka zaprowadziła mnie do domku letniskowego, zachęciła do rozebrania…”?
– Właśnie tak! „Zachęciła mnie do rozebrania się… a potem namówiła do pocałunków i pieszczot…”
– No to muszę ją namówić. Miła sąsiadeczko, dasz się pocałować? Trudno będzie Cię namówić?
– Nie, nietrudno, dam się namówić… – Paulina wysunęła się do pocałunku. Ewa też szybko się przybliżyła, musnęła jej wargi, po czym wysunęła język. Pocałunek był długi, namiętny i delikatny jednocześnie.
– Całowałaś się kiedyś z dziewczyną, Paulinko?
– Raz na imprezie, po drinku. Tak dla żartu. Ale nic więcej…
– A chcesz więcej? Tak więcej, więcej?
– Tak, chcę…
Ewa prawą ręką zaczęła gładzić Paulinę po ramionach, lewą kilka razy musnęła jej piersi, i przesuwała ją coraz niżej.
– W takim razie jeszcze sporo przed nami, sąsiadeczko… – przesunęła się za plecy osiemnastolatki.
Paulina czuła bliskość ciała Ewy, jej dłonie na swoich włosach, na ramionach i piersiach, pocałunki w kark, w plecy, a w końcu jej dłoń między swoimi nogami. Strumienie ciepła, przyjemności i ekscytacji przepływały jeden za drugim. Odpływała, czuła się bezwolna i szczęśliwa jednocześnie, chciała dać się unosić na fali rozkoszy. Ewa zwróciła się znów twarzą w stronę Pauliny, pchnęła ją do pozycji leżącej, przesunęła językiem po ustach, następnie po piersiach, a potem sunęła coraz niżej. Paulina poczuła język wślizgujący się jej do cipki, mocny i zwinny. Rozkładała coraz szerzej nogi i ręce, aż poczuła impuls rozkoszy przepływający we wszystkie strony, od czubków palców do mózgu. Nie była pewna czy mruczy, czy jęczy, czy krzyczy, i jak długo to trwa. Oddychała mocno, na wpół świadomie.
– Ojej, co to było? – powiedziała po chwili, jakby wybudzając się.
– Chyba orgazm, sąsiadeczko….
– To wiem, ale takiego jeszcze nie miałam…. Wiesz, z chłopakiem miałam…
– Z dziewczyną też możesz…
– Nie wierzę, że to robię…
– Ale robisz…
– Chciałabym też Ciebie… Tobie…
– To chodź – Ewa rozłożyła nogi
Paulina wsunęła się, sama wysunęła język z lekką niepewnością. Zaczęła od dotykania wewnętrznej strony ud Ewy. Wydały się jej niesamowicie delikatne. Całowała skórę, przesuwała językiem. Patrzyła na cipkę, różową i wilgotną. Jeszcze lekko się wahała, ale czuła zachętę, a może nawet – jakimś nieznanym zmysłem - ponaglenie ze strony Ewy. Wysunęła język, musnęła po wargach sromowych. Smak ją lekko zaskoczył, ale był przyjemny. Wprowadziła język do środka. Półświadomie słyszała instruujące ją szepty Ewy:
– będę Twoją przewodniczką… wyżej poliż…
Nie wiedziała czy odbiera te szepty słuchem, czy prosto z wnętrza do wnętrza. Ewa dotykała palcami jej karku i ramion, w zadziwiający sposób umiejętnie wskazywała drogę. Ciepło i wilgoć zalewały Paulinie usta. W końcu Ewa zamiast szeptać zaczęła jęczeć i głęboko oddychać.
Po chwili obie leżały na plecach, nagie. Przyjemne dreszcze powoli dogasały, ciała się uspokajały.
– No sąsiadeczko… na co ja Cię tu namówiłam… jesteś cudowna, Paulinko…
– To Ty jesteś cudowna… to było niesamowite popołudnie. Zupełnie się tego nie spodziewałam.
– Naprawdę?
– Tak. Ale chyba już musiałabym wracać….
– Chcesz spać sama? I po co wracać – deszcz ciągle pada.
– Ale ja tu nie mam piżamki…
– Ja mam, ale dziś nie założę…
***
Rozmawiały jeszcze bardzo długo. W końcu ułożyły się w końcu wtulone w siebie, jak dwie łyżeczki. Paulina czuła między swoimi pośladkami wzgórek łonowy Ewy. Włosy lekko ją łaskotały, ale było to przyjemne i nie przeszkodziło w zaśnięciu. Zasnęła szybko.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz