Księżniczka na ziarnku prochu.

- Księżniczko! Księżniczko! – zawołał cicho, rozglądając się po pomieszczeniu.  

Leniwe światło sączyło się przez nieduże, dzielone na czworo okna. Choć słońce grzało mocno, jego blask tłumiły liście zasłaniających budynek brzóz. Pokój zdawał się być przydymiony.

Wertował pomieszczenie wzrokiem. Od podłogi z matowych, jasnych desek z ciemnymi sękami, przez pomalowane na jasny, żółtawy kolor ściany.  

W końcu znalazł ją. Stała w drugim pokoju, przyglądając się mu z zainteresowaniem.

- Coś się stało?

- Nie – odparł z ulgą. – Nic. Tylko… Sam nie wiem. Jakiś dziwny lęk mnie dopadł i bałem się, że coś ci się mogło stać.

- A cóż mi się mogło stać, mój drogi? – zakpiła, wydymając usta. Obróciła się w kierunku dębowej komody i uniosła z niej kielich wina.

- Chcesz trochę? Doskonałe. Ojciec przywozi dziesiątki butelek z każdej podróży. To wino jest chyba greckie – zniżyła głos, przyglądając się wyblakłej etykiecie. Pożółkły papier zlewał się z gasnącą barwą tuszu. – Nieważne. Musisz spróbować. Dzisiejsze wina nie mają w sobie uroku stuletnich piwnic, które ojciec tak chętnie odwiedza.  

Mężczyzna skinął głową i wzrokiem szukał kielicha.  

- Pij z mojego – powiedziała, spoglądając mu głęboko w oczy. Dolała do pełna i podała mu srebrny puchar. Wychylił spory łyk i odczekał, aż trunek rozleje się po ustach.  
- Mówiłam, że jest wyśmienite – szepnęła z uśmiechem, widząc jak z uznaniem kiwa głową.  

- Piękny bukiet – przyznał, zaciskając wargami ostatnią nutę smaku. Przysunęła się do niego, wkleiła wzrokiem w oczy i uchyliła wargi. Kciukiem przetarła z jego ust lekką kroplę, którą następnie położyła na języku. Uśmiechnęła się lubieżnie.

- Dlaczegóż to mógłbyś się o mnie bać, panie Jacku? Wszak wiesz, że nie musisz się lękać o moje życie. Potrafię o siebie zadbać.

- Księżniczko… – wyszeptał osłupiały – wszak twój ojciec najsamprzód mnie by zgładzić kazał, gdybyś choć jeden włos na skutek jakiegoś gwałtu straciła. Zresztą... To i tak niewielką karą by było, za zaniedbanie opieki, którą był mi jaśniepan powierzył… Nawet myśleć o tym nie chcę.

- Więc nie myśl – rzuciła szybko. – Nie myśl, bo smutek ci nie potrzebny. Pamiętaj, żem z rodu wilków i moi bracia zawsze, ale to zawsze, staną po mojej stronie.

- Oczywiście, księżniczko. Lecz twoi bracia nie zawsze są ci w towarzystwie, aby rychło w sukurs pospieszyć. Tedy ja stoję, jako twój opiekun.

To mówiąc ujął w dłoń rękojeść ciężkiej szabli i lekko pociągając wyciągnął fragment z pochwy. Klinga zalśniła, mocno odbijając światło.  

Księżniczka uśmiechnęła się. Podeszła do okna i unosząc pieszczoną przebijającymi się przez liście drzew promieniami twarzą, zajęczała cicho. Pan Jacek zadziwił się. Cichy jęk, albo raczej szept jakiś, zaczął przypominać skowyt. Cichutki na tyle, że w nocy nie wyrwałby go ze snu. Księżniczka wydała mu się jeszcze piękniejsza, niż widział to do tej pory. Jej jasna twarz, skąpana w słońcu, zdawała się promienieć wygładzona. Gęste, jasne jak miód włosy, rozsypywały się po ramionach. Nie upinała ich dzisiaj, lecz rozpuszczone przeczesała palcami za uszy. Dla niego nie miało to żadnego znaczenia. Była dla niego piękna, lecz nie śmiał przyglądać się jej w sposób lubieżny.  

Z zadumy wyrwało go przeczucie o czyjejś obecności. Zimny dreszcz przebiegł po kręgosłupie i rozszedł się głębiej, paraliżując ciało na ułamek sekundy. Złapał szablę i obrócił się szybkim zwrotem.

Czterech rosłych mężczyzn, ubranych w czarne kontusze skrywające połyskujące fragmenty zbroi, wpatrywało się w każdy jego ruch. Księżniczka odwróciła się od okna i podeszła bliżej pana Jacka.  

- Księżniczko… - zwrócił się do niej największy z przybyłych, oddając głęboki pokłon.

- Wzywałam, Zygfrydzie – powiedziała cicho, zbliżając się do mężczyzny.  

Przeczesała dłonią jego czarne jak smoła włosy i wyciągnęła z nich niewielki listek. – Jak sytuacja pod zamkiem?

- Bardzo dobrze, moja pani. Spokój zawitał po czystkach zeszłego tygodnia. A i patrole nie donoszą, jakoby obcy przybysze nękali las nocą. Wygląda na to, że odparliśmy atak ostatecznie.

- Nigdy zbyt wiele pewności, drogi Zygfrydzie – szepnęła, przesuwając palcami po jego policzku. Pan Jacek przyglądał się scenie w milczeniu, nie czując jednak krztyny zazdrości. Księżniczka dotykała go bowiem jak oswojonego psa, który zaszczytnie paraduje po salonach.  

- Dobrze wiesz, że Srebrnicy potrafią zjawić się nagle, a zjednoczeni groźni są bardziej, aniżeli całe hordy Turczynów.  

- Tak jest, moja pani, jednakże…

- Jednakże zapamiętaj me słowa, Zygfrydzie. Zleć strażom stały patrol lasów. Chcę wiedzieć, jeśli wydarzy się cokolwiek niepokojącego. – Odwróciła się do Jacka. – Si vis pacem, para bellum…

- Jesteś wolny, Zygfrydzie – rzekła, po raz ostatni dotykając twarzy mężczyzny. Ten skinął głową i odwrócił się na pięcie. Po uczynieniu kilku kroków pochylił się, jak i jego towarzysze. Sylwetki zmniejszyły się, a rośli przed momentem mężczyźni, przybrali postać czarnych jak kruk w piwnicy wilków. Zanim Jacek zdążył pomyśleć o otwarciu drzwi, ciemny obłok prześliznął się, rozpływając w powietrzu.

- To dowódca moich straży – powiedziała wyjaśniająco, przechylając kielich. – Jak sam widzisz, nie muszę długo czekać na ratunek.

- W rzeczy samej – wyszeptał oszołomiony Jacek. Starał się nie pokazywać swojego przerażenia.  

- Mieliście już przyjemność się poznać – szepnęła, uśmiechając się tajemniczo.

- Poznać? Nigdy wcześniej nie widziałem żadnego z tych… Ludzi?!

- Pamiętasz, drogi Jacku, jak niosłeś mnie przez planty?

- Oczywiście, moja pani.  

Jak mógłby nie pamiętać? To był słoneczny dzień. Nawet rosa zniknęła przed porankiem, zlizana ciepłem słońca. Śniadanie było sute, choć tym razem bez słynnych na pół królestwa kiełbas pani Tereski, grubszych niż kobiece przedramię. Zaraz po śniadaniu ruszyli w kierunku rzeki, by zwiedzić pływające targowisko. Księżniczka była jednak zasłabła znacznie wcześniej, więc Jacek niósł ją na ramieniu, jakby worek zakupionej pszenicy. Doglądał przy tym, by suknia nie odsłoniła zbyt wiele, przyczyniając księżniczce dodatkowych dyshonorów.  

- Pamiętasz, co działo się tego poranka? Nim słońce czerwienią wschodu przegnało miękkie chmury?

- Nie, moja pani. Wieczorem upadłem w sen mocny, który dopiero rankiem dał mi do ludzi powrócić.

Uśmiechnęła się.

- Wobec tego, nie wie. – Pomyślała, ciesząc się w duchu. Pierwszy raz, ten świadomy pierwszy raz, jest zawsze najlepszym. Jacek nie domyślił się pochodzenia dwóch czerwonych kropek, których obecność stwierdził o poranku. Nie domyślał się również powodu zmęczenia, towarzyszącego mu odkąd otworzył oczy. Zrzucając je na karb zasług wczorajszej biesiady towarzyszył księżniczce w podróży, powłócząc nogami. Aż rzeczona padła w jego ramiona, zbyt długo przebywając w pełnym słońcu.  

Wieczór był znacznie ciekawszy, niźli się Jackowi zdawało. Gdy opróżnił ostatnią flaszkę wina, żegnając się z Pochockim, udał się na spoczynek. Gdy przeciągał się w uchylonych drzwiach pokoju, poczuł lekkie uderzenie w kark. Nim zdążył zareagować, stłumiony jadłem i napitkiem, głodne zęby dopadły tętnicy. Krew zmieszała się z jadem i Jacek stracił świadomość.

Księżniczka nie musiała długo czekać. Widziała, jak Jacek coraz częściej dziękuje towarzystwu za poczęstunek. Naginając maniery odganiał się dłonią od kolejnych talerzy, które Pochocki podsuwał mu pod nos. Dopił jedynie wino, gdyż żal mu było marnować tak szlachetny trunek. Nauczony od dziecka pił, choćby miał jeszcze tego samego dnia chorować.  
Gdy powoli gramolił się po schodach, ukryła za drzwiami, narzucając ciemną pelerynę. Potem rzuciła się na niego i nim zdążył ją obezwładnić, dotknęła zębami nagiej szyi. Krew rozlała się po ustach słodkim, metalicznym smakiem. Zamknęła oczy i przez chwilę syciła głód. Może się to wydać dziwnym lecz w przypadku Jacka, poczuła cos więcej. Może to sympatia, którą po cichu wzajemnie się darzyli, a może… Może po prostu jej cykl wołał o zaspokojenie rządzy, która nie wiązała się z głodem bezpośrednio.  

Nie zastanawiała się nad tym. Gdy miała na coś ochotę, brała to po dobroci, lub siłą. Substancja zapomnienia krążąca w żyłach mężczyzny, zacierała tę granicę.  

Przełknęła resztę posoki, przesunęła językiem po zębach i ustach, po czym rzuciła się na Jacka. Mimo nieprzytomnego umysłu instynktownie wiedział, co ma zrobić. Gdy usta złączył pocałunek, dłoń oparł o jej jędrną pierś. Wysupłał ją na wierzch i pieścił, ugniatając jak dorodną bułkę przed wypiekiem. Dopadał coraz twardszego sutka palcami, aż w końcu zanurzył głowę między piersi. Wtulił w nie twarz, by w końcu złapać ustami i wypieścić prawdziwie. Księżniczka odchyliła głowę i jęknęła. Niegdyś to właśnie jej piersi stanowiły główne źródło ekstazy. Zaciśnięte na sutkach zęby wystarczały, by cipka zacisnęła się wilgotnym uchwytem na niewidzialnym członku i strzeliła silnym orgazmem. Z wiekiem strefy jej podniecenia rozeszły się po całym ciele, a główne źródło spełnienia powędrowało dokładnie między nogi. Teraz czuła w nim niesforne pulsowanie, którego zaspokojenie nie pozwalało czekać. Podwinęła szybko suknię i drżącymi palcami namierzyła po ciemku krocze mężczyzny. Szybko wyciągnęła sztywnego członka i nie zastanawiając się nad niczym więcej, wypchnęła biodra do przodu.  

- Och tak! – jęknęła, gdy wypełnił jej wnętrze. Pulsowała i mierzyła go, dopasowując gorące organy do siebie. Zaczął ją posuwać. Tak, jak chciała. Równo, bez zbędnego pośpiechu. Jednym, miarowym rytmem. Zamknęła oczy i odchyliła głowę, opierając dłonie o blat, na którym ją posadził. Całował ją i pieścił dłońmi, lecz nie to było najważniejsze. Jego twardy kutas zaspokajał potrzebę dokładnego wytarcia cipki od środka. Wchodził do końca rozciągając ją prawie boleśnie, po czym cofał się, nabierając rozpędu przed kolejnym uderzeniem. Posuwał ją wciąż mocno dysząc. Tego chciała. Opuściła nogi, by jego kutas znalazł się pod właściwym kątem i zacisnęła wargi, czując zbliżający się orgazm. Jęknęła głośno, szeroko otwierając usta i poddała fali wstrząsu. Nie musiała robić nic. Ani spinać, ani też układać, czy pomagać sobie dłonią. Jacek doprowadził ją do orgazmu mocnymi pchnięciami.  

Dokładnie tak, jak lubiła.

Poczuł to więc nie oponował, gdy delikatnie odsunęła go od siebie. Pocałowała go mocno i usiadła na łóżku. Rozebrała się szybko, nie czując wstydu. Raz, że było niemalże całkiem ciemno. Dwa, że Jacek był zamroczony. Trzy, że po pierwszym orgazmie było jej wszystko jedno. Pragnęła tylko, by przeleciał ją raz jeszcze. A może dwa, lub trzy?  

Powiesiła suknię na znalezionym dłońmi fotelu i położyła się na łóżku. Dopadł ją bokiem. Zdarł z siebie odzienie, krępujące ruchy i dopływ chłodnego powietrza, po czym bez ceregieli wpakował swój przyrząd do samego końca jej wąskiej cipki. Poczuła lekki zapach jego ciała. Przymknęła oczy i odpływała. Przestała myśleć, co w przypadku kobiety jest prawdziwie magicznym zjawiskiem. Tym bardziej w przypadku kobiety, jaką była księżniczka. Oddała się w ciężkie dłonie Jacka z pełnym zaufaniem. Pieprzył ją teraz mocniej, trzymając za biodra. Nasuwał jak zabawkę, gładził plecy i błądził ręką po piersiach. Traktował ją jak zabawkę i błyskawicznie przyłożyłaby mu sztylet do pulsującej wyraźnie tętnicy gdyby nie fakt, że właśnie tak chciała zostać potraktowana.  

Było jej cudownie dobrze. Do tego stopnia, że drugi szczyt spełnienia dopadł znienacka ciało dziewczyny. Zawyła przeciągle i zadrżała, opadając na chwilę w ciemną pustkę umysłu.

Czterech mężczyzn przypatrywało się z zaskoczeniem splecionym na łożu ciałom.

- Wszystko w porządku. – Rzuciła sucho, przykrywając się naprędce złapaną kołdrą.  
Jacek zerwał się na równe nogi słysząc męski głos, odpowiadający księżniczce. Gdy jednak dobył szabli, w pokoju nie było nikogo więcej.

Księżniczka usiadła na brzegu łóżka, obejmując stojącego tyłem mężczyznę. Przesunęła dłońmi po jego wilgotnej piersi i brzuchu. W końcu złapała w dłoń gorącego członka. Bawiła się nim przez chwilę, zsuwając i nasuwając skórę na piękne zgrubienie przy końcu. Potem położyła swe zgrabne palce na pośladkach i zacisnęła aż do bólu. Uwielbiała twardość męskich mięśni, a silne pośladki stawiała na pierwszym miejscu fascynacji. Z przyjemnością klepnęła pośladek mężczyzny i usadowiła się na łóżku.  

Jacek bez pytanie rzucił się na nią, wchodząc głęboko jednym ruchem. Rozsunął szeroko nogi księżniczki, założył je sobie na ramiona i posuwał, wpadając w dziki rytm. To było coś niezwykłego. Dziewczyna wprost oszalała, rzucając się pod zwierzęco ruszającym się Jackiem. Dyszał, jak dziki zwierz, dopadający upragnionej zwierzyny. Czuła jego podniecenie, pragnienie i dzikość. Zapach był coraz mocniejszy i wprost zniewalał jej zmysły.  

Cipka rozciągała się z każdym pchnięciem, wyrzucając z siebie wilgoć. Gdy poczuła że ruchy kochanka stały się jednostajne, a jęki coraz głośniejsze, wsunęła palec wskazujący w swoją ciaśniejszą dziurkę. Wiedziona instynktem, wsunęła palec drugiej dłoni między jego pośladki. Gdy doszedł, udało jej się wsunąć palec do połowy.

Skończyła niemalże w tym samym momencie.  

Trwali tak do momentu, w którym oddechy nieco się uspokoiły. Jacek opadł ciężko na wznak, niemalże natychmiast zasypiając.

Księżniczka przez chwilę wodziła dłonią po jego torsie. W końcu sięgnęła między swoje uda, nabierając w palce sporą ilość nektaru. Spróbowała, rozcierając językiem na podniebieniu i pomyślała sobie, że każdy z jego smaków właśnie stał się jej ulubionym.
- Mam nadzieję, że nie będzie niczego pamiętać. – Pomyślała, ubierając się powoli. Narzuciła ciemną pelerynę i rozpłynęła się w powietrzu.


____________________________________________________________________
- Ki czort? – pomyślał rankiem Jacek, przeglądając w lustrze podłużne ślady na plecach. Wzruszył ramionami. Rany nie były głębokie, lecz czuł lekkie szczypanie. – Do wesela się zagoi.


____________________________________________________________________
- Znasz, Jacku, znasz… - Pomyślała księżniczka, drżąc na wspomnienie nocy.
- Nalej mi jeszcze. – Poprosiła, wskazując napoczętą butelkę wina. – Naprawdę wyśmienite…

ErmonTwilight

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 2749 słów i 15254 znaków.

20 komentarze

 
  • gabi

    Bardzo ciekawie i wciągająco piszesz. Jestem ciekawa czy przewidujesz kolejną odsłonę  przygód  Jacka?

  • ErmonTwilight

    @gabi Dziękuję. Nie wiem, czy wpadnie kontynuacja. Zwykle jesień sprzyja twórczości, dając więcej czasu.

  • Co ja tam wiem ...

    taaa i pewnie jakiś filmik z tego spotkania zamieściliście na redtube w kategorii "wild & creazy"  :whip:  :spanki:  :sex:  
    Podeślij linka ... :D

  • ErmonTwilight

    Przecież było wiele spotkań. Ostatnie w zeszłą sobotę ;)

  • Co ja tam wiem ...

    likeadream napisała: "...niedlugo założymy fan club Et..."  
    --- chyba harem :D
    Powinniście rozważyć jakieś intymne spotkanko w "realu" co by się sobą nacieszyć wymieniając przy okazji swoje poglądy i doświadczenia na "wiadome" tematy :D :D :D

  • ErmonTwilight

    Celiinkaa, dobrego ****ę w upojeniu? Strażnika księżniczki? Poważnie pytasz?

  • celiinkaa

    Tylko gdzie takiego Jacka szukać...

  • ErmonTwilight

    Następna wampirzyca...

  • ErmonTwilight

    A dziękuję. Ciekawie się zrobi, jak Srebrnicy zaatakują i zaczną przebijać wampiry o wielu zwierzęcych twarzach, swoimi kołkami :)

  • Bina

    Ciekawe, nawet bardzo..

  • ErmonTwilight

    Silent, dziękuję słonko. Wiesz, że też mi bardzo pomagasz. Może tym razem jakiś soczek, zamiast kawy? ;)

  • ErmonTwilight

    Anulko... Nie wierzę, by kiedykolwiek zabrakło Ci słów :)

  • anulka

    Ha, i tu brakuje tylko mojego komentarza :D  
    Ale cóz ja skromna osóbka mogę dodać do tego co zostało powiedziane?

  • ErmonTwilight

    Likeadream, a teraz jest inaczej? Białogłowa na łóżko i voilla! Agnieszko, przecież wiesz, że pomogłaś mi w treningach i znajdowaniu inspiracji. To w ogromnej mierze Twoja zasługa. Likeadream też maczała w tym paluszki ;)

  • nienasycona

    Likeadream, już dawno przestałam się przyjmować, tym, co inni myślą, całe lata temu. Twój komplement, przypisuję po części sobie. Mam nadzieję, że Demon- Autor nie będzie zły..Tulę:)

  • likeadream

    Nienasycona, wiem, ze reszta pomyśli, ze niedlugo założymy fan club Et, ale jestem tego samego zdania. Każde kolejne opowiadanie jest inne, lepsze, nazwałabym... Bardziej zawodowe.

  • nienasycona

    Ach, cóż to była za sen...Bardzo mi się podobało, rozwijasz się Mój Demonie...i zagadka -  o czym myślała Agusia, gdy pojawiły się kolejne osoby?:P Brawo!!!

  • likeadream

    Aczkolwiek o wampirach tam nie było mowy:)

  • likeadream

    No coś Ty!!! Jako 17 latka pochłaniałam romanse z akcją w XVIII w. Tam nikt się nie pierniczył z " w jakiej pozycji chcesz się kochać" :D drzwi na klucz, białogłowa na łóżko i voila:D

  • ErmonTwilight

    Dziękuję bardzo! Tym bardziej, że to trochę nie w Twoich klimatach :)

  • likeadream

    "wyśmienite" jakoby rzec mogła tylko posiadaczka błękitnej krwi. Jako, ze moja zwyczajnie czerwona, powiem tylko z.a.j.e.b.i.s.t.e:)