Konie. I

Opowiadania niniejszego cyklu były już od paru lat publikowane na dwóch portalach. Niestety nigdy nie udało się zamieścić wszystkich części – portale znikały, lub ograniczały publikowanie opowiadań. Poprzednio wysyłałem króciutkie odcinki (numeracja cyframi arabskimi), obecnie łączę po dwa (co najmniej) i stosuję numerację cyframi rzymskimi. W tekście dokonuję jedynie korekty literówek, reszta pozostaje bez zmian – choć być może, obecnie inaczej bym coś napisał.  

Opowiadanie to, jak cały cykl, jest bajką dla dorosłych, może czasem straszną... Trudno zakwalifikować te opowiadania do któregoś z działów. Jest tu przemoc, seks grupowy, elementy BDSM, lesbijskie, momentami nawet EXTREME. Zatem osoby nie lubiące klimatów przemocy w seksie powinny podejść do tych opowiadań "z pewną nieśmiałością” jak powiadały niegdyś reklamy...
Jestem autorem tego opowiadania
Ramol


Konie. I


Droga powrotna z wystawy psów rasowych z Poznania dłuży się coraz bardziej. Terenowy nissan – jeszcze z XX wieku – poza wieloma zaletami ma też parę wad: np. nie ma klimatyzacji. Siedzące z tyłu suki berneńczyka wywaliły jęzory na całą imponującą długość. Musimy zatrzymać się gdzieś dla ochłody i wypoczynku. Lepiej byłoby znaleźć jakąś wodę, choćby strumień, z dala od ludzi, wielkie czarne psy budzą w wielu strach a wynudzone godzinami czekania na wystawie na pewno muszą się wyszaleć.  
Jakaś rzeczka przed nami! I nawet droga jest nad brzegiem. Zjeżdżam z szosy i znajduję wspaniałe miejsce na biwak. Obie suki od razu pakują się po brzuchy do rzeczki i łapczywie piją lekko brunatną wodę. Po kwadransie swawoli zawołałem obie bernenki na brzeg: taka fura sierści musi przecież mieć czas wyschnąć.  
Psy uwiązałem do wierzby, wyciągnąłem leżak i zdrzemnąłem się w jej cieniu. Obudziło mnie gardłowe pomrukiwanie suk, którym ostrzegały mnie o zbliżaniu się obcych. Jednak nikt nie nadchodził drogą, a po chwili usłyszałem podniecone kobiece głosy od strony rzeki. Dwie kobiety walczyły z prądem płynąc w głęboko zanurzonym gumowym kajaku. Nie były chyba ze sobą zgrane, każda próbowała sama decydować z której strony omijać kolejne przeszkody. Patrząc na dziewczyny nie uspokajałem psów, które nagle głośnym ujadaniem przypomniały mi o swym istnieniu. Harmider na brzegu skutecznie odwrócił uwagę wioślarek od sytuacji na rzece, co w ciągu paru chwil spowodowało najechanie bokiem na sterczący zatopiony pień i wywrotkę przeciążonego kajaku.  
Moje suki zafundowały mi kąpiel! Woda sięgała mi do szyi, nurt choć nie zbyt wartki, spychał kajak, pływające bambetle i obie kobiety w dół rzeki. Wspólnymi siłami wyciągnęliśmy wszystko na brzeg. Mogłem teraz przyjrzeć się kobietom. Obie były lekko po trzydziestce, długowłose i o niezłych figurach.  
- Dziękujemy za pomoc! - odgarniając z twarzy włosy, powiedziała wyższa z nich, szatynka w niebieskim kostiumie bikini.
Jej koleżanka, w szortach i skąpiutkim seledynowym staniczku zajęta była oglądaniem kajaku.
- Gocha! Koniec spływu! Dziura na 20 cm!- powiedziała łamiącym się głosem.
Miały sytuację nie do pozazdroszczenia: bagaży ze dwa plecaki i sporą torbę plus kajak i dwa wiosła.... Popatrzyły błagalnie na mnie i na spory samochód stojący na skraju polnej drogi.
- Dokąd panie chcą się teraz dostać? - zapytałem
Po krótkiej dyskusji podały nazwę miasta na Śląsku. Nie było mi to co prawda po drodze, ale czego nie robi się dla kobiet.  
- No to pakujmy się, bo kawał drogi przed nami! - powiedziałem z uśmiechem – jestem Wojtek. - ukłoniłem się lekko obu paniom.
- Małgorzata.
- Kaja - odpowiedziały kolejno dziewczyny.
Nissan na terenowych oponach bez problemu podjechał przez podmokłą polankę na sam brzeg rzeczki, bagaże kobiet zostały tak ułożone, aby zostawić sukom wystarczającą ilość miejsca.
Dziewczyny przebrały się w suche ciuchy chowając się w rzadkich wiklinach, co pozwoliło mi dostrzec, że na pewno nie są naturystkami...  
Po wyjeździe na szosę zapytałem pasażerki, czy nie są głodne, bo co prawda nie mam żadnych specjałów, ale mam sporą paczkę oryginalnych norymberskich pierniczków. Dziewczyny po zwyczajowym krygowaniu się, z chęcią przystały na degustację ciastek.  
Po pół godzinie obie spały już twardo.
Wybrałem numer w komórce i po uzyskaniu połączenia rzuciłem krótko:
- Marta, dwa boksy przygotuj natychmiast! Zestaw jak zwykle. Czekaj na sygnał. Po wjeździe na naszą drogę puszczę ci strzałkę!
Kaja siedząca, a w zasadzie pół leżąca, na fotelu obok mnie wyglądała bardzo apetycznie, ale lepiej było spokojnie dojechać do mego gniazdka.

**********

Po czterech godzinach dość ostrej - choć w przybliżeniu zgodnej z przepisami - jazdy podjechałem do leśnej sadyby w Beskidach. Światła podjeżdżającego samochodu były sygnałem dla ostrzeżonej wcześniej Marty do otworzenia starej bramy drewnianej. Marta po zamknięciu bramy podbiegła do lewych drzwi auta i stanęła w zwykłej pozie dobrze wychowanej suki.  
- Wszystko gotowe panie, tak jak pan kazał! - zameldowała nie podnosząc wzroku.
- Nakarm bernenki i czekaj na mnie w kuchni. - poleciłem Marcie.  
Zauważyłem, że wbrew poleceniu nie ma na sobie body, lecz jest w nocnym komplecie "domowym”. Będziemy musieli wyjaśnić tę niesubordynację, pora nie jest wytłumaczeniem.
Nowo przywiezione kobiety zostały umieszczone w boksach dla nie ujeżdżonych klaczy i jak wszystkie narowiste konie zostały dobrze przymocowane do ścian. Dla ułatwienia okiełznania nowych kobyłek boksy były dokładnie zaciemnione.
- Pośpią sobie smacznie do południa! Jak to dobrze, że mam zwyczaj brać zawsze w drogę norymberski pierniczki!! - powiedziałem sam do siebie wychodząc ze stajni.

***********

Zmęczony wszedłem do domu. W jadalni tradycyjnie paliły się świece stwarzając ciepłą i intymną atmosferę. W przedpokoju przywitało mnie całe stado mych psów. Każdy starał się dopchać do mnie, otrzymać pieszczotę, a kilka wielkich merdających ogonów wprawiło powietrze w taki ruch, że świece w pokoju gwałtownie zamigotały.
- Jak dobrze być w domu! - pomyślałem z radością.
Wszedłem do kuchni z postanowieniem, że dziś będę dla Marty wyjątkowo łagodny. Sytuacja w kuchni zaskoczyła mnie! Moja Marta spała zwinięta na krześle opierając głowę o blat stołu, szklanka na herbatę - na MOJĄ herbatę - była pusta!
Wziąłem wiszący przy drzwiach bicz i mocno zacząłem bić po plecach mojej pomocnicy. Już po pierwszym uderzeniu poderwała się na równe nogi, a po trzecim lub czwartym przyjęła pozycję do otrzymywania chłosty klęcząc w rozkroku na podłodze z głową przy moich butach i z wypiętymi pośladkami. Taka pozycja pozwalała uderzać również w odsłonięte krocze. Marta podczas chłosty nie wydała z siebie żadnego dźwięku poza głośnym wciągnięciem powietrza po pierwszym uderzeniu.
- Rozbierz się do naga i ręce do tyłu! - powiedziałem cicho.
Marta błyskawicznie wykonała polecenie, ściągnięte ciuszki układając szybko "w kostkę".
W międzyczasie przygotowałem typowy dla klaczy rękaw unieruchamiający na plecach obie ręce. Podniosłem dziewczynę za włosy i szybko założyłem jej skórzany rękaw i knebel. Pognałem ją przed sobą do stajni, w której były już zakwaterowane Kaja i Gośka. Przywiązałem Martę w przejściu pomiędzy boksami. Dla uprzyjemnienia nocy spędzanej na stojąco wepchnąłem jej w odbyt rękojeść pejcza zakończoną korkiem analnym. Taki ogon dostawała zwykle niewolnica, której groziła seria chłost - nie musiałem szukać narzędzia, a wibrator umieszczony w rękojeści mógł dodatkowo stymulować zachowanie szkolonej.
Przewinienie Marty zepsuło mi świetny humor i już nie tak radosny poszedłem spać do domu.

**********

Już ranek!
Wstaję z mieszanymi uczuciami: muszę odwalić zarówno własną jak i Marty robotę! Zawsze w takich sytuacjach zdają sobie sprawę, że bez tej zielonookiej dziewczyny trudno by mi było zapanować nad całym przedsięwzięciem. Po załatwieniu najpilniejszych spraw idę do stajni załatwić sprawę Marty do końca! Wiem, że była od paru dni przemęczona, ale nie powiem jej tego.
W stajni podnoszę za włosy głowę winowajczyni i patrzę jej w oczy. Widzę w nich zarówno miłość i oddanie jak i przekazuje mi sygnał, abym natychmiast ją rozkneblował. Nakazując jej zachowanie ciszy ze względu na lokatorki boksów, których przebudzenie sygnalizowały diody nad drzwiami, wyprowadziłem związaną sukę na zewnątrz. Nie chcąc podrywać jej autorytetu szybko przeszliśmy do domu.
- Mów! - poleciłem Marcie.
- Dzwonił pan X, że przyjadą z żoną, tak jak było umówione z Panem wcześniej, dziś wczesnym popołudniem. To wszystko, panie! Proszę o wymierzenie mi kary za me przewinienie! - Pierwsze zdanie przekazała patrząc mi w oczy, następne mówiła już z pochyloną głową w postawie potulnej niewolnicy. Podniosłem delikatnie jej twarz za brodę, z uśmiechem popatrzyłem w jej szmaragdowe oczy i gorąco pocałowałem ją. Po chwili dziewczyna miała już uwolnione ręce i chciała klęknąć przede mną.
- Stój! Nie mamy czasu! Sądzę, że w nocy miałaś dość czasu, aby przemyśleć swe postępowanie. Plan na dziś: oboje idziemy do stajni zaznajomić się z dziewczynami, na popołudnie masz ubrać się za "bizneswomen na pikniku"!- poleciłem - Masz 10 minut na ubranie się i zjedzenie przynajmniej dwóch kanapek! Masz być w formie przez cały dzień, Malutka!
Z przyjemnością popatrzyłem na oddalającą się truchtem dziewczynę. Polecenie o zjedzeniu śniadania było niezbędne, wiedziałem z doświadczenia, że często kosztem śniadania odczynia damskie misteria przed lustrem w łazience!
Była prawie punktualnie: 12 minut. Łaskawie nie zauważyłem spóźnienia, a Marta podziękowała mi za to spojrzeniem pełnym oddania.
- Idziemy do nowych pensjonariuszek, suniu! - powiedziałem Marcie.

**********

Jestem jakby w półśnie. Odnoszę wrażenie, że płynę w powietrzu z rękami wyprostowanymi do tyłu, w takiej pozycji jak dzieci bawią się w samoloty.... Nie jest mi radośnie... Coś mnie niepokoi.
Otwieram oczy, wokół mnie ciemność, chcę się poruszyć... Jestem prawie w panice... Wiszę w cudacznej i niewygodnej pozycji podwieszona za przedramiona. Ręce mam wykręcone do tyłu i skrępowane w łokciach i nadgarstkach, klęczę na sianie lub słomie w rozkroku, którego szerokość wymusza rozpórka pomiędzy kolanami. Usta wypełnia mi spora gumowa chyba kula zamocowana jakimiś paskami. Mogę poruszyć palcami u rąk, stopami i głową.
Powolutku przytomnieję i zaczynam przypominać sobie wczorajszy dzień: wypadek na rzece, pomoc nieznajomego i podróż jego samochodem z pięknymi psami. Uświadamiam sobie nagle, że jestem zupełnie naga.
Nie wiem, która to godzina, chce mi się pić i czuję, że muszę siusiu!
Gdzie jest Gocha? Czy też spotkał ją taki los jak mnie? Czy to ten dobrotliwy pięćdziesięciolatek, który nas zabrał autem? Jak on miał na imię? Zaraz, zaraz... przedstawił się chyba Wojtek...
Och! Jakiś ruch za drzwiami! Ktoś wszedł, słychać było jakieś krzątanie i po chwili wszystko ucichło.
Po jakimś czasie usłyszałam kroki pod drzwiami.
- Witam miłe flisaczki! - usłyszałam radosny głos Wojtka - jak minęła nocka w mojej sadybie? Miałyście sny? Pamiętacie ich treść? Ponoć sny w pierwszą noc na nowym miejscu się sprawdzają! No, a teraz parę ważnych informacji dla was - ton głosu Wojtka stał się zasadniczy - od teraz, a w zasadzie od wczoraj, podlegacie prawom panujących w moim domostwie. Tu prawem jest moja wola, a wy możecie jedynie w pełni wypełniać ją. Możecie oczywiście mieć inne zdanie, to bywa dla mnie nawet miłe i sympatyczne, gdyż mogę taką krnąbrną istotkę sprowadzić na właściwą i jedynie słuszną drogę. Dla ułatwienia wam wejścia w nowe życie każda z was dostanie chłostę. Będzie to tak długo codziennym zwyczajem, aż zaakceptujecie swą sytuację i będziecie współpracować ze mną i osobami pomagającymi mi w szkoleniu. - słuchałam tego w osłupieniu i ze zgrozą. Czy on zupełnie zgłupiał? Przecież żyjemy w XXI wieku i to w centrum Europy!
- Jako, że nie chcę aby któraś z was poczuła się niedowartościowana, pierwsze zajęcia przeprowadzę z wami osobiście - kontynuował nasz "gospodarz" - Czy jest ochotniczka na pierwszy ogień? Według mnie zgłosiła się Gośka!
Usłyszałam ruch, otwieranie drzwi do pomieszczenia obok. Szamotanie, czyjeś pojękiwania, a potem pobrzękiwanie metalu.
- Wyjmij jej knebel! Niech głosi chwałę naszym metodom szkoleniowym! - usłyszałam głos Wojtka - Rozszerz bardziej jej nogi, niech od początku uczy się prawidłowej postawy podczas chłosty!
- Tak panie - odpowiedziała mu kobieta.
- Dajcie mi świrusy spokój! Wypuście mnie natychmiast! Ja was wsadzę..... Auuuu, jejku, auuuu..... - Krzyk i groźby Gośki przerwał świst bata i jej zawodzenie.
- Dalej Gosiu! Czekamy na dalszy opis mych losów - drwiący głos "pana" zabrzniał wyraźnie - jeżeli nie masz ochoty na konwersację, to ja ci powiem coś o twej przyszłości. Ilość batów już teraz masz podwojoną w stosunku do mych poprzednich planów, dodatkowo klipsy na sutki z ciężarkami i na wargi to samo. Suniu zapamiętasz?
- Tak panie. Czy wibratory też mają być zakładane? - kobieta wykazała swą inicjatywę.
- Masz rację, tak! Dopiero gdy zdejmiesz klipsy załóż jej wibratory z automatyczną regulacją wibracji. Nie zakładaj jej knebla, za każde wypowiedziane słowo będzie oddzielnie karana - zadecydował Wojtek nie przerywając chłostania.
Bita Gośka już nie miała siły krzyczeć. Kwiliła tylko cicho.
W tym momencie uświadomiłam sobie, że już za chwilę ja będę w takiej samej sytuacji. Ze strachu posiusiałam się...

Cdn.

Ramol

opublikował opowiadanie w kategorii erotyka, użył 2496 słów i 14174 znaków, zaktualizował 6 sie 2015.

8 komentarzy

 
  • Ramol

    Mam dla czytelników mych powiastek ciekawą wiadomość. Moderator (czy też jakieś konsylium moderatorów) ulitowało się nade mną i pomimo nie uzyskania przez tydzień dziesięciu tysięcy czytelników zaakceptował/ło tę powiastkę... I jak tu nie wierzyć w szczęście!?

  • nefer

    Hej. To trzeba aż tylu? Mnie się nigdy nie udało  :lol2:

  • nefer

    Znakomita robota. Wciąga i przykuwa uwagę. Warsztatowo bez zarzutu, ale w Twoim przypadku to nic dziwnego. Gratuluję.

  • Ramol

    @nefer - dzięki Neferze, za miłe słowa. Nie staje mi wiedzy, aby napisać coś z naszej rodzimej historii: "Starą Baśń - bez cenzury", "Pieśń o pięknej Świętosławie i jej synach"... Bawię się zatem bajkami z czasów obecnych...

  • nefer

    Ach, Świętosława, Sygryda Storrada to dopiero postać godna opowieści.

  • Marek2015

    Jestem pod wrażeniem, czekam na "nasz ulubiony ciąg dalszy" :)

  • Sweet1

    Super opowiadanko.

  • Cam

    Czytałam to opowiadanie dawno dawno temu :) niestety nie dane mi było przeczytać go w całości, mam nadzieje, że tym razem mi się uda :)

  • Szarik

    Jako, że nie lubię przemocy, przeczytałem z przyjemnością :) a tak serio już, to podoba mi się i już wiem, że ostatnie prace z renowacją spichlerza muszę rozszerzyć ;) Ciągle chodzi mi po głowie pewien pomysł, teraz jednak widzę jak jest delikatny ;)

  • Ramol

    @Szarik - w dobrej bajce i zła Baba Jaga  może mieć swe pięć minut... A tak serio: zawsze mam duże wątpliwości, gdy piszę o przemocy wobec kobiet... Gdy natomiast jest zgoda obu stron, to już nie ma tego "smaczku". Jednak ludź jest wielkim łobuzem i świntuchem!

  • Szarik

    @Ramol sam dobrze wiesz, że gdy czyta to człowiek rozsądny to strachu nie ma ;)

  • anulka

    Nigdy Pana nie "komentowałam", choć czytałam, ale zawsze musi być ten pierwszy raz :blackeye:  
    Więc niech się stanie..... :)  
    Zdecydowanie wszystko na tak, na plus.
    Świetne i to opowiadanie i pozostałe.
    Wrażenia, hmmmm..... nadzwyczaj pozytywne

    :bravo:

  • Ramol

    @anulka - dziękuję za miłe słowa, ten cykl jest raczej dość drastyczny. Był pisany na inny portal, na którym krew lała się strumieniami i były inne "przyjemności". Chciałem spróbować napisać coś interesującego dla czytelników tam zaglądających, a jednocześnie strawnego też dla "normalnego" odbiorcy...

  • anulka

    @Ramol ,
    Ha, czyli jestem normalna? :P

  • nienasycona

    Zacząłeś mnie przyzwyczajać, że dobrze piszesz, tylko teraz mam dylemat- nie wiem, czy bardziej czekam na Beatę, czy na Konie...Ps. podczas czytania tego tekstu pojawia się przyjemne mrowienie. Brawo:)

  • Ramol

    @nienasycona - być może to "mrowienie" jest też zamierzonym efektem? Nie lubię być niewolnikiem własnych powiastek, dlatego przyjemniej jest pisanie przemiennie paru cykli. Tej sytuacji nie można tu zamieścić, a jest ciekawa, ulokujemy ją "u sąsiada", czyli w drugim opowiadaniu. Zapominasz jeszcze o Mai i jej szkoleniu... :P