Jas i Małgosia czyli gra o śmierć.
Wprowadzenie.
Kolejna wersja bajki braci Grimm. Oryginalna nazwa to: Hänsel und Gretel, wydane wraz z innymi opowiadaniami w 1812 roku. Jeśli ktoś nie zna. Jaś i Małgosia byli rodzeństwem, które zostało wyprowadzone do lasu przez ojca, ubogiego drwala. Druga żona drwala namawiała go tak długo, aby pozbył się swoich dzieci, aż to zrobił. Dzieci się błąkały po lesie, aż znalazły dom oklejony smakołykami. Właścicielem domu okazała się czarownica. Uwięziła Jasia w klatce, a Małgosia jej usługiwała. Czarownica chciała utuczyć Jasia, aby go potem zjeść. Dziewczynka była bardziej odważna i któregoś dnia udało jej się wepchnąć wiedźmę do pieca i ta zginęła. Dzieci wróciły szczęśliwie do domu a kilka dni wcześniej zła żona drwala zmarła z niewyjaśnionych powodów. Na podstawie bajki braci Grimm powstała kilka lat później opera o tym tytule, a napisał ją Engelbert Humperdinck. Prapremiera odbyła się 23 grudnia 1893 roku w Weimerze a drygował Richard Strauss. W bajce nie jest podane imię czarownicy, w operze tak. Zła wiedźma w operze nazywa się Rosina Leckermaul co w luźnym tłumaczeniu na język polski znaczy Rozyna Łasuch.
Moja wersja jest oczywiście inna i znacznie się różni od oryginału. Po pierwsze Jas nie jest chłopcem, tylko siedemnastoletnią dziewczyną o imieniu Jasmin. Małgosia jest córką polskich emigrantów i dlatego dostała takie imię. Opowiadanie jest wyjątkowo erotyczne, dokładniej pornograficzne. W dziewięćdziesięciu procentach będą opisane igraszki między trzema kobietami. Poza pierwszym odcinkiem, opowiadanie nie jest dla dzieci.
Jas i Małgosia czyli gra o śmierć.
Dzień trwał od kilku godzin. Daleko na zachodzie płynęły pierzaste obłoki, ale nad Miastem Aniołów świeciło słońce. Zapowiadał się kolejny ciepły dzień. Małgosia Nowacka siedziała w salonie domu, w którym mieszkała z rodzicami i co jakiś czas rzucała spojrzenie na zegar z dużym wahadłem. Stał w rogu pokoju. Wybił już dziesiątą.
,,Czy ona zawsze się musi spóźniać” – przemknęła jej przez głowę.
Dzisiaj w szóstym dniu wakacji zaplanowały z przyjaciółką odwiedzić park narodowy oddalony o dwie godziny drogi od miasta. Jashua Tree National park nie miał wiele atrakcji, ale właśnie tam postanowiły pojechać. Jasmin miała przyjechać o dziewiątej. Gdyby coś wyjątkowego wypadło, dałaby już dawni znać. Pewnie albo za późno wstała lub po prostu nałożyły się dziesiątki maleńkich spraw. Blondynka wstała i poszła do kuchni. Cały czas nie rozstawała się z komórką. Otworzyła lodówkę i chciała napić się troszkę soku z mango, kiedy usłyszała dzwonek do drzwi.
– Spóźniłaś się znowu – blondynka otworzyła drzwi i pociągnęła przyjaciółkę za rękę, do środka.
– Nie marudź, bo cię zjem – Jasmin pokazała rząd równych, wypielęgnowanych ząbków. – Gotowa?
Blondynka tylko prychnęła i wskazała głową plecaczek, spory termos i dwie półtoralitrowe butelki wody.
Zielonooka spojrzała na rzeczy, a potem na przyjaciółkę.
– Tak jedziesz? Chyba masz spodnie? – pokręciła z niedowierzaniem głową na widok jasnomalinowej sukienki z bawełny.
Wzięła plecak i termos a Gosia butelki. Po chwili wyszły i blondynka zamknęła drzwi kluczem. Przed garażem stała piętnastoletnia Toyota Camry.
– Tam będzie upał, chyba się usmażysz w tych jeansach – spojrzała na Jas.
Ruszyły. Przez kilka minut nie rozmawiały, a z głośników leciały młodzieżowe utwory.
– Och lubisz to! – ucieszyła się blondynka, kiedy zaczęła śpiewać Sabrina Carpenter.
– To fajna muzyka – odrzekła Jasminka i ściszyła.
Małgosia była tak zaskoczona, że aż otworzyła buzię.
– Dlaczego! Zgłoś!
– Później, przecież z pewnością słuchałaś tego dziesiątki razy. Teraz chcę usłyszeć jak tam z Tomem – klepnęła przyjacielsko kolano blondynki.
Wyjechały na autostradę i Jasmin przyspieszyła.
– Zerwałam. – Twarz Małgosi nie wyrażała żadnych uczuć.
Jasmin nie mogła na nią patrzeć, bo panował spory ruch na drodze. Tak miało być przez więcej niż godzinę.
Autostrada numer 10 dopiero za drogą 86 nieco się rozluźniała, a już w drodze do parku, czyli na autostradzie 62, mogło nie być wcale samochodów.
– Jak to zerwałaś! Dopiero chodzicie tydzień – Jas ponownie pokręciła głową z niedowierzaniem.
Blondynka delikatnie zaczęła ugniatać materiał sukienki, ale po chwili ją wygładziła i jej twarz się nieco rozluźniła.
– Widzisz, jak ci powiedzieć... próbował mnie pocałować i strzeliłam go w twarz.
Miedzianowłosa szybko spojrzała na blondynkę.
– No wiesz! Co innego jakby chciał cię pomacać po cyckach albo i niżej sprawdzić twoje majtki, ale za to? – zaczęła się śmiać.
Blondynka się nieco zarumieniła.
– Nie byłam gotowa. Łatwo ci gadać! Całowałaś się już z kimś? – zapytała szybko.
– Tylko z tobą – Jas posłała jej krótki uśmiech.
– To było trzy lata temu i nie nazwałabym tego pocałunkiem, to był raczej dłuższy buziak – twarz Małgosi ponownie okrył rumieniec.
– Okej, czyli koniec, koniec, czy jest szansa, że się pogodzicie?
Małgosia ponownie zerknęła na przyjaciółkę.
– Palant nazwał mnie cnotką! Co on sobie wyobrażał? Że mu się oddam po tygodniu?
– No nie wiem, zrobisz, jak uważasz – Jasmin uznała, że dalsza rozmowa o tym nie ma za bardzo sensu i zgłosiła muzykę.
W samochodzie była włączona klimatyzacja, chociaż nie miały jeszcze upału na zewnątrz.
Małgosia zauważyła, że Jasmin uśmiecha się do siebie. Przez chwilę znowu milczały. Blondynka pomyślała, kiedy sama będzie miała samochód. Jej rodzicom powodziło się gorzej niż Jasminki, chociaż i tamci nie byli milionerami. Rodzice blondynki byli Polakami i stąd takie imię. Sami byli dziećmi emigrantów, którzy wyjechali zaraz przed Stanem Wojennym.
Mówili płynnie po angielsku w odróżnieniu od dziadków, ale nie skończyli dobrych szkół i nie mieli super prac. Piotr Nowacki pracował na budowie, a jej mama Renata była pracownicą biurową w sporej fabryce odzieżowej. Jas miała samochód od dwóch miesięcy. Jej dwa lata starszy brat Clark był mechanikiem samochodowym i pomógł jej przy kupnie auta. Dwa dni wcześniej sprawdził dokładniej samochód, bo to miał być jej pierwszy wyjazd za miasto.
– Czego się jarasz? – zapytała blondynka – Widzę, że wcale mi nie współczujesz, że straciłam chłopaka.
Jas przełknęła głośno ślinę, chociaż Małgosia tego nie mogła słyszeć z powodu hałasu.
– Wcale się nie śmieję, to tylko ci się wydaje – odparła.
– Wiem, kiedy kłamiesz. Mów i to już czego się jarasz jak głupia!
Jas poprawiła się na siedzeniu i zamrugała powiekami.
– Sądzę, że Tom nie był odpowiednim gościem dla ciebie.
Przez twarz blondynki przebiegł szybki grymas.
– Coś ściemniasz! Po drugim spotkaniu z nim mówiłaś, że jest fajny i że się cieszysz, że mam wreszcie chłopaka.
Jasmin ścisnęła kierownicę.
– Chyba zaszła pomyłka. Mówiłam, że wygląda na fajnego faceta – odpowiedziała blondynka.
– Czy to nie to samo? – na twarzy zielonookiej pojawiło się zdziwienie.
Samochodów nieco ubyło, ale nadal Jas musiała uważać. Co prawda wszyscy jechali przepisowo i z mniej więcej stałą prędkością.
– Jest subtelna różnica. Fajny a wygląda na fajnego – odpowiedziała Małgosia, ważąc słowa.
– Dobra, jakkolwiek – Jasminka dała za wygraną.
Blondynka tak troszkę się domyślała, czemu zielonooka się ucieszyła, ale nie chciała o tym mówić. Może się jej wydawało. Ten buziak trzy lata temu wyszedł od Jas. O mały włos by się wtedy pocałowały, ale właśnie Małgosia spanikowała. Jas nie była nachalna, a blondynka potem się czasem zastanawiała, czy jej przyjaciółka jest na pewno hetero. Rozmawiała z chłopakami i dziewczynami, ale sama nigdy nie miała jeszcze chłopka, chociaż niczego jej nie brakowało z urody, a i głupia też nie była.
Gosia próbowała jeszcze przed Tomem dwa razy nawiązać bliższą relację z chłopakami, ale jej koledzy, którzy mogli się stać chłopakami, wydali się jej zbyt głupi. Z Tomem rozmawiało jej się dobrze i znali się dwa lata, bo chodzili do tej samej klasy, dlatego się zgodziła z nim chodzić, kiedy to zaproponował.
Zaczęła się zastanawiać, czy może faktycznie to była jej wina i rzeczywiście da się jeszcze to odkręcić. Jechały już ponad dziewięćdziesiąt minut i wjechały na drogę 62 i milę za sklepem z książkami pod nazwą ,,Księgarnia gawronów", kiedy samochód zaczął szwankować i stanął po kilku metrach.
– Co u licha? – zaklęła pod nosem Jas.
– Co się stało, Jas? – blondynka spojrzała na przyjaciółkę.
– Nie wiem. Zaraz zobaczę.
Wysiadły i Jas otworzyła maskę. Małgosia jej towarzyszyła, chociaż na samochodach nie za bardzo się znała.
Po minucie buzia Jas się nieco zmieniła.
– Zabiję Clarka! Pasek od prądnicy pękł. Co prawda to nie powinno zatrzymać samochodu, bo kontrolka od baterii jeszcze się nie zapaliła.
– To, co zrobimy? – blondynka nieco się zmartwiła.
– Zadzwonię po lawetę, co innego możemy zrobić. Przykro mi Małgosiu.
Blondynka spojrzała na przyjaciółkę. Jas nawet całkiem poprawnie wymawiała jej imię. Co prawda miała trudności z wypowiadaniem niektórych słów, ale czasem pytała, co znaczy dane słowo po polsku i próbowała się nauczyć. Już kilka lat temu Małgosia opowiedziała jej o bajce braci Grrimm, Hänsel and Gretel, że w tłumaczeniu na polski to: Jaś i Małgosia.
Małgosia nazywała przyjaciółkę czasem Jasmin, a w większości Jas. I mówiła czasem Dżas a czasem Jas. Oczywiście już dawno wytłumaczyła przyjaciółce, że polskie litery wymawia się inaczej niż angielskie i dlatego niektórzy Polacy nieznający doskonale angielskiego mają problemy przy literowaniu. Jas wyjęła komórką i próbowała zadzwonić po pomoc drogową, ale bez powodzenia.
– Dziwne, nie mogę zadzwonić, a jest zasięg, co prawda słaby. Możesz mi dać swoją komórkę, Małgosiu – poprosiła.
Blondynka bez słowa podała swój telefon. Miał świecącą różową obudowę, dla odmiany Jas komórka miała pokrowiec w polne kwiaty na złotym tle. Niestety i telefon Jas nie działał również.
– No ładnie! Totalna dupa – Jas zaczęła być zła – będziemy łapać okazję.
Niestety przez następny kwadrans tylko dwa samochody ich minęły, ale się nie nawet nie zatrzymały, chociaż jeden zwolnił. Zobaczyły czarny SUV, a kiedy podjechał bliżej, okazało się, że jest ciemnogranatowy. Tahoe z nowszych modeli. Tym razem miały szczęście, bo auto się zatrzymało kilka metrów dalej. Dziewczyny podeszły. Samochód prowadziła dość dobrze utrzymana brunetka około czterdziestoletnia. Kobieta miała na sobie mundur wojskowy o granatowym kolorze i wyglądało, że ma rangę pułkownika.
– Co tam się stało, dziewczyny? – zagadnęła miło.
– Dziękujemy, że się pani zatrzymała. Jedziemy do Jashua parku i chyba pękł pasek do prądnicy. Próbowałyśmy dzwonić po pomoc drogową, ale nie możemy.
– Tak, tutaj czasem nie ma zasięgu. Mogę zerknąć? Znam się trochę na samochodach.
– O tak! To super! Mój brat jest mechanikiem samochodowym i sprawdzał.
Brunetka podeszła i zajrzała pod maskę. Po chwili spojrzała na dziewczyny.
– Dziwne, pasek wygląda na prawie nowy. Co prawda jest teraz poszarpany więc trudno mi stwierdzić, w którym miejscu pękł. Dobrze, że to nie pasek rozrządu, wówczas są ogromne koszty. Mam niedaleko dom i garaż. O ile pamiętam, mogę mieć odpowiedni pasek. Miałam poprzednio Lexus ES i być może będzie pasował. Jeśli nie, zadzwonię i zamówię. Mam w garażu samochód do holowania. Tu na odludziu trzeba być przygotowanym na różne sytuacje. Wsiadajcie – otworzyła tylne drzwi.
– Mamy rzeczy! Plecaki, jedzenie i wody – powiedziała blondynka.
– Zostawcie. Za kilka minut zabiorę samochód. Jestem Rosina – wyciągnęła dłoń do Jasmin, a potem do Małgosi.
Obie dziewczyny się przedstawiły.
– Małgosia? – brunetka powiedziała imię blondynki bardzo śmiesznie, bo w miejsce ł powiedziała l.
– Małgosia – blondynka ją poprawiła – Tam jest ł, jak co. (what po angielsku wymawia się: łat)
Rosina ruszyła.
– Przykro mi, że dzisiaj nie odwiedzicie parku – powiedziała brunetka.
– Nic nie szkodzi, zrobimy to innym razem – odrzekła Jasmin.
Chciała coś jeszcze dodać, ale w tej sekundzie ona i jej przyjaciółka, krzyknęły.
– Coś mnie ukuło w pośladek, proszę pani – powiedziała blondynka.
– I mnie również – powtórzyła Jasmin.
– Co takiego! O czym mówicie, to dwuletni wóz – zdziwiła się Rosina.
To było ostatnie, co usłyszały, bo odpłynęły w niebyt.
Jas otworzyła oczy. Po sekundzie uświadomiła sobie, że leży na ławeczce podobnej do tych, które są w siłowaniach, niestety nie mogła się ruszyć, bo była przymocowana trzema pasami. Spojrzała na Małgosie, ta właśnie również się obudziła i podobnie jak ona była skrępowana.
– Co do diabła! Porwała nas czy co? – powiedziała Jasminka.
Nie czekały długo, bo do pomieszczenia weszła Rosina, o ile tak miała naprawdę na imię.
– O obudziłyście się ślicznotki!
Jas nie straciła zimnej krwi.
– Proszę nas uwolnić! To jakiś głupi żart, czy co?
Twarz Rosiny spoważniała.
– Niestety nie. Chyba nie mogłyście gorzej trafić. A może jednak mogłyście. Mógł was porwać jakiś obleśny, grubas, skuć łańcuchami i zostawić w cuchnącej pleśnią i odchodami piwnicy.
– Uwolnij nas dziwko! – krzyknęła Jasmin.
Brunetka podeszła do miedzianowłosej i po wyrazie twarzy już było widać, że nie będzie dobrze.
– Posłuchaj mała, zabiłam już siedem kobiet i wy będziecie następne. Od razu powiem zasady. Moje zasady. Przeklinanie będzie karane. Mam różne cacka do wymierzania kar. Zwykle stosuje paralizator, ale to jest najmilsza z moich zabawek. Chociaż... w niektórych miejscach użycie nie jest przyjemnie, domyślacie się, o jakiej części mówię, szczególnie gdy ta jest pozbawiona ubranka. Za chwilę was uwolnię, co nie znaczy, że będziecie wolne. Z tyłu waszych czaszek macie przyklejony mikro bomby. To zmyślna technologia. Jak może zauważyłyście, jestem pułkownikiem Marynarki Wojennej a pracuję przy nowych rodzajach broni. W domu jesteście całkiem bezpieczne, natomiast wyjście na zewnątrz spowoduje detonacje. Zaraz po zabraniu tych pasów zrobię prezentację. I teraz do rzeczy. Lubię kobiety. Muszę od razu przyznać, że jesteście najmłodsze i najładniejsze z moich ofiar. Od was zależy, jak długo będziecie żyć. Niestety wszystkie poprzednie rezygnowały z umowy. Tylko jedna chciała mnie zabić i niestety cierpiała przed śmiercią, bo pozostałe uśpiłam i nawet nie wiedziały, że się nie obudzą. Za jakiś czas wam pokażę, jak zginęła ta niegrzeczna. Nie jest wskazane oglądać to z pełnym żołądkiem. Gdybym umarła wasze detonatory zadziałają prawie natychmiast, bo są sprzężone z biciem mojego serca. Pracuję i nie ma mnie około dziesięciu godzin w domu. Plusy waszej sytuacji są takie, że dostaniecie najlepsze jedzenie, bardzo gustowne ubrania i może być całkiem miło. Jakieś pytania? – posłała im czarujący uśmiech.
Dziewczyny milczały i w końcu pierwsza odezwała się Małgosia.
– Proszę pani. Mamy dopiero skończone siedemnaście lat i nie chcemy umierać. Proszę nas puścić, a nie powiemy nikomu.
Rosina nie zdążyła odpowiedzieć, bo Jas się odezwała.
– Nie płaszcz się przed nią! To morderczyni! Z pewnością nas nie puści.
Brunetka się uśmiechnęła.
– Masz rację, Jasmin. Każde to mówiły co Małgosia. Nikt nie chce umierać, a dziennie przestaje żyć 152 tysiące ludzi. I nie kłam blondyneczko, wiadomo, że byście doniosły od razu. Mówcie mi Rosina lub Rosi. Lubię swoje imię. Ponieważ ja tu rządzę, to podam wam całe nazwisko i stopień. Jestem pułkownik Rosina Lackermual. To moje oryginalne nazwisko. Rodzice, świętej pamięci pochodzili z Niemiec. Trochę mnie to kosztowało, ale zmieniłam nazwisko i teraz brzmi bardziej amerykańsko. Locker. Pułkownik Rosina Locker, prawda, że brzmi dobrze?
– Co znaczy, że lubisz kobiety? – zapytała cicho Małgosia, pomijając prezentacje brunetki.
Rosina się uśmiechnęła.
– Naprawdę nie wiesz, maleńka? Jestem lesbijką. Miałam trzech facetów, ale mi się nie podobało. Ich pot... poza tym ta część. Czasem działała, czasem, kiedy ja chciałam dalej, już nie. Były jeszcze inne problemy. Nie za bardzo lubię facetów za wiele rzeczy.
– Będziesz nas gwałcić? – zapytała Jasmin.
– Zapytała normalnie, widocznie zrozumiała upomnienie.
– Och nie! Nie jestem gwałcicielką. Tu jest właśnie cała trudność. Chciałbym, żebyście tego chciały ze mną. Jak wspomniałam, od was zależy, jak długo będziecie żyć.
– Będą nas szukać – powiedziała już całkiem spokojnie Jasmin, a Małosia poczuła, ze zaraz zacznie płakać.
– Oczywiście, ale was nie znajda. Wasz samochód jest już w garażu. Za dwa dni znajdzie się w dziurze na moim terenie, jest tam już kilka wraków. Wasze komórki nie mają lokalizatorów i wyjęłam SIM karty. Pracuję w wojsku i czasem pomagamy policji, więc będę na bieżąco wiedzieć o rezultatach poszukiwań. Jestem ostatnią osobą, która będą podejrzewać. Przyniosę paralizator i uwolnię Małgosię a tobie Jasmin założę kajdanki na nadgarstki i łańcuchy na kostki nóg. Widzę, że Małgosia jest gotowa współpracować, a z tobą zobaczymy. Zademonstruję wam, jak to działa, co macie przyklejone z tyłu głowy i potem Jasmin zadecyduje, czy będzie chciała być skrępowana, czy nie. Zaraz wracam. Tu są kamery – pokazała dłonią – zresztą w całym domu jest ich sporo. Dlatego wiedziałam, kiedy się obudziłyście.
Wyszła. Dziewczyny milczały przez chwilę.
– Zrobię wszystko, żebyśmy żyły jak najdłużej. Ciebie też o to proszę, Jasmin.
Miedzianowłosa milczała.
Rosina przyszła z paralizatorem.
– Rozwiązuję Małgosię – teraz wypowiedziała imię prawie dobrze.
Po chwili blondynka była wolna i pierwsze co zrobiła, to sprawdziła dłonią tył głowy trochę powyżej szyi. Coś tam miała. Uświadomiła sobie jeszcze coś. Musiał popuścić z wrażenia czy strachu, bo majtki miała nieco mokre od siuśków. Na razie tylko ona o tym wiedziała.
Brunetka podeszła do Jas.
– Będziesz grzeczna? – zapytała miło.
– Nie zrobię nic głupiego – odrzekła opanowana albo na taką wyglądała.
– W porządku. W takim razie i ja ci zaufam. Uwolnię cię również. Pierwsze co zrobię, to pokaże wam, że nie blefuję z tymi mikro bombami. To wygląda tak – pokazała srebrny przedmiot o średnicy dwóch cali.
Rozwiązała Jasmin.
– Chodźcie ze mną.
Dziewczyny były nadal w szoku, ale nie próbowały nic kombinować. Rosina wzięła metalowy garnek i przykleiła w środku taśma klejącą małą bombę.
– A teraz patrzcie.
Ułożyła suchą szmatkę do garnka.
– To stłumi odgłos wybuchu. Następny dom jest pół mili stąd, ale przezorności nigdy dość.
Wyrzuciła garnek na zewnątrz. Dziewczyny patrzyły z wyczekiwaniem. Po trzech sekundach nastąpiła eksplozja. Rosina przyniosła garnek. Była w nim dziura wielkości kilku cali a ścianki naczynia również nieco się odkształciły. Szmata została nadpalona i poszarpana.
– Teraz wierzycie, jeśli wcześniej sądziłyście, że kłamię. Chcecie zobaczyć zdjęcia poprzednich kobiet? Jestem dość zorganizowana. Zrobiłam im kilka zdjęć, podczas gdy żyły i tylko po jednym już po śmierci.
– Gdzie ciała? – zapytała trzeźwo Jas.
– Dobre pytanie. W garażu mam specjalne chemikalia. Nic nie zostało, a potem wszystko poszło do kanalizacji. Oczywiście mam zbiornik. Zbyt daleko by służby miejskie tu poprowadziły rury kanalizacyjne.
– Rosino? Czy jest szansa, że jeśli będziemy się bardzo starać, to nas puścisz? – zapytała blondynka.
– Nie! – Twarz brunetki zrobiła się natychmiast poważna. – Nie chcę więcej takich pytań.
– To jaki sens się starać? – odezwała się Jas. – I tak umrzemy.
Brunetka spojrzała ostro na zielonooką.
– Już wspomniałam, że od was zależy, jak długą będziecie żyć – powiedziała zimno.
– To bez sensu. Chcesz, by było miło, mniemam. Jak mamy się starać i być miłe skoro nas zabijesz i tak. Stres z tego powodu uniemożliwi nam odpowiednie zachowanie.
Gosia struchlała. Obawiała się, że Rosina ukaże jej przyjaciółkę, ale nic takiego się nie stało. Brunetka milczała.
– Muszę to przemyśleć. Idę zrobić wam obiad. Gotuję bardzo dobrze. Gotowanie to mój konik. Pokaże wam wasz pokój. Są tam luźne ubrania, bo nie mam niczego dla was. Jutro kupię bieliznę i ładne ubrania. Jest wszystko do waszej dyspozycji. Zmień majtki, Małgosiu. Musiałaś się posikać ze strachu, bo to nie efekt środka nasennego, został sprawdzony w laboratorium i nie powinien mieć takich ubocznych skutków.
Otworzyła drzwi, a dziewczyny poszły za nią.
– To tamte drzwi – pokazała dłonią kierunek i udała się do kuchni.
Małgosia i Jasmin otworzyły drzwi do swojej złotej klatki.
– A i jeszcze jedno. To bardzo czuły instrument. Nie radzę przy tym grzebać, a już na pewno próbować zdjąć. Nie chcę was wprowadzać w szczegóły, ale odłączenie od skóry spowoduje wybuch. Idę robić obiad.
Brunetka odeszła a dziewczyny weszły do pokoju. Wyglądał dobrze. Było tu łóżko chyba większe niż królewskiej wielkości. Wysoki materac. Okryty ładnym materiałem. Była tu szafa, stolik, dwa krzesła. Łazienka maiła ceramiczne klepki na podłodze, a inne na ścianach. Sama łazienka była duża. Poza zlewem dobrej klasy zobaczyły wannę i kabinę. Obok znajdowało się drugie pomieszczenie z sedesem, bidetem i zlewem.
– Skąd wiedziała, że się posikałaś? To prawda? – zapytała Jas.
– Tak. Może ma super węch. Wczoraj jadłam na kolację szparagi.
Blondynka otworzyła szufladę. Ułożono tam koszulki i majtki. W trzech rozmiarach. Jas zwykle nosiła mały rozmiar lub średni, Małgosia mały. Obie miały podobne wymiary 33,5 – 23 – 33 cale. (86 – 58 – 84 cm)
Małgosia miała identyczny obwód bioder i pasa jak Jas, ale nieco większe piersi o obwodzie 35 cali. (91 cm) Jas nosiła staniki w wielkości duże B, a Małgosia C.
Blondynka wzięła białe czyste majteczki i poszła do łazienki. Odkręciła wodę w kranie i zaczęła płakać. Nie chciała, aby Jas to odkryła. Zdjęła zasiusiane majtki. Dopiero teraz zauważyła, że sedes ma wewnątrz zamontowany bidet. Przemyła się i po wytarciu białym ręcznikiem założyła czystą bieliznę. Sukienka miała maleńka mokrą plamkę, ale Małgosia w niej została.
W tym czasie Jas siedziała na łóżku i próbowała zebrać myśli, ale nie szło jej zbyt dobrze. Pomyślała tylko, czy to, co ich spotkało, jest wynikiem ich złego postępowania. Nie była aniołem, ale nie przypominała sobie, by zrobiła coś wyjątkowo złego. Przyszła Małgosia. Spojrzała na miedzianowłosą, a potem usiadła blisko i ją przytuliła. Nie chciała tego, ale zaczęła płakać. Jas nic nie mówiła, pozwoliła przyjaciółce skończyć.
– Spróbuj nie płakać, Gosiu. Skoro powiedziała, że się zastanowi, to mamy szanse.
Siedziały tak dłużej niż godzinę. Przytulone i milczące. Usłyszały pukanie.
– Wejdź – powiedziała Małgosia.
Rosina otworzyła drzwi.
– Obiad gotowy. Wiedziałam, że to Małgosia się odezwie. Podjęłam decyzję, ale powiem wam dopiero po obiedzie.
Jas chciała zapytać, ale brunetka ją wyczuła i uciszyła podniesiona dłonią.
– Nie zaczynaj. Musisz zrozumieć, że w tym domu ja rządzę. Szanuje swoje słowo i nigdy go nie zmieniam. Powiem po obiedzie. Dacie mi znać, jak wam będzie smakować jedzonko. Będę was obsługiwać. Resztę powiem później, a teraz zapraszam do stołu.
Salon był również umeblowany z klasą. Na orzechowej podłodze leżał ładny dywan być może oryginał z Iranu. Skórzana sofa, fotel do kompletu. Stół na sześć osób z dobrego drewna. W rogu stał duży zegar, większy niż w domu Małgosi i z pewnością dużo lepszej klasy.
Dziewczyny nie były głodne ze zrozumiałych względów, ale kiedy Rosina zaczęła przynosić przeróżne sosy, sałatki, ryż, dwa rodzaje ryb i inne potrawy ich kubki smakowe zaczęły wydzielać ślinę. Zaczęły jeść. W miarę jedzenia ich ciała jakby zapomniały o horrorze i zaczęły spożywać obiad z apetytem.
– Bardzo dobre, dziękuję – powiedziała Małgosia.
Rosina spojrzała na Jasmin.
– A ty co powiesz, ślicznotko?
– Dobre – odrzekła sucho zielonooka.
– Został deser. Co chcecie? Truskawki, maliny, lody czy galaretki? Zrobiłam cytrynową i wiśniową.
– Poproszę owoce i troszkę lodów – poprosiła Małgosia
Jas spojrzała na nią srogo, ale odpuściła uwagę.
– Dla mnie to samo – powiedziała zielonooka.
Rosina zjadła też trochę truskawek, galaretkę z wiśni i nieco lodów czekoladowych. Bo miała w trzech oryginalnych opakowaniach waniliowe i truskawkowe. Wszystkie firmy Häagen-Dazs.
– Posprzątam talerze i resztę i włożę do zmywarki, wrócę i ogłoszę, co postanowiłam.
Zarówno Małgosia, jak i Jas poczuły skurcz. Obie myślały na przemian i pozytywnie i negatywnie. Po kwadransie wróciła Rosina. Nadal miała na sobie mundur. Białą bluzkę, granatową marynarkę i spódnicę.
– To gra o śmierć. Robię to po raz pierwszy, to zrozumiałe. Jeżeli się bardzo postaracie, uwolnię was, ale dopiero po dwóch tygodniach. Niestety ktoś musi umrzeć i będę to ja. Nie chcę iść do więzienia. tak skończyć. Wiem jak traktują więźniów. Nie chcę tak skończyć. Zaraz jak was uwolnię, zastrzelę się. Strzelę w serce, chociaż może go nie mam.
Jas już miała na końcu języka, że się cieszy, ale się powstrzymała i milczała.
– Co mamy robić? – zapytała oczywiście blondynka.
– Och, myślałam, że rozumiesz, Małgosiu. Chciałabym, żebyście się ze mną kochały. Powiem, co lubię. Oczywiście możecie się również kochać ze sobą, ale bardziej mi zależy, byście mi dawały rozkosz i pozwalały z chęcią dawać się pieścić. Przekonałaś mnie Jasmi. Wiem, że Małgosi pójdzie to łatwiej. Rozumiem, że jesteście hetero i trudno wam się będzie zmusić, a udawanie odkryję łatwo. Mam jednak nadzieję, że wiecie, o co jest gra. Przypuszczam, że Jas się cieszy w duchu, że umrę. Nic nie powiedziała, bo jest mądrą dziewczynką. Pewnie, a nawet na pewno pójdę do piekła. To jest propozycja z mojej strony. Musicie się postarać. Ja to ocenię po tygodniu, może wcześniej. Mam jeszcze trochę pracy. Będę w swoim gabinecie. Wy możecie być, gdziekolwiek chcecie. Jeśli coś będziecie potrzebować, możecie zapukać. Mam wszędzie kamery, ale nie jest pewne, czy będę patrzeć co robicie i o czym rozmawiacie. Mam monitory w gabinecie. Czujcie się jak u siebie w domu lub lepiej. Wychodzę jutro rano o 7: 30 a wracam zwykle o 4 pm. Dzisiaj miałam wolne. Nie wiem, czy to dla mnie i dla was dobre czy złe. Jutro wrócą około szóstej, bo kupię dla was ubrania. Możecie zrobić listę jedzenia, które chcecie. Nie myślcie o cenach, ja sporo zarabiam i kupię, co tylko zapragniecie. Wiem, że macie skończone siedemnaście lat, bo sprawdziłam wasze dokumenty, ale proponuję dobry alkohol. Osobiście lubię gustowne szampany. To może być na dobry początek. Wy się postarcie i pod dwóch tygodniach będziecie wolne, ja umrę. Widzimy się jutro po szóstej – powiedziała to wszystko bez emocji.
Rosina wstała od stołu i poszła do swojego gabinetu. Dziewczyny siedziały chwilę i poszły do wyznaczonego im pokoju, bo podświadomie uznały, że tam czuja się najlepiej. Weszły a Jas zamknęła drzwi.
– I co będzie? – zapytała Małgosia – jestem heteroseksualna. Nie mam pojęcia, jak się to robi, chociaż w prawdzie z chłopakiem też bym nie wiedziała.
Jas patrzyła na nią chwilę.
– Mogę robić to z tobą, ale z tą wiedźmą nie chcę. Mam jej być wdzięczna, że nas nie zabije? Nigdy!
– Ona może słuchać – Gosia się wystraszyła.
– Mam to gdzieś. Jestem szczera i ona to wie. Nie chcę się wywyższać, ale jak wiesz, to ja z tym wyszłam i o dziwo się zgodziła.
Gosia patrzyła na przyjaciółkę.
– Mogłabyś to zrobić? Jesteś dziewicą? – Wyglądało, że dla Małgosi sprawa kochania była ważniejsza nawet niż wiadomość, że będzie wolna.
Jas zmieniła się na twarzy.
– Wobec powstałej sytuacji nie widzę sensu, by coś przed tobą ukrywać. Mam nadzieję, że nie będziesz zła. Ucieszyłam się, że zerwałaś z Tomem, bo naprawdę podkochuję się w tobie od trzech lat. Nie interesują mnie inne dziewczyny, tylko ty, o ile rozumiesz. Nie jestem dziewicą. Kilkanaście razy o tobie fantazjowałam i podczas któregoś tam razu zrobiłam to palcami – powiedziała to, ale nawet się nie zawstydziła, kiedy pokazała wskazujący i środkowy.
Blondynka wpatrywała się dłużą chwilę w jej oczy.
– Jestem zaskoczona tym, co powiedziałaś, ale rozumiem. Skoro podzieliłaś się ze mną intymną tajemnicą, też ci się odwzajemnię. Nie jestem dziewicą i też sama to zrobiłam. Nie marzyłam o nikim, tylko tak się stało. Robiłam to może kilka razy.
Jas patrzyła na nią dłużej.
– Naprawdę nie jesteś zła, o to, co powiedziałam?
– Nie, Jas. Jesteś moją przyjaciółką. Może to źle zabrzmi, ale będziesz kochanką, o ile nie stanie się cud. Tylko naprawdę nie wiem, jak to odczuję. Wygląda, że tobie będzie łatwiej. Pozostaje ważniejsza sprawa. Jak zrobimy to z nią? Ona ma racje. To z pewnością można odczuć czy ktoś to robi z przyjemnością, czy z udawaniem.
– Jak wspomniałam, z pewnością z tobą mi pójdzie dobrze, o ile sama to dobrze odczujesz. Nie chcę, byś robiła to z musu, nawet ze mną. Jak na tę chwilę, nie wyobrażam sobie, robić tego z nią.
Małgosia wzięła jej dłonie.
– Nie chcesz żyć? Jesteśmy za młode, by umrzeć. Wspomniała, że tylko jedna zginęła inaczej. Zapytam ją jutro i chcę zobaczyć zdjęcia.
Zielonooka się zdziwiła.
– Dlaczego tego chcesz? To dziwne! Zdjęcie trupa jest z pewnością przerażające!
– Postaram się to odebrać jak scenę z filmu.
– Tyle że to nie film – posmutniała.
Siedziały znowu kilkanaście minut w milczeniu. Obie myślały jak to będzie.
– Czy mogę cię pocałować? Tylko tak na poważnie – zapytała Jasmin.
Widać było, że to pytanie nie było dla niej łatwe. Wcześniej przygryzła delikatnie usta i potarła kilka razy uda dłońmi tuż przy kieszeniach.
– Spróbuję. Pomyślałam, że skoro ty nie chcesz, może ona zaakceptuje, że ja się postaram podwójnie, bo chcę byś żyła.
Jas coś poczuła. Pierwszy raz. Literalnie usłyszała, że jej przyjaciółka chce uratować jej życie. Nie wiedziała, jak sobie to ułożyć i w głowie i sercu.
Czekała na pozwolenie, bo czuła, że Małgosia myśli o jej pytaniu.
– Dobrze, możemy się pocałować. Mam nadzieję, że nie poczuje się okropnie. Szkoda tego dobrego obiadu – blondynka próbowała sie nawet uśmiechnąć.
Jas zrobiła zdziwioną minę.
– Ona zabiła siedem osób! Jak możesz mówić, że obiad był dobry!
Blondynka spojrzała łagodnie na Jas.
– A tobie nie smakował? Dawno nie jadłam coś tak dobrego. Może nigdy.
Jas popatrzyła jej w oczy.
– Masz rację, był bardzo smaczny. Teraz kiedy wiem, że mogę przeżyć, czuję uwolnienie. Miałam chyba racje, że gdyby w perspektywie czekała nas śmieć, to nawet kochanie się z tobą by nie było przyjemne.
Gosia popatrzyła na nią inaczej.
– Kochanie się ze mną? Jak to dziwnie brzmi! – Błękitne oczy blondynki zrobiły się jakby większe i Jas chyba pierwszy raz dostrzegła, że są wyjątkowo piękne. Przy tym zaiskrzyły jak dobrej klasy szafiry w promieniach światła.
– Małgosiu! Jak to ma być z nią miłe, jeśli z nami nie będzie?
– Tak, masz rację. Zróbmy to. Chciałabym bardzo, żebym polubiła.
Blondynka przysunęła się do Jas i wzięła jej głowę w dłonie. Powoli zbliżyła usta do jej ust. Zaczęły się całować. Dla Jas była to od razu rozkosz. Zapomniała na chwilę gdzie jest. Tak długo na to czekała! Blondynka odczuwała to inaczej. Pierwsze sekundy były jakby karą. Jednak po chwili zaczęła czuć w tym przyjemność. Kiedy to odczuła, momentalnie wskoczyła na wyższy poziom. Zaczęła się czuć podniecona. Uznała, że to lubi i to bardzo. Całowały się i wzajemnie się tuliły. Pocałunek trwał prawie pięć minut.
– Było bosko! Jak dawno tego chciałam! – szepnęła Jas. – A ty jak to odebrałaś?
Gosia sama nie rozumiała, co zrobiła. Zamiast odpowiedzieć, jak było najpierw, a jak potem wzięła dłoń Jas i położyła na majteczkach w kroku, a po chwili wsunęła palce zielonookiej pod materiał bielizny.
Jas uznała, że jest w raju. Poczuła, że się gwałtownie podnieca, jednak się powstrzymała, by zrobić coś innego. Dotykała wilgotny srom Małgosi i sama czuła się bardzo mokra.
Blondynka zabrała palce, bo uznała, że jeśli tego nie zrobi, może nie zdołać dalej się kontrolować.
– To moja odpowiedź – powiedziała Małgosia.
– Dziękuję. Bardzo bym chciała.... – nie dokończyła, ale miała pewność, że Gosia rozumie.
– Zrobimy to jutro, kiedy Rosina pójdzie do pracy, chociaż wiem, że bym mogła i teraz – powiedziała cicho blondynka.
– Powiedziałaś Rosina! – Jas patrzyła w oczy przyjaciółki.
– Wiem, co myślisz. Porwała nas i chciała zabić. Gdyby nie to uznałabym, że jest miła. Jest ładna i zadbana. Nie chcę się powtarzać, ale postaram się podwójnie, jeśli ty nie zdołasz.
– Jesteś kochana, wiesz? – szepnęła Jas. – Chodźmy spać.
– Możemy się umyć razem, jeśli chcesz.
– Chciałabym, ale prawdę mówiąc, działasz na mnie, a mamy to zrobić jutro – odrzekła zielonooka.
– Rozumiem. Umyjemy się pojedynczo. Idź pierwsza.
Jas popatrzyła na przyjaciółkę.
– Wiesz co? Może to jakiś sen i jutro się obudzimy u siebie? – szepnęła blondynka.
– Nie wiem, co bym wolała – Jas uśmiechnęła się bardzo subtelnie.
Poszła do łazienki i po kilku chwilach zaczęła brać prysznic. W tym czasie Małgosia starała się sobie wszystko ułożyć. Nigdy by nie myślała, że wyprawa do parku narodowego tak się skończy. To był jej pomysł i przez chwilę poczuła się winna. Jas przyszła do ich sypialni w białym szlafroku.
– Rodziny będą się martwić – szepnęła.
Małgosia wstała z łóżka. Pocałowała delikatnie usta Jas i też poszła się myć.
Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!
Dodaj komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż konto za darmo.