Materiał znajduje się w poczekalni.
Prosimy o łapkę i komentarz!

Jaki głupi szantaż...

Jaki głupi szantaż...Stoję przy biurku i układam ostatnie kartki z kolokwium o zaborach. W klasie jest tak cicho. Reszta studentów już wyszła. Został tylko on.

Kamil. Trzeci rok. Wysoki, szerokie ramiona, zawsze trochę za pewny siebie. Stoi przy drzwiach z rękami w kieszeniach i patrzy na mnie w sposób, którego nie lubię. Albo… lubię, lecz w specyficzny sposób...

— Pani Marta — mówi cicho. — Mam coś, co pani powinna zobaczyć.

Nie odwracam się od razu. Domyślam się, że coś jest nie tak. Od kilku dni czułam na sobie jego wzrok dłużej niż on powinien mnie omiatać. Czułam go na pupie… na tyłku…
Odwracam się powoli.
Trzyma telefon. Ekran świeci. Na nagraniu jestem ja. W łazience. Całkiem naga. Stoję przed lustrem, suszę włosy, potem odwracam się bokiem, poprawiam coś przy biustonoszu. Twarz wyraźnie widoczna. Okulary odłożone na brzeg umywalki, moje duże piersi... Film jest krótki, ale wystarczająco ostry. I wyraźnie zrobiony bez mojej wiedzy.

Serce mi wali tak mocno, że przez chwilę nic nie słyszę.

— Skąd… — wyduszam z siebie. — Jak…?

— Akademik. Pani przychodziła do koleżanki z piętra wyżej. Drzwi do łazienki na korytarzu nie zamykają się dobrze. A ja miałem pecha… albo szczęście. — Uśmiecha się lekko. — Jest więcej. Kilka ujęć. Wystarczająco, żeby panią rozpoznać.

Cofam się o krok. Biurko wciska mi się w pośladki.

— To… to przestępstwo. To nielegalne.

— Tak. — Podchodzi bliżej, powoli. — I pani będzie się odpowiednio teraz zachowywać. Bo inaczej te nagrania trafią do sieci. Pani Marta, poważna historyczka, naga, kompletnie naga na filmie. Ładnie by się klikał na uczelnianym forum. I dalej.

Chcę go uderzyć. Chcę krzyczeć. Chcę wyjść i zamknąć za sobą drzwi. Zamiast tego stoję i czuję, jak między nogami zaczyna robić się ciepło. Wstyd pali mnie od środka, a jednocześnie coś nieprzyzwoitego kotłuje mi się pod czaszką.

— Jak możesz — mówię przerażona. — Nie można tak...

On tymczasem tylko położył telefon na blacie biurka, ekranem do góry. Film nadal się zapętla. Nie mogę oderwać od niego wzroku. Widzę siebie. Nagą. Bezbronną w moim umyśle. “Dlaczego ta sytuacja tak mnie podnieca? Dlaczego?”

— Spódnica taka ładna dzisiaj — mówi spokojnie. — Czarna. Zawsze panią w takich lubię. Obcisła w biodrach. — Sięga ręką w stronę mojego uda. Ja chwytam go za nadgarstek, mocno.

— Nie. Proszę.

— A tak. — Jego druga dłoń ląduje wyżej, na biodrze, czuję ją tak mocno przez materiał. — Bo pani już wie, że nie ma wyboru. Albo dzisiaj zostaję dłużej u pani… albo jutro cały świat ogląda, jak pani stoi naga przed lustrem. Zupełnie goła. Wszyscy studenci zobaczą dokładnie, jakie ma pani cycki… I cipkę.

Szamoczę się. Próbuję odepchnąć jego dłoń. On nie puszcza. Palce wsuwają się pod spódnicę, przesuwają po wewnętrznej stronie uda.

— Przestań — syczę. — To nie…

— Chyba pani tak lubi… — mówi cicho, prawie zaskoczony. — Pani się opiera, ale podobno już jest gotowa. Lubi pani, jak ktoś bierze, co chce? Lubi pani kiedy ktoś ma nad panią taką władzę. Tak się mówi między chłopakami…

Cofam się jeszcze, ale nie mam dokąd. Biurko ogranicza moje ruchy. “Skąd on u diabła wie o mnie takie rzeczy??? Czyżby coś naopowiadał o mnie ten stary profesor???”
Kamil tymczasem staje bliżej, niemal przyciska mnie do blatu. Jego udo wciska się między moje nogi. Spódnica unosi się trochę. Czuję jego twardość przez materiał. Boże, jak mnie to podnieca… Czuję, że chcę, żeby się do mnie mocniej dobierał.

— Proszę… — głos mi drży. — Nie rób tego. Proszę… mogę coś innego. Pieniądze. Zaliczkę. Cokolwiek. Tylko skasuj te nagrania.

— Nie chcę pieniędzy. — Uśmiecha się szerzej. — Chcę panią. Tutaj. Teraz. Ze spódnicą podniesioną. I z tą miną, którą pani ma, kiedy się boi.

Próbuję odepchnąć go. Student tylko przyciska się mocniej. Dłoń pod spódnicą wsuwa się wyżej, aż palce natrafiają na… Tak. Już wie, że nie mam majtek. Zatrzymuje się na sekundę. Potem śmieje się cicho.

— O. To już przygotowana. Bez majtek, pani Marto? Czekała pani na coś? Czy po prostu lubi pani czuć się taka… dostępna?

— Nie… — szepczę, ale dźwięk jaki się ze mnie wydobywa jest słaby. — Po prostu… zapomniałam.

— Nie. — Jego palec przesuwa się po wargach. Wolno. Celowo. — I dlatego jest pani taka mokra…

Stoję z nogami lekko rozchylonymi, bo on je rozsunął kolanem. Spódnica jest już podniesiona do połowy ud. Dłoń chłopaka pracuje powoli, tylko drażniąc. Trzymam się krawędzi biurka tak mocno, jakby to miało mnie przed czymś uchronić. Chcę go odepchnąć. Chcę krzyczeć.

— Proszę… — mówię już ciszej. — Nie tutaj. Nie w klasie. Ktoś może…

— Nikt nie przyjdzie. — Jego głos jest niski, pewny. — Drzwi zamknięte. A pani będzie cicho. Albo nie będzie. Jak pani woli. I będzie pani dalej mówić „nie”. Bo lubi pani to zdaje się mówić…
“Kto mu, do jasnej ciasnej, powiedział o mnie takie rzeczy? A może ten gówniarz…? Ten kierowca?”

Palec wsuwa się trochę głębiej. Łapię powietrze i zaciskam powieki. Opieram się.  
Kamil pochyla się bliżej, usta ma przy moim uchu.

— Za chwilę podniosę pani tę spódnicę do końca. I zobaczę, jak ładnie pani wygląda, kiedy jest taka gotowa… otwarta. A pani będzie dalej protestować. Bo to panią podnieca najbardziej, prawda? Że nie ma pani wyboru. Że ja mam te filmy.

Nie odpowiadam.  
Zaś chłopak nie czeka dłużej.

Chwyta spódnicę obiema dłońmi i zadziera ją jednym, zdecydowanym ruchem. Materiał sunie po udach, zbiera się przy biodrach, potem jeszcze wyżej, aż ląduje zrolowany wokół talii. Zimne powietrze klasy uderza mnie prosto między nogi. Jestem całkowicie odsłonięta. Bez majtek. Mokra. On spogląda w dół i uśmiecha się szeroko.

— O kurwa… — mówi głośno, prawie z podziwem. — Popatrz na siebie, pani Marto. Historyczka, poważna pani doktor, a tu stoi z rozchylonymi nogami. I to wszystko przez kilka nagrań, na których jest naga. Ładnie pani wygląda, jak się boi.

Próbuję zsunąć spódnicę w dół. On łapie mnie za nadgarstki i przyciska je do blatu biurka.

— Nie. Zostaw. Chcę widzieć. — Kolanem rozsuwa mi nogi szerzej. — Trzymaj się biurka i nie ruszaj się.

Słyszę, jak rozpina spodnie. Potem czuję go. Twardego, gorącego, przylegającego do moich warg. Nie wchodzi od razu. Tylko pociera, wsuwa się trochę i wycofuje, drażniąc. Drażniąc jak cholera. A ja czuję, że tak bardzo tego chcę. Że wręcz pragnę tego, żeby był we mnie…

— Proszę… — wyduszam. — Nie… nie tutaj…

— Tak, tutaj. — Wchodzi jednym, mocnym pchnięciem. Głęboko. Mocno łapię powietrze i zaciskam powieki. — Ja pierdolę, jaka pani ciasna!  Lubi pani tak?! Lubi jak ktoś ma nad panią władzę, co?
Nie odpowiadam. Tak mi dobrze, gdy czuję w sobie tak twardego penisa. Chcę, żeby mnie zerżnął. Bardzo chcę.
Porusza się we mnie się od razu, od samego początku tak intensywnie, mocno. Biurko skrzypi, jak szalone. Każde pchnięcie jest głębokie, rytmiczne, wręcz bez litości. Trzyma mnie za biodra jedną ręką, drugą wciąż przytrzymuje zrolowaną spódnicę, jakby po to żeby nic nie zasłaniało mu widoku, jakby chciał się tym napawać…

— Patrz na mnie — każe. — Otwórz oczy. Chcę widzieć tę minę, kiedy przyjmujesz kutasa studenta, tego który nagrał cię nagą. — Przyspiesza. — Pani Marta mówiła „nie”. Pani się opierała…. Jak słodko. A teraz cipka pięknie przyjmuje mojego chuja, jakby była go  spragniona. Słyszysz te dźwięki? Cała klasa by usłyszała...

— Uważaj… — szepczę, głos mi się łamie. — Proszę… nie w środku…

On śmieje się krótko, sapiąc prosto w moją szyję.

— Żeby nie zmajstrować dziecka? A dlaczego nie? — Wpycha się jeszcze głębiej, aż biodra uderzają o mnie. — Może właśnie powinienem. Zrobić brzucha pani profesor... — Jedna dłoń zsuwa się na mój brzuch i przyciska. — Wyobrażam sobie panią z małym brzuszkiem. Wszyscy by się zastanawiali czyje to dzieło...

Próbuję się szarpać, ale on tylko przytrzymuje mnie mocniej. Noga, którą uniósł, leży na jego biodrze. Spódnica całkowicie zrolowana. Piersi podskakują przy każdym pchnięciu.

— Lubi pani być używana, prawda? Lubi pani, jak ktoś bierze, co chce? — Przyspiesza, oddechy ma już cięższe. — Powiedz, że chcesz. Powiedz, że chcesz, żebym spuścił się w cipie. W tej twojej wspaniałej cipie…

— Nie… — wyduszam z siebie, choć ciało drży jak osika. — Proszę… nie w środku…

— Nie. — Głos ma niski, pewny. — Bo pani na to zasłużyła. Za to, że stoi teraz z podniesioną spódnicą i bierze kutasa jak ostatnia dziwka, choć jest panią doktor…

“Boże, jak mnie to podnieca… kompletnie irracjonalnie… absurdalnie podnieca, gdy mnie tak traktuje… Gdy mówi o mnie, jak o dziwce. Gdy mówi, że spuści się w cipie…”
Kilka ostatnich, bardzo głębokich pchnięć. Chłopak wpycha się do samego końca, jakby chciał zbadać ile się da go we mnie wcisnąć… zaciska dłonie na moich biodrach i dochodzi. Gorąco rozlewa się we mnie. Dużo. Pulsująco. Czuję, jak wypełnia mnie, jak jego nasienie zaczyna wypływać już w trakcie, spływa po udzie, kapie na podłogę i na brzeg spódnicy.

Stoi jeszcze chwilę, wtulony we mnie, oddychając ciężko.

— Następnym razem — mówi spokojnie, wciąż pozostając we mnie — pani sama podniesie spódnicę. I sama poprosi…

Wycofuje się powoli. Spermа wypływa od razu, gęsta, biała, spływa po wewnętrznej stronie uda. Ja wciąż trzymam się biurka, ze spódnicą zrolowaną, z drżącymi nogami.
“Boże… na co ja głupia pozwoliłam? Na co? Pod byle pretekstem szantażu pozwoliłam się przelecieć takiemu gówniarzowi… Do tego, ja głupia… pozwoliłam, żeby skończył we mnie…”
Student zapina spodnie, bierze telefon z biurka i uśmiecha się.
— Do zobaczenia na następnych zajęciach, pani Marto. I proszę nie zakładać majtek. Łatwiej będzie.

1 komentarz

 
  • Użytkownik Zdrowynapalony

    Widocznie Marta dokonała prania mózgu na tym niewinnym i grzecznym uczniu  :napalony:  :sex2:

    3 godz. temu