Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Dzieje księcia Sevenela (część 0)

Dzieje księcia Sevenela (część 0)To moje pierwsze opowiadanie, więc liczę na uwagi. Akcja jest przedstawiona w formie opowieści bohatera, z paru ostatnich lat, jeśli się spodoba następne części będą się działy w czasie rzeczywistym.  






Nazywam się Sevenel ve Dartfei, jak wskazuje moje nazwisko jestem szlachcicem i to nie byle jakim, bo z książęcego rodu. Choć to dużo powiedziane, mimo, iż kiestwo Gawanty jest obszarowo znaczne, to jego położenie na północy sprawia, że nie ma tu tak wielu mieszkańców jak w południowych księstwach królestwa Tewaru. Jest tyle znaczące co trzy bądź nawet czterokrotnie mniejsze państewka z nad rzeki Illyi. Są tu głównie lasy, a na zachodniej granicy nawet góry, choć po odkryciu w nich pół wieku temu rud żelaza księstwo zaczęło się wzbogacać. Lecz mój ostatni przodek który rządził księstwem to mój pradziad, a ja wywodzę się z linii jego czwartego, najmłodszego syna i nawet mimo będąc jedynym synem mego ojca, to mym dziedzictwem był tylko jeden gród i kilkanaście pobliskich wiosek.
Lecz potem jak władze w królestwie objął nowy król, by utwierdzić swą pozycję na tronie wybrał znany od wieków na to sposób, czyli wojnę. Nic tak nie łączy mężczyzn, jak inni mężczyźni, których krew mogą przelać, a po wszystkim świętować. Do wyboru miał w zasadzie tylko graniczących od północnego wschodu półdzikich Bategów.
Mimo, że miałem w tedy ledwo siedemnaście lat postanowiłem  się zaciągnąć do armii, a zarządzanie mymi ziemiami zostawić matce. Po śmierci ojca i tak to głównie ona zajmowała się sprawami administracyjnymi. Po wojnie jeśli dobrze by poszło mógłbym porządnie się dorobić, a nawet otrzymać kilka wsi we władanie od króla za zasługi.  
Pierwsze trzy lata wojny, były jakby to nie powiedzieć... nudne, dzikusy atakowały nasze oddziały w małych niezorganizowanych grupkach, w korzystnym dla nich terenie, mimo, że taki sposób walki nie dałby im zwycięstwa to zginęło tak zaskakująco dużo naszych żołnierzy, dodając mróz straty były naprawdę istotne. Nic dziwnego, że armia była zirytowana sytuacją, więc nic dziwnego   że za każdym razem jak była zajmowana nowa wioska to natychmiastowo była opróżniana z zapasów, a kobiety były gwałcone, nie miało znaczenia że niektóre miały dopiero ledwo co zarysowane miersi i biodra... niektórzy żołnierze szczególnie takie lubili. Szczerze nie byłem lepsze od nich, nigdy nie byłem jak rycerze z powieści, w których zaczytywała się moja młodsza siostra, dla których najważniejszy jest honor. Wiedziałem, że świat jest o wiele mroczniejszy. Pamiętam pierwszą kobietę, którą zgwałciłem, jeśli można ją tak nazwać, miała pewnie z jakieś piętnaście lat. Widziałem w jej oczach strach, ale i akceptację swej sytuacji, mimo szklanych oczu nie opierała się, rozerwałem jej suknie uwalniając dość duże piersi podwinąłem suknię i położyłem ją na stole, to był jej pierwszy raz, ale powstrzymała jęki kiedy ją rżnąłem. Najbardziej zapamiętałem jej oczy, nie kasztanowe pofalowane włosy, nie jej bladą i gładką skórę, nie jej podskakujące cycki, a właśnie te brązowe oczy, te pełne pogardy, ale i dumy oczy. Odwróciłem ją i skończyłem ją rżnąć jak sukę, kiedy w końcu usłyszałem jęki i szloch poczułem satysfakcję. Zgwałciłem później jeszcze wiele kobiet, żadnej już nie patrzyłem w oczy. Na wojnie zabijałem, gwałciłem, paliłem wioski, czy czuję dumę... nie, ale czy czuje względem siebie pogardę, też nie. Zrozumiałem, że świat jest okrutny i  nawet jeśli będę jak ci wspali recerze z powieści to tego nie zmienię, po prostu to zaakceptowałem.
Bitwa na szarych wzgórzach, tak ją zapisał osobisty kronikarz króla, największa i najważniejsza bitwa między tewarskim rycerstwem, a batedzkimi barbarzyńcami. W zasadzie jedyne starcie, które można nazwać bitwą, brało w niej udział może z pięć tysięcy ludzi, trzy do dwóch tysięcy na naszą korzyść. Od tej bitwy zależało czy Bategowie zachowają niezależność. Nazwa szare wzgórza wzięła się od błocka, w którym można było się utopić, nasze konie miały spory problem w poruszaniu się, to był jeden z powodów dlaczego dzikusy zebrały tak dużą, jeśli można tak powiedzieć armię, kolejnym powodem była obecność króla na polu walki. On również chciał zyskać dla siebie chwałę w czasie wojny. Jednak niespodziewał się tego co się stanie tego tego dnia.  
Bitwa bardziej wyrównana niż na początku zakładano, nasi wrogowie byli o wiele bardziej od bas zmotywani. Król pewien swych umiejętności bojowych nie zawrócił sobie głowy, że oddalił się od swej gwardii przybocznej. Samotnie zaszarżował na jakiegoś dzikusa i ściął mu głowę mieczem z konia, po czym uniósł miecz i zawył w geście zwycięstwa, lecz szybko przestał, bo zauważył strzałę tkwiącą w swoim ramieniu, nawet nie wiem kiedy się tam znalazła, lecz zachwiał się i spadł z konia. W tym czasie pobiegło w jego stronę z dwóch barbarzyńców, szybko jak tylko mógł podniósł się, sparował cios pierwszego, po czym zadał mu śmiertelny cios. Drugi jednak był wielki jak tur, miał wielki topór oraz jako jeden z nielicznych Bategów miał kolczugę. Kopnięciem obalił monarche i gotował się na zadanie śmiertelnego ciosu. W tym czasie stałem kilkadziesiąt kroków od miejsca zdarzenia i biegłem co sił w nogach, by wspomóc jego wysokość, zdążyłem w ostatniej chwili wystawić tarcze ale olbrzymowi starczyło jedno uderzenie, by ją zniszczyć. Został mi tylko miecz, a wygląd mojego przeciwnika skutecznie mnie odstraszał od zaatakowania, zamachnął się lecz zrobiłem unik, znuwu się zamachnął i znowu unik, gdybym się wycofał pewnie by mnie nie dogonił, ale gdybym zostawił rannego króla i tak bym zginął, jedyną możliwością był atak, a jedynymi nie osłoniętymi częściami jego ciała były nogi, poczekałem, udałem, że ustawiam się do sparowania ciosu, zamachnął się, unik i szybki atak. Rana wyglądała na głęboka, polało się sporo krwi, przeciwnik upadł na jedno kolano i zaskomlał, zamachnąłem mieczem, a on toporem, wypadł mu topór z ręki i natychmiast poderżnąlem mu gardło. Kiedy podszedłem do króla oraz pomogłem mu wstać podjechał jeden konny, przyboczny króla, pomogłem mu wsiąść na jego konia. Kiedy odjechali spojrzałem na martwego olbrzyma, błękitne oczy nadal miał otwarte, lecz uszło już z nich życie.
Godzinę przed zmierzchem bitwa się skończyła, kiedy wróciłem do obozu chciałem odpocząć i się porządnie upić, nawet jeśli jedynymi trunkami były jakieś szczyny. Po chwili w mym namiocie zjawił się jakiś młokos z rozkazem stawienia się przed jego wysokością. Przed namiotem króla mnie zostawił i wszedłem do środka sam. Jak się można było tego spodziewać wewnątrz panowały nadspodziewanie komfortowe warunki namiot był o wiele większy od innych w obozie, na ziemi leżał bogato zdobiony dywan a na nim futro niedźwiedzia, wszędzie były rozstawione meble z drogiego drewna, a w głębi znajdowało się wielkie łoże w którym leżał monarcha, obok łoża stało również jeszcze kilku mężczyzn.
-Wzywano mnie? - Powiedziałem
-Jak się zwracasz do jego wysokości Veseresta Argtona V...
-Darujmy sobie tytuły Kantonie- powiedział król do mężczyzny, który i tak był oburzony, był on starszy i jako jedyny nie miał na sobie zbroi prawdopodobnie jakiś doradca, bądź urzędnik pomyślałem. Sam król natomiast mimo bandaży na klatce piersiowej i ramieniu wyglądał dobrze, prawdopodobnie tego można było się spodziewać po osobie, którą niektórzy poddani nazywali pięknolicym.
-Nazywasz się Sevenel ve Dartfei prawda?
-Tak wasza wysokość.
-I pochodzisz z Gawanty?
-Tak.
-Masz moją wdzięczność za uratowanie mi życia.
-Jestem pewien, że każdy by postąpił tak samo.
-Być może, ale to ty jako jedyny rzuciłeś się mi na ratunek... - zakaszlnął, po czy wskazał na klatkę piersiową- ten olbrzym kopnięciem połamał mi trzy żebra, prawdziwy potwór... Wiesz jak się nazywał?
-Nie panie.
-Bata Deko, wódz plemienia Kaat, zgniatacz czaszek, porzeracz noworodków, tak go nazywają, podobno był taki wielki, ponieważ jako dziecko podkradł się do śpiącej olbrzymicy i wyssał jej mleko z piersi. A ty go zabiłeś.
-Miałem szczęście.
-Być może, ale to właśnie ciebie obdążyli nim bogowie. Więc to tobie jestem dozgonnie wdzięczny.
-Móc Ci służyć jest wystarczająca nagrodą Panie.
-Ha, ha, ha wyjątkowo nie umiesz kłamać, nie poradził byś sobie w stolicy. Ale to teraz nie istotne. Artosie ilu ludzi poległo- zwrócił się do Wysokiego mężczyzny z wąsem, który jak sobie przypomniałem zabrał władcę z pola bitwy.
-mniej więcej siedem i pół setki ludzi i około pół tysiąca rannych po naszej stronie, nieco ponad tysiąc zabitych i nie wiadomo ilu rannych po stronie wroga.  
-Słyszałeś? Bategowie ponieśli klęskę, ta wojna nie potrwa już dłużej niż kilka miesięcy, w tedy odpowiednio cie nagrodzę, teraz możesz odejść, wkrótce dostaniesz nagrodę, jako mogę zapewnić teraz.  
-Tak jest wasza wysokość.  
Około godziny później dowiedziałem się co król miał na myśli, w moim namiocie pojawiła się najpiękniejsza kobieta jaką w życiu widziałem miała na sobie tylko płaszcz.  
-Kim...  
-Ciii
Zbliżyła się do mnie i pocałowała w usta, pachniała drogimi perfumami jakich nigdy nie czułem. Zdjęła płaszcz, kiedy zsunął się na ziemię i ujrzałem ją nagą. Wyglądała jak bogini spojrzałem na jej wielkie i jędrne piersi które teraz zasłaniały tylko złote loki dziewczyny, może dwudziestoletniej moja męskość zaczęła twardnąć, odkryłem się z materiału pod którym sypiałem. Byłem nagi nie musiałem się rozbierać. Znowu się do mnie zbliżyła, pocałowała i wzięła do ręki mojego członka, po czym szepnęła swym melodyjnym głosem mi do ucha.  
-Wiem, że nigdy nie byłeś z kobietą taką jak ja, wiem, że z żadną nie robiłeś tego co zrobisz ze mną, wiem, że będziesz śnić w przyszłości o tym dniu, o kobiecie, która zadowoliła cię tak jak żadna inna wcześniej i później, mam nadzieję, że i Ty mnie nie zawiedziesz.-uklękła przede mną i rozchyliła me nogi- jesteś lepiej obdarzony niż większość mężczyzn na tym świecie, to naprawdę może być udana noc.
Po tych słowach wzięła mojego członka do ust i zaczęła posuwac głową w górę i w dół, przy okazji używając języka do dodatkowej stymulacji, aż jęknąłem z przyjemności, nigdy nie doznając takiego rodzaju przyjemności, wziąłem ja za ramiona i wstałem podnosząc ją do góry, po czym pchnąłem ją do łoża, kiedy ułożyła się wygodnie znalazłem się między jej udami i włożyłem mojego członka do jej środka, była wilgotna, wszedł bez problemu, aż jęknęła z przyjemności, po czym zacząłem ja miarowo posuwać. Jednocześnie cała ją dotykałem, jej uda, brzuch, były tagie gładkie i przyjemne w dotyku, dotknąłem piersi, najpierw delikatnie, potem coraz śmielej macając jej wspaniałe jędrne i wielkie półkule mymi szorstkimi dłońmi.  
-Possij je-powiedziała  
Tak też zrobiłem wziąłem do ust sutka i zacząłem go ssać, wywołując u niej jeszcze głośniejsze jęki, a potem dodałem jeszcze zęby ona też szczypała swój drugi sutek palcami.  
-Głębiej, chce go poczuć w całości.  
Zacząłem wsadzać go głębiej, powoli, żeby nie sprawić jej bólu , lecz ona złapała mnie za pośladki dłońmi i owinęła mnie nogami i wepchnela do końca, po czym zawyła z rozkoszy, zdjęła ręce z pośladków, przesuwając je na plecy, leżeliśmy przez chwilę przytuleni do siebie, po czym powiedziała.  
-Rżnij mnie
Tak też zrobiłem coraz szybciej i coraz mocniej ją pieprzyłem, oboje coraz mocniej dyszekismy i jeczelismy, czułem, że zbliżam się do końca, lecz nagle się zerwała i nas obróciła, teraz to ona była na górze i się wyprostowała.  
-To ja zdecyduje, kiedy możesz skończyć i zaczęła rytmicznie się poruszać, złapałem dłońmi za jej biodra i zacząłem nimi przesuwać do talii myśląc jak dziewczyna będąc tak szczupła i drobna ma tak duże piersi oraz biodra mogące zmieścić mą męskość. Praktycznie wszystkie kobiety, którym próbowałem go włożyć do końca, zaczęły krzyczeć i zalewać się łzami i wiercić się próbując ode mnie uciec, natomiast niej to sprawiało przyjemność, miała zamknięte oczy i dotykała swoje piersi, kiedy przesuwałem swoje dłonie zbliżając się do nich otworzyła oczy i złapała me dłonie przesunęła je na posłanie, poczym pochyliła się i złapała zębami mój sutek. Bawiła się tak przez chwilę, po czym złapała za moje włosy i pociągnęła do swojej piersi zacząłem ją ssać. Przyspieszyła swe ruchy i wydała z się siebie głośny dźwięk roxkoszy, po czym przestała się ruszać tylko głośno oddychała, po chwili obróciła i stanęła na czworaka, powiedziała.  
-Zerżnij mnie jak jeszcze nikogo, jakbym była ostatnią osobą, którą zerżniesz.  
Nie czekałem długo, złapałem mój narząd i włożyłem w nią odrazu z pełną siła, zajęczała, a ja nie przerywałem pieprzyłem ja jak dzikuski, które gwałciłem, bez żadnych oporów, ona jęczała, ale nie kazała przerywać. Kiedy czułem, że dochodzę zlapalem ją za włosy i pociągnąłem do siebie, na pewno ja to zabolało, jedna ręka zlapalem ja za pierś, drugą na dole, wykonałem kilka mocnych ruchów i wlałem w nią swe nasienie.  
Leżeliśmy chwilę nadzy na posłaniu głośno dysząc. W krutce wstała i założyła na siebie spowrotem płaszcz.  
- Dawno nie szczytowałam kilkukrotnie w czasie jednego stosunku, jesteś naprawdę zadziwiający.  
Po tych słowach wyszła, a ja zasnąłem.  
Jak się obudziłem już świtało, wstałem i poszedłem coś zjeść.  
- Savenelu, miałeś wyjątkowo udaną noc- słowa te z głupim uśmiechem na twarzy wypowiedział Artaf Aned, szlachcic z Fenedy, jedna z nielicznych osób, z którą przez caly czas trwania wojny nawiązałem jakąś relacje, nawet z nikim z mojego oddziału nie spędzałem tyle czasu, poza służbą co z Artafem, powód był prosty, w moim odziale co chwilę ktoś ginął. Z utworzonej trzy lata temu jednostki tylko ja przetrwałem, z pierwszych co w niej służyli, nawet dowódca już jest trzeci, podobno to był przeklety oddział.  
- jęki tej dziewki było słychać na drugim krańcu, obozu.  
-Przesadzasz, po za tym, co cię to obchodzi, ty co chwilę wydajesz żołd na kurwy.  
-Ja tak ale u ciebie to co innego, co to za okazja, że aż ruchac ci się chciało.  
-A czy to ważne, naszła mnie na to ochota.  
-Czemu jesteś taki poważny, chcę tylko znać imię tej która sprawiła, że wydałeś część żołdu na coś, co jak twierdzisz, nie musisz płacić, by mieć.  
-Nie znam imienia i jej nie zapłaciłem.  
-Co! Jakąś kurwa dała ci za darmo, ja zaw...  
-Sevenel ve Dartfei, możemy porozmawiać- słowa te powiedział wąsach którego dzień wcześniej poznałem.  
-Czyżbyś komuś podpadł Sev, lepiej pójdę. Jak, powiedział Artaf tak zrobił.  
-O co chodzi?  
-Król chce wiedzieć czy wino smakowało, jego ulubione oraz bardzo drogie  
-Wino... - przypomniałem sobie, że zeczywiscie jak rano wychodził widział butelkę jakiegoś wina-eee... jeszcze nie piłem.  
-Rozumiem...  
-Chciałbym spytać o dziewczynę, która przyszła do mnie w nocy?  
-Dziewczyna, nie rozumiem.  
-To nie król ją przysłał?  
-Nic na ten temat nie wiem, król kazał podarować tylko butelkę wina.  
-Ach, rozumiem- tak naprawdę nie rozumiałem, nadal nie rozumiem kim była ta dziewczyna, nikt na jej temat nic nie wiedział, jakby nie istniała. Jednak ta noc... nigdy czegoś takiego nie przeżyłem.  
Nie cały miesiąc później  Bategowie się poddali i ich wodzowie złożyli hołd królowi Veserestowi.  
Po niemal czterech latach spędzonych na tych nieprzyjaznych ziemiach można było wrócić do domu.
Zaraz po zakończeniu kampanii wojska wyruszyły Do stolicy, Martei, gdzie zorganizowano wielką uroczystość na część zwycięzców i wspaniałego monarchy. Dniem którym szczególnie zapamiętałem był ten, w którym odznaczono najważniejsze osobistości za zasługi na wojnie. Tak się złożyło, że byłem wśród tych osób, uroczystość odbyła się w zamku królewskim, który wypełnili szlachcice, z całej korony.  
-Dla Altina dea Koh za poprowadzenie swego oddziału przeciw przeważającej liczbie barbarzyńców i zwycięstwu nad nimi, 15 wiosek na ziemi Arskiej.  
-Dla Borogra z Ven za pokonanie w potyczne  pod lasem Kei znacznej ilości wrogów w pojedynkę, ilość złota o wadze takiej jak jego miecz.  
Następnie jeszcze kilkunastu mężnych wojów zostało odznaczonych przez króla za różne dokonania, aż przyszła kolej na mnie.  
-Za rzucenie się na pomoc swemu królowi, gdy ten był niezdolny do obrony przed wrogami samemu narażając swe życie i zabicie wodzą jednego z wrogich plemion przyznaje Sevenelowi ve Dartfeiowi dziesięć funtów złota oraz tytuł Vera sokolników. Tytuł który otrzymałem w teorii nic nie znaczył, tylko honorowe, miano, które nie przekładało się na żadne korzyści, tytuł Vera na ogół nic nie znaczył Ver łowców, czy Ver poławiaczy. Tytuły który nic nie znaczą, ale jednak symbolizują, że król ich docenił. Lecz to niesie za sobą coś jeszcze osoby odznaczone tytułem Verowskim to przyjaciele króla, oznacza, że król ma w nich swoich przyjaciół, którzy są wstanie dla niego zginąć, bądź to król jest wstanie im wyświadczać przysługi.  
Nie planowałem zostawać długo w stolicy lecz dzięki tytułowi stałem się rozpoznawalny w arystokracji z korony, byłem zapraszany na rozmaite bale. Było ich naprawdę dużo. Wiele z nich było organizowanych na część zwycięskich rycerzy, więc i na moją część, na każdym z tych przyjęć było  przynajmniej kilku mężnych wojów, którzy dokonali niewiarygodnych czynów, jeden sam zabił kilkudziesięciu dzikusów, za jednym razem, inny niósł swego rannego towarzyszą wiele kilometrów do obozu, a jeszcze inny zmierzył, się z barbarzyńską magia, jak walczył z człowiekiem który zamieniał się w trzymetrowego potwora przypominającego niedźwiedzia i go zabił, mnóstwo niewiast wsłuchiwało się w historie i naprawdę w wiele z nich wierzyły, mnie też proszono o różnorakie historie, kilka z nich miałem nawet ciekawych, ale zawsze najbardziej interesująca była tak jak uratowałem króla, prawdziwy rycerz z powieści, ceniący bardziej swego króla niż  swe życie, mogłabym stracić z nim dziewictwo myślała nie jedna z nich, i nie raz taka była prawda, szczególnie pamiętam Alerę bas Deon córkę jednego z naprawdę istotnych szlachciców, drobna, czarnowłosa, i czarnooka dziewczyna, twierdziła, że byłem pierwszym mężczyzną, który zobaczył ją nago, być, może to była prawda, nieco się stresowała, chciała koniecznie stracić dziewictwo ze mną, a nie z przyrzeczonym jej mężczyzną, jak twierdziła nie zasługiwał na nią, gdyby nie kopelnie soli, których właścicielem był jego ojciec nigdy by za niego nie wyszła. Starałem się być delikatny, kiedy ją brałem ale również zapewnić jej przyjemność, najwyraźniej mi się udało, bo jak odchodziłem prosiła mnie, żebym jej nie zostawiał i żebyśmy razem uciekli. Odmówiłem jak każdej, która chciała być moją żoną raczej się nie szanowały, skoro szły ze mną do łóżka wiedząc, że pewnie przespałem się z jakąś z ich przyjaciółek, wiec i ja ich nie szanowałem, z reguły po prostu chciałem wyruchać kolejną dziewkę.  
Mimo, że nie angażowakem się w politykę doszły mnie słuchy, że zostałem umieszczony na drugim miejscu w kolejce do tronu  Gewanty, najwyraźniej stwierdzili, że ktoś kto zna się osobiście z władcą całego królestwa, w teorii nadawał się na księcia. W Gewancie uważam, że panuje dość ciekawy wybór następnego władcy, co dziecięć lat zbierają się członkowie wszystkich liń rodu Bovead i głosują zgodnie z sumieniem na następcę. Dziesiątka, która ma największą ilość głosów, po kolei zostaje umieszczona w kolejce do tronu, w teorii jeśli przez dziesiesiec lat zginą wszyscy z kolejki od pierwszego do dziewiątego miejsca, a następnie umrze książę to władcą zosteje osoba z  dziesiątego miejsca, nawet jeśli w następnym głosowaniu mógłby się nie znaleźć w dziesiątce. Jak się później dowiedziałem w moim imieniu moja kandydaturę zgłosiła matka, co mnie nie zdziwiło, ale to, że zająłem drugie miejsce już tak, choć to i tak nie miało znaczęnia, bo pierwszy w kolejce do tronu był Bardon ve Vess wkrótce potem wziął dobie dwie żony i urodziło mu się troje dzieci same córki ale jednak pojawienie się syna było kwestią czasu, a synowie władcy, na ogół byli najczęściej wybierani na następców wkrótce zmarł też sam książę, który mimo dwudziestu lat rządów, w czasie których miał wiele żon nie doczekał się potomka, prawdopodobnie był bezpłodny. Tak kolejnym władcom kiestwa został Bardon II, który miał rządzić na całe dzieciesieciolecia, był to również moment, w którym po wielu latach wróciłem do domu, by uczestniczyć w koronacji, lecz rządy, na mym kawałku ziemi mnie nie interesowały, więc prędko powróciłem do stolicy, lecz po paru miesiącach doszły do mnie straszne informacje, że Bardon II zmarł od zakażenia od rany po pojedynku, raczej nigdy, by mnie te informacje nie dotknęły, zważywszy, że nigdy nie przepadałem za tym kuzynem, gdyby nie to, że to oznacza, że zostanę kolejnym ksiesiem. Jak się dowiedziałem to upiłem się i poszedłem do łóżka, z kilkoma służącymi, które były chętne, nie miałem zamiaru zostawać księciem i musiałem jakoś wyładować emocje, które teraz już ostygły, jestem w drodze do księstwa, bądź co bądź zostanę księciem, wielu o tym marzy, nie wiem czy będę dobrym władcą, ale być może to jakiś znak, być może słowa króla, że bogowie obdażyli mnie szczęściem są prawdą. Być może to część jakiegoś większego planu...

2 komentarze

 
  • Nikt1

    Ortografia, literówki, podział na zdania. Ród to są ludzie związani więzami krwi, żelazo to rudy. "ściął mu głowę mieczem z konia" - miecz jest z żelaza a nie z konia. "Było ich naprawdę dużo wiele z nich było organizowanych na część zwycięskich rycerzy". Co to jest "dużo wiele"? Powinno być - "Było ich naprawdę dużo. Wiele z nich było organizowanych na część zwycięskich rycerzy". Nie "mnustwo" a "mnóstwo". Praktycznie co drugie zdanie jest do poprawy. Bardzo to jest językowo nieporadne.

  • Mistrzunio

    @Nikt1 chodziło mi, że był na koniu ścinając mu głowę, co do literówek przepraszam

  • Nikt1

    @Mistrzunio Ja wiem o co chodzi ale wtedy inaczej konstruujesz zdanie. Przykładowo "Samotnie zaszarżował na jakiegoś oponenta i w pełnym pędzie ściął mu głowę mieczem". Oponent a nie oponet jest raczej w dyskusji a nie w walce. W walce jest przeciwnik, wróg itp.

  • MrHyde

    @Nikt1 adwersarz ;)

  • Majkel705

    Zaczyna się ciekawie czekam na następne odcinki