Anielska Alicja cz. 1

Dla A.  

         Wpatruję się w jej brązowe oczy. Szeroko otwarte, zdają się z premedytacją przyciągać mnie coraz bliżej i bliżej. Każda kruczoczarna rzęsa dokłada się do wizerunku dziewczyny moich marzeń. Każde mrugnięcie podsyca pragnienie dotknięcia tej niewinnej, nieskazitelnej twarzy i zatopienia się w jej aksamitnych ustach. Mogę to zrobić w każdej chwili, przecież leżę tuż obok niej. Ale nie spieszę się. W końcu czekałem na ten moment latami. Mogę poczekać jeszcze kilka sekund.
         Na młodziutkiej twarzy pojawia się subtelny uśmiech, a zupełną ciszę przerywa ledwie słyszalny szelest pościeli. Czuję na swoim ramieniu delikatny dotyk dłoni. Na moment odrywam wzrok od jej oczu i spoglądam na drobną dziewczęcą rękę gładzącą moje nagie ciało. W porównaniu do mojego umięśnionego ramienia wydaje się taka mała, całkowicie zdana na mnie. A jednak to ja czuję się zdany na nią. Przez okno wpada srebrna księżycowa poświata, wyodrębniająca nasze sylwetki ze wszędobylskiego mroku. Dziewczyna powoli oplata moje nogi swoimi i przysuwa się bliżej mnie, tak, że czuję na sobie jej przyspieszony oddech. Objąwszy ją ramieniem, wędruję dłonią po miękkiej skórze jej pleców, by po chwili przytulić ją mocno do siebie. Zatapiam rękę w lśniących, ciemnobrązowych włosach, i ponownie spoglądam jej w oczy. Ich niebywały błysk daje znać o wzbierającej żądzy, ale jednocześnie widać w nim typowo młodzieńczą niewinność i poczucie zaufania. Muskam wargami jej policzki, a dłonią czule masuję kark i szyję, patrząc, jak ślicznotka zatapia się w miłym relaksie. Ciemny pokój przepełnia cisza, przerywana jedynie dziewczęcymi westchnieniami przyjemności. Czując coraz silniejsze pobudzenie, obejmuję jej twarz i pożądliwie liżę jej usta, co chwila cmokając je zmysłowo. Czuję jak jej języczek reaguje na pieszczotę i zanurza się między moje wargi, figlarnie falując na moim podniebieniu. Przymykam oczy i w przypływie ekstazy przyciskam dziewczynę do siebie. Nasze nagie ciała ocierają się w erotycznym tańcu, a wzajemne pieszczoty potęgują upojny błogostan. Lubieżnie masuję jej krągłe, ponętne piersi, i drażnię jędrne sutki koniuszkami palców. Wsłuchuję się w ciche pojękiwania, które tłumię kolejnymi pocałunkami. Nasze wilgotne usta droczą się ze sobą jakby w psotnej rozmowie, w niewysłowionym flircie, baraszkując niczym niepokorne urwisy. Moja kochanka wierci się w porywach rozkoszy, oplatając swoje ciało wokół mojego, i raz po raz obdarza mnie nęcącymi spojrzeniami. Czuję, jak moja męskość styka się z jej biodrami i brzuchem, wywołując przyjemne naprężenie, a jej powabne nogi uciskają moje krocze. Rytmiczne ruchy rozognionej dziewczyny dają mi do zrozumienia, że pragnie więcej. Nasze oczy spotykają się ponownie w namiętnym spojrzeniu. Nie potrzeba słów - widać, że jej ciało jest już rozpalone do granic, a na twarzy jawią się gorączkowe rumieńce. Posyła mi kolejny słodki uśmiech, liże swój paluszek i dotyka nim moich ust, podczas gdy moja ręka wędruje między jej nogi. Gładzę zgrabniutkie uda niewinnej panienki i powoli przesuwam się w stronę krocza. Pocieram je z wyczuciem, rozchylam wargi i zaczynam pieścić jej mokry skarb, krążąc zmysłowo palcami i coraz to wzmagając intensywność. Obserwuję, jak na jej anielskiej twarzy pojawia się grymas rozkoszy, a usta rozwierają się w przeciągłym pomruku zadowolenia. W miarę jak masuję jej wilgotną, głodną ekstazy łechtaczkę, dziewczyna pręży się i wzdycha, a jej tułów zaczyna sugestywnie dygotać. Wciąż jęcząc pod wpływem pieszczot, przytyka dłoń do ust i ponownie zwilża swoje drobne paluszki, by po chwili chwycić nimi mojego nabrzmiałego członka. Dotyk jej czułej ręki przyprawia mnie o zawrót głowy. Wzdycham ciężko w napływie nieoczekiwanej przyjemności i coraz mocniej napieram palcami na jej łechtaczkę, pocierając ją żarliwie. W odpowiedzi ślicznotka wznawia zabawę moim przyrodzeniem. Mokrymi paluszkami muska czubek żołędzi, a po chwili ciągnie napletek jak najdalej w dół i ściska na kilka sekund. Oddycham szybko i chwiejnie, podczas gdy moja kochanka swoimi filigranowymi dłońmi masuje mojego olbrzyma w górę i w dół, dopasowując rytm do tego, w którym ja pocieram jej różowiutką, wrażliwą muszelkę. Dziewczyna nieustająco stymuluje żołądź, a ślina na jej rękach łączy się z preejakulatem w przyjemnie śliski płyn. Pokój przepełniają ciche odgłosy pieszczot i oddechów, coraz częściej przechodzących w jęki. Nasze pokryte potem ciała pulsują w stanie nieopisanej błogości. Po raz kolejny nasze usta łączą się w gorącym pocałunku. Smak jej języczka wydaje mi się zakazanym owocem, ambrozją dostępną jedynie dla niewiniątek, grzeszących po raz pierwszy. Zniewalające oczy słodkiej kusicielki zdają się wyrażać niemy zachwyt nad skalą odurzenia, jakiego doznaje w naszych intymnych igraszkach. Pod wpływem mojego dotyku jej zgrabna pupa wznosi się i opada jak we frywolnym balecie, a wdzięczne nóżki wyginają się w geście zadowolenia. Zwarci w miłosnym uniesieniu czujemy, że za moment eksplodujemy, że wyrzucimy z siebie cały ładunek rozkoszy, jaki się w nas zbiera. Zatapiam wzrok w błogim dziewczęcym spojrzeniu i masuję mokrutką łechtaczkę, wzmagając u kochanki narastającą falę ekstazy. Przez moje ciało przechodzą gorące dreszcze, gdy jej grzeszne pieszczoty zbliżają mnie do upojnego finału. W tym szczytowym stadium cielesnej euforii poczucie czasu przestaje już dla nas istnieć. Jej nogi i talia wiją się w spazmach potężnego orgazmu. W tym samym momencie mój wrzący spermą członek ulega wreszcie presji ściskającej go zgrabnej dłoni. Przeciągły jęk obojga ust wypełnia pomieszczenie. Mimowolne skurcze przejmują kontrolę nad dziewczyną, a mój przekrwiony penis wystrzeliwuje w jej rękach salwami lepkiej cieczy, z całej siły wypluwając rozkosz.  
         Leżymy obok siebie na wznak. Wsłuchuję się w jej oddech. Wciąż bardzo szybki, jakby odreagowujący to, co się stało, dochodzący do siebie. Odwracam się, by na nią spojrzeć.

         I wtedy się obudziłem.
         Cały zlany potem, w półprzytomnym transie wtuliłem się w poduszkę w desperackiej nadziei, że piękność z mojego snu nie była urojeniem. Ale po chwili dotarła do mnie niepocieszająca rzeczywistość. Podniosłem się z trudem i spojrzałem na zegarek. 2:19. Środek nocy.
         Sadzę, że przyjemne sny są znacznie gorsze od koszmarów. Po upiornej nocy przynajmniej budzisz się z ulgą, a nie poczuciem zawodu. Zwłaszcza w tym przypadku, kiedy śniła mi się ona.
         Alicja.
         Nie pamiętam, bym kiedykolwiek myślał w ten sposób o innej dziewczynie. Tylko ona zajmowała miejsce w najgłębszych zakamarkach mojej wyobraźni. Pamiętam, jak wpatrywałem się w nią na lekcjach w podstawówce, naiwny i całkowicie nieświadomy jeszcze swojej seksualności. Cała promieniejąca, z niepowtarzalnym uśmiechem na twarzy, już wtedy stała się dla mnie definicją kobiety. A z roku na rok piękniała coraz bardziej. W gimnazjum chodziliśmy już do różnych klas, ale wciąż widywałem ją między zajęciami, a wyznacznikiem dobrego dnia było to, czy ją zobaczę, czy nie. W całym niedojrzałym motłochu niewyżytych nastolatków Alicja ciągle pozostawała czysta, niewinna, nieskalana. Ogłupiałe towarzystwo mimo usilnych starań nie było w stanie wpłynąć na jej wrodzony urok. Wciąż mam w oczach nasze spacery po lekcjach, kiedy odprowadzałem ją do domu. Pamiętam, jak potknęła się o gałąź, kiedy chodziliśmy po parku, i runęła jak długa na ziemię. Próbowałem ją złapać, ale sam potknąłem się o inną gałąź. Pamiętam jej zalotny uśmiech, kiedy zapraszałem ją do kina. Jej słodkie napady śmiechu, kiedy opowiadałem jej o moich przygodach z kolonii. Pamiętam też, że na zakończenie gimnazjum brała udział w programie artystycznym i tańczyła przed całą szkołą. Powiedziałem jej wtedy, żeby się nie bała. I posłuchała mnie. Byłem świadkiem, jak z wdziękiem wskoczywszy na scenę w krótkiej białej sukience zaczęła pląsać w subtelnym tańcu, w pełni swojej zwiewności. Każdy jej ruch był czymś nadzwyczajnym. Czułem się zazdrosny, że tyle osób mogło na nią patrzeć. Chciałem, żeby tańczyła tylko dla mnie.
         Trzy lata później oboje kończyliśmy już liceum. Ale nie to samo liceum. Zerwanie kontaktu z Alicją było okropnym przeżyciem, z którym nigdy nie mogłem się pogodzić. Nie mogłem odżałować, że nie wykonałem jednego kroku dalej, że nie przygarnąłem jej do siebie. Bo przecież któż inny mógłby docenić tak wysublimowany dziewczęcy wdzięk? Każdy by ją zranił, potraktował trywialnie, jak przedmiot. To nie była dziewczyna dla byle kogo. A ja pozwoliłem, żeby poszła dalej sama, bez kogokolwiek, kto mógłby ją zrozumieć.
         I dopiero teraz, po zdaniu matury, pojawiła się szansa, by to naprawić. Trzy dni temu dowiedziałem się od ojca, że nie dalej jak dwa domy od nas wprowadza się Alicja z rodzicami. Podobno atmosfera miasta była dla nich nie do zniesienia i postanowili przenieść się w cichsze, wiejskie rejony. Ta informacja odwróciła mój świat do góry nogami. Od trzech dni spanie było dla mnie największą możliwą katorgą. Myślałem tylko o niej. O tym, czy się zmieniła. Czy nadal tak niesfornie poprawia włosy i czy śmieje się w ten sam sposób. Czy dalej jest tą dziewczyną, w której się zakochałem?
         Rozmyślając o swoim upojnym śnie zwlokłem się z łóżka i podszedłem do okna. Była ciepła czerwcowa noc, a tego roku lato odkryło cały swój urok wyjątkowo wcześnie. Stwierdziłem, że nie zdołam zasnąć z powrotem, więc wymknę się po cichu na zewnątrz, żeby popatrzeć na nowy dom Alicji.
         Największą zaletą domku jednorodzinnego jest to, że w każdej chwili można z niego wyjść. Nie ma klatki schodowej, nie ma sąsiadów. Nie trzeba nawet brać klucza. Wystarczy się ubrać i otworzyć drzwi. I tak też zrobiłem. Wsunąłem swoje znoszone czarne jeansy i założyłem szarą koszulkę. Z zadowoleniem zauważyłem, że rękawy ciasno opinają mój niemały biceps. Zawsze lubiłem dbać o swoją sylwetkę. Nie muszę chyba dodawać, że z myślą o Alicji.
         Zszedłem cicho po schodach, uważając by nie zbudzić rodziców, i po kilku sekundach byłem już na zewnątrz. Uderzyło we mnie przyjemne, rześkie powietrze, a rozgwieżdżone niebo świetnie dopasowało się do mojego nastroju. Nie musiałem iść daleko. Dom, który kupili rodzice Alicji, stał nie dalej jak pół kilometra od mojego. Stanąłem naprzeciwko ogrodzenia i spojrzałem w okna. Były zupełnie ciemne, nie tylko ze względu na późną porę, lecz przede wszystkim dlatego, że nikogo nie było w środku. Alicja miała się wprowadzić dopiero za kilka dni. Mimo to zauważyłem stojące obok garażu ogromne tekturowe pudła i metalowe skrzynki. Z niektórych wystawały narzędzia i inne obiekty, których nie potrafiłem rozpoznać, zdany jedynie na światło księżyca. Czyli już tu byli. Zostawili część rzeczy, więc lada moment tu zamieszkają. Poczułem przyjemny dreszczyk podniecenia. Prawda była jednak taka, że obawiałem się ponownego spotkania z Alicją równie mocno, jak go pragnąłem. Miałem świadomość, że prawdopodobnie będę musiał zaakceptować fakt, iż ma chłopaka, wiele własnych zmartwień, i nie będzie miała ochoty odświeżać znajomości. Z drugiej strony trudno mi było uwierzyć, że spośród tylu podmiejskich miejscowości, przeprowadziła się akurat tutaj, pół kilometra ode mnie. Zbiegi okoliczności to przedziwne zjawisko.
         Nagle spostrzegłem, że polna dróżka, na której stałem, zaczęła się rozjaśniać. Odwróciwszy się, ze zdumieniem ujrzałem zbliżające się światła reflektorów. Czym prędzej zszedłem z drogi i stanąłem za pobliskim murkiem.
         Ku mojemu rosnącemu zdziwieniu samochód nie pojechał dalej, tylko zatrzymał się przed bramą domu, w który przed chwilą się wpatrywałem. Światła zgasły i dobiegł mnie charakterystyczny dźwięk otwierających się drzwi auta. Wychyliłem się nieco, by lepiej widzieć, kto wysiada z samochodu. Była tylko jedna osoba. Szara sylwetka ledwo mignęła w księżycowym świetle i otworzyła bramę. W tym momencie nad drzwiami domu rozbłysło oślepiające światło – zapewne lampa z czujnikiem ruchu. Intensywna jasność zmusiła mnie do przymknięcia powiek, ale po chwili rozpoznałem postać stojącą przy samochodzie. Drobna dziewczyna odwróciła się w stronę auta i subtelnym gestem ręki odrzuciła na bok kosmyk lśniących ciemnobrązowych włosów. Z wrażenia zapomniałem, że opieram się o murek, i momentalnie straciłem równowagę. Zrobiłem kilka chwiejnych kroków, zahaczając po drodze o kamień, i runąłem na ziemię. Zaraz też dobiegł moich uszu krótki dziewczęcy pisk. Natychmiast się podniosłem i spojrzałem przed siebie.
         Anielska twarz dziewczyny moich marzeń patrzyła na mnie ze zdziwieniem. Cisza trwała może pięć sekund, ale nie zliczyłbym, ile razy zabiło mi wtedy serce. Delikatne niewieście usta wygłosiły wreszcie jedno słowo.
         – Adam?
         – Cześć – powiedziałem.

4 komentarze

 
  • gemma

    Ale mi się podobało! Bardzo ładne, chętnie przeczytałabym jeszcze coś spod Twojego pióra. Pozdrawiam ;)

  • cynthia22

    Podłączam się pod pozostałe opinie, ale jest naprawdę ładnie. Romantycznie. Podoba mi się.

  • Micra21

    Piękny debiut!!! :) Dołączam się do zastrzeżeń MrHyde`a, dodatkowo, jak dla mnie, zbyt dużo zdrobnień. Pozdrawiam

  • MrHyde

    1. nie dalej jak 2 domy i nie dalej jak pół kilometra - dość rzadka zabudowa. :) 2. Ja bym się skłaniał ku "nie dalej niż", a jeśli to nie dialog, to szukałbym mniej potocznych zamienników. 3. Drugi akapit zdecydowanie za długi. Poza tym anielskie opowiadanie ;) Gratulacje!