Christine - cz. 3, ostatnia.

-Ale, co kurwa?!  Co mu mam powiedzieć?! – zdezorientowana kobieta ścisnęła mocniej komórkę.
-Właśnie to. – Nasir protekcjonalnie zastukał ponownie w wyraźnie czarniejącą na białej kartce, nie pozostawiającą złudzeń,  liczbę.
-Ale o co chodzi?! – po rozdrażnionej twarzy Christine przeleciał grymas nadziei. „Nie może chodzić o maksymalną cenę. Nie może! On tego nie wie. To …tylko kierowca.” Równocześnie nie łudziła się – kwota nie była przypadkowa. Nie ogólne, rzucone va bank równe sto milionów, które tylko przypadkiem mogło się pokryć z ceną, jaką był zgodny zapłacić Raspanow.  Rosjanin lubił dziwne liczby. To nie mógł być przypadek.
-Dobrze wiesz o co chodzi. – bez oznaki zniecierpliwienia, jakby przewidując reakcję zdekoncentrowanej, zaskoczonej kobiety, Nasir uśmiechnął się łagodnie. – Nowa cena.
-Jaka kurwa nowa cena?! Wszystko ustaliliśmy wczoraj! Zresztą… kim …kto ty w ogóle jesteś?!
Christine wbiła wyczekująco wzrok w irytująco spokojnego mężczyznę. Nagle telefon rozświetlił się symbolem czerwonej słuchawki. Pozostawiony na linii oczekującej, zniecierpliwiony zleceniodawca  rozłączył się.  Sekundę później zielonym światłem oznajmił dobijanie się do oddalonej o tysiące kilometrów Christine.
-Odbierz. -  Nasir nie przestawał być miły. Wszystko szło zgodnie z planem.
- Sanders, co jest kurwa? Gadasz czy nie?  
-Już… Chwila… - Christine przetarła czoło. Nowa cena? Ma oznajmić zleceniodawcy, że wszystko do czego doszli wczoraj z Arabami jest nieaktualne. 53 zmienia się na 97?  
-Zaraz wychodzę do cerkwi! Czego chcesz? – głos w słuchawce, mimo pochodzenia z innego kontynentu, był nad wyraz wyraźny. I stanowczy.
Nasir nie spuszczając wzroku z kobiety leniwie wyciągnął się na krześle i sięgnął dłonią do kieszeni spodni.  
- Aleks… Jest tu ktoś, kto… - Christine zmrużyła oczy. „Pierdolę, kurwa! Ty mnie nie wynajmowałeś! Sam sobie gadaj!” - …kto chyba chce ci coś powiedzieć. –  dziewczyna przekazała  telefon w kierunku Nasira i prychnęła przewidując rychłe fiasko żądania Araba.  
Mężczyzna wyciągnięta dłonią przystopował kobietę, równocześnie wyciągając z kieszeni swojego smartfona. Położył go tuż przed Christine. Nacisnął przycisk.
-Sanders? Kto to jest? – rozdrażniony Rosjanin wykrzykiwał do słuchawki, ale kobieta skupiła się już tylko na zmyśle wzroku.
Na wyświetlanym filmie w sporym zbliżeniu zobaczyła troje ludzi na szerokim, skórzanym siedzeniu limuzyny. Wracając z imprezy do hotelu, oparci o swoje ramiona, spali zamroczeni alkoholem i narkotykami.  W tle słychać było otwierające się drzwi i w kadrze pojawił się tłumik pistoletu. Po dwóch sekundach i dwóch strzałach czerwone kropki odznaczyły się na czołach mężczyzn. Siedząca pomiędzy nimi, otumaniona  kobieta, wyciągnięta za ramię, nagle zniknęła z kadru. Film się urwał.  
-Sanders! Rozłączam się!  
-Daj mi chwilę… – Christine z przerażeniem w głosie jedynie szepnęła do słuchawki i zakryła ją dłonią.  
-Nie zapłaci! – potrząsnęła głową. Rozszerzone ze strach źrenice wpatrywały się z Araba, nieśpiesznie chowającego telefon do kieszeni.
-Zapłaci.
-Nie zapłaci!!! Kurwa! Nie zapłaci!!! Jestem nikim, nie rozumiesz?! Wynajął mnie! Nic dla niego nie znaczę! A już na pewno nie …. –obliczyła szybko różnicę. - … nie 44 miliony dolarów!!!
Po policzkach popłynęły dwie łzy bezradności.
-Zapłaci…  - Nasir spokojnie odchylił się na krześle.  
-On… Oni…. Nie negocjują z…
-Terrorystami? – uśmiechnął się zawadiacko.  
Christine powoli opuściła rękę ściskającą komórkę. Równie powoli docierała do niej oczywista prawda.  Raspanow o  życie zakładnika nie będzie negocjował z Arabami. Będzie negocjował z zakładnikiem. Z nią.

290 czyt.
100%64
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 633 słów i 3902 znaków.

4 komentarze

 
  • kaszmir

    kaszmir · 13 lipca

    Zostawiłaś zamkniętą furtkę dla czytelnika. A jak ja otworzy to tylko jego sprawa. Pozdrawiam

  • Somebody

    Somebody · 8 lipca

    Jakoś tak minimalistyczne...

  • AnonimS

    AnonimS · 8 lipca

    Jak zawsze niedopowiedziane i przez to wku..rzające

  • agnes1709

    agnes1709 · 7 lipca

    To już koniec? Ech...