Christine - cz. 2.

Alka-Selzer  z sykiem i umownymi bąbelkami rozpuszczał się w szklance. Christine wpatrywała się  w tabletkę jak w źródło wszelkich egzystencjalnych odpowiedzi. Po chwili przeniosła wzrok z białego medykamentu na czarne tęczówki Nasira. Bo chyba tak miał na imię wczorajszy kierowca.
-Czy my …?  
-Nie. Byłaś zbyt pijania. Nie chciałem żebyś…
Christine z wyrazem ulgi i odrobiną wdzięcznością na twarzy, spokojnie,  powoli przymknęła powieki. Po wyjściu z łazienki, widok młodego kierowcy –bodyguarda przed południem w hotelowym pokoju był niemal potwierdzeniem typowego zakończenia piątkowej nocy. Typowego dla Nowego Jorku. Ale teraz była w Arabii. „Pilnuj się.” – dźwięczało gdzieś w zakamarkach wciąż upojonego alkoholem umysłu. Spojrzała raz jeszcze. W śnieżnobiałej, rozpiętej koszuli, z trzydniowym, choć tak naprawdę tylko porannym zarostem,  był cholernie seksowny. Gdyby nie migrena…
-Zadzwoń do Jurja. – przerwał rozważana,  podając skacowanej kobiecie komórkę.
-Po co? W Moskwie jest tak samo wcześnie jak tutaj. Nie odbierze.
-Od ciebie odbierze. Dzwoń.
Nasir podał telefon. Wyświetlacz wskazywał już wybieranie numeru. Pozostało jedynie przyłożyć telefon do ucha. Raspanow odebrał po trzecim sygnale.
-Czego chcesz, Sanders? Wiesz która jest godzina? – zabrzmiał wschodnio- melodyjny, acz wkurzony głos prezesa.
-Jurij… - Christine nagle uświadomiła sobie, że nie wie po co właściwie dzwoni. Wszystko zostało dograne przed wieczornym spotkaniem. Jako jeden z trzech profesjonalnych negocjatorów, tygodnie wcześniej wraz z radą nadzorczą omówiła strategię rozmowy z Arabami.  12 godzin wcześniej podpisali kontrakt, przypieczętowany wystawną kolacją.  Po co dzwonić?
***
„-Co do kurwy?! Co ona tu robi?!” – Tom wbił wzrok w chabrowe oczy blondynki. Te same, które kilka miesięcy wcześniej płonęły dzikim pożądaniem w jego sypialni na Long Island.  
-Co robi? Robi wrażenie, kurwa! –Robert protekcjonalnie wskazał otwartą dłonią na siedzącą naprzeciwko kobitę.- Jeśli na tobie zrobiła, to na nich tym bardziej.  Wytrąci ich z równowagi, zobaczysz! Nawet się nie musi odzywać.
Christine jakby na dowód słów partnera, delikatnie zasłoniła usta rąbkiem hijabu. Bez czarnej zasłony nie miałaby prawa wyjść z hotelu, a cóż dopiero spędzić wieczór w towarzystwie pięciu obcych mężczyzn.
-No to jest jakieś pocieszenie! – parsknął Thomas, pakując się do limuzyny. - Nie chciałbym, żeby nam rozpierdoliła deal’a.  
Granatowy wzrok znad czarnego materiału, prześwidrował postać niedawnego kochanka. Christine, jak większość kobiet,  nic nie bolało tak, jak podważenie kompetencji. Zwłaszcza – kompetencji zawodowego negocjatora.  
Przystojny kierowca rzucił okiem na wewnętrzne lusterko i po chwili srebrny Rolls Royce ruszył powoli szeroką maską przecinając nagrzane, pustynne  powietrze.  
***
Christine w sekundzie przywołała zdarzenia ubiegłej nocy. Trzyosobowa ekipa negocjacyjna, wykwintna restauracja, udane spotkanie, zakończone podpisaniem kontraktu na warunkach za które Jurij  był w stanie zapłacić.
Jurij.
-Co chcesz, Sanders?! – zmęczony, a właściwie też biegnący przez setki kilometrów, skacowany głos otyłego Rosjanina nakładał się na widok młodego Araba. Korelacja fonii z wizją nawet dla zmęczonego umysłu wypadała co najmniej słabo.  
-Sanders?! – ponaglił nowobogacki. Wiedziała, że za sekundę rozłączy się i nie odbierze aż do poniedziałku.  
Nagle przed oczami kobiety pojawiła się biała kartka. Prawie biała na środku przekreślona liczba pięćdziesięciu trzech milionów dolarów. Kluczowa, w drodze trudnych, wielomiesięcznych rozmów  wartość liczbowa wczorajszego wieczoru zastąpiona wpisaną poniżej informacją:  97 milionów.
-Poczekaj chwilę! Mam nowe informacje… – kobieta wiedziała, że jedynie ciekawością może przytrzymać Rosjanina na linii.  
- Co?! Co to jest? – Christine z niedowierzaniem spojrzała w spokojną twarz kierowcy. – Skąd wiesz …? Powiedziałam ci coś? Spaliśmy ze sobą?!
Twarz śniadego mężczyzny pojaśniała bielą równych zębów. Nie przestając się uśmiechać spojrzał w bok, jakby nawiązując kontakt wzrokowy z niewidzialnym kompanem.  
-Skąd wiesz o dziewięćdziesięciu siedmiu milionach?! – Christine odsunęła telefon, jakby zleceniodawca mógł nawet przy wyciszeniu rozmowy usłyszeć ustaloną pół roku wcześniej wartość graniczną.  
Mężczyzna w odpowiedzi jedynie położył papier przed bordową połacią szlafroka kobiety. Zastukał dwa razy szczupłym palcem po rogu kartki.  

angie

opublikowała opowiadanie w kategorii dramat, użyła 737 słów i 4692 znaków.

2 komentarze

 
  • kaszmir

    Zaskakujące poprzecinane wątki niczym rusztowanie. Tajemniczość, a zarazem spontaniczne odsłony trudnych decyzji. Kraj w którym tak naprawdę nic się nie ukryje. Co kierowca wie i ile?
    Pozostawiasz niedomówienia Autorko
    Pozdr

  • angie

    @kaszmir Tak miało być :) Pozdrawiam!!

  • AnonimS

    Ciekawe. Trudny kraj. Uprzedzenia.  Pozdrawiam