Oszukać umysł

Oszukać umysłJechała po lepsze jutro. Uciekała od przeszłości. Nagle przyhamowała gwałtownie, gdy trzy czarne ptaki załopotały skrzydłami przed przednią szybą. Dreszcz przeszedł jej pokaleczone ciało.

— Co się stało? — zacharczała z tylnego siedzenia Kaszmir.
— Nic, zdawało mi się, że coś, ktoś — skłamała nieskładnie, ale nie miała ochoty na wyjaśnienia. — Śpij — dodała chłodno.

Martwa cisza wisiała w nieruchomym, zastygłym powietrzu. Księżyc osrebrzał górne piętro spalonych drzew. Ich cienie wyglądały jak anorektyczki z długimi wychudzonymi kończynami. Powoli spływał i kładł misterną sieć bladych prześwitów na spalonej ziemi. Za zakrętem zobaczyła szlaban i patrol Gibonów. Dzieliło ją jakieś pięćset metrów drogi od nich. Wyłączyła światła i skręciła lekko w lewo. Wjechała w alejkę sterczących kikutów drzew, za którymi rozciągała się pewnie pustynia zgliszczy.
— Czy zauważyli mnie? — pomyślała.
Po chwili była pewna, że nie. Jechała bezgłośnie w ciemnościach, musi uciekać, wiedziała, że szukają jej. Miała przecież ten cholerny segregator. Oni nie odpuszczą. Poczuła piekący ból na przedramieniu, to miejsce po wydartym chipie, bez zachowania zasad aseptyki sączyło się śmierdzącą wydzieliną. Takie małe gówno było mocno wrośnięte w tkankę.

Jej myśli powróciły do czasów dzieciństwa, kiedy wszystko było takie oczywiste. Rodzice, brat, babcia i beztroskie zabawy. Kiedy ją porwano, wyrzucono z pamięci wszystkie obrazy. Jednak cząstkowe wyrywki powracały. Całkowicie wymazano z jej umysłu twarze. Wykreowano wizerunek na podobieństwo klanu rodziny Andrewa. Odebrano tożsamość. Była Numerem 7. Nawet nie pamiętała swojego imienia.

Zanim całkowicie rządy przeszły w ich ręce, pracowała w Instytucie Błękitnej Genetyki nad recepturą żółtego antidotum do leczenia chorej wyobraźni obywateli. Laboratorium znajdowało się w piątym skrzydle Kliniki Nieszczęśliwych. Miała bardzo dobre wykształcenie Dr. nauk medycznych w zakresie HC*. Antidotum miało na celu wyeliminować z umysłu dobro.
Placówka przyjmowała wszystkich: ochotników i skazańców, dewiantów, wykolejeńców, obłąkanych i przeznaczonych do usunięcia. Wszystkich bez wyjątków. Głównym celem była integracja i dlatego oddziały były mieszane. Codziennie przyjmowano na świat poronione płody, niedonoszone, martwe, z wadami i bez wad noworodki, niezidentyfikowane pokurcze, karły. Codziennie w klatkach umierali starzy i młodzi.  

Doktor Andrew przeprowadzał selekcję, kierował do poszczególnych komórek celem dalszej obserwacji i pobierania narządów lub ich truchła transportowano do Muzeum Formaliny. Mówiono też, że pracował nad produkcją podludzi, w przyszłości miały zarządzać ludzkimi zasobami.
Sekcja 00 znajdowała się na samym dole instytutu. W podziemiach dokonywały się bestialskie eksperymenty. Wejścia do podziemnego królestwa doktora Andrewa strzegły uzbrojone Gibony.
Gabinet obsługiwany był przez mechanicznego portiera i znudzone sekretarki o nieskazitelnie poprawnych buźkach porcelanowych lalek.
Krzyki, jakie dochodziły z piwnicznych czeluści, rozdzierały jej jeszcze nie całkiem skamieniałe serce. Wszczepiony identyfikator nie pozwalał jednak na żadne pole manewru. Była zakładnikiem swojej pracowni. Obok za drzwiami z przezroczystej błony, w gabinecie numer 7, siedział Obserwator Alamo. Nad drzwiami widniał neonowy napis Przemytnik Nadziei. Wiedziała, że kiedyś błona pęknie i ona wyjdzie z tej matni zła.
Okaleczono ją już na samym początku, kiedy jej błona pękała w szczególnych warunkach, a sprawcą był Andrew. Kiedy w CV przeczytał, że jest prawiczką, roześmiał się szyderczo i oblizał smakowicie usta.

— W naszym Instytucie nie ma miejsca na świętoszki i skromne panienki — zakomunikował stanowczo. — Tylko zło zwycięży dobro — warczał jak pies.
Nie czekał długo. Już pierwszej nocy w instytucie dokonano na niej inicjacji.
— Żadnej przyjemności mieć nie będziesz — grzmiał głos Andrewa, kiedy wchodził w nią.
Potem została przekazana w ręce Gibonów.

Tamtej nocy kilkakrotnie traciła przytomność. W ciemności słyszała jęki innych dziewcząt. Świt ukazał w całości jej nagie okaleczone ciało. Widziała wszystko w lustrach patrzących się z każdej ściany. Wtedy też poznała Kaszmir 9 i Numer 18. Za niedługo ta ostatnia zmarła. Ona z Numerem 9 zostały przetransportowane do Sekcji Izolatek. Leżały obie w jednej sali. Kaszmir wysoka, bardzo ładna blondynka pamiętała sporo z tamtego świata. Zostały przyjaciółkami, a później kochankami.

Włączyła światła, musi gdzieś się zatrzymać, żeby zmienić opatrunek rannej Kaszmir i trochę się zdrzemnąć. Od kiedy uciekła i przekroczyła granicę poza Instytututem, nie miała nic w ustach. Wcisnęła przycisk, choć wiedziała, że to niebezpieczny ruch. Głos, jaki rozbrzmiał, wstrząsnął nią.
— Zostałaś skazana na wyeliminowanie cię z życia Numerze 7 — wrzeszczał Andrew poprzez łącze. — Twoja zachłanna na cudzą świadomość dusza połączy się z Uniwersum, a...
Wyłączyła z obrzydzeniem.
— Jaśmina — usłyszała cichy głos za sobą. — Czy to ten skurwiel nas dorwał? — zapytała.
— Nie kochana — odpowiedziała. — Za chwilę gdzieś się zatrzymamy.
To imię dla niej wymyśliła Kaszmir i kiedy je słyszała, czuła przyjemne uczucie, jakiego wcześniej nie znała.
W oddali widoczność zamazywały ciemne plamy, kiedy znalazła się bliżej, ujrzała zgliszcza spalonego osiedla.
Zatrzymała pikapa i zobaczyła poruszające się cienie. Jakaś kukła szamotała się na splątanych nogach. Rzucała ciałem w tył i przód jak w kadrze filmowym z zablokowanego projektora. Samochód został otoczony ciemnymi postaciami. Nagle zrobili przejście, w którym pojawił się postawny mężczyzna. Podszedł i kazał jej wysiąść.
— Konstanty — wyciągnął dłoń do niej.
— Jaśmina — odwzajemniła uściskiem dłoni. — A tam w środku znajduje się ranna Kaszmir, moja dziewczyna — wskazała ręką.
Mężczyzna dał znak. Po chwili dziewczynę wyniesiono z auta na prowizorycznych tragach.
— Kluczyki poproszę — odezwał się przywódca. — Samochód nie może tutaj pozostać. — Andrew będzie tutaj lada moment. Znaleźli cię Numerze 7 przez twoją nieuwagę i lekkomyślność.
W labiryncie spalonego blokowiska pokonywali drogę do nieznanego jej miejsca. Pod butami słyszała dziwny chrzęst. Kaszmir cicho jęczała.
— To ludzkie spalone kości — uświadomił Kostek.
Kiedy dotarli, niebo już świtało. Ujrzała siarczaną zoraną ogniem ziemię, ciągle wydzielała smród spalonych ciał. Ludzkie zewłoki, wiśniowe ocalałe mięśnie ze ścięgnami tarzały się w żółtym pyle, jak wciąż na nowo rozdeptywane robaki. Ludzie, którzy z nią szli, mieli strupieszałe twarze, obciągnięte krwistożółtą skórą. Niektóre nie miały oczu, nosów i wyglądały jak żywe kościotrupy.
— Widzisz Jaśmina — zatoczył ręką koło. — To wszystko zrobił człowiek człowiekowi.

Kaszmir nie przeżyła, zmarła następnej nocy. Wysoka gorączka świadczyła o sepsie i zabiła organizm. Jaśmina, kiedy usłyszała wypowiadane przez starą kobietę słowa, Ojcze Nasz, któryś jest... przypomniała sobie, jak babcia uczyła jej tej modlitwy. Poczuła po raz pierwszy łzy na policzkach.


Za przypisami Wikipedii:
*Półkula mózgu (łac. hemispherium cerebri) – parzysta część kresomózgowia. Półkule oddziela szczelina podłużna mózgu, a połączenie nerwowe zapewnia ciało modzelowate. Każda z półkul zawiera zewnętrzną warstwę istoty szarej, zwanej korą mózgu oraz wewnętrzną warstwę istoty.

449 czyt.
100%95
kaszmir

opublikowała opowiadanie w kategorii thriller i inne, użyła 1294 słów i 7859 znaków, zaktualizowała 15 sie o 10:13.

5 komentarzy

 
  • AlexAthame

    AlexAthame · 6 dni temu

    Ludzi stać na dużo więcej. W kwesti dobra nie tak wiele, natomiast zło w ich wydaniu wygląda jak czeluść bez dna.

  • MrHyde

    MrHyde · 6 dni temu ·

    tak w ogóle to

  • MrHyde

    MrHyde · 6 dni temu

    1. Czy to fragment powieści? 2. Dlaczego Gibony są z dużej litery? Chodzi o nazwisko? 3. Brakuje przecinka w religijnym cytacie przed "któryś"

  • Duygu

    Duygu · 6 dni temu

    Jestem pod wrażeniem. Ciary, ciary, ciary... Poczułam chłód, pomimo tego gorąca na dworze... Ale przyjemny chłód Bardzo mroczny klimat. Ładnie opisana historia.  

  • agnes1709

    agnes1709 · 12 sie 12:49