Oszukać samego siebie - rozdział 1

Była zimna noc. Deszcz energicznie uderzał w zamknięte okno gabinetu służbowego porucznika Davida Bella. Bell jak zwykle siedział na komisariacie do późnej nocy. Dziś robił notatki z ostatniej sprawy. Gdy miał już zamykać teczkę, wyjrzał przez okno. Po chwili ujrzał jakąś dziwną twarz. Przeraźliwą, wykrzywioną w grymasie bólu twarz. Ułamek sekundy… David początkowo przeraził się jednak nie przejął się tym, ponieważ było późno i był pewny, że to jego umysł pokazuje mu dziwne rzeczy ze zmęczenia. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w pustą witrynę okna, po czym zamknął teczkę i podpisał ją. Następnie wyłączył swój komputer i postanowił odnieść teczkę do sfery "papierkowej” bo tak policjanci nazywali pomieszczenie, w której znajdowały się wszelkie akta. Bell wyszedł ze swojego biura i udał się w kierunku administracji. Gdy już miał zejść po schodach okazało się, że światło wysiadło, zresztą po raz kolejny. David musiał wrócić się do biura po klucze. Jednak gdy ruszył w stronę biur w całym komisariacie zgasło światło. David poczuł się niepewnie. Wiedział, że coś jest nie tak. Bell przyspieszył kroku. Chciał jak najszybciej dojść do dyżurki i naprawić światło. Gdy doszedł do dyżurki, otworzył drzwi i z pomocą latarki dostał się do skrzynki z korkami. Po chwili zaczął grzebać w skrzynce jednak okazało się, że wszystkie korki były sprawne. David sięgnął ręką po broń. W tym momencie ktoś położył rękę na jego ramieniu. Bell szybko odwrócił się i powalił przeciwnika.  
- Bell popieprzyło cię?! –wykrzyczał John Hicks.  
- Hicks?! Do cholery, co ty tutaj robisz? –odpowiedział mu pytanie Bell, który od razu pomógł mu wstać.  
John Hicks, doświadczony i zdolny policjant, który wykazywał o wiele więcej zaangażowania w życie policyjne niż ktokolwiek inny policjant w małym miasteczku, Croghan w stanie Nowy Jork. Zawsze wypsikany był najdroższymi perfumami Playboya.  
    Hicks poprawił swój mundur, po czym przy pomocy latarki usiadł na krześle. W tym momencie światło ponownie zaczęło świecić, a Hicks powiedział:  
- Cholerne światło. O mało co nie złamałeś mi ręki.  
Bell zmarszczył brwi i odpowiedział:  
- Myślałem, że jestem tutaj sam. Miałeś dzisiaj wolne.  
- Może i miałem. Postanowiłem wrócić do pracy…  
Bell od razu zrozumiał jego słowa. Hicks mimo tego, że był przykładnym policjantem, w życiu prywatnym nie szło mu już tak dobrze. Jego żona, Elizabeth Hicks za każdym razem kiedy wracał późno do domu robiła mu awantury i wmawiała zdrady. Kiedy zaś wracał szybciej, zatruwała jego życie w postaci pretensji na temat wspólnych wypadów do miasta.  
- Czyżby Elizabeth znowu ci dopiekła?  
Hicks uderzył pięścią w swoją nogę, po czym wybuchnął:  
- Czy zawsze kiedy chce odpocząć od mojego prywatnego życia i rzucić się w wir pracy musisz doszukiwać się jakichś problemów?!  
Bell rzucił mu złowrogie spojrzenie, a Hicks zauważając to tylko westchnął i powiedział:  
- Tak… masz rację. El zawsze ma pretensje. Dzisiaj nie wytrzymałem i uciekłem z domu. Zmienię cię już. Jedź do domu i odpocznij, w końcu jutro pewnie dostaniesz nową sprawę.  
David uśmiechnął się i odłożył akta na biurko. Poprosił Hicksa, aby odniósł je do administracji, po czym sięgnął po kurtkę i pożegnał się z kolegą. Hicks rzucił tylko zdawkowe "Do zobaczenia” po czym odszedł w stronę biur. Bell natomiast otworzył drzwi i wyszedł przed komisariat. Rozejrzał się po ulicy. Na ulicy nie było nikogo oprócz grupki starszych ludzi trzymających piwo w ręku. David wiedział, że powinien do nich podejść i wlepić im mandat, jednak był tak zmęczony, że marzył tylko o jednym, porządnym odpoczynku w swoim łóżku. Bell kiwnął tylko do grupki, aby odeszli sprzed komisariatu, po czym zapalił papierosa i udał się na parking, który znajdował się za komisariatem. Na parkingu stały tylko dwa samochody, samochód Hicksa oraz jego samochód. Bell wypalił papierosa do końca, po czym otworzył drzwi od samochodu i odpalił go. Deszcze zaczął padać coraz mocniej. David ruszył z piskiem opon. Wiedział, że im szybciej dotrze do domu tym lepiej. Po chwili jazdy Bell poczuł na swojej szyi węzeł. Napastnik nakazał zjechanie w jedną z dróg, które prowadzą do podmiejskiego lasu. Policjant spełnił rozkaz napastnika. Po chwili, pętla zaczęła się zaciskać. David postanowił walczyć z napastnikiem. Wiedział, że od tego może zależeć jego życie. Jednak mimo walki węzeł zaciskał się coraz to mocniej i mocniej. W końcu David stracił przytomność…  

-------------------------------------------------

Jeśli się wam spodoba i będziecie zainteresowani mogę dodawać więcej rozdziałów.

MrDeath

opublikował opowiadanie w kategorii kryminał, użył 820 słów i 4882 znaków.

2 komentarze

 
  • Jabber

    Zapowiada się fajnie, napisz kolejną część!  :smile:

  • Roza

    czekam na więcej. dla mnie super