Decyzje

DecyzjeZastanawia mnie czasem fakt, rozdzielania życia, przydział, czy jest to planowane, czy bardziej losowa sytuacja.  
To jest dla mnie ciekawe, dlaczego urodziłem się właśnie w tym miejscu, tej rodzinie, kraju, czasie.  

Czy jeśli to wszystko jest planowane, to ja w ogóle mam coś do powiedzenia, czy to zaplanowanie obejmowało i to co się zdarzyło do tej pory. A jeśli tak, to znaczy, że ten moment i ta sytuacja również była przewidziana.  
To nie ja decyduję o danym ruchu, słowie, geście, a tylko jestem wpleciony w całą historię, a moje życie znaczy wiele tylko i wyłącznie dlatego, że ktoś tak przewidział.  

    
   Nawet to, że ty teraz to czytasz, gdzieś przed tysiącami lat było zaplanowane, nikt tego z nas może i nie chciał, ale tak jest.  
A więc nasze decyzje pro forma, nie są naszymi, a to, że coś planujemy a następnie rezygnujemy, wynika tylko i wyłącznie z faktu, że nie mieści się to w planach, które za 15- 20 lat mają się ziścić.
Bo mamy spotkać inną kobietę, wyjechać za granicę, zobaczyć na żywo wypadek samochodowy, kupić nie te akcje na giełdzie, nie zdążyć na samolot.
By spotkać właśnie tą kobietę, zostać w tej pracy, nie usłyszeć o śmiertelnym wypadku, zamiast obligacji wybierzemy kupno mieszkania, a samolot niech leci, ja mam inne plany.


        A jeśli losowe, to czy wszystko dobrze zrobiłem, czy moje życie ułożyłem do tej pory jak chciałem. Czy to wszystko co robię dziś, jest czymś kierowane, czy ma mi pomóc w przyszłości, czy złe wybory, staną się przyczyną, że ktoś będzie musiał także inaczej uczynić.  
Jeśli tak, to znak, że nie mogę żyć z dnia na dzień, a mam podejmować świadome decyzje, wypowiadać się w sposób odpowiedzialny, nawet pisząc te słowa


    Innymi słowy, jeśli jednak ja o wszystkim, no prawie o wszystkim decyduję, to znaczy, że wpisałem się choćby cząstkowo w bieg życia niektórych ludzi, tak samo jak oni w moje, moje zmiany, plany.
Ale mimo wszystko, czemu w Polsce, teraz, choć w sumie nie jest tu mi tak źle, ciekawy kraj, ludzie jak wszędzie, a piłkarze grają jak nigdy, więc….To wystarczyło by Beata instynktownie wyciągnęła rękę ku swej własności.
Szarpnęła raz i drugi po czym otrzymała cios w prawy policzek.
Upadła na tartanowe krzesło, które wraz z nią przewróciło się na żeliwny kaloryfer.

milegodnia

opublikował opowiadanie w kategorii obyczajowe, użył 441 słów i 2371 znaków, zaktualizował 31 gru 2020.

1 komentarz

 
  • milegodnia

    Nigdy nie zaglądałem na Twoje
    wcześniejsze zdjęcia i jestem  
    pod wrażeniem...Nie tylko  
    z klasą i stylem prezentujesz  
    się na ig i co ważne ze smakiem
    prezentujesz swoje atrybuty  
    kobiecości....Dziś zauważyłem, że
    umiesz uchwycić  
    przepiękne widoki z pleneru.
    Wybrałem ten post bo zobaczyłem  
    trakcję podobną do wąskotorówki.
    Pamiętam jak jako nastolatek w  
    latach 80-tych miałem przyjemność
    przejechać taką trasa po takich rejonach  
    jak na tym zdjeciu...ach!!!...przypomniałaś
    mi to....Dziękuję za to, Marzeno...