Stare i nowe

Jesień. Piękna, ciepła i słoneczna. Dzieci bawią się na placu zabaw, obrzucają się dopiero co zrzuconymi przez drzewa liśćmi. Słychać ich radosne krzyki, śmiech i rodziców powtarzających aby na siebie uważały. Nikt nie zauważy nawet siedzącej nieopodal kobiety, ubranej w jakieś stare i powycierane ubrania. Spogląda ona na tych wszystkich ludzi, szczęśliwie bawiących się ze swoimi pociechami. Na szczęśliwe dzieci, które spędzają czas na swoich ulubionych zabawach. Przymknęła na chwilę powieki wyobrażając siebie właśnie na miejscu tych wszystkich rodziców. Ona też tak spędzała każde niedzielne popołudnie. Niestety los zdecydował za nią. Nieszczęśliwa 27- latka pragnęła poczuć się tak, jak tamci rodzice. Chciała być na ich miejscu. Pragnęła spędzać czas ze swoimi bliskimi. Jednak to nigdy się już nie wydarzy –pomyślała. Dalej pamiętała ten wypadek. Bardzo dokładnie. Nie chciała uwierzyć, że to już 3 lata jak jej 4-letni synek i jej mąż zginęli w wypadku samochodowym. Ona też tam była. Cudem przeżyła, lecz przez to nie może mieć już nigdy dzieci. Siedziała tak i rozmyślała. Obserwowała pewnego chłopczyka, który bawił się w piaskownicy. Tak bardzo przypominał jej, jej synka. Chłopczyk jak zdążyła zaobserwować bawił się ze swoim tatą. Gdy mężczyzna zauważył, że przypatruje się im kobieta, postanowił do niej podejść i zapytać o co chodzi. Kiedy podchodził do niej, ta zauważając mężczyznę wstała i zaczęła uciekać w obawie, że chce na nią naskoczyć, za to że się w nich wpatruje.
-hej, poczekaj – usłyszała głos mężczyzny. Szatynka nie odwracając się biegła dalej.
Nagle poczuła jak ktoś chwyta ją za rękę i odwraca w swoją stronę. To był właśnie ten zielonooki facet, który ją gonił. Dopiero teraz przyjrzała mu się. Był przystojny, nie było co ukrywać spodobał się jej. Z rozmyślań wyrwał ją jego głos
- Chciałem tylko z panią porozmawiać i zapytać dlaczego pani nas obserwowała?
-Ja…. – nie mogła nic z siebie wydusić, była zawstydzona swoim czynem. Spuściła wzrok i poczuła jak niechciane łzy chcą się wydostać. Szybko pomrugała aby je odgonić tak, żeby mężczyzna ich nie zauważył. Zielonooki co raz bardziej się niecierpliwił. W końcu przemówił tonem, którego dziewczyna się nie spodziewała.
- Nie życzę sobie aby pani obserwowała nas, a w szczególności mojego syna, o co pani chodzi? – zapytał zdenerwowany
Kobieta pomyślała, że charakter nie idzie w parze z wyglądem, bo no cóż facet jest przystojny ale co z tego. Spojrzała na niego i uśmiechnęła się lekko.
- Dziękuję – wyszeptała w jego stronę. Wydostając się z uścisku jego ręki pobiegła jak najszybciej umiała. W tej chwili poczuła, że już nigdy nie będzie szczęśliwa.  
A mężczyzna dalej wpatrywał się w punkt gdzie znikła szatynka. Oszołomiony tym co przed chwilą miało miejsce. Nie był wstanie zrobić żadnego ruchu. I cholera za co ona mu podziękowała- to pytanie kłębiło mu się w głowie. Postanowił, że nie zostawi tego tak. Uruchomi swoje kontakty i dowie się czegoś o czarnookiej.  
Przez tą sytuacje nie zauważył ciągnącego go za nogawkę chłopczyka.
-Tato, tato – powiedział malec. Mężczyzna wytrącony z transu popatrzył na swego synka z czułością i wziął go na ręce.  
-Kim była ta pani? -zapytał chłopczyk
-Dowiemy się synku, dowiemy – odpowiedział  


Kobieta nim się obejrzała wbiegła do swojego mieszkania. Miała nadzieję, że zielonooki nie będzie chciał jej znaleźć i pociągnąć do jakiejś odpowiedzialności za to, że bezkarnie ich obserwowała. Wyglądał na spokojnego człowieka. Jednak pozory mylą – pomyślała. Była godzina trzecia po południu. Co ja mam robić – zapytała w myślach. Stwierdziła, że najlepszą opcją tego popołudnia będzie zakopanie się w pościeli, oglądanie filmów i objadanie się słodyczami. Przecież i tak nikt jej nie chce więc co jej szkodzi parę kilogramów więcej – tak zawsze sobie wmawiała.  
W trakcie trzeciego filmu, gdy już otwierała następną z kolei czekoladę, usłyszała dzwonek do drzwi. Kogo licho niesie- powiedziała do siebie. Nie mogąc wstać, gdyż jej nogi zaplątały się w koc, wywróciła się. W końcu po paru próbach wstania, doczołgała się do drzwi. Nie patrząc nawet jak wygląda i kto przyszedł, tak o to rozczochrana, z umazaną buzią od czekolady i zapewne nabitym guzem otworzyła drzwi. W momencie ich otworzenia pożałowała, że nie zobaczyła kto za nimi stoi. We własnej osobie facet z parku, szczerzący się do niej jak chory umysłowo. I czego on do licha od niej chciał – pomyślała. A co gorsze jak ją w tak szybki sposób znalazł.  
- Dobry wieczór pani – dalej szczerzył się jakby co najmniej dostał jakiegoś paraliżu twarzy i tak mu zostało- pomyślała z niechęcią Alicja.
- Czego pan chce?- zapytała
- O to samo mogę zapytać pani.  
- Nie rozumiem.
- Ja myślę, że doskonale rozumiesz. Dlaczego obserwujesz mnie i moje dziecko?
Jak on śmiał zwracać się do mnie na ty – krzyczała w myślach. Nie dość, że stał sobie od dobrych kilku minut w jej salonie, to jeszcze bezczelnie się uśmiechał. Miała dość.  
- Jak pan śmie zakłócać mój spokój? Wtargnął pan sobie do mojego mieszkania i myśli, że wszystko mu wolno. – w końcu wybuchła. Cała jej złość, rozgoryczenie i żal, które właśnie teraz doznało ujście. Nareszcie to zeszło z niej. I dobrze mu tak- pomyślała.
- A teraz proszę opuścić moje mieszkanie- powiedziała z wyższością w głosie
Dawid tylko patrzył na nią nic nie mówiąc. Po chwili odwrócił się od niej i zaczął kierować do wyjścia. Zanim całkowicie opuścił jej mieszkanie, odwrócił się do niej mówiąc z błyskiem w oczach
- Jeszcze się spotkamy Alicjo. Po czym wyszedł trzaskając drzwiami.

138 czyt.
100%21
aaanaaa98

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1100 słów i 5974 znaków

Komentarze (1)

 
  • angie

    angie 3 dni temu

    Nooo, zapowiada się...