Something different

-No dobrze, już idę- Baśka powoli podnosiła głos. W którymś momencie przestała panować nad nerwami i wykrzyknęła do słuchawki telefonu- Poczekaj tam chwilę! Mogłaś wcześniej zadzwonić, a nie jak zwykle na ostatnią chwilę! Ubieram się i wychodzę, czekaj pod klatką.
Baśka upiła łyk kawy, podeszła do szafy i zaczęła się ubierać.
-Kupisz bułki jak będziesz w sklepie?- Pytając Kamila wyciągnęła z paczki dwa papierosy i rzuciła Baśce.
-Kupię. Posprzątajcie trochę, mama wróci za dwie godziny.
-a Ty?- podniosłam brwi i zrobiłam minę.
-Nie wiem ile zejdzie mi z tą dziwką. Pewnie godzinę. Zamknijcie za mną drzwi.- mówiąc ostatnie zdanie wyszła z mieszkania.
Kama spojrzała na mnie, ja na nią i w tym samym momencie wykrzyknęłyśmy "Ja robię kawę, ty sprzątasz!". Roześmiałyśmy się. Kamila zaproponowała kompromis, ja zgodziłam się bez wahania.
-Odpalaj fajkę- krzyknęła do mnie Kama z kuchni.
Sięgnęłam po papierosa, odpaliłam i mocno się zaciągnęłam. Zaczęłam układać rzeczy, zbierać śmieci i tak dalej. Podeszłam do drzwi kuchni, spojrzałam na Kamę. Krzątała się przy kuchence i zlewie, próbując chyba myć naczynia, ale nie byłam pewna jej zamiarów. Kuchnia jest wąska i dość długa, ale nie na tyle, żeby zmieściły się tam więcej niż dwie osoby. Nie miała okien, przez co sprawiała wrażenie wciąż brudnej i zapuszczonej- światło potrafi wiele zdziałać. Światło, szczególnie słoneczne sprawia że wszystko jest czystsze, odważyłabym się nawet powiedzieć że piękniejsze. Nieraz się już przekonałam że to co naturalne jest najlepsze. Uważam że jeśli żyjesz w zgodzie z naturą, to piękniejesz z dnia na dzień.
-Trzymaj- powiedziałam do mojej koleżanki, podając jej papierosa.
-Kurwa, nie chce mi się- Kama mocno zaciągnęła się papierosem. Zadrżała- dobrze znałam to uczucie. Też nieraz drżałam. Papierosy to piękna rzecz- nie umiałabym rzucić. Próbowałam wiele razy, ale doszłam do wniosku, że to nie ma sensu. Najważniejszy powód? Ja kocham palić. Póki tego nie znienawidzisz, nie rzucisz.  
-To siądźmy. Znając Baśkę, to przyjdzie razem z mamą, czyli mamy w chuj czasu.
-Chyba pierwszy raz w swoim życiu się z Tobą zgadzam.
Znów się roześmiałyśmy.
Siadłyśmy przy stole i obie spojrzałyśmy w stronę monitora komputera, który powinien tam być- a nie był. Zepsuł się dziś rano i trzeba kupić nowy, ale nie miałyśmy jeszcze czasu się tym zająć.
-Kurwa, nawet nie ma co obejrzeć.
-Dobra, włączę na telefonie- stwierdziłam i poszłam do kurtki po wcześniej wspomniane urządzenie.Gdy odwracałam się, by ruszyć w stronę łóżka zauważyłam że Kama położyła się na moim ulubionym miejscu.
-No chyba sobie żartujesz!- krzyknęłam z udawaną złością- Ja tam leżę!
-No chyba nie.
Zatrzymałam się i spojrzałyśmy sobie w oczy. Ona chyba domyślała się co zamierzam zrobić.
-Zaraz zobaczysz!
Rzuciłam się w stronę łóżka i wskoczyłam na Kamę. Ona wydała z siebie jęknięcie, ale nie zamierzała przesunąć się obok. Być może dlatego, że przygniotłam ją ciężarem swojego ciała- ona leżała na brzuchu, a ja na niej.
-No dobra, przesunę się, tylko zejdź ze mnie- powiedziała głośno łapiąc powietrze.
Zeszłam z niej, a ona rzeczywiście spełniła swoją obietnicę. Chcąc wyjąć kołdrę spod swojego ciała, zaplątała mi się noga i znów całym swoim ciałem zrzuciłam się na biedną Kamę. Różnica była taka, że teraz ona leżała na plecach... a ja brzuchem na jej brzuchu, tak że nasze twarze dzieliło zaledwie kilka centymetrów.
Najzabawniejsze było to, że jeszcze kilka sekund temu śmiałyśmy się jak opętane, a teraz nastała taka cisza, że można było usłyszeć krew przepływającą przez nasze żyły i tętnice. Żadna z nas nie odważyła się poruszyć, bałyśmy się tej konfrontacji. Ale nie odskoczyłyśmy od siebie, nie zaczęłyśmy krzyczeć na siebie, nie odepchnęła mnie. I zdałam sobie sprawę w tym momencie, że... mi się to podoba. Zawsze lubiłam Kamilę, od czasu kiedy ją poznałam, ostatnio nawet trochę bardziej, ale to dlatego, że coraz więcej rozmawiałyśmy, coraz bardziej zżyłyśmy się. Ale nigdy nie myślałam o niej w ten sposób, nigdy nie myślałam o żadnej dziewczynie w ten sposób, więc skąd nagle ten pociąg? I to do Kamili? Mojej przyjaciółki?
Patrząc w jej oczy pragnęłam tylko jednej rzeczy, jednego uczucia- pragnęłam poczuć jej wargi na moich ustach. Pragnęłam poczuć jej język, jej ciało, jej dłonie na mnie. Ona chyba chciała tego samego, bo dlaczego pochylałaby się w moją stronę i prowokowałaby mnie do pocałunku?
Nie wiem ile czasu minęło, kiedy tak leżałyśmy i patrzyłyśmy na siebie, ale w którymś momencie poczułam jej usta. Były gorzkie i słodkawe jednocześnie-to kawa. Smakowały jak nic innego, co kiedykolwiek poczułam. Kamila ścisnęła mocniej moje plecy, przyciskając moje ciało do swojego, tak, że niemal stałyśmy się jednym organizmem. Lawirowała językiem w moich ustach, a ja coraz bardziej się w tym pocałunku zakochiwałam. Nie chciałam, by on kiedykolwiek się skończył, chcę żeby to trwało wiecznie, to takie przyjemne...
W pewnym momencie nasze koszulki wylądowały na podłodze. To Kama zainicjowała ten ruch- ona pierwsza sięgnęła po brzeg mojej koszulki ściągnęła mi ją przez głowę i rzuciła gdzieś pomiędzy chipsy i rozlaną coca-colę. Ja idąc jej śladem również pozbawiłam ją bluzy, a później bielizny. Kama zrzuciła mnie z siebie i położyła się na mnie, przyciskając mnie do łóżka. Zdecydowanie to ona kierowała naszym uczuciem, ja byłam po prostu uległa. Nie powinna mi się dziwić- w końcu nigdy nie miałam do czynienia z kobietą.
Moje ręce stawały się jednak coraz odważniejsze. Sięgnęłam do zamka swoich spodni, bo chciałam się ich pozbyć, kiedy Kama powstrzymała mnie, łapiąc mnie za rękę.
-Ja to zrobię- wyszeptała.
Rozpięła guzik i zamierzała je ściągnąć, kiedy nagle się zatrzymała. Zastygła w bezruchu patrząc na moje rozpięte spodnie. Widać było kawałek czarnych, koronkowych majtek.
Kamila odsunęła się ode mnie i usiadła w kącie łóżka w pozycji embrionalnej.
-Co się stało?- zapytałam, ciężko oddychając, zupełnie zaskoczona.
Spojrzała na mnie z takim smutkiem, że zapragnęłam ją przytulić i powiedzieć że wszystko będzie dobrze.
Pokręciła głową.
-Kurwa, ty masz chłopaka.
Teraz z kolei, to ja zastygłam w bezruchu. Siedziałam tak, patrząc nie w Kamilę, tylko gdzieś w przestrzeń za nią. Szukałam najwyraźniej swojego rozumu, bo nie potrafiłam pojąć, jak mogłam zdradzić osobę, która wobec mnie zawsze była szczera i sprawiedliwa, osobę, którą kochałam najbardziej na świecie, z którą chciałam ułożyć sobie życie?
-Kama, ja zapomniałam jak mam na imię, a Ty mi mówisz o moim chłopaku?
-Nie powinniśmy były tego robić.- stwierdziła, twardo wbijając wzrok we mnie.Odczytywała wyraz mojej twarzy. Nie chciałam dać jej poznać po sobie, że chociaż w ułamku sekundy zaczęło mi na niej zależeć, bo mogłoby się to źle skończyć. Zrobiłam więc minę osoby, której serce znajduje się w zamarzniętej kuli o temperaturze podobnej do tej panującej na Antarktydzie i stwierdziłam że ma rację.
Wiecie jak wygląda człowiek, któremu zabrano szczęście? Człowiek pozbawiony miłości, który jeszcze przed chwilą był nią przepełniony? Kamila właśnie tak wyglądała. Najchętniej podeszłabym i przytuliła ją, ale wiedziałam, że nie mogę. Nikt nie może się dowiedzieć. Ani Baśka, ani Kacper, ani moi znajomi. Nawet ja sama. Nie mogłam przecież przyznać przed samą sobą, że właśnie zakochałam się w dziewczynie.

186 czyt.
100%11
mieux33

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne, użyła 1502 słów i 7907 znaków. ·

Komentarze (1)

 
  • Somebody

    Somebody 16 lip 20:23

    Całkiem nieźle.