Pryzmat - cz. 2.

-Pojadę i ją przesłucham! – Jacob szarpnął za klamkę.
-Kurwa, siadaj! – komendant Williams trzasnął szeroką dłonią o blat biurka. – Siadaj! Nigdzie nie pojedziesz!
Młody policjant niechętnie przyklapnął na wciąż ciepłym krześle.  
-Mówiłem ci - ty się tym nie zajmujesz. Nie ma takiej opcji! Zapomnij!
- Dlaczego? – podwładny zmrużył błękitne oczy, które w złości pociemniały do odcienia głębokiego szafiru.
- Ja ci mam to tłumaczyć? Takie to trudne? – Williams pokręcił głową. – Masz emocjonalny stosunek do ofiary. Nie możesz prowadzić tego śledztwa.  
-Nie mam emocjonalnego stosunku, za to znam… znałem go od roku i nie wierzę w bajki o porachunkach! To nie była egzekucja! To tylko miało wyglądać jak egzekucja! – detektyw Miller ponownie poderwał się z siedzenia.  
-Siadaj! – komendant warknął do chłopaka jak do psa. – Nie wiem, co Richard odpierdalał przez ostatnie pół roku, ale chłopaki znaleźli w domu sporo lewej broni i jeszcze więcej kasy. Jako śledczy z pewnością tego nie zarobił. Zresztą… - machnął z rezygnacją ręką. – Wewnętrzni już pewnie odpalają  maszyny, żeby tu wpaść i zrobić rozpierduchę. Dwa lata kurwa przed emeryturą… - westchnął.
- I dlatego właśnie ja powinienem się tym zająć.- Jacob wbił wzrok w przełożonego, siląc się by nie wyglądać ani  na zdesperowanego, ani na błagającego. Postanowił zagrać va banque.– Przeglądałem akta Jennifer…  
-Przeglądałeś akta? Kto ci pozwolił?! – komendant błyskawicznie powrócił do rzeczywistości. – To są stare sprawy. Nie warte uwagi. Zresztą wszystko wycofała.  
-Wszystko? Czternaście zgłoszeń o pobicie na przestrzeni 5 lat? Bardzo zmienna kobieta, ta Cruz. Chyba, że ktoś odpowiednio jej doradzał… - Miller zawiesił głos.  
-Słuchaj, gówniarzu…  Nic nie wiesz! Jak długo znałeś Richarda, co? Osiem miesięcy? Rok?! Ja znam go dwadzieścia pięć lat! Od akademii! To był świetny glina!  
-Świetny glina, ale w domu skurwiel! Ja tylko mówię, że Jennifer ewidentnie miała motyw, by w końcu zemścić się na mężu. Widziałem zdjęcia. Siniaki, zadrapania... Ignorowaliście przemoc domową przez całe lata tylko dlatego, że to był wasz kumpel! Nie, kurwa! Nie ignorowaliście! Namawialiście, by wycofała pozew. Czternaście kurwa razy!!! To jest policja? Święty by kurwa nie wytrzymał! Nie wiem skąd u niego forsa i prochy. Może kombinował coś na boku. Nic mi się nie zwierzał. Był skurwielem, ale zasługuje na sprawiedliwość i ja tego dowiodę! Nie ujdzie jej to na sucho!
-Nie waż się ruszać tego gówna, Miller!  
-Komendancie… - Jacob zawiesił głos. Miał minę człowieka, któremu na niczym już nie zależało. – To był mój partner. Nauczył mnie wszystkiego… Kilkukrotnie uratował mi dupę…
-Rozumiem, Jacob. – głos przełożonego zmiękł nieznacznie. W końcu zauważył przed sobą zdolnego, ale młodego, pełnego wiary w sprawiedliwość, naiwnego stróża prawa. Przez moment przypomniał sobie jak to jest być świeżo upieczonym absolwentem akademii. -Znajdziemy sprawcę, obiecuję ci!
-Mamy sprawcę… - Miller pokręcił z niedowierzaniem głową. Dochodzi do siebie w szpitalu Świętej Brygidy.  Ale ty nie chcesz tego widzieć. Patrzysz na nią przez pryzmat bezbronnej ofiary, która przez lata nie była w stanie się obronić, a co dopiero zaatakować. Patrzysz na nią przez pryzmat zaokrąglonego czwartym miesiącem brzucha. Taka kobieta nie potrafiłaby z zimna krwią przyłożyć lufy do czoła męża i pociągnąć za spust?  - wycedził. -Mylisz się, bo jesteś szablonowy, komendancie.  Jesteś skostniały. Gubi cię rutyna!  
Williams wstrzymał oddech, przypatrując się zmrużonym z nienawiści oczom młodego.
-Nie powinienem ci tego mówić, bo nie bierzesz tej sprawy. – komendant przyjął oficjalny, chłodny ton. Wyprostował się, ale wciąż był niższy od wyrośniętego chłopaka.  - To nie to co myślisz. Nie mam wyrzutów sumienia za te wszystkie lata. To były ich prywatne, małżeńskie sprawy. Nie patrzę na nią przez pryzmat ofiary, ani bezbronnej kobiety przy nadziei. Patrzę na fakty, a te są takie, że w chwili śmierci męża Jennifer była na zakupach na drugim końcu miasta. Pięć kamer w sklepie i na parkingu nie może kłamać.
Z satysfakcją dostrzegł poszerzające się ze zdziwienia źrenice młodego.
-Na razie nie zbliżaj się do Cruz. O mały włos jej nie skatowałeś! Jakby to kurwa wyglądało w mediach? Ciężarna wdowa po policjancie zamordowana przez jego partnera ze służby! Totalna paranoja! Ja pierdolę… - Williams potarł siwą czuprynę, jakby chciał zetrzeć z czoła troski ostatnich kilkudziesięciu godzin. Spojrzał ponownie na podwładnego. – Nie chcę cię przy niej widzieć! To cud, że nie poroniła!

***

Godzinę później, idąc szpitalnym korytarzem,  Jacob kiwnął głową na pilnującego pojedynczego pokoju policjanta. Podejrzenie porachunków gangsterskich zaowocowało szczególną ochroną pacjentki.  Jednak strażnik nie miał oporów przed wpuszczeniem kolegi po fachu.  Nie było takiej możliwości, żeby decyzja komendanta już do niego dotarła.
-Skocz na kawę. Pobędę tu chwilę.  
Znudzony policjant  przyjął propozycję  z wyraźną ulgą ruszył przed siebie, nie oglądając się nawet na zamykające się za Millerem niebieskie drzwi. Detektyw przekręcił zamek. Powoli, z zadowoloną miną kogoś kto wygrał pierwszą bitwę,  odwrócił się do leżącej w białej pościeli, zaskoczonej pacjentki. Wstrzymując oddech, podniosła się na łokciach, by usiąść i oprzeć się bez siły o sporą poduszkę.  Rozszerzone źrenice zabłyszczały dziwnym blaskiem, a oddech stał się krótki i urywany. Rozchyliła spierzchnięte gorączką wargi.
Jacob bez słowa zbliżył się do kobiety. Powoli nachylił się nad Jennifer i złożył na jej ustach gorący, długo wyczekiwany  pocałunek.

400 czyt.
100%76
angie

opublikowała opowiadanie w kategorii miłosne i dramaty, użyła 1002 słów i 5988 znaków, zaktualizowała 14 sie o 15:50.

6 komentarzy

 
  • agnes1709

    agnes1709 · 15 sie 13:06

    No to pojechałaś

  • Iga21

    Iga21 · 14 sie 13:07

    Nie złe   
    Ale czy głównemu bohaterowi nie przydał by się psycholog? Najpierw ją biję potem całuje "długo wyczekiwany"  pisz dalej

  • kaszmir

    kaszmir · 14 sie 12:01

    No to się dzieje. skorumpowana policja i zamiatanie śmieci pod dywan. Dość często spotyka się przemoc domową wśród funkcjonariuszy prawa i milczenie kolegów. Jednak końcówka zastanawia … czyżby długo wyczekiwany  pocałunek coś znaczył.    
    Fajnie prowadzisz akcje i kreujesz bohaterów.

    Pozdrawiam

  • AnonimS

    AnonimS · 14 sie 10:04

    Niby prosta sprawa kryminalna. A tu nagle niespodzianka w ostatniej scenie. I rodzi się pytanie. Co oznacza ten pocałunek ? Jak zwykle zaskakujesz.. pozdrawiam

  • kaszmir

    kaszmir · 14 sie 0:10

    Łapkę zostawiam i przyjdę jutro poczytać

  • agnes1709

    agnes1709 · 13 sie 22:40

    Łapa jest ale przeczytam jutro. Ok?:Warto dac na zaś... wiadomo komu