Niemiłość II

Jeśli ktoś się tego spodziewał, to chapeau bas!

Oskar zakrztusił się lemoniadą, którą właśnie pił. Naciągnął na dłoń rękaw bluzki w paski i wytarł nim brodę. Pilnie śledziłam każdy jego ruch, czekając na to co powie. Bardzo powoli pokręcił głową. Aż w końcu podniósł na mnie wzrok. Zamarłam. Moje serce też.
-Mówisz serio? – Odstawił szklankę. Skroplona woda spłynęła z niej na stolik. Poczekałam chwilę z odpowiedzią.
-Jak najbardziej. Już tylko ty możesz mi… pomóc. –Zawahałam się przy ostatnim słowie, nie będąc pewną czy jest odpowiednie. Nie było. Oskar zaczął się śmiać. Rozejrzałam się zażenowana, posyłając przepraszające spojrzenia w kierunku pozostałych gości klubokawiarni.
-To gdzie jest ukryta kamera? – W końcu zagadnął. Zrobiłam minę, która miała mówić "ty cholerny debilu”.
-Tu nie ma żadnych kamer, Oskar. Mówię całkowicie serio.  
     Jego uśmiech trochę zrzedł. Zaczął się wiercić jakby krzesło, na którym siedział, go uwierało. Patrzył w podłogę. O nie. Zły znak. Co robić? Szybko, Majka wymyśl coś. Nie pozwól mu odmówić.
-Posłuchaj mnie – powiedziałam możliwie łagodnym głosem. Zadziałało. Podniósł na mnie wzrok. -Nie chcę od ciebie nic więcej. Żadnych randek. Żadnych prezentów. Żadnego związku. – Sięgnęłam po swój napój i pociągnęłam łyk ze słomki, w której utkwił liść mięty. Zmarszczyłam brwi. Głupie zielsko. –Aha, no i nie zapominaj o swoim wybryku sprzed kilku lat. Wciąż mam zdjęcia.
     Oskar nadal milczał. Strasznie mnie korciło, żeby siłą wyciągnąć od niego odpowiedź, ale postanowiłam dać mu chwilę na zastanowienie. Wznowiłam walkę ze słomką i miętą.
-Okej. – Zdębiałam. Okej? Tak po prostu? Wyraz twarzy musiał zdradzić moje zdezorientowanie, bo niemal od razu dodał: -Zgadzam się, ale ja ustalę gdzie i kiedy. Stoi?
-Stoi – odpowiedziałam, jednak w mojej głowie wciąż panował chaos. On naprawdę się zgodził? To się stanie? Nie wiadomo kiedy cała moja pewność siebie odpłynęła. Na pewno jest teraz na jakiejś gondoli i zwiedza sobie Wenecję. Suka.
     Mój wspólnik dopił lemoniadę. Zgarnął ze stolika swoje szpanerskie okulary przeciwsłoneczne i rzucił na niego banknot o zdecydowanie za wysokim nominale. Podszedł do mnie. Nagle na uchu poczułam jego gorący oddech.
-Rozdziewiczę cię, koleżanko. –Szepnął. Cmoknął po przyjacielsku w policzek. I już go nie było. A mnie bez powodu zrobiło się strasznie gorąco.
***
     Akurat czesałam włosy, kiedy z przedpokoju dobiegł głos mojej mamy.
-Majka! Masz gościa! – Cholera. Czyli był też punktualny. Niedziwne, że miał dziewczyn na pęczki. Zmówiłam w duchu modlitwę, żeby mama go przypadkiem nie wpuściła dalej niż za próg drzwi. Po raz ostatni rozważyłam szybką zmianę garderoby. Uspokoiłam oddech. Wrzuciłam telefon do torby i wreszcie opuściłam mój cieplutki, bezpieczny pokój.
     Powoli szłam w kierunku drzwi wejściowych. Niech sobie skubaniec nie myśli, że mi się do niego spieszy. Nic mu się nie stanie jak trochę poczeka. Podrapałam Na pożegnanie Draga za uchem i już miałam wychodzić, gdy znikąd wyrosła przede mną matka.
-No, no. Niezłą rybę złapałaś, dziecko.  
-Mamo, proszę cię… - Ta kobieta uwielbiała wszelkie metafory i porównania do zwierząt. I używała ich aż w nadmiarze.
-Tylko nie pozwól mu się teraz zerwać z wędki.- Puściła mi oczko, a ja postanowiłam jej nie wyprowadzać z błędu. Ona naprawdę sądziła, że idę na randkę.
- Jeśli mam choć odrobinę twoich genów, to nawet żyłki porządnie nie napnie. – Dałam jej buziaka w policzek. – Wrócę rano. – Wiedziała, że idziemy na imprezę, więc nie zgrywała dewotki, nie oburzała się i nie kazała mi wrócić przed północą.
-Baw się dobrze. – Usłyszałam jeszcze zanim trzasnęłam drzwiami.
     Wpadłam w ciepłe, silne ramiona. Nawet dobrze pachniał. To na pewno były jakieś drogie perfumy. Burżuj. Ale przynajmniej miał ładnie zarysowane brwi.  
-Oskar, naprawdę nie musisz odstawiać aż takiego przedstawienia przed moimi rodzicami. – Doskonale zdawałam sobie sprawę, że oboje czatują w jednym z okien, ale starałam się tym nie przejmować.
-Skoro tak mówisz. – Od razu mnie puścił i skierował się do swojego samochodu. Jego ojciec zafundował mu niezłe cudeńko na osiemnastkę.  
Otworzył mi drzwi. Dżentelmen. Uśmiechnęłam się i zatrzepotałam rzęsami. Chce kokieterii to będzie ją miał. Wsiadłam i zapięłam pas. Drzwi od strony kierowcy trzasnęły.
-Zdenerwowana? – Kpisz czy o drogę pytasz, pomyślałam zirytowana pytaniem. Jasne, że byłam zdenerwowana. Miałam nawet przeczucie graniczące z pewnością, że sama stałam się jednym wielkim nerwem.
-Ani trochę. – Rzucił mi tylko spojrzenie z ukosa i skupił się z powrotem na prowadzeniu.  
     Muzykę było słuchać już na zewnątrz. Na podjeździe i ulicy stało mnóstwo samochodów. Nie przywykłam do tak licznych imprez. Na szczęście nie przyszłam się tu bawić. Miałam jasno określony cel.
     
Oskar złapał mnie za rękę i pociągnął do środka. Do moich nozdrzy wdarł się drażniący zapach dymu papierosowego i alkoholu. Przeszliśmy przez kilka pomieszczeń. Oskar poruszał się pewnie jakby był już tu niejednokrotnie. W mojej dłoni nagle znalazł się drink o różowawym kolorze.
-Pij. – Komenda została wykrzyczana do mojego ucha. – Musisz się rozluźnić.  
-A ty? – Zapytałam równie głośno. Roześmiał się.
-Jestem kierowcą, głupia.  
Drink był słodki i albo bardzo słaby albo tak dobrze zrobiony, że nie było w nim czuć alkoholu. Wypiłam go szybko. Pusty kubeczek już po chwili był zastąpiony kolejnym, wypełnionym po brzegi. I tak jeszcze kilka razy. Wtedy z głośników zaczęła płynąć jedna z moich ulubionych piosenek. Niewiele myśląc, pociągnęłam Oskara na parkiet. Zarzuciłam mu ręce na szyję i zaczęłam się wić. Dzięki wlanym w siebie procentom miałam znacznie lepszy nastrój. Zamknęłam oczy i oddałam się w pełni muzyce. Gdzieś na skraju świadomości zarejestrowałam, że dłonie Oskara są znacznie niżej niż pozwalały dobre obyczaje i moje trzeźwe sumienie. Na szczęście ani nie byłam trzeźwa, ani nigdy zbytnio dobrymi obyczajami się nie przejmowałam. Przylgnęłam więc do jego ciała opalonego na jakiś egzotycznych wakacjach.
Alkohol krążył już po moim krwioobiegu. Kręciło mi się lekko w głowie. Moje dłonie były lepkie od potu. I miałam najlepszy humor od dawna. Byłam gotowa.
Zeszłam z prowizorycznego parkietu. Oskar podążył za mną. Szukałam jakiegoś miejsca, w którym muzyka byłaby cichsza. Po kilku próbach udało mi się znaleźć wnękę, w której stała kanapa z czarnym zamszowym obiciem. Usiedliśmy. Przerzuciłam swoje nogi przez jego. Nie czekając na jakikolwiek ruch z mojej strony, przyssał się do moich ust. Zanurzyłam palce w jego gęstych, ciemnych włosach. Oskar jedną ze swoich dłoni trzymał pomiędzy moimi udami. Znowu zrobiło mi się gorąco jak wtedy w kawiarni. Nie żeby on mi się kiedykolwiek podobał. Był przystojny. Owszem. Ale nie byłam jedną z dziewczynek stojących do niego w kolejce.
-Znajdźcie sobie wolny pokój! – Krzyknął przechodzący obok nas chłopak w opadających spodniach. – Jebane glonojady. – Mruknął jeszcze na odchodne. Oderwałam się od Oskara.
-To w sumie dobry pomysł. Jestem już gotowa. Masz prezerwatywę? – Przetarł dłonią oczy. Potaknął.
     Pokój by niewielki i zagracony, ale stało w nim łóżko wystarczająco duże dla dwóch osób. Przez prostokątne okno wpadał blask bijący od księżyca. Muzyka była już tylko rytmicznym dudnieniem.
-Jak romantycznie. – Mruknął pod nosem Oskar, kopiąc leżący na ziemi aparat jednorazowy.
     Podszedł do mnie od tyłu. Bez słowa rozsunął suwak mojej sukienki. Świadomie ją wybrałam na ten wieczór. Moje serce zaczęło przyspieszać, gdy jego zimne palce odnalazły zapięcie biustonosza. Szybko się z nim uporał. Proszę, proszę, jaki wprawiony w boju! Odwróciłam się do niego przodem. Nie patrząc mu w oczy, zajęłam się rozpinaniem guzików jego błękitnej koszuli. Moje serce straciło nagłe swój równy rytm. Normalnie bym się tym przejęła, jednak teraz zwaliłam winę na emocje, które mną targały. Bałam się, ale byłam też podekscytowana. Oskar odgarnął moje włosy z ramion na plecy. Złożył kilka wilgotnych pocałunków na mojej szyj. Lewą pierś uchwycił w dłoń. Zadrżałam z zimna. I wtedy stało się coś dziwnego. Coś czego nie przewidziałam, snując plany przed tym wieczorem. Właśnie wtedy umarłam. Umarłam będąc cholerną dziewicą.

C'est fini!

LittleScarlet

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1566 słów i 8844 znaków, zaktualizowała 30 sie 2015.

3 komentarze

 
  • DanaScully

    Jestem na Tak!  <3

  • LittleScarlet

    @DanaScully dzięki  :rolleyes:

  • Endajs

    Panna L,  no!  :pissed: tik tak!

  • LittleScarlet

    @Endajs Ale co? XD

  • Endajs

    @LittleScarlet, a z jaką sprawa mialabym tutaj pisać? XD

  • LittleScarlet

    @Endajs Ciężko stwierdzić w sumie. Tekst jest przecież skończony.  :faja:

  • Endajs

    @LittleScarlet, czekaj... CO? mieli się chajtnac i mieć gromadke dzieci!!!!! nie podoba mi się, nie polecam

  • Malolata1

    O ku*wa! Kurde, no no. Nie wiem, co powiedzieć. Nie zostawiaj mnie tak samą z myślami. zajeb*iście, jak zawsze kochana, niczego więcej komentować nie trzeba.

  • LittleScarlet

    @Malolata1  :redface: Co to za wulgarny komentarz? Ale dzieki, dzięki. Aż miło się robi od czytania tylu pochlebstw #PróżnaJa

  • Malolata1

    @LittleScarlet ktoś kto wie, jak wielki potencjał ma w sobie, nie powinien być skromny! :*