Introwertyczka

Dzisiaj coś zupełnie nowego, zapowiedź nowej serii i tu mam do Was pytanie. Czy dodawać "Introwertyczkę" na przemian ze "Skubnij..." czy dopiero po zakończeniu przygód Marceliny? Piszcie w komentarzach co sądzicie. Miłej lektury życzę c:

Nigdy nie lubiłam zamkniętych, ciasnych pomieszczeń. Mało światła i tlenu. A szczególną "sympatią” darzyłam zwłaszcza windy. Tak właśnie, ten szybki sposób pokonywania kolejnych pięter. Dlatego niemal zawsze korzystałam ze schodów, ale nie wtedy. Nie tego cholernego piątkowego popołudnia, gdy postanowiłam oddać część swoich starych książek do biblioteki, bo już zabrakło na nie miejsca w niewielkim mieszkaniu mojego brata. Serce mi się krajało, podczas decydowania, które zostawić, a z którymi się rozstać. Pewnie gdybym miała mnóstwo przyjaciół lub chłopaka nie byłoby w ogóle takiego problemu. Jednak przebywanie w towarzystwie moich rówieśników pozbawiało mnie resztek energii i przyprawiało o dwudniową migrenę. Z tego powodu towarzystwem jakie mi pozostało były stosy książek z pożółkłymi stronicami i Kuba, mój troskliwy starszy braciszek. Bywał irytujący, czasem nawet bardzo, ale nikomu nie pozwoliłby mnie skrzywdzić.
Stojąc w tej żałosnej klatce z lustrem na jednej ze ścian, słuchając pozornie uspokajającej melodyjki, myślałam tylko o tym, że za chwilę skończy mi się powietrze i, gdy drzwi rozsuną się w końcu na parterze, portier ujrzy moje bezwładne ciało leżące na podłodze. Urocza perspektywa, nie ma co. Zmusiłam się do brania głębokich oddechów. Jeszcze tylko trzy piętra. Dasz radę Toni. Moje więzienie niespodziewanie zwolniło i zatrzymało się wywołując charakterystyczne uczucie w dole brzucha. Co się dzieje, do..?! – od razu spanikowałam. Czyli jednak, uduszę się w tak beznadziejnym miejscu… W tym momencie drzwi się otworzyły, a do środka wszedł w miarę wysoki, szczupły blondyn, krótko ścięte włosy, szerokie barki.  
-Hej Toni! – przywitał się mój, jedyny w całym znanym wszechświecie, przyjaciel. Zgarnął mnie w swoje wielkie, wytatuowane ramiona.
-Franek, zaraz mnie udusisz kretynie! – wykrztusiłam w jego klatkę piersiową.
-Oj już nie bądź taka delikatna. – jego twarz rozjaśnił szeroki uśmiech – Mamusia nie nauczyła, że trzeba okazywać starszym szacunek?
-Gdyby była taka możliwość, z pewnością ustąpiłabym szanownemu panu miejsce siedzące – odpowiedziałam mrużąc oczy i uśmiechając się szelmowsko.
-Gdzie panienka się wybiera z tymi wielkimi torbami? – spytał, kiedy drzwi windy w końcu się rozsunęły, wziął obie i wyniósł.
-Och… Muszę się pozbyć moich maleństw. Idę do biblioteki.  
-O fajnie, też się przejdę. – dziarskim krokiem ruszył do wyjścia.  
Dzień nie był wyjątkowo ładny. Nie dla mnie. Upalne sierpniowe popołudnie. Zdecydowania za gorąco i do tego pochmurnie. Pewnie za chwilę przyjdzie burza, albo przynajmniej porządna ulewa. Brr… A ja bez parasola.  
Szliśmy spokojnym rytmem w zgodnej ciszy. Przyglądałam się ludziom, których mijaliśmy. Wszyscy irytująco do siebie podobni. Gdzieś pędzący, zapracowani. Nawet wyglądają niemal identycznie. Nagle uderzyło mnie, że coś w zachowaniu mojego kolegi jest mocno nie w porządku. Zatrzymałam się na środku chodnika, poczekałam aż mnie dogoni - z tymi torbami szedł nieco wolniej.
-Franiu… - zagadnęłam
-Tak…? – popatrzył na mnie podejrzliwie, starając się jednocześnie aby grymas na jego twarzy wyglądał na najszczerszy uśmiech.
- Masz podejrzanie dobry humor. Co się stało?
     Zawahał się, spuścił smętnie głowę, a uśmiech zniknął z jego wąskich warg. Dopiero po chwili spojrzał na mnie ponuro, z bólem w głęboko osadzonych, stalowo szarych oczach i powiedział:
- Możemy pogadać o tym później? Zaniesiemy te twoje książki i pójdziemy na lody czy coś, okay?  
- No dobra, jak chcesz… - odparłam ze zrezygnowaniem. Był moim najlepszym, jedynym przyjacielem – nie chciałam się z nim kłócić.
     W tym momencie rozległ się ogłuszający grzmot, od którego przeszły mnie ciarki po całej długości kręgosłupa. Spojrzeliśmy na siebie z Frankiem i zgodnie kiwnęliśmy głowami, Zaraz rozpęta się piekło w wersji kieszonkowej. Ruszyliśmy pędem w kierunku publicznej biblioteki.
     Pierwsze krople deszczu rozbiły się o szyby zaraz po naszym spektakularnym wejściu. Wpadliśmy do środka zdyszani, spoceni i z twarzami czerwonymi od wysiłku. Franek upuścił torby wypchane książkami. Bibliotekarka, młoda dziewczyna, na oko w wieku mojego towarzysza, czyli jakieś osiemnaście lat, popatrzyła na nas z naganą wypisaną na twarzy. Dłużej zawiesiła wzrok na Franku. No przecież… Nie, nie byłam zazdrosna, jedynie poirytowana. Po tylu latach powinnam się już pewnie przyzwyczaić, ale czasem to bywało naprawdę wkurzające. Tym bardziej, że dziewczę stojące za biurkiem wyglądało na inteligentną osobę. Czyżby tylko wyglądało? Jak widać, niemal każda może się nabrać na uroczy, lekko nieśmiały uśmiech, któremu towarzyszą dołeczki i oczęta okolone gęstymi, niemal kobiecymi rzęsami. Nie ma co ukrywać, że mój przyjaciel jest jednym z przystojniejszych facetów w tym małym, zapyziałym miasteczku.
     Obejrzałam się na pakunki porzucone przez niego. Westchnęłam z niejakim smutkiem i powiedziałam;
- Ech… Miejmy to już za sobą. Franek czy mógłbyś…? – wskazałam ręką na torby leżące na drewnianej podłodze.
-Eee… Tak, jasne. – odpowiedział po dłuższym momencie, wpatrzony w bibliotekarkę.
     Przyznaję, była śliczna. Szczupła, niemal jego wzrostu, czarne, proste włosy spięła w wysokiego kucyka. Duże oczy bliżej nieokreślonego koloru i pełne usta pomalowane jasnoróżową szminką. Nawet nieźle ubrana - białą koszulę bez rękawów wpuściła do dżinsowych szortów z podwyższonym stanem, dodatkowo wysmuklając tym i tak zgrabną sylwetkę. Jednak, jako przedstawicielka płci pięknej, zwróciłam również uwagę na jej zbyt odstające uszy i za dużo piegów na lekko garbatym nosie.  
Faceci… - pomyślałam z przekąsem i przewróciłam oczami, kiedy Franek postawił dwie wielgachne torby na biurku, wciąż wpatrując się w brunetkę. Z niesmakiem pomyślałam o swoich mysich loczkach sięgających do ramion i wyglądających na trwałą ondulację. Przygładziłam je lekko, domyślając się jak muszą wyglądać po szaleńczej ucieczce przed burzą.
     Gdy było po wszystkim udaliśmy się do naszej ukochanej kawiarni. Zamówiliśmy to co zwykle, wielki waniliowy puchar lodów, który rzekomo powinien wystarczyć dla pięciu osób. Doskonale wiedziałam, że on sam nie zacznie się wyżalać, więc spytałam:
- No to co się stało? Tylko żadnych półprawd, za dobrze się znamy, żeby ci się udało. – spojrzeliśmy sobie w oczy.
- Skoro musisz wiedzieć – odwrócił wzrok i powiedział – Karolina chce żebyśmy zrobili sobie przerwę. Jak to powiedziała "nie chce się na razie ograniczać, jest młoda i potrzebuje przestrzeni” – zrobił cudzysłów z palców.
- Zgodziłeś się?!
- A niby co miałem twoim zdaniem zrobić?! – wybuchnął złością.
- Hej, spokojnie. Zamierzasz coś z tym zrobić? – zapytałam, czekając aż się opanuje.
- Mam pewien pomysł… - odpowiedział z namysłem, pocierając dłonią brodę, jakby intensywnie nad czymś główkował. - I ty mi w tym możesz. – od razy się domyśliłam co mu przyszło do głowy.
- Nie! Nie ma mowy! To się nie uda, pamiętasz co było ostatnim razem?
- Oj daj spokój. Tym razem wszystko pójdzie dobrze, trzeba tylko wszystko dobrze zaplanować i się trzymać tego planu. No zgódź się. – zrobił minę zbitego szczeniaka.
- Co ja z tobą mam… - pokręciłam głową ze zrezygnowaniem.
- Wiedziałem, że się zgodzisz! – wykrzyknął, a jego twarz w końcu rozświetlił prawdziwy uśmiech. – Uwielbiam cię, jesteś najlepsza na świecie! – przytulił mnie, podniósł z ziemi i obrócił się wokół własnej osi kilkakrotnie.
     Jezu, co ja właśnie zrobiłam? Kiedy z powrotem stałam na ziemi strzeliłam klasycznego facepalma i za nic nie chciałam dopuścić do siebie myśli, że znów będę musiała udawać dziewczynę mojego przyjaciela.

LittleScarlet

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość, użyła 1450 słów i 8397 znaków.

6 komentarzy

 
  • Jabber

    Dlaczego dopiero teraz to odkryłem? :(

  • Malolata1

    To jest ****! :)) Moglabys kontynuować?

  • iza0199

    bardzo podoba mi się Twój styl pisania :) Kontynuuj

  • LittleScarlet

    Okay, postaram się najpierw elegancko doprowadzić do końca "Skubnij tęczy" a później wystartuję z "Introwertyczką". Tylko wiecie, natchnienie to istota niezwykle kapryśna, więc nie powiem kiedy dokładnie dodam ósemeczkę, ale postaram się jeszcze w tym miesiącu. c:

  • nati

    No ja takze uwazam ze lepiej bedzie jak najpier skonczysz Skubnijmy... a potem zabierzesz sie za. to. Przy okazji ciekawie sie zapowiada :)

  • Endajs

    Chyba wolałabym, żebyś dokończyła pierwszą serię, bo zdecydowanie, potrafisz rozbudzać ludzką ciekawość, a zdwojone niecierpliwienie się byłoby męczarnią.  :smile: