Materiał znajduje się w poczekalni. Prosimy o łapkę i komentarz.

Domyśl się... – rozdział I

I
   – Urs, zrozum wreszcie! Nie możesz ciągle uciekać przed ludźmi. Na świecie jest multum porządnych facetów. Tamto z Markiem było i minęło. Musisz w końcu zacząć żyć! – Alexandria siedziała na łóżku, wpatrując się w Ursulę spojrzeniem pełnym oburzenia pomieszanego z troską. Ile już razy mówiła to samo? Jak często przekonywała przyjaciółkę? Szczerze powiedziawszy – non stop. A wszystko i tak niczym grochem o ścianę.
   – Ty nic nie rozumiesz… – Urs kiwała głową, patrząc ślepym wzrokiem na niebo za oknem. W jaki sposób miała wytłumaczyć Alex, że nadal się boi? Jak powiedzieć, iż nie potrafi nikomu zaufać i cała drży na myśl, że ktoś ją zrani.
   – Urs, a pamiętasz swój związek z Markiem? Nie kłam, iż byłaś wtedy nieszczęśliwa. Przecież nie wszyscy chcą cię skrzywdzić. Może warto więc ponownie zaryzykować? – Alexandria nie dawała za wygraną.  
   – Nie wiem. Teraz to i tak za późno. Nie jestem gotowa, by z kimś być. W sumie dobrze mi w pojedynkę. – Wiedziała, iż oszukuje samą siebie. Zakładała maskę, bo tak łatwiej było znieść samotność. Ale wierzyła, iż będzie dobrze. Miała rodzinę, Alex oraz Barego. Musiała dać sobie radę.
   – W sumie jest w tym trochę racji. Ale tylko ociupinkę. – Alex podniosła do góry dłoń, odmierzając palcami centymetrowy odcinek, po czym spojrzała wymownie i się uśmiechnęła. – Fakt, posiadasz środki finansowe na godziwe życie. Spędzasz czas ze mną, rodziną oraz uwielbianym psiakiem. Ale w domu… nie masz zupełnie do kogo gęby otworzyć.  
   – Przesadzasz. – Ursula teatralnie przewróciła oczami. Powróciła wspomnieniami do tego, jak było z Markiem. Przyjazne gesty, zagadkowe spojrzenia, uśmiechy. Nadzieja w męskim głosie, gdy zapytał czy zechce z nim zamieszkać. Strach, który sprawił,  
że się wycofała. Oczywiście, próbował ją odzyskać, robił wszystko, by dotrzeć słowami, jednak konsekwentnie odrzucała wszelkie propozycje. Cóż, nie ma tutaj zbyt wiele miłego do wspominania, ale jednak coś sprawiało, iż…
     Bieg myśli przerwał dzwonek domofonu. Alex szybko wstała, by wyjrzeć przez okno. Wyraźnie uradował ją widok za szybą.
   – To Kris. Pójdę otworzyć – powiedziała głosem pełnym radości i chwilę później gnała już korytarzem.  
     Urs ocknęła się z zawieszenia. Nie przepadała za Kristoferem, ale Alexandria przy nim promieniała. Był starszy od przyjaciółek, traktował Ursulę uprzejmie, jednak miała wrażenie, że pod całą otoczką zakochanego po uszy mężczyzny, siedzi coś dziwnego. Wydawał się zazdrościć Urs czasu, jaki Alex jej poświęcała. Nie mówiła jednak nic przyjaciółce, ponieważ ta zapewne uznałaby to za wymysł wyobraźni poetki.
     Po kilku minutach obydwoje weszli do pokoju. Ursula i Kris wymienili uprzejmości, a Alexandria cały czas coś opowiadała, starając się utrzymać przyjazną rozmowę. Bez wątpienia była zdenerwowana, jednak w obecności Kristofera, Urs nie mogła zapytać, o co dokładnie chodzi, więc jedynie zapamiętała, by potem zadzwonić do przyjaciółki i ustalić, co było na rzeczy. Za godzinę miała bowiem spotkanie z mamą, toteż musiała, czym prędzej wyjść, żeby zdążyć na czas.
   – Niestety muszę już lecieć. – Uśmiechnęła się nieznacznie, ponownie ściskając dłoń Krisa. – Miło było cię znów zobaczyć, Kristoferze. – Pocałowała Alex w policzek. – Do zobaczenia w piątek o siedemnastej trzydzieści. Tylko błagam, bądź tym razem punktualnie. – Puściła oczko, zakładając kurtkę i otulając szyję grubym szalikiem, ściągniętym z wieszaka przy wejściu.
   – Och, ależ oczywiście, że przybędę spóźniona. – Aleksandria wybuchnęła śmiechem, co po raz pierwszy od przyjścia Krisa, wydawało się szczere. – Znasz mnie przecież. Zdążysz zamówić drinki i poobcinać wszystkich facetów w barze zanim tam dotrę. Już ja zadbam, byś miała wystarczająco dużo czasu.  
     Obydwie parsknęły śmiechem. Dobrze wiedziały, iż Ursula będzie wbijała wzrok w szklankę albo gapiła się przez okno, lub gdziekolwiek indziej, zamiast mierzyć wzrokiem stałych bywalców.
   – Jak ty mnie dobrze znasz. Mogłabym pomyśleć, że lepiej niż ja sama. – Urs po raz ostatni spojrzała na przyjaciółkę i posłała krzywy uśmiech. Następnie otworzyła drzwi, podążyła korytarzem na klatkę schodową, a z niej na dwór.  
     Chłodne zimowe powietrze owiało rozgrzane od domowego ciepła policzki. Małe, drobne płatki śniegu spadały z nieba, rozpuszczając się na wełnianej rękawiczce. „Są i zaraz ich nie ma”. – Pomyślała poetka, świadoma, że tak samo było z ludźmi, którzy ją niegdyś otaczali. Odgarnęła gorzkie wspomnienia, mocniej zawiązała szalik z kompletu wydzierganego przez matkę i skręciła w boczną alejkę, prowadzącą na przystanek autobusowy.  
     Zdawała sobie sprawę, iż nie może wiecznie uciekać. Tak dłużej nie szło wytrzymać. Cały ten smutek negatywnie oddziaływał na jej twórczość. Już zauważyła, iż więcej w ostatnich wierszach było żalu i bólu, niż radości. Nie chciała unieszczęśliwiać czytelników. Wręcz przeciwnie – pragnęła zarażać wszystkich ciepłem oraz cieszyć się cudzym szczęściem. Ale żeby tego dokonać… sama musiała być chociaż minimalnie zadowolona.
     Naraz zrozumiała w czym tkwił cały problem. Ta nierozwiązana sprawa z Markiem ją dobijała. Nie chodziło o to, że chciałaby mu pozwolić na nowo wtargnąć do swojego życia. Wątpiła, by sam tego jeszcze pragnął. Rzecz w tym, iż uciekła i nie wytłumaczyła, czemu tak postąpiła. Zachowała się niczym tchórz, więc w końcu przestał przychodzić. Czy była zła, że jej na to pozwolił? Może trochę, jednak nie zamierzała tego dalej roztrząsać.  
     Uświadomiła sobie, iż przyjaciółka miała rację: musiała w końcu zacząć żyć. Powinna też odszukać Marka. Nie po to, by na nowo odgrzewać stary związek, ale żeby wyjaśnić, czemu go zostawiła. Inaczej nie zazna spokoju, przez co nie będzie mogła się przed nikim otworzyć. Bo w jaki sposób miała komuś zaufać, skoro nie potrafiła nawet sobie samej? Była w emocjonalnym dołku, ale nadszedł czas na zmiany. Właśnie teraz.
     Kroczyła w stronę przystanku z nadzieją na osiągnięcie postawionego sobie celu. Nie wiedziała jednak, że los będzie miał dla niej zupełnie inne plany…

Kocwiaczek

opublikowała opowiadanie w kategorii miłość i dramaty, użyła 1137 słów i 6506 znaków, zaktualizowała 10 cze o 18:01.

1 komentarz

Zaloguj się aby dodać komentarz. Nie masz konta? Załóż darmowe konto

  • shakadap

    Brawo. Świetnie napisane.
    Pozdrawiam i powodzenia.

  • Kocwiaczek

    @shakadap, dzięki, miło mi, że po tylu latach jeszcze się to do czegoś nadaje :D Pozdrowienia!