Mordercze wieści - cz.3

Laurett siedziała spokojnie na kanapie i wyglądała przez okno. Obserwowała swoje dzieci bawiące się na podwórko.  
- Kochanie... Napij się herbaty. - powiedział Robert i postawił gorący napój na stoliku - Kochanie... - szturchnął ją lekko, żeby zwróciła na niego uwagę.  
- A tak. - odrzekła cicho pełna troski  
- Siedzisz dzisiaj tak cały dzień. - mówił ostrożnie, trzymając dłoń na jej kolonie - Wiem, że nie chcesz wychodzić na dwór, ale może przynajmniej przejdziesz się trochę po domu?  
Kobieta wpatrywała się w niego swoimi niebieskimi, dużymi oczami. Przez dłuższą chwilę siedzieli w milczeniu.  
- Może byś coś ugotowała albo pobawiła się z dziećmi w domu?  
- Bawią się na dworze.  
- Ale nie spędzasz z nimi dużo czasu. Tylko tu siedzisz, cały czas... Proszę, może...  
- Mam ci coś do powiedzenia.  
- Tak?  
- Nasza sąsiadka Alicja przyszła do mnie ostatnio. Chciała, żebym zwróciła ci uwagę. Irytujesz ją.  
- A ona irytuje mnie.  
- Kupowałeś gazetę. To zbędne. Powinnam się bardziej interesować.  
- Co?! Przestań się przejmować opinią tej idiotki. Najlepiej nie wpuszczaj jej następnym razem do domu. Laurett ostatnio tak się zmieniłaś. Myślałem, że może chciałabyś pojechać na wakacje? Odpocząć trochę od wszystkiego? Co? Nie chciałabyś?  
Kobieta nie odpowiadała, tylko odwróciła się ponownie w stronę okna.  
- Kochanie? - spytał cierpliwie Robert. Po dłuższej chwili zabrał rękę z jej kolana i chciał odejść.  
- Robert.  
Odwrócił się z nadzieją w oczach.  
- Więcej jej nie denerwuj. Nie idź do miasta po gazety.  
Chwilę milczał, zastanawiając się nad tym co usłyszał.  
- Dobrze, Laurett. - powiedział zrezygnowany i wyszedł z domu  

- Witaj droga Alicjo! - przywitał się pastor przychodząc na uroczystość, zaplanowaną wcześniej przez gospodynie - Mam nadzieję, że nie przybyłem za wcześnie.  
- Nie, nie ależ skąd. - zerknęła na zegar w salonie - Ma nawet pastor 4 minutowe opóźnienie, ale nic się nie stało. Pastor, bez żony?  
- Tak jak chciałaś.  
- To świetnie. Niech pastor wchodzi. Nie chciałam być niegrzeczna, ale niestety ta kobieta zawsze wszystko popsuje. Dużo rzeczy jej przeszkadza i denerwuje resztę gości, a przecież chcemy żeby reszta się dobrze bawiła i miło spędzała razem czas, prawda?  
- Jak najbardziej.  
- Świetnie, niech się pastor poczęstuje babeczką i poda mi swoje przemówienie. Muszę je odczytać i nanieść ewentualnie korekty.  
- Tak. - podał jej zgięty papier z kieszeni - Proszę. Starałem się dopasować przemówienie, mimo tego, że nie podałaś mi zbyt wiele szczegółów na temat tej uroczystości.  
- Dobrze, naprawię to.  
- Alicja! - krzyknęła Pralin i chwyciła koleżankę za ramię - Zaprosiłaś Fosterową?  
- Tak. - odpowiedziała dumnie  
- Dlaczego?! A jak to ona zabiła syna?  
- To się tego dowiemy. Oj, pomyśl trochę Alicja. Przecież nikt ją teraz nigdzie nie zaprasza, nie ma z kim porozmawiać o swojej stracie. Pewnie z chęcią nam wszystko opowie. Trzeba dać jej trochę czasu. W ten sposób pomożemy policji.  
- Tak myślisz?  
- Na pewno. Nie poradzą sobie bez mojej pomocy, tak samo jak pastor nie napisze dobrego przemówienia bez mojej korekty. - mrugnęła do niej porozumiewawczo i poszła w stronę gabinetu, by w spokoju przeczytać tekst.  
Pralin stała na korytarzu zastanawiając się czy to jest dobry pomysł, by zapraszać panią Foster na to przyjęcie. Wciąż nie była co do tego przekonana, ale nie mogła nic więcej powiedzieć, bo jej koleżanka by się zdenerwowała i całe przyjęcie by się rozpadło.  
Usłyszała dźwięk przychodzącego smsa. Spojrzała na swoją komórkę.  
- Kurwa. - powiedziała, czytając kolejną wiadomość od Girte. - Czy ty naprawdę nie umiesz odpuścić? - szepnęła do siebie  
-Nie mogę teraz. Mam ważną sprawę. Kiedyś się spotkamy ale nie pisz do mnie! Nie pisz!! - wysłała mu wiadomość

204 czyt.
92%204
Regina

opublikowała opowiadanie w kategorii kryminalne i dramaty, użyła 720 słów i 3952 znaków

Dodaj komentarz